<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Czytelnia &#8211; Wojenny Nowy Sącz</title>
	<atom:link href="https://www.wojennysacz.pl/category/czytelnia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.wojennysacz.pl</link>
	<description>Kolejna witryna oparta na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Sun, 22 Jan 2023 17:00:05 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.4.1</generator>
	<item>
		<title>Siostry niepokalanki w służbie ojczyzny. Działalność Białego Klasztoru w latach 1939–1945 w zarysie.</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/siostry-niepokalanki-w-sluzbie-ojczyzny-dzialalnosc-bialego-klasztoru-w-latach-1939-1945-w-zarysie/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/siostry-niepokalanki-w-sluzbie-ojczyzny-dzialalnosc-bialego-klasztoru-w-latach-1939-1945-w-zarysie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2022 12:50:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3894</guid>

					<description><![CDATA[Siostry niepokalanki w służbie ojczyzny. Działalność Białego Klasztoru w latach 1939–1945 w zarysie  Anna  Żalińska Życie zakonne z natury swojej zakłada cichość i skromność, dlatego też rola sądeckich zakonnic z Białego Klasztoru w niesieniu pomocy bliźnim w czasie II wojny i podziemnej walce z niemieckim okupantem zdaje się do dnia dzisiejszego powszechnie nieuświadomiona.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-1 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-0 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-1{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-1{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-1 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">Siostry niepokalanki w służbie ojczyzny. Działalność Białego Klasztoru w latach 1939–1945 w zarysie</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-1"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Anna  Żalińska<br />
</em></span></strong></h3>
<p>Życie zakonne z natury swojej zakłada cichość i skromność, dlatego też rola sądeckich zakonnic z Białego Klasztoru w niesieniu pomocy bliźnim w czasie II wojny i podziemnej walce z niemieckim okupantem zdaje się do dnia dzisiejszego powszechnie nieuświadomiona. Zakon w latach 1939–1945 szczególnie zasłużył się w pomocy najbiedniejszym oraz tajnym nauczaniu.</p>
<p>Wychowanie dzieci i młodzieży jest szczególnym powołaniem Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny.  Powstało ono w 1854 r., a jego współzałożycielką była bł. Matka Marcelina Darowska, która organizowała klasztor sądecki w latach 90-tych XIX wieku. Budynki klasztorne powstały na surowym korzeniu w ciągu trzech lat, jako czwarty już dom zakonny młodego zgromadzenia<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a>. W 1897 r. naukę w niepełnym siedmioklasowym gimnazjum żeńskim z internatem rozpoczęły pierwsze uczennice. Ponadto siostry prowadziły szkołę powszechną, do której uczęszczały głównie dzieci z osiedla kolejowego<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. Gimnazjum funkcjonowało w Polsce Niepodległej już jako pełne ośmioklasowe na prawach publicznych, zaś na skutek reformy jędrzejewiczowskiej z 1932 r.<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a> w klasztorze obok gimnazjum powstało w 1939 r. także dwuletnie liceum o profilu humanistycznym; obie szkoły charakteryzowały się wysokim poziomem nauczania i kształtowania moralnego. W 1933 r. szkoła powszechna przestała działać, zaś w zamian siostry otworzyły Szkołę Gospodarczą, która funkcjonowała także w czasie niemieckiej okupacji<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>.</p>
<p>W czasie II wojny siostry niepokalanki nie zaprzestały swojej aktywności oświatowej i dołożyły do niej nowe działania na rzecz potrzebujących.</p>
<p>Zachowały się krótkie wspomnienia Janiny Zagórzyckiej z domu Jaworskiej, która jako pierwszoklasistka została przyjęta do liceum sióstr niepokalanek w Białym Klasztorze latem 1939 r. i miała rozpocząć naukę 1 września<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>. Siostry uruchomiły szkołę 11 września, niespełna tydzień po zajęciu Sącza przez Niemców (co miało miejsce w nocy z 5 na 6 września), gdy front przeszedł i w mieście zapanował względny spokój. Naukę rozpoczęły jednak tylko uczennice dochodzące, do internatu nie przyjmowano dziewcząt, zapewne w obawie o dalszy bieg wojennych wypadków i bezpieczeństwo podopiecznych. W klasztorze wyjątkowo zamieszkiwały tylko dwie licealistki – Renata Wańkowicz (bratanica Melchiora Wańkowicza) oraz Elżbieta Brzozowska<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>. Janina Jaworska-Zagórzycka wspomina, że już 2 października szkoła została przez okupanta zamknięta<a href="#_ftn7" name="_ftnref7">[7]</a>.</p>
<p>Mimo zakazu nauczania w szkołach średnich, kilka dni po zamknięciu liceum Janina, poprzez swoją przyjaciółkę, otrzymała wezwanie do klasztoru, a tam propozycję uczęszczania na tajne lekcje. Siostry, spontanicznie i jako jedne z pierwszych<a href="#_ftn8" name="_ftnref8">[8]</a>, już tydzień po zamknięciu szkoły, pod nadzorem przełożonej klasztoru i dyrektorki szkoły siostry Beaty Włoszczewskiej, ze współudziałem osób świeckich – dotychczasowych nauczycielek – rozpoczęły tajne nauczanie.</p>
<p>Ogólnokrajowe rozporządzenie Generalnego Gubernatora Hansa Franka regulujące pracę polskich szkół powszechnych (podstawowych) i zawodowych zostało wydane 31 października, a ogłoszone 2 listopada 1939 r. w Dzienniku Rozporządzeń Generalnego Gubernatora dla Okupowanych Polskich Obszarów. Zakazywano tam używania nazw „liceum” i „gimnazjum”, zaś szkoły prywatne potrzebowały specjalnego zezwolenia na działalność<a href="#_ftn9" name="_ftnref9">[9]</a>. Tym samym wyeliminowano z okupowanego terenu wszystkie szkoły średnie, pozostawiając jedynie nauczanie podstawowe i zawodowe. Okupant nakazywał obowiązkową edukację w szkole podstawowej, jednak zabroniono nauki geografii, polskiej literatury oraz historii Polski. Zakazano też organizowania lekcji gimnastyki, a program nauczania pozostałych przedmiotów ograniczono do minimum. W sposób oczywisty miało to służyć sprowadzeniu narodu polskiego do roli niskowykwalifikowanej, taniej siły roboczej; zobojętniałej i łatwej do sterowania, bo pozbawionej łączności z wyższą kulturą, tradycją, historią, dumą narodową.</p>
<p>Janina pamięta przede wszystkim tajne lekcje języków obcych, literatury i historii sztuki<a href="#_ftn10" name="_ftnref10">[10]</a>. Realizowano jednak cały program liceum: matematyki i fizyki nauczała osobiście siostra dyrektor Beata Włoszczewska<a href="#_ftn11" name="_ftnref11">[11]</a>. Janina oficjalnie miała pracować w szkółce zielarskiej, a gdy i ten pretekst został ukrócony, uczennice odbierały naukę w pełnej konspiracji<a href="#_ftn12" name="_ftnref12">[12]</a>.</p>
<p>Do szkoły codziennie wybierało się trochę inną drogę. Szło się bez podręczników – z obawy przed zatrzymaniem i rewizją. Przy głównym wejściu od strony zadrzewionego podjazdu dziewczęta często witała siostra Baptysta. Czasami miały wchodzić bocznym wejściem „od zaplecza”, tj. od strony gospodarstwa. Uczennice należały do kilku różnych grup (kompletów), które, dla zachowania konspiracji, nie stykały się ze sobą. Janina wspomina nazwiska wszystkich swoich towarzyszek tajnego nauczania: Ela Brzozowska, Krystyna Kotarba i Zofia Kosterkiewicz (z Gorzkowa). Janina miała czas na naukę dzięki temu, że jej ojciec, Jan Jaworski, poprzez znajomego „załatwił” zniszczenie dokumentów córki w niemieckim urzędzie pracy (Arbeitsampt). Jej droga z domu do szkoły trwała godzinę w jedną stronę, szczególnie trudna wydawała się ona Janinie w mroźne poranki wyjątkowo ciężkiej zimy pierwszego roku okupacji<a href="#_ftn13" name="_ftnref13">[13]</a>.</p>
<p>Egzamin maturalny przed tajną komisją egzaminacyjną w Białym Klasztorze Janina Zagórzycka zdała po dwóch latach nauki, w maju 1941 r. Dwa dnia przeznaczone były na pisemne egzaminy, dzień 17 maja – na egzamin ustny.</p>
<p>Niedługo po egzaminie Janina, osobiście poproszona przez siostrę dyrektor, sama rozpoczęła prowadzenie tajnych kursów. Do klasztoru zgłaszało się po naukę tak wiele młodzieży, że siostry nie były w stanie osobiście zorganizować lekcji wszystkim. Pierwszymi uczniami Janiny byli: Andrzej Wróblewski i Ewa Kardaszewicz, harcerka, która oficjalnie uczyła się w szkole handlowej (z dozwolonym przez okupanta programem), a na tajnych kompletach z Janiną realizowała program gimnazjum. Po ukończonych kursach uczniowie zdawali egzaminy przed komisją w klasztorze<a href="#_ftn14" name="_ftnref14">[14]</a>.</p>
<p>W 1940 r. w Białym Klasztorze pod przewodnictwem s. Beaty Włoszczewskiej rozpoczęła działalność III Tajna Komisja Egzaminacyjna na terenie Nowego Sącza. Siostry dokumentowały jej działalność. Według obliczeń dokonanych na podstawie dokumentów z archiwum klasztoru w latach 1940–1945 na tajnych kompletach odbyło się 495 egzaminów z poszczególnych przedmiotów w różnych klasach, przeprowadzono również 32 egzaminy dojrzałości<a href="#_ftn15" name="_ftnref15">[15]</a>. Wszystkie te egzaminy zostały po wojnie uznane przez komisję weryfikacyjną i klasy ukończone w konspiracji zostały uczniom zaliczone<a href="#_ftn16" name="_ftnref16">[16]</a>.</p>
<p>Janina Zagórzycka prowadziła tajne nauczanie pod nadzorem sióstr niepokalanek od połowy roku 1941 do połowy roku 1944. Lekcje odbywały się w jej domu lub w domach uczniów. Po latach Janina wymienia z imienia i nazwiska 16 osób jako swych byłych uczniów<a href="#_ftn17" name="_ftnref17">[17]</a>. Często spotykano się u Ewy Kardaszewicz, której mieszkanie mieściło się w kamienicy niemieckiej przy ul. Grodzkiej 39. Ewa Kardaszewicz, zaangażowana w harcerską konspirację pod ps. „Promyk”, „wciągnęła” Janinę do 5-osobowego harcerskiego patrolu. Po aresztowaniu Ewy Kardaszewicz i jej tragicznej śmierci wraz z matką, Janina zaprzestała działalności harcerskiej i nauczania<a href="#_ftn18" name="_ftnref18">[18]</a>.</p>
<p>10 października 1940 r. w klasztorze rozpoczęła działalność, za zgodą władz okupacyjnych, Państwowa Szkoła Handlowa. W połowie 1942 r. w budynkach należących do niepokalanek mieściło się kilka szkół: ww. Szkoła Handlowa, przedwojenna Szkoła Gospodarcza połączona z Krawiecką, Kurs Techniczny oraz 6 szkół powszechnych pracujących na zmiany (ich siedziby zostały zajęte przez wojsko). Prowadzono tu także tajne nauczanie religii<a href="#_ftn19" name="_ftnref19">[19]</a>. Niestety zdarzało się, że nawet legalne szkoły zamykano, jak stało się z Państwową Szkołą Handlową, w której ostatnie zajęcia poprowadzono w lutym 1943 r.<a href="#_ftn20" name="_ftnref20">[20]</a>.</p>
<p>W kwietniu 1941 r. część budynków szkolnych (Szkoły Gospodarczej i szatni) została zajęta przez niemieckie jednostki wojskowe<a href="#_ftn21" name="_ftnref21">[21]</a>. W przedwojennej sypialni internatu Niemcy urządzili magazyn zboża<a href="#_ftn22" name="_ftnref22">[22]</a>. W styczniu 1944 r. do pomieszczeń klasztoru wprowadził się niemiecki szpital wojskowy i pozostawał tam przez kolejny rok, do całkowitego wycofania się Niemców z Sącza, utrudniając tym samym tajne nauczanie<a href="#_ftn23" name="_ftnref23">[23]</a>.</p>
<p>Gdy 29 stycznia 1945 roku, zaraz po przejściu frontu, siostry oficjalnie otworzyły gimnazjum, na lekcje uczęszczało 150 dziewcząt<a href="#_ftn24" name="_ftnref24">[24]</a>. Podobno po wojnie powstało sprawozdanie wysłane do kuratora oświaty w Krakowie na temat działalność szkolnej niepokalanek<a href="#_ftn25" name="_ftnref25">[25]</a>.</p>
<p>Siostry oprócz prowadzenia tajnego nauczania wykorzystywały mury klasztoru jako schronienie dla ratujących się ucieczką od wywózki z getta Żydów. Przez jakiś czas ukrywała się tutaj Helena Stuchły, neofitka, okulistka o żydowskim pochodzeniu, żona dyrektora sądeckiego szpitala Stanisława Stuchłego<a href="#_ftn26" name="_ftnref26">[26]</a>. Tutaj pewnego dnia żydowskie dziecko, wyprowadzone z getta wraz z matką, chciała przyprowadzić Anna Sokołowska. Kobieta z dzieckiem ukrywała się jakiś czas u niej w domu, a gdy stało się to zbyt niebezpieczne, Anna ustaliła z siostrą niepokalanką, że przyprowadzi dziewczynkę do ogrodu, zaś siostra zabierze ją do klasztoru jako przypadkową „znajdę”. O umówionej godzinie Anna jednak nie przyszła, drugiego dnia dała znać, że zorganizowała matce wraz z dzieckiem bezpieczne schronienie w Tarnowie (tym samym nie musiały się one rozłączać)<a href="#_ftn27" name="_ftnref27">[27]</a>.</p>
<p>Poza opisaną działalnością siostry, choć w pierwszym momencie wojny same w potrzebie, prowadziły dożywianie, szczególnie dzieci, bezdomnych i osób w podeszłym wieku<a href="#_ftn28" name="_ftnref28">[28]</a>. Wysyłały też paczki dla więźniów politycznych<a href="#_ftn29" name="_ftnref29">[29]</a>. O ich działalności pozaedukacyjnej trudno napisać wiele z powodu braku źródeł. Nie ulega jednak wątpliwości, że Biały Klasztor także w warunkach wojny kontynuował swoją misję z czasów pokoju, służąc lokalnej społeczności nie tylko edukacją, ale i modlitwą, opieką oraz pomocą materialną.</p>
<p>Pamiętać należy, że sądeckie niepokalanki to nie jedyne siostry zakonne obecne na terenie Sącza w czasie II wojny światowej. Przez cały okres okupacji z dużym poświęceniem Katolicki Zakład Sierot prowadziły siostry Służebniczki Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej (tzw. „służebniczki dębickie”)<a href="#_ftn30" name="_ftnref30">[30]</a>. Ponadto w sądeckim szpitalu posługiwał zakon szarytek (Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia Św. Wincentego a Paulo) – siostry niezmiennie, nawet w pierwszych dniach wojny, stały na posterunku, co było ważne zwłaszcza w okresach, gdy dotkliwie brakowało lekarzy<a href="#_ftn31" name="_ftnref31">[31]</a>. Warto w tym miejscu uzupełnić, że posługa zakonnic – jawna i tajna – w czasie II wojny światowej to obszar historii Nowego Sącza w zasadzie nieobecny w literaturze, autorce tekstu nie są znane żadne publikacje traktujące o tym ważnym temacie.</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Zob. Anna Totoń, <em>Siostry Niepokalanki na Sądecczyźnie</em>, „Almanach Muszyny” 2004, s. 199–205.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> <em>Ibidem</em>, s. 199.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> Reforma zakładała ujednolicenie szkolnictwa w kraju, czyli uporządkowanie spadku po czasach trzech zaborów; zaprowadzono 6- lub 7-letnią szkołę powszechną, czteroletnie gimnazjum, które kończyło się „małą maturą” i dwuletnie liceum, po którym zdawano maturę. Ponadto reforma ujednoliciła szkolnictwo zawodowe, por. <a href="https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/jedrzejewiczowskie-reformy;3917924.html">https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/jedrzejewiczowskie-reformy;3917924.html</a>, dostęp: 25.09.2021.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> <a href="https://szkola.bialyklasztor.pl/tradycja">https://szkola.bialyklasztor.pl/tradycja</a>, A. Totoń, <em>op. cit.</em>, s. 200.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział w Nowym Sączu, Materiały do dziejów harcerstwa w nowosądeckim, sygn. 31/559/34, Janina Zagórzycka, „Promyk” na ziemi sądeckiej, s. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> Która po maturze wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek a w 1939 r. także rozpoczynała pierwszy rok liceum, por. <em>Ibidem.</em></p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> <em>Ibidem.</em></p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> Por. Jolanta Gołąb-Kowalska, <em>Tajne nauczanie w okresie okupacji niemieckiej na terenie Nowego Sącza w latach 1939–1945. Weryfikacja i wyniki tajnego nauczania na ziemi sądeckiej w 1945 roku</em>, „Studia redemptorystowskie” nr 8, 2010, s. 28.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> „Verordnungsblatt des Generalgouverneurs für besetzen polnischen Gebiete” z 2 listopada 1939 r., nr 3, <a href="http://dlibra.umcs.lublin.pl/publication/7523">http://dlibra.umcs.lublin.pl/publication/7523</a>.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10">[10]</a> J. Gołąb-Kowalska, <em>op. cit.</em>, s. 28.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11">[11]</a> <em>Ibidem</em>, s. 30</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12">[12]</a> ANKr O.NS, sygn. 31/559/34, J. Zagórzycka, „Promyk” na ziemi sądeckiej, s. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13">[13]</a> <em>Ibidem</em>, s. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14">[14]</a> <em>Ibidem</em>.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15">[15]</a> J. Gołąb-Kowalska, <em>op. cit.</em>, s. 41</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16">[16]</a> <em>Ibidem</em>.</p>
<p><a href="#_ftnref17" name="_ftn17">[17]</a> ANKr O.NS, sygn.31/559/34, J. Zagórzycka, „Promyk” na ziemi sądeckiej, s. 4.</p>
<p><a href="#_ftnref18" name="_ftn18">[18]</a> <em>Ibidem</em>, s. 3–4.</p>
<p><a href="#_ftnref19" name="_ftn19">[19]</a> J. Gołąb-Kowalska, <em>op. cit.</em>, s. 28.</p>
<p><a href="#_ftnref20" name="_ftn20">[20]</a> <a href="https://szkola.bialyklasztor.pl/tradycja/">https://szkola.bialyklasztor.pl/tradycja/</a>, dostęp: 1.09.2021.</p>
<p><a href="#_ftnref21" name="_ftn21">[21]</a> <em>Ibidem.</em></p>
<p><a href="#_ftnref22" name="_ftn22">[22]</a> Archiwum Związku Nauczycielstwa Polskiego w Nowym Sączu, brak sygnatury, <em>Wspomnienie o Marii [sic!] Sokołowskiej z okresu okupacji niemieckiej</em>, Maszynopis nieznanego autorstwa s. niepokalanki [podpis nieczytelny], Nowy Sącz 1945 r., s. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref23" name="_ftn23">[23]</a> J. Gołąb-Kowalska, <em>op. cit.</em>, s. 41.</p>
<p><a href="#_ftnref24" name="_ftn24">[24]</a> <a href="https://szkola.bialyklasztor.pl/tradycja/">https://szkola.bialyklasztor.pl/tradycja/</a>, dostęp: 1.09.2021.</p>
<p><a href="#_ftnref25" name="_ftn25">[25]</a> ANKr O.NS, sygn.31/559/34, J. Zagórzycka, „Promyk” na ziemi sądeckiej, s. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref26" name="_ftn26">[26]</a> Zob. biogram Heleny Stuchły.</p>
<p><a href="#_ftnref27" name="_ftn27">[27]</a> <em>Wspomnienie o Marii Sokołowskiej z okresu okupacji niemieckiej</em>, s. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref28" name="_ftn28">[28]</a> <a href="https://szkola.bialyklasztor.pl/tradycja/">https://szkola.bialyklasztor.pl/tradycja/</a>, dostęp 1.09.2021.</p>
<p><a href="#_ftnref29" name="_ftn29">[29]</a> <em>Wspomnienie o Marii Sokołowskiej z okresu okupacji niemieckiej</em>, s. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref30" name="_ftn30">[30]</a> <a href="https://www.bazylika.org.pl/siostry-zakonne.html">https://www.bazylika.org.pl/siostry-zakonne.html</a>, dostęp 2.09.2021.</p>
<p><a href="#_ftnref31" name="_ftn31">[31]</a> Jan Słowikowski, <em>Wspomnienia z pracy w szpitalu sądeckim w latach 1935–1941,</em> „Rocznik Sądecki” 2008, t. 36, s. 288.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-0{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-0 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-0{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-0 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-0{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-0 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-1{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/siostry-niepokalanki-w-sluzbie-ojczyzny-dzialalnosc-bialego-klasztoru-w-latach-1939-1945-w-zarysie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>W sądeckim sądzie pod okupacją – wspomnienie Heleny Gądek</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/w-sadeckim-sadzie-pod-okupacja-wspomnienie-heleny-gadek/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/w-sadeckim-sadzie-pod-okupacja-wspomnienie-heleny-gadek/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2022 12:48:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3892</guid>

					<description><![CDATA[W sądeckim sądzie pod okupacją – wspomnienie Heleny Gądek  Anna  Żalińska W momencie wkroczenia niemieckich żołnierzy Wehrmachtu do Sącza w nocy z 5 na 6 września 1939 r., w wielu miejscowych urzędach pracowały kobiety. W chwili przejęcia władzy przez Niemców i utworzenia Generalnego Gubernatorstwa niejako automatycznie stały się one urzędniczkami niemieckich władz okupacyjnych.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-2 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-1 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-2{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-2{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-2 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">W sądeckim sądzie pod okupacją – wspomnienie Heleny Gądek</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-2"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Anna  Żalińska<br />
</em></span></strong></h3>
<p>W momencie wkroczenia niemieckich żołnierzy Wehrmachtu do Sącza w nocy z 5 na 6 września 1939 r., w wielu miejscowych urzędach pracowały kobiety. W chwili przejęcia władzy przez Niemców i utworzenia Generalnego Gubernatorstwa niejako automatycznie stały się one urzędniczkami niemieckich władz okupacyjnych. Pozostawały na swoich miejscach pracy, lecz pod nowym, niemieckim zarządem. Praca urzędowa dla Niemców w czasie wojny nie była postrzegana w kategoriach kolaboracji. Wobec kryzysu gospodarczego i wprowadzonego przez okupanta nakazu pracy, stanowisko w administracji Generalnego Gubernatorstwa stawało się takim samym, jak każda inna praca, zabezpieczeniem bytu materialnego rodziny i pewnego stopnia bezpieczeństwa (alternatywą był wyjazd na roboty do Niemiec). Bliskość współpracowników niemieckich mogła stać się przyczynkiem do budowania relacji i późniejszej kolaboracji, ale mogła też być sposobnością do niesienia pomocy w szerszym zakresie i potajemnej ochrony ludności polskiej.</p>
<p>Postawy kobiet w służbie administracyjnej wobec okupanta różniły się nieraz diametralnie, a czynnikami różnicującymi był – podobnie jak w innych sytuacjach wyboru – stosunek do kraju ojczystego i stopień poczucia powinności wobec narodu, poziom religijności i poczucia moralności, sytuacja materialna i rodzinna, w końcu osobowość. Specyficzne i skrajne warunki wojny wyzwalały w ludziach, obecne już wcześniej, predyspozycje do czynów egoistycznych albo szlachetnych.</p>
<p>Przykładem na to, w jaki sposób kobiety pracujące w niemieckich urzędach mogły wykazać się nieocenioną pomocą dla współobywateli jest przypadek Marii Fetter ps. „Biedronka” lub też Heleny Gądek, pracownicy sądu. Maria Fetter pracowała w biurze ewidencji ludności, skąd Niemcy pozyskiwali adresy osób przeznaczonych do aresztowania. „Biedronka” niejednokrotnie ostrzegała ściganych i ich rodziny, co dawało możliwość skutecznej ucieczki i ukrycia się<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a>. Janina Zagórzycka w swoich wspomnieniach wojennych podaje informacje o pomocy anonimowej polskiej urzędniczki z urzędu pracy (Arbeitsampt), dzięki której udało się zniszczyć jej dokumentację osobową w kartotece – co dało możliwość młodej dziewczynie brać udział w tajnych kompletach i uchroniło ją przed skierowaniem do pracy w Niemczech<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. Często proste działania, podejmowane w ramach dostępnych środków w dosyć bezpieczny sposób, były skutecznym sabotażem wyniszczających polski naród dążeń Niemców. Choć należy pamiętać, że za cień podejrzeń o związki z podziemiem groziło aresztowanie i surowa kara.</p>
<p>W Oddziale sądeckim Archiwum Narodowego w Krakowie zachowały się ciekawe wspomnienia, napisane dla Koła Miejskiego ZBoWiD w1979 r., przez urzędniczkę Sądu Polskiego w Nowym Sączu (w czasach pokoju – Sądu Grodzkiego), Helenę Gądek<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>. Była ona siostrą przyrodnią Juliana Zubka<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a> (opiekowała się jego mieszkaniem w ostatnim okresie wojny), współpracowała zaś blisko z jego przyjacielem Kazimierzem Prohaską ps. „Murzyn”, który był komendantem ZWZ na miasto Nowy Sącz (oddział „Nurt”). Zofia przepisywała dla ZWZ różne zlecenia – jako pracownik sądu mogła legalnie używać maszyny do pisania; za nielegalne posiadanie maszyny do pisania lub radioodbiornika groziło uwięzienie w obozie koncentracyjnym.</p>
<p>Po generalnej wsypie ZWZ, która miała miejsce latem 1944 roku, wiele osób z którymi współpracowała, w tym Kazimierza Prohaskę, aresztowano i potem stracono w Zbylitowskiej Górze. Zastępca „Murzyna” – Tadeusz Kołodziej ps „Sprot” – ratował się ucieczką. Przebywał w ukryciu w mieszkaniu Heleny Gądek trzy tygodnie. Ostatecznie znaleźli się w oddziale Batalionów Chłopskich „Juhasa” i tam dopiero zaprzysiężona została Helena. Od tej pory dostawała stamtąd rozkazy: <em>Łącznicy bardzo często przychodzili do mnie do Sądu z moją czarną teczką i grypsem&#8230;Toteż nie zba</em><em>cza</em><em>jąc </em><em>na</em><em> godziny urzędowania opuszczałam sąd i wybiegałam do miasta celem załatwienia spraw konspiracyjnych</em><a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>. Pewnego razu za nieobecność prezes sądu ukarał ją upomnieniem, a gdy sytuacja się powtórzyła – odebraniem dwóch tygodni urlopu. Nikt nie mógł domyślić się udziału Heleny w konspiracji, z drugiej strony zauważono w końcu zbyt częste wizyty „chłopców”. Wtedy Helena dostarczyła do oddziału puste blankiety wezwania na świadka. Od tej pory kurierzy przychodzili do niej z tym dokumentem (choć oczywiście niepoprawnie wypełnionym, bez sygnatury akt i daty rozprawy itp., na co współpracownicy także zwracali jej uwagę, wciąż otrzymywała również negatywne uwagi prezesa za nieobecność).</p>
<p>Na placówkę kontaktową do Juraszowej często chodziła piechotą. Przynosiła wieści z Sącza i sądu, opowiadała, co działo się na dziedzińcu więziennym. Zdarzało się, że z rozmów prywatnych z prokuratorem Pisiaczyńskim, Ukraińcem, wiedziała zawczasu, kiedy będzie łapanka lub kogo szuka policja. Prośby ze strony partyzantów były różne – jak wspomina Zofia – nierzadko o dostarczenie żywności lub ubrania. Odzież oddawali jej krewni. Gdy to źródło się wyczerpało, pełna obaw, zmuszona została udać się do bursy rzemieślniczej przy Lwowskiej, gdzie mieszkał przed ucieczką Tadeusz Kołodziej. Wiedząc, że Kołodziej jest poszukiwany, musiała jednak powołać się na jego nazwisko, prosząc zastanych tam znajomych o jego ubranie i buty. Potem nosiła te buty pojedynczo – w obawie, by nie została po drodze okradziona z pary niemal nowego, jakże poszukiwanego, obuwia<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>.</p>
<p>Przez okna sądu można było porozumiewać się z więźniami przebywającym w gmachu więziennym przy ul. Pijarskiej, na migi lub za pomocą dużych kartek z napisami – wspomina Zofia Gądek. Wraz z innym pracownikiem sądu – Franciszkiem Kocotem, pilnowała tych „okiennych” widzeń więźniów z rodzinami, często sceny te były bardzo wzruszające. Prezes sądu, który przyłapał ich na tej czynności, kazał najpierw okna zasłonić, a potem wstawić matowe szyby. Zofia mimo przeszkód nadal kontaktowała rodziny więźniów z osadzonymi, otwierając okno<a href="#_ftn7" name="_ftnref7">[7]</a>. Nie była jedyną osobą biorącą udział w takim kontakcie z więźniami. Zofia Rysiówna wspominała, jak jej siostra Stanisława Rysiówna i Maria Kóskowska, pracownica sądu, dzień przed transportem Zofii do Tarnowa i stamtąd do KL Ravensbrück, wywiesiły w oknach sądu karton z napisem: „Zosiu, śpiewaj dziś o 19 Ave Maria”. Miało to być symboliczne pożegnanie skazańców rozstrzelanych w Biegonicach 21 sierpnia 1941 r.<a href="#_ftn8" name="_ftnref8">[8]</a></p>
<p>W działalność konspiracyjną zaangażowana była niemal cala rodzina Zofii Gądek, co na pewno też stanowiło dla niej dodatkowy motor napędowy. Słono przyszło im za to zapłacić, gdyż – jak wspomina Zofia – jej dwaj szwagrzy i brat zostali złapani i skazani na uwięzienie w obozie koncentracyjnym, gdzie ponieśli śmierć. Po wojnie podziękowaniem dla Zofii był list od dowództwa leśnego oddziału, z którym współpracowała, wiersz i piosenka żołnierska pisane o niej<a href="#_ftn9" name="_ftnref9">[9]</a>. Niech kolejnym elementem tych podziękowań będzie trwała pamięć o kobietach takich jak ona, polskich urzędniczkach pełniących służbę Ojczyźnie pod okupacją niemiecką</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Julian Zubek „Tatar”, Ze wspomnień kuriera, s. 27.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> ANKr O/NS, Materiały do dziejów harcerstwa w nowosądeckim, sygn. 31/559/34, Janina Zagórzycka, „Promyk” na ziemi sądeckiej, s. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> ANKr O/NS, Związek Kombatantów Rzeczpospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych. Zarząd Okręgowy w Nowym Sączu, sygn. 31/558/754, Helena Gądek „Ciotka” – więzienie i sąd w Nowym Sączu w czasie okupacji.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Jedno z sześciorga dzieci Marii Wojciechowskiej <em>primo voto</em> Lipińskiej, <em>secundo voto</em> Zubek z pierwszego jej małżeństwa z Józefem Lipińskim, zob.: Piotr Kazana, Przedwojenna działalność sportowa mjr. Juliana Zubka, „Almanach Sądecki” 2016, nr 3/4 (96/97), s. 67.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> ANKr O/NS, Związek Kombatantów Rzeczpospolitej Polskiej…, sygn. 31/558/754, Helena Gądek „Ciotka” – więzienie i sąd w Nowym Sączu w czasie okupacji, s. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> <em>Ibidem</em>, s.2 i kolejne.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> <em>Ibidem</em>.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> <em>Zofia Rysiówna, Z przeżyć okupacyjnych, „Rocznik Sądecki” 1968, t. 9, s. 444</em></p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> ANKr O/NS, Związek Kombatantów Rzeczpospolitej Polskiej…, sygn. 31/558/754, Helena Gądek „Ciotka” – więzienie i sąd w Nowym Sączu w czasie okupacji.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-1{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-1 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-1{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-1 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-1{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-1 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-2{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/w-sadeckim-sadzie-pod-okupacja-wspomnienie-heleny-gadek/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Życie codzienne w sądeckim getcie</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/zycie-codzienne-w-sadeckim-getcie/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/zycie-codzienne-w-sadeckim-getcie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2022 12:30:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3890</guid>

					<description><![CDATA[Życie codzienne w sądeckim getcie  Łukasz Połomski Społeczność żydowska na Sądecczyźnie przez pięć wieków była nieodłączną częścią bogatej, wielokulturowej mozaiki narodowościowej regionu. Rok 1939 był początkiem jej końca. Rozpoczęła się apokalipsa. Wydarzenia, do których dochodziło w kolejnych latach wojny nie mieściły się w wyobrażeniu rabinów, przywódców politycznych, zwykłych ludzi. Praktycznie od lata 1939]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-3 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-2 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-3{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-3{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-3 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">Życie codzienne w sądeckim getcie</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-3"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Łukasz Połomski<br />
</em></span></strong></h3>
<p>Społeczność żydowska na Sądecczyźnie przez pięć wieków była nieodłączną częścią bogatej, wielokulturowej mozaiki narodowościowej regionu. Rok 1939 był początkiem jej końca. Rozpoczęła się apokalipsa. Wydarzenia, do których dochodziło w kolejnych latach wojny nie mieściły się w wyobrażeniu rabinów, przywódców politycznych, zwykłych ludzi. Praktycznie od lata 1939 r. można było wyczuć nieuchronność nadchodzącej katastrofy.</p>
<p>W okresie międzywojennym Żydzi stanowili 1/3 mieszkańców Nowego Sącza – około 11 tys. z 30 tys. mieszczan. Bardzo ważną rolę odgrywali chasydzi, ortodoksyjni Żydzi, których przywódcą w XIX wieku był świątobliwy cadyk Chaim Halberstam (zmarł w 1876 r.). Warto zauważyć, że coraz wyraźniej w międzywojniu można było obserwować jednak spadek znaczenia chasydyzmu. Pojawiło się wiele nowych ruchów społecznych. Następni cadycy – Aron Halberstam i kolejno jego synowie Arie i Mordechaj Zew do wybuchu wojny byli naczelnymi rabinami miasta, cieszyli się wielkim autorytetem wśród religijnych Żydów. Do głosu dochodziła inteligencja, która w XIX w. była zdominowana przez chasydów związanych z Halberstamami. W kahale rządzili już nie tylko ortodoksi, ale także syjoniści. Mimo to stronnictwo <em>Agudat</em> <em>Israel</em> stanowiło najsilniejsze ugrupowanie polityczne. Działały ponadto partie syjonistyczne (<em>Mizrachi</em>, <em>Hitachdut</em>), socjalistyczno-syjonistyczne (<em>Poalej</em> <em>Syjon</em>) i lewicowy <em>Bund</em>. Po utworzeniu Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem sądeccy Żydzi na arenie ogólnopolskiej polityki popierali głównie tę formację, a przywódcy religijni wyrażali wielkie poparcie dla sprawy polskiej.</p>
<p>Okres międzywojenny stanowił rozkwit działalności charytatywnej i kulturalnej sądeckich Żydów. Powstały teatralne zespoły amatorskie (Towarzystwo Dramatyczno-Muzyczne im. Szymona Anskiego), kluby sportowe: „Spartakus”, „Gwiazda” i „Makabi”. Rozwijało się życie duchowe – w mieście były dwie wielkie synagogi i ponad 20 małych domów modlitwy. Działał też szereg organizacji oświatowych, jak np. Uniwersytet Ludowy im. Rosenfelda. Postępowi Żydzi posyłali swoje dzieci do gimnazjów i na studia. W okresie międzywojennym studiowało 163 sądeckich Żydów, w tym aż 55 kobiet.</p>
<p>Żydzi prężnie działali w drobnym handlu i przemyśle, w większości były to rodzinne, małe zakłady. Nadal istniały większe przedsiębiorstwa powstałe w XIX w. Prowadzili też szereg restauracji i winiarni (Szpraj, Amsterdam, Knobel, Abrahamowicz). Relacje z pozostałymi mieszkańcami miasta na ogół układały się poprawnie, choć ciągle były to dwa osobne światy<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a>.</p>
<p>Dostrzegając zagrożenie, w obliczu nadciągającej wojny, Żydzi próbowali ratować się na liczne sposoby. Tuż przed 1 września 1939 r. rozpoczęła się masowa ucieczka wszystkich, których było na to stać lub którzy mieli możliwość przetrwania na wschodzie. Wielu patrzyło na to, co będą robić elity. Bogatsze rodziny, niewiele myśląc, pakowały się i wyjeżdżały, tak jak Kneblowie z Wałowej<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. Byli przekonani, że polskie wojsko szybko pokona Niemców. Chasydzi czekali na znak od przywódcy religijnego. Lehrer wspominał rozterki rabina sądeckiego, Mordechaja Halberstama. Przed masową ucieczką był on wyrocznią dla wielu Żydów, którzy pytali go, czy mają zostać w kraju czy też wyjechać. Jednak, jak wynika ze źródeł, rabin, który przecież powinien być autorytetem dla swoich chasydów, wydawał się przerośnięty sytuacją. Krzyczał: <em>Nie wiem! Róbcie, co uważacie za dobre</em><a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>. Chasydzi niechętnie wyjeżdżali po wybuchu wojny, bowiem w żydowskiej dzielnicy pojawiły się plotki o 600 sądeckich Żydach zamordowanych przez Niemców w Przemyślu. Także w Dynowie mieli zostać spaleni znaczący Żydzi z Sącza<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>.</p>
<p>Wrzesień 1939 r. obfitował w akcje wymierzone przeciwko ludności żydowskiej. Niemcy prześladowali przywódców religijnych, dokonywali licznych łapanek i zmuszali Żydów do poniżających prac<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>. Wszystko to jednak – co można ocenić z perspektywy czasu – wobec kolejnych dni i wymyślnych okrucieństw niemieckich było niczym.</p>
<p>W lipcu 1940 r. powstało getto, które stało się jednym z najstraszniejszych miejsc w całym wojennym Nowym Sączu. Z jego funkcjonowaniem wiązało się wiele problemów i zagrożeń, zaś przedwojenne życie zamkniętych tam osób zostało zupełnie przewartościowane.</p>
<p>Gettem zarządzał Judenrat. Organ ten wykonywał to, czego od niego żądali Niemcy. Formalne rozporządzenie generalnego gubernatora Hansa Franka dotyczące zasad tworzenia rad żydowskich zostało wydane 28 listopada 1939 r.<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a> Zgodnie z jego treścią w gminach liczących powyżej 10 tys. mieszkańców rada powinna składać się z 24 osób, wyłącznie mężczyzn. Istniał zapis, że spośród swego grona członkowie sami mieli wybierać przewodniczącego i zastępcę, jednak w praktyce mianowały ich (lub przynajmniej akceptowały) władze okupacyjne. Generalnie większość tych kolegiów, podporządkowanych ściśle woli Niemców, okryła się złą sławą. Inny obraz wyłania się z analizy nielicznych dokumentów dotyczących sądeckiej rady. Sądecki Judenrat grał z okupantem w otwarte karty, często przypłacając to życiem swoich członków. Ocaleli zeznali, że tutejszy Judenrat powstał już w 1939 r.<a href="#_ftn7" name="_ftnref7">[7]</a> W 1942 r. liczył on 25 członków, wywodzących się z żydowskiej elity miasta<a href="#_ftn8" name="_ftnref8">[8]</a>. Rada organizowała życie w getcie zgodnie z wytycznymi Niemców; była odpowiedzialna za wszystkie sprawy związane z funkcjonowaniem getta. Kaufer pisze, iż dopiero w późniejszym okresie <em>stanowiska kierownicze dostały się w ręce jednostek małowartościowych, które dla ratowania swej własnej osoby były zawsze gotowe szafować krwią swych braci</em>. Wyjątkami, zdaniem Kaufera, byli Jakub Marien i Mendel Eisen<a href="#_ftn9" name="_ftnref9">[9]</a>. Ten pierwszy sprzeciwił się Hamannowi, przypłacając to śmiercią w KL Auschwitz. Cieszył się wielkim uznaniem wśród Żydów<a href="#_ftn10" name="_ftnref10">[10]</a>. Zastępcą Mariena był Aron Rindler, również dobrze wspominany. Kolejnymi przewodniczącymi rady byli Beckerman, Stern i Einchorn<a href="#_ftn11" name="_ftnref11">[11]</a>.</p>
<p>Ważną dla życia codziennego w getcie instytucją żydowską była <em>Jüdischer</em> <em>Ordnungsdienst</em> – żydowska służba porządkowa, zwana potocznie „policją żydowską”. Nikt nie wspomina dobrze pracowników tej instytucji. Istniała od 27 stycznia 1941 r. do likwidacji getta w sierpniu 1942 r. W jej skład wchodziło 24 policjantów i tyluż zastępców. Wszyscy byli młodzi, mieli poniżej 35 lat<a href="#_ftn12" name="_ftnref12">[12]</a>.  Policja brała czynny udział w akcjach gestapo, jak choćby w akcji kwietniowej w 1942 r. Kaufer wspominał ich jako okrutników: <em>dla każdego Żyda są częstokroć groźniejsi od niejednego gestapowca</em>. Na własny użytek posiadali czarne listy, które zawierały nazwiska tych, którzy się im narazili. <em>Są naszymi panami życia i śmierci</em><a href="#_ftn13" name="_ftnref13">[13]</a>. Kiedy Hamann kazał sporządzić listę ofiar na jakąś akcję, OD – jak skrótowo określano policję – zwykle w porozumieniu z Judenratem, zamieszczał na niej najbogatszych Żydów, którzy mogli dać sporą łapówkę. Policjanci liczyli, że tymi pieniędzmi sami kiedyś się wykupią<a href="#_ftn14" name="_ftnref14">[14]</a>. Komendantem policji żydowskiej był pochodzący z Chorzowa Maks Folkman (nazwisko pisane także w formie Volkman). Według plotek krążących po getcie, miał tam przed wojną dom publiczny. <em>W getcie w Nowym Sączu chodził dumny, klepał się po kieszeni, w której miał spis Żydów i mówił: Tu mam do sprzedania 15 tysięcy Żydów – to znaczy, że od niego zależało, kogo podać na śmierć</em><a href="#_ftn15" name="_ftnref15">[15]</a> – wspominała Rena Anisfeld. Izaak Tauger napisał, że <em>policja</em> <em>żydowska zostanie po wsze czasy czarną plamą społeczeństwa żydowskiego</em><a href="#_ftn16" name="_ftnref16">[16]</a>. Należeli do niej najpodlejsi kryminaliści oraz przedwojenni kombinatorzy. <em>Na czele policji stał p. Maks Volkman, typ alfonsa, uchodźca. Podlec ten ma na sumieniu moc ludzi</em><a href="#_ftn17" name="_ftnref17">[17]</a> – pisał Tauger. Nie najlepiej wspominano także Chaskiela Rosenberga, który na śmierć wydał własnego brata<a href="#_ftn18" name="_ftnref18">[18]</a>. Wśród najokrutniejszych policjantów Tauger wymieniał też przesiedleńca z innego miasta, Blausteina i Żyda z ulicy Nawojowskiej, Lejbusia Landaua.</p>
<p>Odmienną kartę w historii życia codziennego getta zapisał szpital żydowski, który mieścił się na ul. Kraszewskiego 44. Funkcjonował on od połowy XIX w. i od początku swojego istnienia był najważniejszą placówką medyczną w tej części Nowego Sącza. Po I wojnie światowej szpital popadł w ruinę i wymagał odnowy. Władze miasta wyremontowały go w 1939 r., tak jakby wyczuły, że będzie za kilka miesięcy potrzebny. Początkowo okupant zamknął odnowiony budynek. Na wznowienie działalności szpitala Niemcy zgodzili się dopiero w 1940 r. Jedną z najważniejszych przyczyn uruchomienia szpitala był napływ ludności do gettaprzesiedleńcy z m. in. Lwowa, Łodzi, Bielska i innych miejscowości wcielonych do Rzeszy)<a href="#_ftn19" name="_ftnref19">[19]</a>.</p>
<p>Po początkowej, prowizorycznie zorganizowanej, działalności ambulatorium 6 października 1940 r. oficjalnie otwarto szpital w wyremontowanym przed wojną budynku przy ul. Kraszewskiego<a href="#_ftn20" name="_ftnref20">[20]</a>. Utworzono fundusz szpitala, złożony głównie ze składek i zbiórek społecznych. Wprowadzono zatem dobrowolne opodatkowanie się ludności żydowskiej, z którego zwolniono najuboższych<a href="#_ftn21" name="_ftnref21">[21]</a>. Swoje datki ofiarowywała regularnie także krakowska Żydowska Samopomoc Społeczna (ŻSS) i Joint. Pierwszym dyrektorem szpitala został okulista Izrael Drilich. Wielkie zasługi w jego organizacji położył także działacz społeczny Izrael Friedman. Na początku 1941 r. pracujący tu żydowscy lekarze wybrali do współpracy 60 najzdolniejszych absolwentek kursu pielęgniarskiego. W placówce pracowało dwóch lekarzy i dentysta. Po doktorze Drilichu, od 1942 r., szpitalem kierował dr Izrael Segal<a href="#_ftn22" name="_ftnref22">[22]</a>.</p>
<p>Jak na warunki getta działalność szpitala była imponująca. W 1941 r. przeprowadzono w nim aż 289 zabiegów, w 1942 r. – 203. Szereg z nich był konsekwencją szaleńczych akcji sądeckiego gestapo, tak jak w czasie akcji w kwietniu 1942 r. Lekarze przyjmowali w budynku szpitalnym, ale równie często udawali się na wizyty domowe. Prężnie działające ambulatorium miesięcznie wydawało prawie 900 recept. W kwietniu 1941 r. zaszczepiono ludzi przeciw durowi brzusznemu i plamistemu. W 1941 r. powiększono izbę zakaźną, otwarto poradnię dla niemowląt i kobiet w ciąży, przeciwgruźliczą, przeciwjagliczą i chorób wenerycznych oraz zakupiono lampę kwarcową. W tym też roku, dzięki staraniu Albina Burza, otwarto przyszpitalną aptekę. Nie udało się ze względów finansowych uruchomić oddziału chirurgicznego, choć operacje przeprowadzano w prowizorycznych warunkach<a href="#_ftn23" name="_ftnref23">[23]</a>. Radzono sobie nawet domowymi sposobami. Izaak Goldfinger tak wspominał pomoc lekarzy szpitala, kiedy zachorował na zapalenie płuc: <em>Ten lekarz twierdził, że mam pić tłuszcz </em>[…]<em> Ale był doświadczony i powiedział, że to mi przejdzie, spokojnie tylko mam się odżywiać tłustym jedzeniem. No i nie wiem skąd wzięli tłuszcz, może jadłem tłuszcz z psa, on twierdził, że to tylko leczy</em><a href="#_ftn24" name="_ftnref24">[24]</a>. Największym wyzwaniem dla służby zdrowia w getcie była epidemia tyfusu, która wybuchła na „Piekle” w zimie 1941/1942 r.<a href="#_ftn25" name="_ftnref25">[25]</a> Epidemia tak wystraszyła niemieckiego komisarza miasta, że w styczniu 1942 r. przekazał Judenratowi 500 zł na leczenie Żydów. W tym samym miesiącu zakazano opuszczania zakażonej dzielnicy. Na murach miasta pojawiły się niemieckie propagandowe afisze zatytułowane <em>Żydzi, wszy, tyfus plamisty</em>. Dzięki ofiarności lekarzy opanowano epidemię, jednak sytuacja sanitarna w getcie tak naprawdę pogarszała się z dnia na dzień, do ostatnich godzin istnienia tzw. dzielnicy zamkniętej<a href="#_ftn26" name="_ftnref26">[26]</a>.</p>
<p>Życie codzienne determinowało kilka słów: strach, głód i ciasnota. Choć starano sobie radzić na wiele sposobów, to do normalności było bardzo daleko. <em>Poziom życia: Nowy Sącz, Tarnów, Kraków – bylejakość to standard</em> – zapisał krótko i na temat w notatkach Hersz Waser, Żyd z Krakowa. Właściwie słowa te streszczają wszystkie aspekty życia codziennego, które skupiało się w czasach getta na przetrwaniu<a href="#_ftn27" name="_ftnref27">[27]</a>.</p>
<p>Nie możemy jednoznacznie określić liczby żydowskich mieszkańców getta. Była ona cały czas zmienna. Raport dla Jointu z kwietnia 1941 r. wskazuje, że w Sączu było 9 tys. żydowskich mieszkańców (w dokumencie przekreślono 15 tys.), w tym 800 uchodźców. Zapisano też liczbę mieszkańców 36 324 – zapewne Żydów z okolicy<a href="#_ftn28" name="_ftnref28">[28]</a>. Analizując inne dokumenty z Jointu można odnieść wrażenie, że Nowemu Sączowi podlegały Judenraty w Gorlicach, Bobowej, Grybowie, Krynicy czy Limanowej<a href="#_ftn29" name="_ftnref29">[29]</a>. Owe 9 tysięcy wskazuje nam, że niemal 2–2,5 tys. Żydów uciekło lub wyjechało z miasta przed 1 września 1939 r. Mimo to liczba zamkniętych w murach Żydów systematycznie wzrastała, bowiem do stolicy Sądecczyzny przysyłano mieszkańców innych miast. Szacuje się, że przed wysiedleniem w sierpniu 1942 r. w getcie zamknięto ok. 15–16 tys. ludzi. Powodowało to, że warunki mieszkaniowe w getcie były opłakane.</p>
<p>Zmorą dla mieszkańców getta były przyjazdy ludzi z zewnątrz, tzw. przesiedleńców. Pogarszały one i tak już fatalną sytuację mieszkaniową i sanitarną, która miała ogromne znaczenie dla codzienności. <em>Dzielnice zamieszkiwane przez Żydów kurczą się stale</em> – pisał obrazowo Kaufer<a href="#_ftn30" name="_ftnref30">[30]</a>. Żydzi mieszkający przed wojną w Sączu uważali, że przybyszów było naprawdę sporo, przez co ucierpiały możliwości aprowizacyjne. Nie dawali jednak znać o swoich uczuciach, nie żywili żalu do przesiedleńców<a href="#_ftn31" name="_ftnref31">[31]</a>. Ponadto Judenrat zawiadamiał, że 75% przybyszów to biedota<a href="#_ftn32" name="_ftnref32">[32]</a>.</p>
<p>W 1939 r. przesiedlono do miasta Żydów z Sieradza i Łodzi.  Pośród wysiedleńców znaleźli się też mieszkańcy Lwowa, Bielska i terenów włączonych do III Rzeszy<a href="#_ftn33" name="_ftnref33">[33]</a>. Przynajmniej początkowo, na ile mógł, pomagał przybyszom komitet Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Przybyli do miasta ludzie byli w złej kondycji, niejednokrotnie pobici, skrwawieni, zniszczeni psychicznie. Najpierw lokowano ich w wielkiej synagodze i innych bożnicach, a następnie wysyłano do domów<a href="#_ftn34" name="_ftnref34">[34]</a>. Żywność otrzymywali z kuchni żydowskiej, często były to obiady dwudaniowe<a href="#_ftn35" name="_ftnref35">[35]</a>. Polacy obserwowali te przyjazdy. Po przybyciu Łodzian, Maria Zielińska pisała krótko i wymownie: <em>Smutny ich los</em>. Transporty jechały wolno z powodu mrozów i śniegu (początek marca 1940 r.). W drodze miało się nawet jakiejś kobiecie urodzić dziecko<a href="#_ftn36" name="_ftnref36">[36]</a>.</p>
<p>Judenrat prosił o pomoc organizacje takie jak Joint, pisząc obrazowo, że sytuacja <em>jest opłakana</em>, w zasadzie głównie przez napływ znacznej liczby przybywających do miasta przesiedleńców<a href="#_ftn37" name="_ftnref37">[37]</a>. Warto to podkreślić, że Joint wydawał się być dla zarządzających sądeckim gettem jedyną deską ratunku w tej beznadziejnej sytuacji. Z dnia na dzień stawała się ona coraz gorsza. W kwietniu 1940 r. przyjmowano w Sączu więźniów z obozu pracy w Sowlinach. Doświadczyli oni tu bardzo dobrego przyjęcia, zakwaterowano ich w domach. <em>Zaznali macierzyńskiej opieki</em> – zapisała Pola Mordkowicz<a href="#_ftn38" name="_ftnref38">[38]</a>. W grudniu 1940 r. przybyła kolejna spora grupa – niemal 800 osób z Krakowa. Niemcy zaplanowali, że stolica GG – Kraków – będzie „wolna od Żydów”. Stąd tak duże przesiedlenia<a href="#_ftn39" name="_ftnref39">[39]</a>.</p>
<p>W 1940 r. do Nowego Sącza przybyli Żydzi z Krynicy, Muszyny, Tylicza i całego pasa przy granicy z Czechosłowacją. Było ich – jak szacowali pracownicy szpitala – ok. 2000 osób<a href="#_ftn40" name="_ftnref40">[40]</a>. <em>Na szosach widać ciągnące się wozy z resztkami dobytku, nowe tragedie, nowe łzy </em>[…]<em> Każdy jest zdezorientowany, nikt nie wie, co przyniesie dzień następny</em> – pisał Samuel Kaufer<a href="#_ftn41" name="_ftnref41">[41]</a>. Na wsiach jeszcze w 1940 r. panował spokój, Niemcy się tam nie zapuszczali. Przyjazd tych Żydów do miasta musiał być dla nich szokiem.</p>
<p>Mieszkańcy wsi musieli się zameldować w getcie najpóźniej 1 września 1941 r.<a href="#_ftn42" name="_ftnref42">[42]</a> Wysiedleniom z ich domów rodzinnych towarzyszył terror. Pośród 40 Żydów wiezionych z Zawady do Nowego Sącza Niemcy rozstrzelali czterech<a href="#_ftn43" name="_ftnref43">[43]</a>. Również relacje z Wierchomli, Łęki, Tylicza i Dąbrówki Niemieckiej potwierdzają te informacje<a href="#_ftn44" name="_ftnref44">[44]</a>. <em>Tragedia tych ludzi jest o tyle wielka, że od pokoleń osiadli oni w swoich gospodarstwach i całą swoją energię i pracę wkładali w podniesienie ich poziomu. Znany jest np. fakt, że jeden z żydowskich gospodarzy w okolicy Starego Sącza musi opuścić swoją posiadłość, gdzie oddawał się specjalnie hodowli rasowych krów </em>[…]<em> Rolnicy ci ze swoimi niewiele wartości przedstawiającymi manatkami muszą udać się do miast, które są przeludnione i są urządzani w zbiorowych azylach, nie mając zaś żadnego innego zawodu, są od razu zdani na pomoc opieki społecznej</em><a href="#_ftn45" name="_ftnref45">[45]</a>.</p>
<p>Kwestie związane z jedzeniem dominowały życie codzienne, choć może na ulicach nie było tego widać. Na pozór życie w getcie tętniło, można nawet powiedzieć, że wyglądało „prawie normalnie”. Ulicami chodzili ludzie, jedni zabiegani, inni refleksyjnie spacerowali. Jednak po kątach czaił się głód, którego każdy się wstydził. Samuel Kaufer wspominał: <em>Wielu wyzbywa się ostatniej swej garderoby, ostatniej koszuli, byle zdobyć trochę ziemniaków, bochenek czarnego chleba</em>. Głód był najcichszym z zabójców. Katastrofalna sytuacja panowała w części getta przy zamku, gdzie nie było możliwości sadzenia warzyw i zbierania owoców; już przed wojną była to dzielnica pozbawiona zieleni, dokoła same kamienice i bruk. Na Piekle było inaczej. Dlatego w zamkniętej dzielnicy w centrum miasta rozwinął się przemyt i handel z tzw. stroną aryjską. Ceny za żywność rosły, ludzi nie było na nią stać<a href="#_ftn46" name="_ftnref46">[46]</a>. Kupowano jedzenie za lepsze ubranie czy cieplejszą bieliznę<a href="#_ftn47" name="_ftnref47">[47]</a>. Za nielegalny handel kara była surowa. Tak zginęli Landau i Bober, którzy sprzedawali metale i walutę. Zostali powieszeni w więzieniu, tak żeby wszyscy widzieli, jaka spotkała ich kara<a href="#_ftn48" name="_ftnref48">[48]</a>.</p>
<p>Już na początku wojny dało się odczuć braki mąki, a co za tym idzie – chleba. Podczas dzielenia wsparcia z Jointu Nowy Sącz zawsze dostawał najwięcej, ale ciągle nie było to wystarczające. Dla przykładu w 1940 r. Sącz otrzymał 14 worków mąki, Grybów 5, a Krynica oraz Muszyna zaledwie po dwa kilogramy; Łącko i Muszyna – jeden<a href="#_ftn49" name="_ftnref49">[49]</a>. Bochenki chleba, które wychodziły z piekarni zdaniem Markusa Lustiga wyglądały jak <em>wilgotne błoto</em>. Dostanie nawet takiego pożywienia graniczyło z cudem. Trzeba było ryzykować, podejmować handel. Liczyły się znajomości: <em>Naszemu sąsiadowi Mosze Hercbergowi, który przed wojną zarabiał na przewozach paczek do Wiednia, udało się kilka razy przywieźć chleb mieszkańcom miasta. Pewnego dnia Niemcy złapali go i wzięli do pracy w niemieckim wojsku. Tam spotkał swego znajomego z Wiednia, który służył w wojsku w randze starszego sierżanta. Gdy skończył pracę, starszy sierżant dał mu kilka bochenków wojskowego chleba a ten rozdzielił je wśród sąsiadów. Hercbergowi udawało się co pewien czas przynosić sąsiadom chleby z tego samego źródła</em> – pisał Markus Lustig. Tak samo nielegalnie handlowano z chłopami<a href="#_ftn50" name="_ftnref50">[50]</a>.</p>
<p>Do czasów postawienia murów wokół dzielnicy<a href="#_ftn51" name="_ftnref51">[51]</a>, Lustig żywność poza gettem zdobywał razem z sąsiadem Reinholdem. W 1941 r. jeździł po okolicznych wsiach wozem konnym i ściągał długi za mąkę, którą kupiono przed wybuchem wojny. <em>Rozpoczynaliśmy podróż w niedzielę, zdążając</em><em> do wsi Trzetrzewina, Wysokie i innych. Każdego wieczoru nocowaliśmy u innego chłopa. Rolnicy</em><em> nie mieli pieniędzy, by płacić, ale dawali nam żywność. Dostawaliśmy na przykład mąkę, zboże, ziemniaki,</em><em> warzywa i owoce</em>. Lustig wspominał, że wyprawy trwały od poniedziałku do czwartku, spali poza miastem. Po powrocie do getta mogli wyżywić swoją rodzinę i najbliższych, w domu zawsze panowała radość<a href="#_ftn52" name="_ftnref52">[52]</a>. Nie każdy miał tyle szczęścia.</p>
<p>Pieniądze, które zarabiali mieszkańcy getta były niewielkie i nie mogły zapewnić wyżywienia rodzinom. Robotnicy zarabiali ok. 1 zł dziennie. Sytuacja była bardzo trudna. <em>Rodziny ich formalnie głodują, coraz większy stan chorób w domach żydowskich</em><a href="#_ftn53" name="_ftnref53">[53]</a> – raportował do Jointu Judenrat. Dla porównania w 1940 r. kilogram najtańszego mięsa kosztował 2 zł. Ceny słoniny dochodziły nawet do 20 zł, a masło kosztowało 34 zł. Pensja, jaką zarabiali Żydzi była zatem zupełnie nieadekwatna do tych cen<a href="#_ftn54" name="_ftnref54">[54]</a>.</p>
<p>Dla wyżywienia mieszkańców getta szczególnie ciężka była zima. Członkowie Judenratu pisali: <em>zbieraliśmy od tut. konsumentów żydowskich dla celów zakupu ziemniaków dla nich kwotę poważną, sięgającą 28 000 zł – część ziemniaków zakupiliśmy i została ona rozdzielona na podstawie kwitów wpłaty</em>. Po tym jak nastały mrozy, nie było szans na zakup towaru, dlatego Judenrat przesunął pieniądze, aby móc zapłacić ludziom za zamiatanie ulic i oczyszczanie ich ze śniegu. Rada stała więc przed problemem zwrotu pieniędzy. Prosili o pożyczkę co najmniej 10 tys. zł. <em>Zaznaczamy przy tym, że pożyczka ta zagwarantowana zostanie na piśmie przez 10 najbogatszych tut. obywateli żydowskich</em><a href="#_ftn55" name="_ftnref55">[55]</a>. W obliczu takiego obrotu spraw bezcenna była pomoc ze strony polskich znajomych. Lustig wspomniał swojego znajomego szewca „Pietrka”, który prowadził zakład na ul. Piotra Skargi. Dostarczał Markusowi drożdże, które ten mógł rozprowadzać po getcie<a href="#_ftn56" name="_ftnref56">[56]</a>. Lehrer wspominał, że mimo wszystko między religijnymi chasydami ciągle była chęć pomocy, której uczył ich cadyk Chaim Halberstam. Nie zostawiali oni nikogo głodnym. Świadek pisał, jak dzięki ofiarności chasydów udało się zebrać kosz chleba dla biednej rodziny przesiedlonej z Krynicy. <em>Kiedy weszliśmy do zrujnowanego pokoju, powitały nas okrzyki radości głodnych dzieci, ich twarze były blade i pościągane z głodu</em> – pisał Lehrer<a href="#_ftn57" name="_ftnref57">[57]</a>.</p>
<p>Im bliżej było likwidacji getta, tym trudniej było dostać jedzenie. Berta Korennman zanotowała, że handel żywnością w getcie w tym okresie praktycznie nie istniał. Jedzenie mogło docierać jedynie z zewnątrz<a href="#_ftn58" name="_ftnref58">[58]</a>.</p>
<p>W 1942 r. głód był cichym pomocnikiem Niemców. Wystarczyło się przyjrzeć ludziom, żeby wiedzieć, na jaką skalę ich wyniszcza. Wygląd mieszkańców getta był wstrząsający. Większość to zmory, upiory dawnych ludzi o twarzy przypominających kościotrupa. Kości oczodołowe wystające, cera żółta, mętny, zastraszony wzrok. Remedium na głód miały być kuchnie ludowe<a href="#_ftn59" name="_ftnref59">[59]</a>. Potem wprowadzono kartki na żywność, co chwilowo unormowało sytuację na jakiś czas. Kiplowa pisała, że na głowę przypadała ćwiartka chleba na tydzień i 10 dag cukru w miesiącu. <em>Jeszcze później i to ustało</em> – zanotowała. Wielu chciało kupić żywność od szmuglerów, ale zazwyczaj nie było ich na nią stać. <em>Ludzie wysprzedawali się ze wszystkiego, by zakupić trochę żywności</em> – pisała Kiplowa<a href="#_ftn60" name="_ftnref60">[60]</a>.</p>
<p>Do getta ciągle mogli wchodzić Polacy, choć było to bardzo ryzykowne. Przedwojenni sąsiedzi wiedzieli, że Żydzi mają sacharynę oraz nici, towary deficytowe w czasie wojny. Żydom, bez przepustki, wychodzić z getta nie było wolno – taka sytuacja trwała, dopóki nie postawiono całkowicie murów getta. <em>Zaczęły chodzić słuchy, że u Żydów coraz głodniej i za żywność, szczególnie chleb, można dostać artykuły, których resztki mieli pochowane ci, którzy dawniej mieli sklepy lub kramy. Tam też miały być nici i sacharyna, tak bardzo mi potrzebne do wymiany na masło i jajka</em> – pisała Gołosińska-Maćkowiak, która zagładę Żydów obserwowała z perspektywy dziecka. <em>Rano zamiast książek załadowałam do teczki szkolnej dwa bochenki chleba i ruszyłam do getta na handel wymienny. Między kręcącymi się przy budowie muru robotnikami przemknęłam się dość łatwo. Nikt nie zwracał uwagi na uczennicę z warkoczykiem i wypchaną teczką. Zaraz na pierwszej ulicy obskoczyli mnie szwargoczący Izraelici i zarzucili pytaniami w rodzaju: Co panienka ma sprzedać? Wytłumaczyłam, co mam i co potrzebuję</em>. Nagle pojawił się ok. 28-letni Żyd, który zaproponował jej wymianę. Zabrał ją ze sobą do domu. Jak zaznaczała, nie obyło się to bez obaw – doskonale znała z opowieści mordy rytualne. Kiedy tylko przekroczyła próg domu, senior rodziny krzyknął, że jest chleb. Opis świadka pokazuje skalę głodu: <em>Zakotłowało się w pokoiku – trzy pary małych brudnych rączek wyciągnęło się do mnie. Jedna para, chyba największa, zaczęła majstrować koło zamku teczki, ale matka trzepnięciem ścierki przegoniła w kąt napastników, a mnie poprosiła, bym usiadła na krześle naprędce wytartym ścierką</em>. Nici były przechowywane jak świętość. Za nie został sprzedany jeden z chlebów, drugi za sacharynę. <em>Wychodząc, spojrzałam za siebie. Siedząc «w kucki» na podłodze trójka kędzierzawych dzieci szarpała pracowicie zębami kromki chleba posypane odrobiną cukru. To najmniejsze w kołysce też dostało kawałek skórki, którą obracało w bezzębnej buzi</em>. Pani Janina odebrała najważniejszą szkołę życia, jak zapisała: <em>Na tej teczce, która przez parę lat nosiła szkolne zeszyty, podręcznik historii Polski, zapisywały małe żydowskie rączki brudnymi śladami historię głodu i poniewierki narodu skazanego na zagładę</em>. Handel przemienił się w jakiś związek, który był misją niesienia pomocy: <em>Gdy wkraczałam ze swoją teczką do małej brudnej izdebki, witał mnie chóralny wrzask radości. Maluchy bez pardonu wyrywały mi teczkę i myszkowały aż do dna, bo tam zawsze leżały trzy cukierki lub trzy lizaki na długich patykach</em>. Kiedy getto szczelnie otoczono murem, nie było już szans na wejście do jego wnętrza. Próbowała, ale złapał ją niemiecki żołnierz: <em>Odeszłam kawałek od muru, aby zejść żołnierzowi z oczu i usiadłam na stercie cegieł pozostałych po budowie muru. Obok siebie położyłam teczkę z chlebem, na który tak bardzo czekały trzy malutkie głodne żołądki, czworo dorosłych i to najmłodsze w kołysce – na swoją skóreczkę do ssania. Patrzyłam na wysoki mur, za którym szumiało jak w ulu. Gwar i szwargot przeplatany płaczem dzieci dochodził na moja stronę. I wówczas uświadomiłam sobie w całej pełni, co to jest niewola</em><a href="#_ftn61" name="_ftnref61">[61]</a>.</p>
<p>Niedożywienie było widoczne szczególnie wśród ludzi, którzy przyjeżdżali do Sącza z obozów. Pola Mordkowicz z obozu w Sowlinach pisała w 1940 r.: <em>Do obierania kartofli, brukwi angażowano kobiety – przesiedleńców. Mające dużo dzieci do wykarmienia przywłaszczyły sobie kartofle, brukiew. To zjawisko spotykało się z największym oburzeniem. Oburzając się, potrafili Sądeczanie zachować takt i umiar</em> <a href="#_ftn62" name="_ftnref62">[62]</a>.</p>
<p>Głód, niczym gestapo zabierał całe rodziny, a nawet zabijał na ulicy. Z głodu w 1941 r. zmarła cała rodzina Goldfingerów przy ul. Czarnej, a w 1942 r. z tego samego powodu Pessla Dagan przy ul. Czystej<a href="#_ftn63" name="_ftnref63">[63]</a>. Na rękach rodziny umarła z głodu młoda Mina Gotlieb przy ul. Bandurskiego<a href="#_ftn64" name="_ftnref64">[64]</a>. Taka sama śmierć spotkała pochodzącego z Lipia 78-letniego starca Chaskiela Fischa. Golda Goldfinger zmarła z głodu, przechodząc ul. Barską<a href="#_ftn65" name="_ftnref65">[65]</a>. Dla mieszkańców getta była to poniekąd codzienność.</p>
<p>Tragicznie wyglądała także przestrzeń, w której żyli mieszkańcy sądeckiego getta. Liczył się tam każdy metr kwadratowy. Dobre mieszkanie, odizolowanie się od innych ludzi miało kolosalne znaczenie dla kondycji zdrowotnej i psychicznej. Dawało odrobinę prywatności. Nie wszystkich było na to stać, a im bliżej likwidacji dzielnicy żydowskiej, tym sytuacja stawała się gorsza. Ludzie wówczas mieszkali, gdzie podpadło. Dzielnica żydowska nie była duża. Łącznie liczyła ok. 5–6 km². Licząc, że mieszkało w niej ok. 15 tys. osób, można uzmysłowić sobie ciasnotę. Mieszkania już przed wojną nie były w najlepszej kondycji; często nie miały podłogi, były stare, drewniane, zagrzybione, sprzyjały rozwojowi wielu chorób<a href="#_ftn66" name="_ftnref66">[66]</a>. Domy były zniszczone po działaniach wojennych z 1939 r. Lustig wspominał, że mieli zepsuty dach, ale mimo wszystko ludzie tak mieszkali. Nie mieli wyboru<a href="#_ftn67" name="_ftnref67">[67]</a>.</p>
<p>Kiplowa zeznała, że w 1941 r. średnio przypadało 4–5 rodzin na jeden pokój z kuchnią. Łącznie było to około 20 osób. To bardzo dużo i pokazuje ciasnotę getta. Z dnia na dzień robiło się ciaśniej<a href="#_ftn68" name="_ftnref68">[68]</a>. Podobne cyfry u końca istnienia getta podaje Lehrer<a href="#_ftn69" name="_ftnref69">[69]</a>. <em>Ludzie spali w bramach, na ziemi, z tobołkami, do których dobierały się szczury i myszy</em> – opisywała niewyobrażalną sytuację Kiplowa<a href="#_ftn70" name="_ftnref70">[70]</a>. Warunki życia większości były rozpaczliwe. Samuel Kaufer pisał: <em>Znaczna część ulic nie ma wodociągów, światła elektrycznego, wszędzie brud, wilgoć nieznośna, niechlujstwo</em><a href="#_ftn71" name="_ftnref71">[71]</a>.</p>
<p>Anna Ward była w getcie u swojej przedwojennej sąsiadki. Firanki zrobione były z papieru. Dziecko leżało w miseczce, nie było kołyski<a href="#_ftn72" name="_ftnref72">[72]</a>. Mendel Good dodawał, że brakowało nawet miejsca do spania<a href="#_ftn73" name="_ftnref73">[73]</a>. Podobnie sytuację opisywała J. Maćkowiak, która jako mała dziewczynka bywała w getcie: <em>Otworzył drzwi i wprowadził mnie do izby, z której już od progu zaduch i fetor mało nie wyrzucił mnie na ganek z powrotem. W warunkach urągającej wszelkim zasadom higieny gnieździli się w tej izdebce: dziadek i babka, ojciec i matka, troje małych Żydziątek bawiących się na podłodze oraz półroczne dziecko wrzeszczące w kołysce</em>. Pani domu przeprosiła dziewczynkę za warunki – zdawała sobie sprawę, że nie ma tam porządku. Usprawiedliwiała się, że kiedyś było inaczej. Mała przestrzeń i warunki życia niszczyły tę kobietę, czego dała upust przed kilkuletnim dzieckiem: <em>w końcu rozpłakała się powtarzając: Co z nami będzie, co z nami będzie</em><a href="#_ftn74" name="_ftnref74">[74]</a>.</p>
<p>Oczywiście należy tutaj zaznaczyć, że byli Żydzi, którym powodziło się lepiej, ale też do czasu. Niektórzy dosyć długo posiadali własne nieruchomości. Przykładem mógł być Eichhorn, który do lutego 1942 r. prowadził młyn poza gettem i mógł tam mieszkać. Ponadto był członkiem Judenratu<a href="#_ftn75" name="_ftnref75">[75]</a>. Choć do listopada 1940 r. wszyscy mieli się już przenieść do zamkniętej dzielnicy, to 44 rodziny otrzymały specjalne zezwolenia na zamieszkanie poza jej terenem. Można jedynie przypuszczać za A. Wiśniewskim, że były to najbogatsze i najbardziej wpływowe rodziny<a href="#_ftn76" name="_ftnref76">[76]</a>. W przypadku utrzymania przedwojennego mieszkania lub zakładu pracy decydowała pozycja społeczna w nowej wojennej rzeczywistości. Członkom Judenratu i innym opłacającym łapówkami swój przywilej, wydawało się, że zabezpieczą tym swoją egzystencję<a href="#_ftn77" name="_ftnref77">[77]</a>.</p>
<p>Znikały także żydowskie sklepy, prowadzić można było nieliczne. Już na początku 1939 r. powoli Żydzi likwidowali interesy. Tak stało się m.in. z drukarnią Hirscha na ul. Kościuszki<a href="#_ftn78" name="_ftnref78">[78]</a>. Do 27 stycznia 1941 r. odebrano Żydom 10 sklepów. Niemcy sprzedawali je Polakom, a zainteresowanie było spore. W maju 1941 r. było 67 osób chętnych na przejęcie handlu<a href="#_ftn79" name="_ftnref79">[79]</a>. Liczyły się jak zwykle w tych okolicznościach znajomości. Elenbergowie i Kleinowie nadal prowadzili sklep. Majątek był dla nich ważny, trzymali się go kurczowo: <em>Ponieważ ojciec bał się, że zdewaluuje się mój posag, więc jeszcze zanim mój narzeczony przyjechał – otworzył mi sklep z skórzaną galanterią /rodzice mego narzeczonego mieli sklep z skórą w Warszawie/, torby miałam, a także złote pióra, wspominam o tym dlatego, że był to bardzo cenny towar: przekupywałam nim często Niemców i polskich policjantów. Lubili do mnie wpadać, bo wiedzieli, że zawsze coś dostaną</em><a href="#_ftn80" name="_ftnref80">[80]</a>. Podobnie swój własny sklep mogła prowadzić Erna Beller, która z córką Gizą przybyła z Krakowa do Nowego Sącza, gdzie jej teściowe prowadzili fabrykę parasoli. Interes kwitnął do lata 1942 r. Często sklep odwiedzał sam szef gestapo Hamann oraz Johann – szef więzienia<a href="#_ftn81" name="_ftnref81">[81]</a>.</p>
<p>Wiemy, że niektórzy Żydzi prowadzili z Niemcami interesy. Hamann był szczególnie zainteresowany nabywaniem złota i brylantów, najlepiej za bezcen<a href="#_ftn82" name="_ftnref82">[82]</a>. Niektórzy uważali, że uratuje to ich przed represjami. <em>Zrazu starczyło złoto, lecz gdy krwawy potwór nasycił się wszelakiego rodzaju kosztownościami, zaczyna pragnąć krwi</em> – wspomniał Kaufer<a href="#_ftn83" name="_ftnref83">[83]</a>. Większość mieszkańców getta była bezradna, pozostawali bez zajęcia. Po przesiedleniach z innych miast, bliżej 1942 r., oni też <em>powiększają zastępy żebraków i nędzarzy</em><a href="#_ftn84" name="_ftnref84">[84]</a>.</p>
<p>Bieda widoczna była w ubraniu. Zdaniem Poli Mordkowicz w 1940 r. sądeccy Żydzi wyglądali nie najgorzej: <em>Nie widziało się zeszmelcowanych chałatów, zaniedbanej brody</em><a href="#_ftn85" name="_ftnref85">[85]</a>. Z dnia na dzień sytuacja jednak stawała się gorsza.</p>
<p>W ocenie Judenratu zazwyczaj każdy posiadał jedne buty i odzież, często z darów. Ci, którzy pracowali w kamieniołomach i innych miejscach mieli zupełnie zniszczone ubrania<a href="#_ftn86" name="_ftnref86">[86]</a>. Podobnie w 1941 r. pisał do Jointu sądecki ŻSS. W grudniu i listopadzie 1940 r. przeprowadzono zbiórkę odzieży i jej znikoma ilość pokazała, jak mało jej jest w całym getcie: <em>w tym wypadku sytuacja była rozpaczliwa </em>– pisano do Jointu. Szczególnie brak był butów, głownie wśród dzieci<a href="#_ftn87" name="_ftnref87">[87]</a>. Anna Ward wspominała Żyda, którego widziała w getcie w Sączu: <em>idzie mężczyzna Żyd, z białą brodą, siwiutki, i pamiętam miał takie 3/4 spodnie. Nie jego, po kimś i skarpety ręcznie robione, ale one nie miały palców</em>. Pchał walizkę, prawdopodobnie szedł na śmierć<a href="#_ftn88" name="_ftnref88">[88]</a>. Nieortodoksyjni Żydzi ubierali się jaskrawo, co miało ich wyróżniać ze społeczeństwa. Uważali, że są przez to rozpoznawalni poza murami getta<a href="#_ftn89" name="_ftnref89">[89]</a>.</p>
<p>Charakterystycznym elementem ubioru była opaska, która jednak nie zawsze była mile widziana. Zamożna Elenberg nawet zastanawiała się, czy ją ubierać, idąc na gestapo. Być może zamożniejsi taką możliwość, ale większości nawet nie przeszło to przez myśl<a href="#_ftn90" name="_ftnref90">[90]</a>. Reakcję na ubieranie opaski obserwowali także Polacy. Zielińska zanotowała w pamiętniku, że były one z niebieską gwiazdą. <em>Wyróżnienie to nie bardzo pewnie miłe dla nich, a pewnie i nie z korzyścią będzie. Ukrywają się, a pomimo tego jest ich na ulicach strasznie dużo</em><a href="#_ftn91" name="_ftnref91">[91]</a>.</p>
<p>Bogatsi mieli możliwość pomyśleć nad innym ubraniem, nawet kiedy szli na przesłuchanie do gestapo. Estera Elenberg niemal stroiła się na tę wizytę. Po przemyśleniach ubrała sukienkę, zaś na nią zarzuciła żakiet<a href="#_ftn92" name="_ftnref92">[92]</a>. Przed likwidacją getta na Piekle ludzie poszukiwali ponownie dobrych ubrań, żeby lepiej wyglądać. Dokonywano wówczas selekcji na tych, co będą pracować i pozostałych. Każdy wiedział, co to oznacza. Elenberg pisała, że matce załatwiła suknię terakotową siostry, zaś dla ojca żakiet. Ubiór dawał im szansę na przeżycie, z czasem okazało się jednak, że i to nie pomogło<a href="#_ftn93" name="_ftnref93">[93]</a>.</p>
<p>Zimą 1941 r. armia niemiecka utknęła na wschodzie. Miała to być ostatnia zima dla wielu Żydów. Wielki mróz dał o sobie znać także w getcie. Aby zgnębić jego mieszkańców 27 grudnia 1941 r. wydano zarządzenie Generalnego Gubernatorstwa, na mocy którego zmuszono Żydów do oddania na gestapo futer, palt, butów narciarskich, rękawiczek i ciepłej bielizny. Ci, którzy tego nie zrobią, zostaną rozstrzelani. Rozpoczęła się akcja, która do historii przeszła jako „zimowa”. Tradycyjnie przed akcją Niemcy aresztowali członków Judenratu oraz 40 Żydów<a href="#_ftn94" name="_ftnref94">[94]</a>. Gdyby nie oddano wskazanych rzeczy – zakładnicy zostaliby zabici<a href="#_ftn95" name="_ftnref95">[95]</a>.</p>
<p>Zebrane dobra miały posłużyć potrzebom niemieckiej armii. Wszystko w ciągu 24 godzin miało trafić do Judenratu. <em>Jeżeli ludność żydowska nie wywiąże się należycie ze swego „obowiązku”, zakładnicy zostaną rozstrzelani, a co dalej będzie, o tym będą opowiadały nasze wnuki swoim dzieciom (słowa Hamana)</em> – pisał Kaufer. Ludzie masowo oblegali Judenrat, oddając nawet to, co mieli na sobie. Niemcy wszystko wywozili do swoich składów. Tak oto ograbili Żydów nawet z ubrania, bardziej lub mniej cennego<a href="#_ftn96" name="_ftnref96">[96]</a>. W kolejnych dniach odbywały się rewizje w domach żydowskich, gdzie szukano, czy na pewno oddano wszystko. Za znalezione szmaty rozstrzeliwano Żydów na ulicach<a href="#_ftn97" name="_ftnref97">[97]</a>. Niejaki Josephal ze Starego Sącza nie oddał futra – został zabity. Zbrodni dokonano w obecności członków Judenratu<a href="#_ftn98" name="_ftnref98">[98]</a>. Kaufer pisał: <em>Zdarzają się wypadki tego rodzaju, że kobiety (oczywiście młode i piękne), muszą wchodzić do sieni, by pokazać gestapowcowi, czy nie noszą ciepłej bielizny</em>. Zakładnicy zostali jedynie pobici <em>na wszelki wypadek</em>, ale ich wypuszczono. Hamann był zadowolony z przebiegu akcji. W prasie zapisano ponoć, że była to zbiórka odzieży wśród tutejszej ludności niemieckiej<a href="#_ftn99" name="_ftnref99">[99]</a>. Lehrer zaznaczył, że akcja oznaczała nie tylko utratę ubrania, co powodowało zimno, ale także utratę przedmiotów do handlu, za które można było kupić chleb lub ziemniaki od szmuglerów<a href="#_ftn100" name="_ftnref100">[100]</a>.</p>
<p>Ubiór był ważny w kontekście ucieczki z getta. Musiał być bardziej „aryjski” niż żydowski. Ci, którzy opuszczali getto starali się nie wyróżniać z tłumu. Siłą rzeczy mieli jednak zniszczone ubrania. Nie zawsze pasowały do wojennej rzeczywistości. Elenberg wspomniała, że opuszczając dzielnicę żydowską ubrała kapelusz słomiany i jaskrawą suknię w kwiaty. Ściągnęła także perukę, co dla religijnej osoby było wielkim przeżyciem<a href="#_ftn101" name="_ftnref101">[101]</a>.</p>
<p>Zmiana stroju i porzucenie jego niektórych elementów było także zerwaniem z życiem religijnym, które od wieków było wpisane w krajobraz sądeckiego sztetla. Niemal do końca istnienia getta religia była ważna, czego dowodzi fakt, że różne wydarzenia lokowano po lub przed datą jakichś żydowskich świąt. Samo określenie daty likwidacji getta brzmiało „przed Rosz Ha-Szana” – było to bardzo wymowne.</p>
<p>Napływających do miasta Żydów lokowano w siedzibach instytucji religijnych: <em>Beth</em> <em>Hamidrasz</em> przy Bożniczej, <em>Chewra</em> <em>Thilim</em> przy Joselewicza i <em>Bikur</em> <em>Cholim</em>. Przed wojną były to domy modlitwy, gdzie codziennie spotykali się Żydzi. W czasie okupacji Niemcy zakazali modlitw. Do dziś słychać pytania ocalałych: gdzie był Bóg Abrahama, Izaaka, Halberstama? Dlaczego rabini nic nie robili? Pytania, na które nikt ze śmiertelników nie znajdzie odpowiedzi. Kaufer zanotował: <em>Bożnice są puste, upadła w getcie moralność</em><a href="#_ftn102" name="_ftnref102">[102]</a>. Co sobotę pobożniejsi nadal się modlili. <em>Minjan do modlitwy u syna rabina Szmuela Prawera na poddaszu zwoływano z łatwością spośród mieszkańców, którzy mieszkali w tym samym budynku</em> – wspomniał Lustig<a href="#_ftn103" name="_ftnref103">[103]</a>.</p>
<p>Oczywiście pobożni chasydzi spotykali się nielegalnie, aby celebrować Pesach, Chanukę i inne święta. W 1940 r. bardziej ortodoksyjni Żydzi postanowili świętować Purim. Chasyd Alter Glaser, razem ze swoimi ziomkami postanowił obchodzić to radosne święto, ale zamiast przebierać się w tradycyjne zabawne stroje, zaczęli przedrzeźniać Niemców. Przez kilka godzin zapomnieli o problemach dnia codziennego i wszelakim złu, które dzieje się za ścianą ich domu. Święto obchodzono także w 1941 r., również głównie wśród ortodoksów. Przed wysiedleniem już nikt nie miał do tego głowy<a href="#_ftn104" name="_ftnref104">[104]</a>. Najważniejszym świętem było Pesach. Na tę okazję macę przysyłał Joint, a rozdysponował ją Judenrat<a href="#_ftn105" name="_ftnref105">[105]</a>.</p>
<p>Prowadzono też nielegalny ubój rytualny, co życiem przypłacili Waldmanowie, których Niemcy rozstrzelali<a href="#_ftn106" name="_ftnref106">[106]</a>. Bergman wspominał, jak wywoził zwłoki żydowskich rzeźników oskarżonych o nielegalny ubój<a href="#_ftn107" name="_ftnref107">[107]</a>. W getcie nadal był też dokonujący obrzezań mohel, urząd ten pełnił Chaim Peterfreund<a href="#_ftn108" name="_ftnref108">[108]</a>. Gdy wybuchła wojna, na rodzinne Piekło wrócił starosądecki rabin Awigdor Halberstam, zięć Arie Leiba, ostatniego cadyka pochowanego w Sączu. Wydawało się to bezpieczniejsze miejsce, tym bardziej, że trafił do części getta dla pracujących. To on po wyjeździe Mordechaja Zeewa uważany był za rabina sądeckiego – on dokonywał wszystkich obrzezań. On także przyjął do wspólnoty religijnej podczas tej ceremonii ostatnie dziecko przed likwidacją getta. Kiedy szedł na to obrzezanie, Niemcy schwytali go i obcięli mu brodę i wąsy. Gdy odtarł na miejsce, powiedział Żydom: <em>Co się na mnie gapicie?</em> Dziecku dał na imię Mosze Uri (Mojżesz po ojcu, który zginął w getcie, Uri po dziadku). Awigdor zginął w obozie zagłady w Bełżcu<a href="#_ftn109" name="_ftnref109">[109]</a>.</p>
<p>Szokiem dla religijnych były aresztowania rabinów, w tym członków rodziny Halberstamów. Niemcy doskonale wiedzieli, co robili, pozbawiając Żydów przywódców. Lehrer uważał, że wszelakie akcje antyżydowskie były szczególnie wzmożone podczas różnych świąt religijnych. Wiązał np. selekcję w getcie na Piekle ze świętem Rosh Ha-Szana, które miało się za kilka dni rozpocząć. Wówczas szczególnie bulwersowało zachowanie policjantów żydowskich, wyzutych z poczucia obowiązku religijnego. Sami Żydzi nawet w takich momentach gromadzili się na modlitwach, a przynajmniej tworzyli minjan (10 osób modlących się razem). W jedno ze świąt gestapo wtargnęło do domów, wyciągnęło na ulicę około 200 Żydów i biło ich drewnianymi pałkami i biczami. Wcześniej, przed świętem, zabrano z getta grupę Żydów, której kazano sadzić ogród. Pracownikom dano nawet narzędzia rolnicze. To miały być dwa tygodnie pracy, podczas której Niemcy niemiłosiernie ich katowali<a href="#_ftn110" name="_ftnref110">[110]</a>.</p>
<p>Dla religijnych chasydów tragedią było obcinanie pejsów. Działo się to m. in. kiedy zabierano ich do pracy. Lehrer pamięta, kiedy obcięto je jemu; gdy wrócił do domu, usłyszał od religijnego ojca, że teraz trzeba przeżyć wojnę, potem pejsy same odrosną<a href="#_ftn111" name="_ftnref111">[111]</a>.</p>
<p>W getcie działała <em>Chewra</em> <em>Kadisza</em>, grupa, która zajmowała się chowaniem zmarłych oraz opiekowała się ich rodzinami. Przed wojną była to bardzo ważna organizacja. Ofiary brutalności Niemców musiały być chowane tak, żeby nikt się o niczym nie dowiedział. Najczęściej to członkowie tej grupy zbierali ofiary po Niemcach. Tak było w 1940 r., kiedy Johan Gorka zawołał Gintera z innym Żydem, aby z piwnicy domu, w którym mieściło się więzienie, zabrać uduszonych tam mężczyzn. Nie mogli rozpoznać, kto tam był, dokonali tego dopiero w drodze na cmentarz, kiedy nielegalnie otworzyli trumnę, przejeżdżając przez getto. Także na cmentarzu zgon potwierdził zarządca nekropolii Braunfeld<a href="#_ftn112" name="_ftnref112">[112]</a>. Chowano także tych, którzy umierali w naturalny sposób. Pogrzeb swojej babci Estery Kanengeiser (zmarła w 1941 r.) wspomniał Lustig<a href="#_ftn113" name="_ftnref113">[113]</a>. Mimo okrutnych zbrodni, tak jak zamordowanie rodziny Markusa, w jego domu odbywała się tradycyjna sziwa (żałoba)<a href="#_ftn114" name="_ftnref114">[114]</a>. Można było pójść na cmentarz. W sierpniu 1942 r. stał na nim jeszcze grób cadyka. Elenberg wspominała, że poszła tam modlić się o to, żeby uwolniono jej ojca zatrzymanego po selekcji w getcie otwartym<a href="#_ftn115" name="_ftnref115">[115]</a>.</p>
<p>Na ulicach getta dominującym tematem rozmów były zbrodnie, które popełniali Niemcy. Stały się one elementem codzienności, niemal spowszedniały. Ludzie rozmawiali kogo i gdzie zabito, ile osób wywieziono do obozów. Gestapowcy <em>chodzili po ulicach, strzelali, wywlekali z domów i rozstrzeliwali</em> – pisał Steinlauf<a href="#_ftn116" name="_ftnref116">[116]</a>. Kara śmierci mogła Żydów spotkać za wszystko, przede wszystkim za opuszczenie wyznaczonej dzielnicy żydowskiej<a href="#_ftn117" name="_ftnref117">[117]</a>.</p>
<p>Ludność miasta miała przekonać się, że traktowanie Żydów jako gorszych nie jest niczym złym. Stąd urządzano na ulicach łapanki, a aresztowanych Żydów wysyłano do obozów pracy<a href="#_ftn118" name="_ftnref118">[118]</a>. Początkowo dochodziło do zbrodni nawet na ulicach. Bergman opisywał scenę z 1940 r., kiedy na jego oczach z samochodów przed domem Ameisena wyrzucono około 30 młodych Żydów. Pośród nich około 5 było już martwych: <em>Wygląd ich był okropny, po prostu trudno do opisania. Twarze zmasakrowane, odzież w jednych strzępach lub w samych spodniach i bez żadnego obuwia</em><a href="#_ftn119" name="_ftnref119">[119]</a>. Ten brutalny opis był niejako codziennością sądeckiego getta. Na Żydach taki widok nie robił już większego wrażenia.</p>
<p>Najbardziej znanym i brutalnym aktem terroru w nowosądeckim getcie była akcja kwietniowa, podczas której Niemcy zastrzelili 300 Żydów na cmentarzu. Najpierw poszli świętować udaną egzekucję i upili się alkoholem (libacje alkoholowe były nieodłączną częścią ich rytuału zabijania<a href="#_ftn120" name="_ftnref120">[120]</a>). W nocy po egzekucji Niemcy weszli do getta i zabili łącznie 100 osób na ulicach i w domach. Gestapo wymordowało wszystkich 81 mieszkańców kamienicy przy ul. Franciszkańskiej 8: z rodzin Neustadtów, Millerów, Perlów i innych. Kac zapisał, że w czasie akcji zginęła także 6-osobowa rodzina Folkmanów: małżeństwo z dziećmi. Opisy tych wydarzeń są wstrząsające. Zabici długo leżeli w swoim domu niepogrzebani<a href="#_ftn121" name="_ftnref121">[121]</a>. Mieszkający obok kamienicy, m.in. Schimmelowie, opowiadali w getcie, o tym, co się stało na Franciszkańskiej<a href="#_ftn122" name="_ftnref122">[122]</a>. Wszystko to słyszał mieszkający w domu obok Jakub Müller. Pijani gestapowcy weszli przez narożne drzwi. To tu Hamann miał śmiertelnie postrzelić własnego szwagra, który śmiał mu się przeciwstawić, mówiąc: <em>Dosyć tego świństwa! </em>– wspominał ocalały Müller<a href="#_ftn123" name="_ftnref123">[123]</a>. Według relacji Anisfeld stało się to w mieszkaniu Neustadtów, zaś nazwisko ranionego gestapowca brzmiało Kastner. Sam Hamann utrzymywał, że to Żydzi zastrzelili niemieckiego funkcjonariusza, próbował się tym samym oczyścić. Było to jednak dosyć niewiarygodne, dlatego, zmieniając zeznanie, oświadczył, że strzelał do Żyda, ale było ciemno i nie zauważył Kastnera<a href="#_ftn124" name="_ftnref124">[124]</a>. Świadek Mechel Fisch zeznawał, że cała rodzina Grosów zginęła owego dnia w mieszkaniu feralnej kamienicy. Jednak, jak twierdzili Fisch i Silbiger, do awantury doszło wtedy, gdy Kastner nie chciał zastrzelić jakiejś pięknej Żydówki. Kobieta przeżyła masakrę, lecz i tak zginęła kilka tygodni później<a href="#_ftn125" name="_ftnref125">[125]</a>.</p>
<p>Wielka tragedia dotknęła rodzinę Markusa Lustgia. Nocą z 29 na 30 kwietnia 1942 r. gestapowcy wpadli do jego mieszkania, gdy wszyscy spali. Zastrzelili rodziców, brata i siostrę. On przetrwał, bo spał głową między nogami rodzeństwa. Do dziś ze łzami w oczach opowiada, jak całą noc czuł krew brata w łóżku. Jednak wiedział, że nie może się poddać. Rano pochował rodzinę i starał się żyć dalej<a href="#_ftn126" name="_ftnref126">[126]</a>.</p>
<p>Prawdziwą skalę katastrofy daje opis getta po tej strasznej nocy. Według wspomnień Gintera: <em>Noc po tej okropnej akcji spędziłem ukryty przy ul. Nawojowskiej. Nad ranem chcąc zbadać, co się stało na cmentarzu, poszedłem bez opaski przez ulicę Kraszewskiego. Było mi wszystko jedno, czy mnie zastrzelą, bo i tak straciłem wszystkich najbliższych. Gdy przechodziłem koło szpitala żydowskiego </em>[ul. Kraszewskiego]<em> zobaczyłem dra Segala, rozgorączkowanego, który mnie zawołał. Był w najwyższym stopniu zdenerwowany, opowiedział, że nie ma nikogo przy sobie w szpitalu, że w nocy pijani gestapowscy wpadli do dzielnicy żydowskiej i urządzili rzeź, że mnóstwo tam trupów i błagał, bym wziął nosze i zbierał rannych, którzy jeszcze potrzebują pomocy. Wziąłem nosze, poszedłem do żydowskiej dzielnicy i do którego domu wchodziłem natrafiałem na trupy i kałuże krwi</em><a href="#_ftn127" name="_ftnref127">[127]</a>.</p>
<p>Wstrząsający opis zostawił również Kaufer: <em>Na drugi dzień, przy uprzątaniu ghetta, widzi się dzieci, które w śmiertelnym strachu schroniły się pod łóżko, lecz i tam znalazł ich morderca, widzi się mężczyzn, którzy wcisnęli się za szafy i w stojącej pozycji przetrwały ich zwłoki do następnego ranka. Piszący te słowa widział matkę, tulącą kurczowo niemowlę do swej nagiej piersi, kula przez główkę dziecka przeszła do serca matki…</em><a href="#_ftn128" name="_ftnref128">[128]</a>. Ludzie sprzątali ślady zbrodni, starali się nie myśleć o tym, co widzieli; chcieli wrócić do normalnego życia, na ile normalne może być w zamkniętej żydowskiej dzielnicy. Lehrer wspomniał, że własnoręcznie ścierał krew z domu Gelba, który mieścił się naprzeciw kamienicy, gdzie wymordowano wszystkich mieszkańców. To pokazuje, jak wielka była skala dokonanej zbrodni<a href="#_ftn129" name="_ftnref129">[129]</a>.</p>
<p>Również i getta na Piekle nie ominęły szaleństwa i zbrodnie gestapo. To stąd, z ulicy Gwardyjskiej 38, w 1941 r., wywieziono do KL Auschwitz pierwszego sądeckiego Żyda, Henryka Kornhasuera. Rodzina otrzymała nawet pisemne zawiadomienie o zgonie. Żydów przerażał krótki czas od wysłania do obozu do śmierci – zaledwie jeden miesiąc. Wspomniany Kornhauser zmarł tam rzekomo na „zapalenie płuc”, co wywołało ogromne poruszenie<a href="#_ftn130" name="_ftnref130">[130]</a>. W późniejszym czasie Niemcy postanowili wykorzystywać tragedię rodzin nawet do zarobku. Obiecali, że za specjalną opłatą przyślą prochy najbliższych do domu. Faktycznie, kilka osób otrzymało pudełka z popiołem<a href="#_ftn131" name="_ftnref131">[131]</a>. Maria Styczyńska-Butscher, która pracowała w aptece na Piekle wspominała: <em>Do bestialskiej serii zabaw gestapowców należało zapalanie kauczukowych kołnierzyków na szyjach Żydów, które paląc się, wtapiały się w ciała, nie pozwalając nawet na ich zdjęcie. Te żywe pochodnie przybiegały do apteki, gdzie zdenerwowany mgr Burz usiłował ulżyć cierpiącym przez założenie opatrunku, opatrzenie rany i podanie leków</em><a href="#_ftn132" name="_ftnref132">[132]</a>.</p>
<p>Ponieważ z getta zamkniętego ocalało niewiele osób, liczba relacji i opisu zbrodni niemieckich jest wyjątkowo skromna. Jedna z ocalałych, Eugenia Nowak wspominała, że gestapowcy co kilka dni wpadali do getta i mordowali. Noc w getcie stała się synonimem krzyków, strzałów, lejącej się krwi i łez. Oczy tej kobiety widziały sceny mrożące krew w żyłach: <em>Bywały też takie sceny, kiedy niemowlęta żydowskie brali gestapowcy za nóżki i rozbijali im głowy </em>[…]<em> Bywały takie sceny, kiedy pijani gestapowcy przychodząc w nocy do getta, kazali rozbierać się do naga i robić różne sztuki cyrkowe</em><a href="#_ftn133" name="_ftnref133">[133]</a>. Takie sceny miały miejsce także poza gettem. Jan Gawron zeznawał, że na własne oczy widział jak Niemiec – gestapowiec – na ul. Batorego roztrzaskał główkę dziecka<a href="#_ftn134" name="_ftnref134">[134]</a>.</p>
<p>Przed takimi akcjami Niemców, w swoich kryjówkach chowało się wielu mieszkańców getta. Znajdowały się one w różnych miejscach. Eugenia Nowak wspominała, że ukrywała się na strychu: <em>Wraz z nami przebywało tam niemowlę: przypominam sobie, że matka tego niemowlęcia na noc wiązała mu usta, by ewentualnym krzykiem nie zdradziło naszej bytności w tym schowku</em><a href="#_ftn135" name="_ftnref135">[135]</a>. Najczęściej skrytki powstawały w podziemiach, przypominały one bunkry. Lokowano je w piwnicach, uprzednio maskując wejście do nich. Innym pomysłem były podkopy pod szopami. Potrafiły się w nich chować całe rodziny. Należy jednak pamiętać, że im bliżej 1942 r., tym mniejsze były szanse na przetrwanie – getto stawało się coraz bardziej ciasne. Ponadto byli tacy, którzy twierdzili, że <em>dobra kryjówka jest najlepszym środkiem do odwleczenia ciążącego na każdym wyroku śmierci</em><a href="#_ftn136" name="_ftnref136">[136]</a>. Niektórzy zostali w takiej kryjówce zabici. Przykładem może być Mirla Gotlieb, która nie chciała udać się do Rabki (mieściła się tam szkoła policyjna) i schowała się w szafie. Tam też gestapowcy ją zamordowali<a href="#_ftn137" name="_ftnref137">[137]</a>.</p>
<p>Estera Elenberg wspominała jeden z takich napadów, kiedy w kryjówce na ul. Moniuszki Johan znalazł jej męża: <em>wyciąga męża. Bił go i ciągnie za sobą po schodach. Chce mu uciąć ucho. Ja z płaczem go błagam, by zostawił męża, mówię, że pracuje przy kamieniach /od pewnego czasu pracował przy tłuczeniu kamieni/, biegnę za nim. Johan w ręku trzyma nóż wrzeszczy, że jak pójdę za nimi to mnie zastrzeli. To wszystko działo się na schodach. Nagle wyszedł Moses, którego Johan znał i zaczął tłumaczyć, że mój mąż jest dobrym pracownikiem „wir brauchen ihn”, on dobrze pracuje&#8230; Johann cisnął męża o ścianę, zatrzasnął za sobą bramę. Nazajutrz cała ulica Kraszewskiego przy której mieszkaliśmy usłana była trupami mężczyzn przyczepionych uchem do płotu z kolczastego drutu, który ciągnął się wzdłuż tej ulicy</em><a href="#_ftn138" name="_ftnref138">[138]</a>.</p>
<p>W akcjach w getcie przodowała trójka gestapowców: Reinhardt, Silling i Johan (naczelnik więzienia). Kaufer wspominał: <em>Zwykle porą wieczorową odwiedzają getto, dla rozrywki podpalają brody napotkanym Żydom, zrzucają kobiety z balkonów na ulicę i strzelają w locie do swych ofiar, zawiązują ręce z tyłu, prowadzą nad Dunajec, ładują nieszczęśliwym kamienie do kieszeni, po czem strącają z mostu do rzeki. Czasem uśmiercają dzieci w obecności matek, mężów w oczach żon, a wszystko to czynią z uśmiechem na ustach, w formie dowcipów. Czasem znowu każą swej ofierze położyć się do śniegu lub kałuży, zapewniając, że skoro tylko drgnie, natychmiast zostanie rozstrzelaną, po czym spokojnym krokiem idą dalej</em>. Wyjątkowy strach budził wśród kobiet Gorka. We wspomnieniach opisywano go jako zboczonego: <em>Degenerat ten zmusza młode dziewczęta do obnażania się i przyglądania się, jak bezwstydnik uprawia swój chorobliwy nałóg – onanizm</em><a href="#_ftn139" name="_ftnref139">[139]</a>. Według Kiplowej innym razem kazał rodzicom patrzeć, jak gwałci ich córki, często były to nieletnie dziewczynki<a href="#_ftn140" name="_ftnref140">[140]</a>. Mojżesz Ginter wspominał, że Gorka specjalnie odwiedzał domy, gdzie były dziewczęta i organizował orgie z pozostałymi gestapowcami. Dziewczynom groził pistoletem, a rodziców wyrzucał z domów. Wszystko pomimo zakazu, jaki obowiązywał Niemców zgodnie z ustawą o czystości rasy<a href="#_ftn141" name="_ftnref141">[141]</a>. <em>Wyjątkowy zboczeniec</em> – określał go krótko Jack Weinberger, który obserwował poczynania Gorki<a href="#_ftn142" name="_ftnref142">[142]</a>.</p>
<p>Śmierć czaiła się wszędzie: w domu, w podwórkach, na ulicy. W maju 1942 r. – jednym z najgorszych miesięcy w getcie – Johan miał bez powodu zastrzelić na ulicy Pijarskiej małżeństwo staruszków Herbachów: <em>będąc pijanym, zastrzelił oboje bez żadnego powodu, a raczej powodem ich zabójstwa był dlań negatywny u nich dokonany przez Johanna wynik rewizji za futrami</em><a href="#_ftn143" name="_ftnref143">[143]</a>. Długopolski zeznawał, że widział, jak gestapowiec Rouhenhoff zastrzelił na Dunajewskiego Żyda: <em>Stał chwilę nad ciałem ofiary z pistoletem w ręce, spokojny, opanowany, jakby zadowolony z dobrze spełnionego wobec „Fuhrera” obowiązku tępienia Żydostwa</em><a href="#_ftn144" name="_ftnref144">[144]</a> .</p>
<p><em>Jak złapał czasem Żyda, to go szorował szczotką tak, że mu zdzierał skórę, albo podpalał brodę i nie pozwolił ugasić ognia, aż człowiek był cały poparzony, albo szczuł psami na śmierć</em> – wspomniała 10-letnia wówczas Giza Beller działania Johana<a href="#_ftn145" name="_ftnref145">[145]</a>. Kaufer w swoim zeznaniu pisał o powszechnym zobojętnieniu na śmierć i krew: <em>Obojętnie, bez wzruszenia przechodzi się obok rozpaczających matek, żon, dzieci, którzy przed chwilą dowiedzieli się o śmierci swych najbliższych. Pyta się przechodniów tylko „ilu?”, a każda liczba porównywana jest do zeszłotygodniowych ofiar</em><a href="#_ftn146" name="_ftnref146">[146]</a>.  Ludzie umierali wszędzie. Trupy leżały na chodnikach. Najgorszy widok przedstawiały małe dzieci, które najczęściej umierały z głodu i chorób. Bezskutecznie wydzierały się, wyły, błagały, śpiewały, zawodziły, drżały z zimna, bez odzieży i obuwia, w łachmanach lub workach. Spuchnięte z głodu, zniekształcone, na wpół przytomne. Zbyt szybko dojrzałe i stare. Umierały. Przedwojenny sąsiad Jakuba Müllera – piekarz Cwi Nord – przewoził zwłoki na cmentarz, na swoim wozie, do którego zaprzęgnięty był biały koń<a href="#_ftn147" name="_ftnref147">[147]</a>.</p>
<p>Kolejnym aspektem życia codziennego była przymusowa praca. Na początku ludzie jej nie chcieli, odrzucali. Potem, wraz z pogarszającymi się warunkami materialnymi, sami o nią prosili w Urzędzie Pracy, gdzie o wszystkim decydowali skorumpowani urzędnicy – Mozes Grun i Izaak Ropper. Bliżej 1942 r. <em>za pracę nie pobiera się zapłaty, przeciwnie do pracy trzeba częstokroć dopłacać</em><a href="#_ftn148" name="_ftnref148">[148]</a>.</p>
<p>Do najgorszych należała ta dla gestapo. Jednym z ją wykonujących był Mojżesz Ginter, który wspomina, że kolega z którym pracował, malarz Kluger, wychodząc do pracy, zmarł na atak serca. Tak niebezpieczne było to zajęcie. Jako stolarz, Ginter wykonywał często trumny dla ofiar bestialstwa Niemców. Codziennie wychodząc z domu do pracy, żegnał się z rodziną<a href="#_ftn149" name="_ftnref149">[149]</a>. Praca stała się jednak nadzieją na przeżycie. Przekonanie, że osoby produktywne będą Niemcom potrzebne było wszechobecne. Zdobycie zatrudnienia nie było jednak łatwe, wymagało często również znajomości lub łapówek.</p>
<p>Ludzie chodzili do pracy we własnym, zniszczonym ubraniu. Bergman wspomniał: <em>Zima 1940 r. była ostra i śnieżna a nas jak zwykle pędzono do pracy na kolei w bardzo skromnej, podartej letniej odzieży, bez żadnej bielizny na sobie. Chłód niemiłosiernie nam dokuczał i byliśmy wycieńczeni z nadmiaru ciężkiej pracy i niedożywiani. To wszystko czyniło nas niezdolnymi do pracy</em> – temperatura dochodziła nawet do minus 30 stopni Celsjusza. Środowisko kolejarzy dawało im cieplejszą bieliznę czy ubrania. Bez niej – w ocenie Bergmana – zamarzliby<a href="#_ftn150" name="_ftnref150">[150]</a>.</p>
<p>Początkowo Żydzi byli wykorzystywani do pracy w kamieniołomach (Klęczany, Dąbrowa, Kamionka), regulacji rzek w Marcinkowicach i Chełmcu oraz przy pracach związanych z infrastrukturą drogową<a href="#_ftn151" name="_ftnref151">[151]</a>. Ci, którzy pracowali w obozach, jak ten w Rożnowie, mieszkali w barakach. Otrzymywali oni niewielkie wynagrodzenie – najczęściej ok. 1 zł dziennie. Dostarczano im pożywienie<a href="#_ftn152" name="_ftnref152">[152]</a>. Zatrudniano ich w tzw. „batalionach pracy”. Oprócz wyżej wymienionych miejsc pracowali także w zakładach i warsztatach, sprzątali wiele miejsc<a href="#_ftn153" name="_ftnref153">[153]</a>.</p>
<p>Powołano do życia Związek Rzemieślników Żydowskich – <em>Verband der Judischen Handwerken Neu Sandez</em> – przy ul. Poprzecznej 25. W 1942 r. na liście zapisanych członków było 800 osób, pośród których było 323 samodzielnych przemysłowców. Rzemieślnicy – podobnie jak przed wojną – znajdowali zatrudnienie w wielu zakładach: od stolarki po tekstylia. W jednym zakładzie mogło pracować dużo ludzi, np. w papierni było to 66 osób. Najczęściej starano się szukać wykwalifikowanych pracowników<a href="#_ftn154" name="_ftnref154">[154]</a>.</p>
<p>Żydzi pracowali, więc byli przydatni. Samuel Kaufer wspominał, że Niemcy na początku mordowali tych Żydów, którzy nie byli pożyteczni: <em>na pierwszy ogień idą zasadniczo ci, którzy nie są w stanie wykazać się „Zuweisungiem” tj. legitymacją, stwierdzającą, że dana jednostka pozostaje w stałym stosunku pracy</em>. Żydzi pracowali głównie przy kopaniu rowów, pracach melioracyjnych i lokalnym przemyśle działającym na usługach okupanta. Holzer pracował dla Luftwaffe, zaś jego bracia dla volksdeutschów. To mogło dać też większą możliwość ucieczki: <em>Jeden z braci pracował u volksdeutscha na gospodarstwie, jeździł on wozem do getta zamkniętego, więc widział tam moich rodziców</em><a href="#_ftn155" name="_ftnref155">[155]</a>.</p>
<p>Były też prace dorywcze, które szczególnie Żydzi wykonywali na początku okupacji. Lustig wspomniał, że musiał w koszarach czyścić toalety; miejsca po polskim wojsku mieli zająć Niemcy. Innym razem pracował w winiarni Abrahamowicza, gdzie Niemcy po pracy dali robotnikom wino i Lustig się upił<a href="#_ftn156" name="_ftnref156">[156]</a>. Bergman wspominał, że w 1941 r. musiał z 200 Żydami zrywać asfalt na ul. Pierackiego (dziś Grodzka). Wszystko działo się nocą, bo, jak twierdzili Niemcy, wówczas nie tamowali ruchu<a href="#_ftn157" name="_ftnref157">[157]</a>. Pracowali ciężko nawet do 3 w nocy: <em>w przeciwnym wypadku przesieją nas przez sito i każdego 10-go przęślą do </em>himelkomando<a href="#_ftn158" name="_ftnref158"><em><strong>[158]</strong></em></a>. Praca była oczywiście pod batem, „zakatrupiono” – jak się wyraził świadek – sześciu Żydów, wielu było rannych<a href="#_ftn159" name="_ftnref159">[159]</a>.</p>
<p>Obok tych okrucieństw w getcie ludzie starali się kochać i bawić. Wieczorami młodzi ludzie schodzili się w domach na plotki. Grali w karty, remika czy szachy. <em>Jednego razu pogrążyliśmy się w zajęciach, które przeciągnęły się poza godzinę policyjną i nie mogliśmy wrócić do domu. Zostaliśmy przez całą noc u jednej z koleżanek, aż do rana. W domu nie wiedzieli, co się ze mną stało, bo telefonu nie było. Rankiem, gdy przyszedłem do domu, dostałem od rodziców należną burę</em> – wspominał Lustig<a href="#_ftn160" name="_ftnref160">[160]</a>. Próbę normalnego życia widać szczególnie z perspektywy młodych ludzi, którzy chcieli żyć i cieszyć się młodością.</p>
<p>W wolnych chwilach ludzie studiowali, uczyli się. Rodzice Lustiga postanowili wykorzystać godzinę policyjną dla pożytku dzieci. <em>W naszym domu mieszkał nauczyciel języków obcych, który nazywał się Ejlisz Lustig. Za niedużą kwotę uczył języka niemieckiego mnie i jeszcze dwóch moich kolegów oraz dwie koleżanki z sąsiedztwa</em>. Była to sytuacja zapewne powszechna, szczególnie wśród ludzi bez zajęcia. Ciągle wierzono, że wiedza pozwoli przetrwać ten ciężki czas. Należy pamiętać, że zgodnie z niemieckimi rozporządzeniami z 1939 r., dzieciom żydowskim zabroniono uczęszczania do szkół<a href="#_ftn161" name="_ftnref161">[161]</a>.</p>
<p>Parafrazując słowa Marka Edelmana – była też w getcie miłość. Obok Lustigów mieszkała Ela Szejnfeld z matką i bratem Bolem. Grano w karty, przyjaciele się tam spotykali, a nawet dochodziło do intymnych scen: <em>siadywaliśmy z córką Elą, przy kaflowym piecu, całowaliśmy się i obściskiwaliśmy, było uroczo</em> – wspominał Lustig<a href="#_ftn162" name="_ftnref162">[162]</a>. Innym razem Markus wspomniał, jak córka sąsiada <em>zaprosiła mnie do siebie, żeby poleżeć nago, nocą, w ciemności, z rodzicami, którzy spali w tym samym pokoju. Poza tym miałem też krótki romans z Elą, córką sąsiada</em><a href="#_ftn163" name="_ftnref163">[163]</a>. Ludzie chcieli żyć normalnie, a być może nawet spróbować wszystkiego, co jeszcze było dostępne w tym okrutnym czasie. Weinberger wspominał, że na Kraszewskiego w sklepiku pracowała jedna piękna i młoda dziewczyna. Określił ją jako „fizycznie rozwiniętą”. Pewnego razu po zakupach zaciągnęła go na zaplecze, gdzie odbyła z nim stosunek. Młody chłopak bał się, bo wiedział, że wujek dziewczyny jest policjantem w Mielcu lub Rzeszowie i mógłby się w przyszłości na nim zemścić. W getcie były także prostytutki. Oddawały się za pieniądze, ale i w zamian za protekcję. Jedna z nich żyła na Naściszowskiej; Jack Weinberger wspominał, że skorzystał z jej usług<a href="#_ftn164" name="_ftnref164">[164]</a>.</p>
<p>Życie mieszało się ze śmiercią. Generalnie starsi ludzie się nie spotykali, nie odwiedzali sąsiadów – dosadnie pisał Lustig: <em>siedziało się na tyłku</em><a href="#_ftn165" name="_ftnref165">[165]</a>. Młodzi korzystali z życia, na ile mogli. Po akcji kwietniowej, gdzie niemal każdy stracił kogoś bliskiego, ludzie paradoksalnie postanowili się bawić. To był prawdziwy szok dla religijnych oraz starszych Żydów: <em>Sytuacja w getcie była trochę dziwna. Młodzież żyła w poczuciu, że zmierza ku zatraceniu. Każdy, kto miał choć trochę pieniędzy, bawił się dniem i nocą. Wyobraźcie sobie, że po wielkiej rzezi członkowie rodziny Wint otworzyli salę rodziny Holland i przerobili ją na salę tańca, picia i zabawy. Młodzież nie myślała o przyszłości</em><a href="#_ftn166" name="_ftnref166">[166]</a>.</p>
<p>Kto miał pieniądze, mógł nawet kupić sobie piwo. Jack Weinberger wspominał, że sprzedawano je na ul. Lwowskiej. W getcie istniały też restauracje, ludzie chodzili do sklepów i rozmawiali, plotkowali. W getcie można było nawet całkiem nieźle się wyżywić mając pieniądze, zjeść nawet gęś<a href="#_ftn167" name="_ftnref167">[167]</a>. Młodzi w restauracjach <em>chcieli tańczyć, wiedzieli, że jutro może być koniec</em> <a href="#_ftn168" name="_ftnref168">[168]</a>. Odbywały się śluby, ludzie się kochali. W zamieszkałej przez Lustiga kamienicy Dorenter pobrał się z córką Becka, mieli nawet dziecko<a href="#_ftn169" name="_ftnref169">[169]</a>.</p>
<p>Tak historia getta trwała do 23 sierpnia 1942 r., kiedy niemieccy oprawcy zorganizowali ostatni akt terroru – selekcję mieszkańców tzw. dzielnicy żydowskiej. Poprzedziły ją tygodnie wzmożonych prześladowań, niebywałej ciasnoty w getcie i głodu. Wszystkich Żydów zgromadzono na łące przy Dunajcu, obiecując im wyjazd na wschód, do lepszych warunków. Byli nawet tacy, którzy w to wierzyli. Wybrano tych, co pójdą do pracy w obozach oraz tych, którzy przeniosą się na wschód. Nikt wówczas nie wiedział, że celem ich tragicznej podróży będzie miejscowość Bełżec. Tam zamordowano sądeckich Żydów. Ocaleli nieliczni, głównie w obozach pracy.</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Zob. szerzej: E. Długosz, <em>Żydzi w Nowym Sączu – 3 wieki w historii miasta, </em>Nowy Sącz 2000; T. Duda, <em>Żydzi sądeccy</em>, Nowy Sącz 1994; Ł. Połomski, <em>Między zacofaniem a nowoczesnością. Społeczeństwo Nowego Sącza w latach 1867–1939, </em>Rzeszów 2018; <em>Dzieje miasta Nowego Sącza, </em>pod red. F. Kiryka i Z. Ruty, t. III, Kraków 1996.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> ASS, Relacja Emila Knebla z 2012 r.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> S. Lehrer, L. Strassman, <em>The Vanished city of Tsanz</em>, Jerusalem 1997, s. 255.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Ibidem, s. 255–256.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> Archiwum Yad Vashem (dalej: AYV), syg. 88-0192F, M. Bergman-Winter, <em>Memorandum. </em><em>Nowy Sącz– Sambor 1939–1945,</em> s. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> <em>Rozporządzenie o ustanowieniu rad żydowskich z dn. 28 XI 1939 r.</em>, DzR GGdOPO 1939, nr 9, s. 72–73.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> M. Lustig, <em>Skrwawiony puch, </em>Nowy Sącz 2016, s. 56.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej Nowego Sącza w okresie II wojny światowej</em>, „Rocznik Sądecki” t. 19: 1990, s. 224.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 4.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10">[10]</a> <em>Po 06.1940, b.m. [Pola Mordkowicz], „Pokłosie obozowe – Sowliny pod Limanową – Nowy Sącz – Bochnia – Kraków – 15 III Rok 1940 10 VI”. Piosenki i wierszyki satyryczne, </em>[w:] <em>Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne archiwum getta Warszawy, </em>t. 24: Obozy pracy przymusowej, oprac. M. Janczewska, Warszawa 2015, s. 117–118.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11">[11]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej…, </em>s. 224.</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12">[12]</a> Ibidem, s. 225.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13">[13]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 4.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14">[14]</a> Ibidem, k. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15">[15]</a> R. Anisfeld, <em>Zbrodnie Obersturmfuhrera Henricha Hamanna w getcie Nowego Sącza,</em> [w:] <em>Sepher Sandz. </em><em>The Book on the Jewish Community of Nowy Sącz, </em>pod red. Raphaela Mahlera, Tel Awiw 1970, s. 854.</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16">[16]</a> I. Tauger<em>, Pamiętnik z lat 1942–1943 (cz. I), </em>„Rocznik Sądecki” t. XXXV: 2007, s. 294–295.</p>
<p><a href="#_ftnref17" name="_ftn17">[17]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref18" name="_ftn18">[18]</a> Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział w Nowym Sączu (dalej: ANKrNS), 31/376/90, Zeznania świadków w sprawie Chaskiela Rosenberga.</p>
<p><a href="#_ftnref19" name="_ftn19">[19]</a> S. Lehrer, L. Strassman, <em>The Vanished City of Tsanz, </em>Jerusalem 1997, s. 282.</p>
<p><a href="#_ftnref20" name="_ftn20">[20]</a> Archives od the American Jewish Joint Distribution Committee (dalej: JDC Archives), List do Jointu w Krakowie ze Szpitala żydowskiego w Nowym Sączu, 19 IX 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0899.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref21" name="_ftn21">[21]</a> JDC Archives, List ze Szpitala Żydowskiego w Nowym Sączu do Jointu w Krakowie, 2 II 1941 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0976.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref22" name="_ftn22">[22]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej…, </em>s. 229–232.</p>
<p><a href="#_ftnref23" name="_ftn23">[23]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref24" name="_ftn24">[24]</a> A. Gieniec, <em>Młodość za drutem kolczastym. Dzieje Izaka Goldfingera w czasie II wojny światowej, </em>Praca magisterska przygotowana pod kierunkiem dr. A. K. Linka-Lenczewskiego, Kraków 2003, s. 15–16.</p>
<p><a href="#_ftnref25" name="_ftn25">[25]</a> A. Wiśniewski, <em>Losy ludności żydowskiej na terenie Sądecczyzny w okresie okupacji niemieckiej, </em>[w:] <em>Okupacja w Sądecczyźnie, </em>Warszawa 1979, s. 172.</p>
<p><a href="#_ftnref26" name="_ftn26">[26]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 8.</p>
<p><a href="#_ftnref27" name="_ftn27">[27]</a> <em>[po 11.08.1940], Warszawa-getto. N.N., Relacja pt. ”קראָקע” [„Kraków”]. Wysiedlenie ludności żydowskiej z Krakowa, działalność Rady Żydowskiej, obozy pracy (Pustków k. Dębicy, Lipie k. Nowego Sącza)</em>, [w:] <em>Archiwum Ringelbluma</em>. <em>Konspiracyjne archiwum getta Warszawy,</em> t. 6: <em>Generalne Gubernatorstwo, </em> oprac. A. Bańkowska, Warszawa 2012, s. 15.</p>
<p><a href="#_ftnref28" name="_ftn28">[28]</a> JDC Archives, Raport ludności i wydatków Judenratu w Nowym Sączu, 23 IV 1941 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0857.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref29" name="_ftn29">[29]</a> JDC Archives, List inż. Reinberga do Judenratu z Nowym Sączu, 17 IV 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0926.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref30" name="_ftn30">[30]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref31" name="_ftn31">[31]</a> AŻIH 301/4694, Relacja Kiplowej, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref32" name="_ftn32">[32]</a> JDC Archives, List Judenratu w Nowym Sączu do Jointu w Krakowie, 21 XI 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0925.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref33" name="_ftn33">[33]</a> AYV, 88-0192F, M. Bergman-Winter, <em>Memorandum…, </em>s. 40.</p>
<p><a href="#_ftnref34" name="_ftn34">[34]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 277.</p>
<p><a href="#_ftnref35" name="_ftn35">[35]</a> <em>Po 03.1940, Warszawa – getto. [Pola Mordkowicz (Mordkiewicz)]…</em>, s. 81.</p>
<p><a href="#_ftnref36" name="_ftn36">[36]</a> <em>Z pamiętników Marii Matyldy Zielińskiej, </em>oprac. B. Celewicz, Nowy Sącz 2021, s. 82.</p>
<p><a href="#_ftnref37" name="_ftn37">[37]</a> JDC Archives, List Judenratu w Nowym Sączu do Jointu w Krakowie, 6 VI 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0872.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref38" name="_ftn38">[38]</a> <em>Po 03.1940, Warszawa – getto. [Pola Mordkowicz (Mordkiewicz)]…</em>, s. 78.</p>
<p><a href="#_ftnref39" name="_ftn39">[39]</a> JDC Archives, List ze Szpitala Żydowskiego w Nowym Sączu do Jointu w Krakowie, 3 XII 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0941.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref40" name="_ftn40">[40]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref41" name="_ftn41">[41]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 2–3.</p>
<p><a href="#_ftnref42" name="_ftn42">[42]</a> AŻIH 301/1338, Relacja Emila Steinlaufa, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref43" name="_ftn43">[43]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej…, </em>s. 221.</p>
<p><a href="#_ftnref44" name="_ftn44">[44]</a> A. Wiśniewski, op. cit., s. 166.</p>
<p><a href="#_ftnref45" name="_ftn45">[45]</a> JDC Archives, Notatka o wysiedleniu rolników – Żydów z powiatu nowosądeckiego, http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0983.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref46" name="_ftn46">[46]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 7.</p>
<p><a href="#_ftnref47" name="_ftn47">[47]</a> Ibidem, k. 10.</p>
<p><a href="#_ftnref48" name="_ftn48">[48]</a> AYV, 88-0192F, M. Bergman – Winter, <em>Memorandum…, </em>k. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref49" name="_ftn49">[49]</a> JDC Archives, Rozdział mąki, 25 XI 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0933.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref50" name="_ftn50">[50]</a> M. Lustig, op. cit., s. 56.</p>
<p><a href="#_ftnref51" name="_ftn51">[51]</a> Szerzej na temat budowy murów wokół nowosądeckiego getta, zob.: A. Franczak, M. Grądzka-Rejak, „<em>Tylko mur nas dzieli, tylko kilkadziesiąt kroków, a tu życie, tam śmierć”. Mury wokół gett w Warszawie, Krakowie i Nowym Sączu </em>[w:] <em>Ciemności kryją ziemię. Wybrane aspekty badań i nauczania o Holokauście</em>, red. M. Grądzka-Rejak, P. Trojański, Kraków–Nowy Sącz 2019, s. 101–130.</p>
<p><a href="#_ftnref52" name="_ftn52">[52]</a> M. Lustig, op. cit., s. 61.</p>
<p><a href="#_ftnref53" name="_ftn53">[53]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0891.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref54" name="_ftn54">[54]</a> <em>Z pamiętników Marii Matyldy Zielińskiej…</em>, s. 92.</p>
<p><a href="#_ftnref55" name="_ftn55">[55]</a> JDC Archives, List Judenratu w Nowym Sączu do Jointu w Krakowie, 5 I 1941 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0958.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref56" name="_ftn56">[56]</a> M. Lustig, op. cit., s. 62.</p>
<p><a href="#_ftnref57" name="_ftn57">[57]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 266.</p>
<p><a href="#_ftnref58" name="_ftn58">[58]</a> B. Korennman, <em>Relacja z okresu okupacji, </em>„Almanach Sądecki” R. XVIII: 2009, nr 1/2 (66/67), s. 148.</p>
<p><a href="#_ftnref59" name="_ftn59">[59]</a> AŻIH 301/1338, Relacja Emila Steinlaufa, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref60" name="_ftn60">[60]</a> AŻIH 301/4694, Relacja Kiplowej, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref61" name="_ftn61">[61]</a> J. Gołosińska-Maćkowiak, <em>Najważniejszy dzień życia – Nowy Sącz 1941, </em>„Almanach Sądecki” R. XXIII: 2014, nr 1/2 (86/87), s. 46–48.</p>
<p><a href="#_ftnref62" name="_ftn62">[62]</a> <em>Po 03.1940, Warszawa – getto. [Pola Mordkowicz (Mordkiewicz)]…</em>, s. 81.</p>
<p><a href="#_ftnref63" name="_ftn63">[63]</a> ASS, A. Kac, <em>Żydzi – prześladowanie i zagłada, </em>[maszynopis], s. 99.</p>
<p><a href="#_ftnref64" name="_ftn64">[64]</a> Ibidem, s. 102.</p>
<p><a href="#_ftnref65" name="_ftn65">[65]</a> Ibidem, s. 99.</p>
<p><a href="#_ftnref66" name="_ftn66">[66]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej…, </em>s. 215.</p>
<p><a href="#_ftnref67" name="_ftn67">[67]</a> ASS, Relacja Markusa Lustiga z 2015 r.</p>
<p><a href="#_ftnref68" name="_ftn68">[68]</a> AŻIH 301/4694, Relacja Kiplowej, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref69" name="_ftn69">[69]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 286.</p>
<p><a href="#_ftnref70" name="_ftn70">[70]</a> AŻIH 301/4694, Relacja Kiplowej, k. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref71" name="_ftn71">[71]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref72" name="_ftn72">[72]</a> ASS, Relacja Anny Ward z 2014 r.</p>
<p><a href="#_ftnref73" name="_ftn73">[73]</a> Relacja Mendla Afterguta (po wojnie: Mendel Good), http://www.crestwood.on.ca/ohp/good-mendel/ [dostęp: 20.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref74" name="_ftn74">[74]</a> J. Gołosińska-Maćkowiak, op. cit. , s. 46–47.</p>
<p><a href="#_ftnref75" name="_ftn75">[75]</a> AŻIH 301/1338, Relacja Emila Steinlaufa, k. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref76" name="_ftn76">[76]</a> A. Wiśniewski, op. cit.,  s. 171.</p>
<p><a href="#_ftnref77" name="_ftn77">[77]</a> JDC Archives, List Jundratu w Nowym Sączu do Jointu w Krakowie, 5 XII 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0943.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref78" name="_ftn78">[78]</a> <em>Z pamiętników Marii Matyldy Zielińskiej…</em>, s. 54.</p>
<p><a href="#_ftnref79" name="_ftn79">[79]</a> A. Wiśniewski, op. cit., s. 170.</p>
<p><a href="#_ftnref80" name="_ftn80">[80]</a> AYV O-3-2136, Relacja Estery Elenberg, k. 7.</p>
<p><a href="#_ftnref81" name="_ftn81">[81]</a> AŻIH 301/2040, Relacja Gizy Beller, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref82" name="_ftn82">[82]</a> AŻIH 301/1203, Relacja Mojżesza Gintera, s. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref83" name="_ftn83">[83]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref84" name="_ftn84">[84]</a> Ibidem, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref85" name="_ftn85">[85]</a> <em>Po 03.1940, Warszawa – getto. [Pola Mordkowicz (Mordkiewicz)]…</em>, s. 81.</p>
<p><a href="#_ftnref86" name="_ftn86">[86]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r….</p>
<p><a href="#_ftnref87" name="_ftn87">[87]</a> JDC Archives, List ŻSS w Nowym Sączu do Jointu w Krakowie, 12 I 1941 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0966.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref88" name="_ftn88">[88]</a> ASS, Relacja Anny Ward z 2014 r.</p>
<p><a href="#_ftnref89" name="_ftn89">[89]</a> AYV O-3-2136, Relacja Estery Elenberg, k. 17.</p>
<p><a href="#_ftnref90" name="_ftn90">[90]</a> Ibidem, s. 9.</p>
<p><a href="#_ftnref91" name="_ftn91">[91]</a> <em>Z pamiętników Marii Matyldy Zielińskiej…</em>, s. 57.</p>
<p><a href="#_ftnref92" name="_ftn92">[92]</a> AYV O-3-2136, Relacja Estery Elenberg, k. 9.</p>
<p><a href="#_ftnref93" name="_ftn93">[93]</a> Ibidem, k. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref94" name="_ftn94">[94]</a> I. Tauger, op. cit., s. 294.</p>
<p><a href="#_ftnref95" name="_ftn95">[95]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej…, </em>s. 220.</p>
<p><a href="#_ftnref96" name="_ftn96">[96]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 10.</p>
<p><a href="#_ftnref97" name="_ftn97">[97]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 298.</p>
<p><a href="#_ftnref98" name="_ftn98">[98]</a> I. Tauger, op. cit., s. 294.</p>
<p><a href="#_ftnref99" name="_ftn99">[99]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref100" name="_ftn100">[100]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 298.</p>
<p><a href="#_ftnref101" name="_ftn101">[101]</a> AYV O-3-2136, Relacja Estery Elenberg, k. 17.</p>
<p><a href="#_ftnref102" name="_ftn102">[102]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 10.</p>
<p><a href="#_ftnref103" name="_ftn103">[103]</a> M. Lustig, op. cit., s. 58.</p>
<p><a href="#_ftnref104" name="_ftn104">[104]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 261.</p>
<p><a href="#_ftnref105" name="_ftn105">[105]</a> JDC Archives, Raport ludności i wydatków Judenratu z Nowym Sączu, 23 IV 1941 r…</p>
<p><a href="#_ftnref106" name="_ftn106">[106]</a> ASS, A. Kac, <em>Żydzi – prześladowanie i zagłada…</em>, s. 99.</p>
<p><a href="#_ftnref107" name="_ftn107">[107]</a> AYV, 88-0192F, M. Bergman-Winter, <em>Memorandum…, </em>k. 10.</p>
<p><a href="#_ftnref108" name="_ftn108">[108]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 279.</p>
<p><a href="#_ftnref109" name="_ftn109">[109]</a> Ibidem, s. 117.</p>
<p><a href="#_ftnref110" name="_ftn110">[110]</a> Ibidem, s. 293-294.</p>
<p><a href="#_ftnref111" name="_ftn111">[111]</a> Ibidem, s. 274.</p>
<p><a href="#_ftnref112" name="_ftn112">[112]</a> AŻIH 301/1203, Relacja Mojżesza Gintera, k. 1–2.</p>
<p><a href="#_ftnref113" name="_ftn113">[113]</a> M. Lustig, op. cit., s. 60.</p>
<p><a href="#_ftnref114" name="_ftn114">[114]</a> M. Lustig, op. cit., s. 68.</p>
<p><a href="#_ftnref115" name="_ftn115">[115]</a> AYV O-3-2136, Relacja Estery Elenberg, k. 14.</p>
<p><a href="#_ftnref116" name="_ftn116">[116]</a> AŻIH 301/1338, Relacja Emila Steinlaufa, k. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref117" name="_ftn117">[117]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej…, </em>s. 217.</p>
<p><a href="#_ftnref118" name="_ftn118">[118]</a> AYV O-3-2136, Relacja Estery Elenberg, k. 8.</p>
<p><a href="#_ftnref119" name="_ftn119">[119]</a> AYV, 88-0192F, M. Bergman–Winter, <em>Memorandum…, </em>k. 18.</p>
<p><a href="#_ftnref120" name="_ftn120">[120]</a> R. Anisfeld, op. cit., s. 856.</p>
<p><a href="#_ftnref121" name="_ftn121">[121]</a> ASS, A. Kac, <em>Majowa akcja antyżydowska, </em>[maszynopis], s. 101.</p>
<p><a href="#_ftnref122" name="_ftn122">[122]</a> AŻIH 301/1203, Relacja Mojżesza Gintera, s. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref123" name="_ftn123">[123]</a> ASS, Relacja Jakuba Mullera z 2009 r.</p>
<p><a href="#_ftnref124" name="_ftn124">[124]</a> R. Anisfeld, op. cit., s. 855.</p>
<p><a href="#_ftnref125" name="_ftn125">[125]</a> ASS, Relacja Dova Silbigera, s. 8–9.</p>
<p><a href="#_ftnref126" name="_ftn126">[126]</a> ASS, Relacja Markusa Lustiga.</p>
<p><a href="#_ftnref127" name="_ftn127">[127]</a> AŻIH 301/1203, Relacja Mojżesza Gintera, s. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref128" name="_ftn128">[128]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref129" name="_ftn129">[129]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 304.</p>
<p><a href="#_ftnref130" name="_ftn130">[130]</a> ASS, A. Kac, <em>Żydzi – prześladowanie i zagłada…</em>, s. 97.</p>
<p><a href="#_ftnref131" name="_ftn131">[131]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 275.</p>
<p><a href="#_ftnref132" name="_ftn132">[132]</a> ASS, Relacja Marii Długopolskiej-Butscher, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref133" name="_ftn133">[133]</a> ASS, Protokół zeznania Eugenii Nowak.</p>
<p><a href="#_ftnref134" name="_ftn134">[134]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej…, </em>s. 236.</p>
<p><a href="#_ftnref135" name="_ftn135">[135]</a> ASS, Protokół zeznania Eugenii Nowak.</p>
<p><a href="#_ftnref136" name="_ftn136">[136]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 6–7.</p>
<p><a href="#_ftnref137" name="_ftn137">[137]</a> ASS, A. Kac, <em>Żydzi – prześladowanie i zagłada…, </em>s. 99.</p>
<p><a href="#_ftnref138" name="_ftn138">[138]</a> AYV O-3-2136, Relacja Estery Elenberg, k. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref139" name="_ftn139">[139]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 9.</p>
<p><a href="#_ftnref140" name="_ftn140">[140]</a> AŻIH 301/4694, Relacja Kiplowej, k. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref141" name="_ftn141">[141]</a> AŻIH 301/1203, Relacja Mojżesza Gintera, k. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref142" name="_ftn142">[142]</a> ASS, Relacja Jacka Weinbergera z 2016 r.</p>
<p><a href="#_ftnref143" name="_ftn143">[143]</a> ASS, A. Kac, <em>Żydzi – prześladowanie i zagłada…</em>, s. 102.</p>
<p><a href="#_ftnref144" name="_ftn144">[144]</a> S. Długopolski, <em>Zbrodnie Heinricha Hamanna w świetle procesu w Bochum, </em>„Rocznik Sądecki”, t. 9: 1968, s. 431.</p>
<p><a href="#_ftnref145" name="_ftn145">[145]</a> AŻIH 301/2040, Relacja Gizy Beller, k. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref146" name="_ftn146">[146]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 9.</p>
<p><a href="#_ftnref147" name="_ftn147">[147]</a> ASS, Relacja Jakuba Mullera z 2009 r.</p>
<p><a href="#_ftnref148" name="_ftn148">[148]</a> AŻIH 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 7.</p>
<p><a href="#_ftnref149" name="_ftn149">[149]</a> AŻIH 301/1203, Relacja Mojżesza Gintera, k. 2-3.</p>
<p><a href="#_ftnref150" name="_ftn150">[150]</a> AYV, 88-0192F, M. Bergman – Winter, <em>Memorandum…, </em>k. 17.</p>
<p><a href="#_ftnref151" name="_ftn151">[151]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r….</p>
<p><a href="#_ftnref152" name="_ftn152">[152]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej…, </em>s. 214.</p>
<p><a href="#_ftnref153" name="_ftn153">[153]</a> Ibidem, s. 219.</p>
<p><a href="#_ftnref154" name="_ftn154">[154]</a> Ibidem, s. 219–220.</p>
<p><a href="#_ftnref155" name="_ftn155">[155]</a> AYD033c/6433, Relacja Aby Holzera.</p>
<p><a href="#_ftnref156" name="_ftn156">[156]</a> M. Lustig, op. cit., s. 58.</p>
<p><a href="#_ftnref157" name="_ftn157">[157]</a> AYV, 88-0192F, M. Bergman-Winter, <em>Memorandum…, </em>k. 36.</p>
<p><a href="#_ftnref158" name="_ftn158">[158]</a> Komando niebieskie – ironiczna nazwa, która nawiązywała to tego, dokąd Żydzi udadzą się po egzekucji.</p>
<p><a href="#_ftnref159" name="_ftn159">[159]</a> Zginął m.in. Wagschal z Kazimierza, Roth – syn właściciela składu krawieckiego, Moti Erenreich z ul. Naściszowej. Zob.: Ibidem<em>, </em>k.  37.</p>
<p><a href="#_ftnref160" name="_ftn160">[160]</a> M. Lustig, op. cit., s. 58.</p>
<p><a href="#_ftnref161" name="_ftn161">[161]</a> Ibidem, s. 61.</p>
<p><a href="#_ftnref162" name="_ftn162">[162]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref163" name="_ftn163">[163]</a> Ibidem, s. 69.</p>
<p><a href="#_ftnref164" name="_ftn164">[164]</a> ASS, Relacja Jacka Weinbergera z 2016 r.</p>
<p><a href="#_ftnref165" name="_ftn165">[165]</a> ASS, Relacja Markusa Lustiga z 2012 r.</p>
<p><a href="#_ftnref166" name="_ftn166">[166]</a> M. Lustig, op. cit., s. 69.</p>
<p><a href="#_ftnref167" name="_ftn167">[167]</a> ASS, Relacja Jacka Weinbergera z 2016 r.</p>
<p><a href="#_ftnref168" name="_ftn168">[168]</a> ASS, Relacja Markusa Lustiga z 2012 r.</p>
<p><a href="#_ftnref169" name="_ftn169">[169]</a> ASS, Relacja Markusa Lustiga z 2012 r.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-2{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-2 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-2{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-2 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-2{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-2 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-3{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/zycie-codzienne-w-sadeckim-getcie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Obozy pracy przymusowej dla Żydów w Generalnym Gubernatorstwie</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/obozy-pracy-przymusowej-dla-zydow-w-generalnym-gubernatorstwie/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/obozy-pracy-przymusowej-dla-zydow-w-generalnym-gubernatorstwie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2022 12:28:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3888</guid>

					<description><![CDATA[Obozy pracy przymusowej dla Żydów w Generalnym Gubernatorstwie  Artur Franczak Zagadnienie wykorzystania siły roboczej, zwłaszcza w pracy wykonywanej przez Żydów i jej znaczenie dla nowego porządku, jaki mieli wprowadzić Niemcy w Europie było tematem rozważań nazistowskich polityków, jak i ekonomistów jeszcze przed wybuchem wojny. W latach trzydziestych padały zdania, że należy ich całkowicie usunąć z kontynentu]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-4 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-3 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-4{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-4{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-4 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">Obozy pracy przymusowej dla Żydów w Generalnym Gubernatorstwie</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-4"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Artur Franczak<br />
</em></span></strong></h3>
<p>Zagadnienie wykorzystania siły roboczej, zwłaszcza w pracy wykonywanej przez Żydów i jej znaczenie dla nowego porządku, jaki mieli wprowadzić Niemcy w Europie było tematem rozważań nazistowskich polityków, jak i ekonomistów jeszcze przed wybuchem wojny. W latach trzydziestych padały zdania, że należy ich całkowicie usunąć z kontynentu europejskiego. Podstawą tych opinii był światopogląd narodowosocjalistyczny, według którego stosunek poszczególnych państw do Żydów stanowi jedną z ich podstawowych cech charakterystycznych i był jednym z zasadniczych kryteriów, decydujących o ich miejscu w „nowym porządku”. Według tej ideologii nie było w nim miejsca dla Żydów, ponieważ zjawisko zwane pracą uważano za zupełnie nieistniejące wśród „pasożytów”.</p>
<p>Zgodnie z tym przekonaniem Żydów należało zlikwidować jako „element bezużyteczny”, zbyteczny, a nawet szkodliwy z czysto gospodarczego punktu widzenia. Jak to rzeczywiście wyglądało i jak zrealizowano te założenia, można przekonać się  na podstawie  dziejów obozów pracy na terytorium Generalnego Gubernatorstwa<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a>. Nie bez znaczenia dla niemieckiej gospodarki okazała się liczebność społeczności żydowskiej – postrzeganej jako potencjalna siła robocza tak potrzebna w przemyśle – zwłaszcza na okupowanych ziemiach polskich.</p>
<p>Inicjatywę organizacji pracy przymusowej wobec Żydów Niemcy podejmowali na terenie Trzeciej Rzeszy jeszcze przed 1939 r. Zgodnie z dyrektywą z 20 grudnia 1938 r. miano podjąć wszelkie środki, by zatrudnić wszystkich bezrobotnych i zdolnych do pracy Żydów w inwestycjach budowlanych i rekultywacyjnych, zarówno tych realizowanych przez przedsiębiorstwa prywatne, jak i publiczne, w brygadach złożonych wyłącznie z Żydów. Na początku 1941 r. w tego typu projektach pracowało około 30 tysięcy osób<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. Dwa miesiące później podjęto decyzję, że w wypadku konfliktu zbrojnego wszyscy Żydzi płci męskiej w wieku od 18 do 55 roku życia będą zobowiązani do przymusowej pracy<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>.</p>
<p>Z chwilą wybuchu wojny do planów tych nie przykładano większego znaczenia z uwagi na fakt, że pobyt Żydów w Rzeszy traktowano jako tymczasowy i oczekiwano ich deportacji do Generalnego Gubernatorstwa. Podejście to uległo zmianie w następnym roku, z uwagi na wciąż odkładaną decyzję dotyczącą wywózki Żydów oraz na coraz większe zapotrzebowanie na siłę roboczą. Wydano więc nakaz rejestracji wszystkich Żydów w wieku od 15 do 50 lat, a w maju i czerwcu 1940 r. przydzielono ich do pracy w przemyśle. Liczba zatrudnionych szybko rosła, osiągając w październiku tego roku poziom ok. 40 tys. zatrudnionych. Do pracy przywożono również Żydów z Kraju Warty, przydzielając ich do przedsięwzięć budowlanych, jak chociażby budowa drogi między Frankfurtem nad Odrą a Poznaniem. Z uwagi jednak na odgórną politykę dotyczącą oczyszczenia terenu Rzeszy z Żydów, zaniechano dalszego ściągania ich do pracy na terenie Niemiec<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>.</p>
<p>Wybuch wojny spowodował ogromny wzrost bezrobocia na terenach ogarniętych konfliktem zbrojnym. Gospodarka właściwie przestała istnieć. Ogromne rzesze ludzi poszukiwały pracy, co przekładało się na fakt, że początkowo nie było potrzeby wprowadzania przymusu pracy. Z biegiem czasu sytuacja ta uległa zmianie. Decydentów III Rzeszy denerwowało bezproduktywne „wałęsanie się” ogromnej – ich zdaniem – liczby Żydów, których należało natychmiast wykorzystać do różnych prac. Polityka nazistów dotycząca wykorzystania polskich Żydów jako siły roboczej ewaluowała w trakcie trwania wojny: Początkowo nie zdawano sobie sprawy z ich potencjału i kwalifikacji. Z biegiem czasu dostrzeżono zalety, jakie ich praca, zwłaszcza darmowa, może nieść dla rozwoju gospodarki Rzeszy. Z początkiem wojny dorywczo wykorzystywano Żydów do określonych robót<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>. Zarówno wojskowe, jak i cywilne władze okupacyjne rozpoczęły więc wyłapywanie ich, prosto z ulic i innych obszarów przestrzeni publicznej, do prac porządkowych, odgruzowywania arterii, zasypywania rowów przeciwczołgowych, porządkowania ulic, usuwania śniegu oraz innych doraźnych prac<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>. Bez względu na stan zdrowia czy wiek kierowano ich do różnych robót. Czyniono to zazwyczaj w okrutny sposób, o czym wspomina w swojej relacji Michał Bergman Winter: <em>Pojmanych Żydów w tej pierwszej łapance zostało około 100 osób. Żydów miejscowych i poza miejscowych. Wszystkich nas popędzono do różnych niebezpiecznych robót, przy rozbieraniu różnego rodzaju materiałów wojskowych porzuconych przez ustępujące Wojsko Polskie. Najgorsza jak dotychczas była praca przy udziale kolb karabinów, wyciorów i psów wojskowych. Tak też we łzach i mękach, cierpieniach i krwi pracowaliśmy do późnego wieczora<a href="#_ftn7" name="_ftnref7"><strong>[7]</strong></a>. </em></p>
<p>Prace, do których zmuszano bezbronnych  Żydów częstokroć służyły za pretekst do ich upokarzania (czyszczenie gołymi rękami dołów kloacznych, zamiatanie ulic miast itp.), szydzenia, naigrywania i katowania przez zdemoralizowanych żołdaków Wehrmachtu<a href="#_ftn8" name="_ftnref8">[8]</a> i przy ogólnym zadowoleniu okolicznych gapiów. <em>Do żydowskich mieszkań Niemców oprowadzała pewna część młodzieży polskiej, zadowolonej z ich zaszczytnej pomocy udzielanej Niemcom przeciw ludności żydowskiej. Szczególnie wyróżnił się w tej haniebnej pomocy Niemcom b. pracownik polski z cukierni K. S-ierdzki w Nowym Sączu. Te pierwsze cierpienia przy łapance nie były na tyle zadawane Żydom przez samych Niemców co przez ową chuligańsko-antysemicką polską młodzież</em><a href="#_ftn9" name="_ftnref9">[9]</a><em>, </em>wspomina wyżej cytowany już Michał Bergman. Żydowski lekarz z getta krakowskiego, Julian Aleksandrowicz, pisał zaś w swoich wspomnieniach: <em>Raz w tygodniu zapędzano nas do pracy fizycznej. Zamiataliśmy śnieg z ulicy. </em>[…]<em> Oto pojawiała się grupa uliczników, która wyszydzała nas, obrzucając śniegiem i końskim łajnem</em><a href="#_ftn10" name="_ftnref10">[10]</a><em>. </em></p>
<p>Brutalne znęcanie się w trakcie wykonywanych czynności przyczyniło się do tego, że Żydzi zaczęli unikać kontaktu z Niemcami, ukrywać się w różnych miejscach, zaś ci, którzy mogli sobie pozwolić, wykupywali się. Naziści traktowali wykup jako dodatkowe źródło dochodu, a jednocześnie brali za pewniki stały dopływ darmowej siły roboczej spośród osób, które nie mogły się wykupić. Chaos, jaki przy tym zapanował starano się opanować, tworząc komitety, które miały wyznaczać ludzi do pracy; tym samym starano się ograniczyć dzikie łapanki; zdawano sobie sprawę, że takie działanie nie sprzyja w pełni racjonalnemu wykorzystaniu potencjału żydowskich robotników<a href="#_ftn11" name="_ftnref11">[11]</a>. Od początku okupacji Niemcy korzystali więc z taniej, czy wręcz bezpłatnej, siły roboczej, z czasem zmieniając jej formę organizacyjną.</p>
<p>Jednym z pierwszych aktów prawnych stanowiących zalążek tworzonych później na terenie Generalnego Gubernatorstwa obozów pracy było rozporządzenie wydane przez jego gubernatora, dr. Hansa Franka z  26 października 1939 r., które dotyczyło przymusu pracy dla ludności Żydowskiej w wieku od 14 do 60 lat (dla ludność polskiej wprowadzono obowiązek pracy od 18. roku życia, później rozszerzony na młodzież od 14. roku życia)<a href="#_ftn12" name="_ftnref12">[12]</a>. Na terenach wcielonych do III Rzeszy obowiązek pracy dotyczył Polaków od 12. roku życia<a href="#_ftn13" name="_ftnref13">[13]</a>.  Szczegółowe wytyczne zawarto w rozporządzeniu wykonawczym z dnia 31 października 1939 r., którego celem było wyłączenie z przepisów polskiego prawa pracy norm dotyczących warunków i ochrony pracy.</p>
<p>W ramach tego obowiązku ludność polska musiała wykonywać pracę w gospodarstwach rolnych, przy budowie i utrzymaniu budynków użyteczności publicznej, budowie dróg i torów kolejowych oraz regulacji rzek. Obowiązek dotyczył wszystkich, którzy byli zdolni do pracy, również z częściową zdolnością. Wobec osób, które nie zastosowałyby się do obowiązku pracy przewidziano użycie siły fizycznej oraz kary grzywny lub więzienia. Ponadto Urząd Pracy (Arbeitsamt), któremu podporządkowano kompetencję regulacji stosunków pracy, mógł nakładać kary porządkowe do maksymalnej wysokości 20 marek niemieckich<a href="#_ftn14" name="_ftnref14">[14]</a>.  Wprowadzono również zakaz zmiany pracy bez zezwolenia Urzędów Pracy, które decydowały o zatrudnieniu większości ludności polskiej w GG. Z czasem zdobycie zaświadczenia z tych urzędów było konieczne, by uchronić się przed wysłaniem na przymusowe roboty do Niemiec. W następnym roku wprowadzono przepis o karcie pracy i zniesieniu urlopów oraz utworzono tzw. służbę budowlaną (Baudienst), posiadającą własne obozy pracy<a href="#_ftn15" name="_ftnref15">[15]</a>. Obowiązek pracy ludności polskiej przybrał z czasem charakter pracy przymusowej.</p>
<p>Drugie rozporządzenie, z dnia 26 października dotyczyło wszystkich Żydów, którzy podlegali przymusowi pracy (Arbeitszwang)<a href="#_ftn16" name="_ftnref16">[16]</a>. Miało ono polegać na wcieleniu ich do oddziałów (kolumn) robotników pracy przymusowej. Wydanie przepisów wykonawczych do tego rozporządzenia powierzono wyższemu dowódcy SS i policji Friedrichowi Wilhelmowi Krügerowi, któremu podlegali dowódcy obu formacji w czterech dystryktach GG. W tym akcie prawnym nie uwzględniono kwestii płac czy uprawnień socjalnych zmuszonych do pracy Żydów. Dwa miesiące później, 11 i 12 grudnia, Krüger, ogłosił „pierwsze” i „drugie” postanowienie wykonawcze do rozporządzenia, w którym drobiazgowo opisano przymus pracy dla Żydów wraz z ich narzędziami, przekazując tą ludność do dyspozycji policji niemieckiej. Wszyscy żydowscy mieszkańcy Generalnego Gubernatorstwa od ukończonego 14. do ukończonego 60. roku życia podlegali przymusowi pracy. Rozporządzenie rozciągało się pierwotnie na Żydów płci męskiej od ukończonego 12. do ukończonego 60. roku życia<a href="#_ftn17" name="_ftnref17">[17]</a>.</p>
<p>Zarządzono też, że okres pracy ustala się zasadniczo na dwa lata. Czas ten mógł zostać przedłużony, jeśli nie zostanie osiągnięty cel wychowawczy pracy przymusowej<a href="#_ftn18" name="_ftnref18">[18]</a>. Objęci przymusem mieli zostać zatrudnieni według posiadanych umiejętności zawodowych i umieszczeni w obozach pracy. W paragrafie 5. postanowienia z 12 grudnia czytamy: <em>Żydzi, wpisani do kartoteki poborowej a po</em><em>wołani do pracy przymusowej, winni punktual</em><em>nie w oznaczonym czasie zjawić się w miejscu </em><em>zbiórki. Żywność na 2 dni oraz 2 czyste koce na</em><em>leży przynieść ze sobą. Rzemieślnicy, szczegól</em><em>nie właściciele warsztatów, winni dostarczyć na miejsce zbiórki wszystkie narzędzia. Przewóz narzędzi na miejsce zbiórki należy zabezpieczyć</em><em> w danym wypadku przez uskutecznione na czas zgłoszenie radzie żydowskiej. Maszyny rzemieślnicze wraz z przynależnościami, należące do podlegającego przymusowi pracy, podlegają po powołaniu jego władzy rozporządzenia służby pracy przymusowej</em><a href="#_ftn19" name="_ftnref19">[19]</a><em>.</em></p>
<p>Rady Żydowskie (Judenraty) zobowiązano do przeprowadzenia spisu wszystkich Żydów, którzy podlegali temu zarządzeniu<a href="#_ftn20" name="_ftnref20">[20]</a>. Miały one obowiązek założenia kartotek pracy przymusowej oraz organizacji batalionów pracy lub brygad pracy<a href="#_ftn21" name="_ftnref21">[21]</a>.  Sądeczanin Markus Lustig wspominał: <em>taką listę tutejszy Judenrat sporządzał w stosunku do mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat. Osoby zaś występujące na liście musiały odbyć kilka dni pracy w ciągu miesiąca na rzecz Biura Pracy lub zapłacić za nie trzy lub cztery złote</em><a href="#_ftn22" name="_ftnref22">[22]</a><em>. </em></p>
<p>W grudniu 1939 r. Wilhelm Krüger zobowiązał wszystkie Judenraty do organizowania żydowskich kolumn pracy przymusowej<a href="#_ftn23" name="_ftnref23">[23]</a>. Oznajmił on, że na razie należy Żydów uformować w brygady i kierować do prac tam, gdzie istnieje pilne zapotrzebowanie. Stwierdzenie zapotrzebowania należało do szefów dystryktów<a href="#_ftn24" name="_ftnref24">[24]</a>. Miało to ułatwić podział żydowskiej siły roboczej według struktury zawodowej. Rejestracją tą objęto również przedsiębiorstwa i warsztaty należące do ludności żydowskiej oraz narzędzia i maszyny, jakie Żydzi jeszcze posiadali, a które chciano wykorzystać lub przejąć. Wszyscy zobowiązani byli zgłosić się osobiście w niemieckim urzędzie pracy lub w odpowiednim wydziale przy Juderacie. Obowiązek zgłaszania dzieci do lat 14 spoczywał na ich rodzicach. Rejestracji osób starszych lub takich, których stan zdrowia lub kalectwo wykluczały możliwość osobistej obecności w biurze mogła dokonać głowa rodziny. W GG Judenraty powyższy spis przeprowadziły między lutym a majem 1940 r.</p>
<p>Kolumny robocze powstałe na polecenie Wilhelma Krügera były pierwszym sposobem wykorzystania siły roboczej<a href="#_ftn25" name="_ftnref25">[25]</a>. Gdy jakaś niemiecka agenda potrzebowała rąk do pracy, zabierała wyłapywanych na ulicy Żydów, tworząc takie kolumny. Nadawały się one jednak jedynie do prac doraźnych, np. odśnieżania ulic, zasypywania rowów lub niektórych robót budowlanych. Początkowo w wielu większych miastach Judenraty zapewniały po kilka tysięcy robotników dziennie. Rekrutowali się oni z najuboższych warstw ludności, przesiedleńców i uchodźców, którzy z jednej strony nie mieli nic do stracenia, z drugiej zaś liczyli na powrót w swoje rodzinne okolice i ewentualną możliwość ucieczki<a href="#_ftn26" name="_ftnref26">[26]</a>. Ci, których było na to stać wykupowali się od pracy, płacąc zastępcom i jednocześnie zasilając w znaczący sposób budżet Judenratów<a href="#_ftn27" name="_ftnref27">[27]</a>. Ten, początkowo nieformalny, sposób na organizację osób do pracy, gdzie umowa zawierana była między dwiema zainteresowanymi stronami, w późniejszym okresie został oficjalnie zaakceptowany przez Niemców. Opłaty były różne w zależności od miasta, miejsca pracy czy rodzaju wykonywanych robót i wynosiły od kilku do kilkunastu złotych za każdy dzień roboczy. W 1940 r., w zależności od miesiąca i miejscowości, liczba zwolnionych w ten sposób sięgała nawet do 60 procent osób powołanych do pracy przymusowej<a href="#_ftn28" name="_ftnref28">[28]</a>.</p>
<p>Zdarzały się sytuacje, że rano przed siedzibą Rady Żydowskiej stało więcej chętnych do pracy w zastępstwie niż była potrzeba, ponieważ dla wielu stanowiło to jedyny sposób na zarobienie jakichkolwiek pieniędzy. Dzięki temu znikał strach przed niespodziewanymi łapankami, a najubożsi pracownicy mieli możliwość zdobycia środków na utrzymanie. Wkrótce jednak wytworzyły się dwie grupy: tych, których zawsze posyłano do pracy i tych, którzy mogli się od niej wykupić<a href="#_ftn29" name="_ftnref29">[29]</a>. Dwudziestoczteroletni mężczyzna, który pracował w obozie w Mordach wspominał: <em>Zmuszony krytycznym położeniem materialnym powziąłem decyzję ochotniczego zgłoszenia się do obozu pracy. Nietrudno pojąć ogrom mojej nędzy, będącej w stanie skłonić mnie do dobrowolnego udania się do tego piekła, przed którym drżą setki tysięcy Żydów. W celu załatwienia formalności związanych z wyjazdem udałem się do Gminy, gdzie odbywała się rejestracja ochotników połączona z badaniem lekarskim</em><a href="#_ftn30" name="_ftnref30">[30]</a><em>. </em></p>
<p>Możliwość wykupienia się budziła wśród mieszkańców getta sporo kontrowersji. Kronikarz Zagłady, Emanuel Ringelblum pisał, że jest to rzecz niegodna: <em>Bogaci paniczkowie pracują w policji, instytucjach społecznych, są ubezpieczeni w Kasach chorych jako zatrudnieni rzekomo w rozmaitych firmach i dlatego w pierwszym rzędzie mogą się wykupić od obozów pracy.</em> W Łowiczu, według relacji świadków, <em>Bogaci synalkowie nie pojechali. Wybrano biedaków, którzy nie mieli protekcji</em> <a href="#_ftn31" name="_ftnref31">[31]</a><em>. </em>Czasami o wysyłce tych, a nie innych ludzi decydował przypadek; gdy robotnik się nie zgłosił, brano zakładników.</p>
<p>Po zakończeniu pracy Żydów zwalniano, a następnie procedurę tworzenia kolumn powtarzano<a href="#_ftn32" name="_ftnref32">[32]</a>. Z pracy przymusowej w pierwszym okresie zwolnione były kobiety z małymi dziećmi oraz pewna – bliżej nieokreślona – liczba ludzi, którzy znaleźli zatrudnienie w administracji żydowskiej, w szpitalach, ambulatoriach lub też posiadali fałszywe dokumenty potwierdzające zatrudnienie, a także rzemieślnicy<a href="#_ftn33" name="_ftnref33">[33]</a>. Jak podaje „Gazeta Żydowska”, w lipcu 1940 r. krakowski Judenrat rozszerzył obowiązek pracy w stosunku do kobiet w wieku od 18 do 25 lat.<a href="#_ftn34" name="_ftnref34">[34]</a> Zwolnieni z robót były także osoby zatrudnione w swoich dawnych zakładach pracy. Wynikało to z faktu, że spora część tych, którzy przejmowali przedsiębiorstwa żydowskie nie posiadała odpowiednich kwalifikacji i musiała zatrudniać fachowców, zazwyczaj byłych właścicieli czy też dawnych pracowników.</p>
<p>Kolumny czy też brygady robocze z czasem przestały spełniać oczekiwania Niemców i zostały zastąpione bardziej wydajnym systemem pracy przymusowej – obozami pracy (Zwangsarbeitslager für Juden, Judenarbeitslager, Julag).  Same nazwy nie określały istoty funkcjonowania obozów, lecz charakter pracy więźniów, warunki ich egzystencji oraz reżim panujący w danym obozie<a href="#_ftn35" name="_ftnref35">[35]</a>. Najgorszy obowiązywał w tych nadzorowanych przez SS i policję, które właściwie od samego początku podobne były do obozów koncentracyjnych. Według ustaleń Józefa Marszałka obozów pracy przymusowej było na terenie GG w latach 1939–1945 aż 792, z czego aż 491 stanowiły obozy, w których przebywali wyłącznie Żydzi<a href="#_ftn36" name="_ftnref36">[36]</a>. Obozy te tworzono w celu jeszcze większego zaktywizowania Żydów do pracy, w pobliżu miejsc wykonywanych robót, które uważano za ważne z punktu widzenia militarnego czy gospodarczego. Stanowiły one najliczniejszą grupę obozów, najwyższą liczbę osiągnęły w 1942 r, a ich wielkość bywała różna. Stały się też miejscem powolnej Zagłady – z czasem znikały, podobnie jak znikali pracujący w nich eksterminowani Żydzi<a href="#_ftn37" name="_ftnref37">[37]</a>. Pomysł ich tworzenia wyszedł od samego Heinricha Himmlera, który zaproponował, aby wzdłuż wschodniej granicy GG<a href="#_ftn38" name="_ftnref38">[38]</a> wykopać rów przeciwczołgowy dla lepszego zabezpieczenia przed Armią Czerwoną<a href="#_ftn39" name="_ftnref39">[39]</a>. Prace te mieli wykonywać Żydzi zgromadzeni w utworzonych z inicjatywy Odila Globocnika, dowódcy SS i policji w dystrykcie lubelskim, obozach na terenach dystryktu lubelskiego<a href="#_ftn40" name="_ftnref40">[40]</a>. Były to obozy utworzone na potrzeby budowy fortyfikacji wzdłuż wschodniej granicy z ZSRR (utworzono ich dziesięć z centralnym obozem w Bełżcu)<a href="#_ftn41" name="_ftnref41">[41]</a> i podlegały bezpośrednio SS. Jesienią 1940 r. funkcjonowało ich już 68, a przebywało w nich od 50 do 70 tysięcy Żydów<a href="#_ftn42" name="_ftnref42">[42]</a>. Wysiłek przy tym programie, który z punktu gospodarczego i militarnego nie miał większego znaczenia, doprowadził do fizycznego wyniszczenia Żydów i do znacznego zubożenia Judenratów, które musiały opłacać robotników oraz utrzymać ich rodziny.</p>
<p>W 1940 r. również Inspekcja Gospodarki Wodnej podjęła się organizacji obozów dla Żydów<a href="#_ftn43" name="_ftnref43">[43]</a> w pobliżu miejsc, w których podejmowano roboty drogowe i melioracyjne<a href="#_ftn44" name="_ftnref44">[44]</a>. Podobnie dowództwo sił lotniczych tworzyło swoje obozy do prac przy lotniskach, jak w Zamościu, w Dęblinie czy Międzyrzeczu. Obozy tworzone były we wszystkich dystryktach GG: lubelskim, radomskim, krakowskim, warszawskim, a po 1941 r. również w dystrykcie Galicja. Żydzi pracowali przy budowie mostów i dróg, wycinaniu lasów, osuszaniu bagien, tłoczeniu kamieni w kamieniołomach, budowie torów kolejowych czy wyładunku węgla. Zmuszano ich do wykonywania najcięższych robót fizycznych. W tym samym roku wydano szereg przepisów uzupełniających dotyczących zatrudnionych przez niemieckie firmy Żydów, podkreślając w nich konieczność izolowania ich od pracowników polskich<a href="#_ftn45" name="_ftnref45">[45]</a>.</p>
<p>Od lipca 1940 r. do czerwca 1942 r. wszelkie kwestie związane z dysponowaniem pracą Żydów zostały podporządkowane niemieckim władzom cywilnym. Wydział Pracy przy Urzędzie Generalnego Gubernatora oraz sieć podległych mu urzędów pracy (Arbeitsamtów), zarządzały odtąd tysiącami żydowskich robotników<a href="#_ftn46" name="_ftnref46">[46]</a>. Nie zakończyło to oczywiście ciągłych sporów dotyczących zagadnienia wykorzystania siły roboczej, jakie toczyły się pomiędzy trzema organami władzy okupacyjnej, tj. Wehrmachtem, zarządem cywilnym Hansa Franka i SS. Spory te miały miejsce nie tylko na obszarze GG, ale docierały również do władz centralnych Trzeciej Rzeszy<a href="#_ftn47" name="_ftnref47">[47]</a>. W kompetencji SS pozostawiono ewidencję i mobilizację Żydów. Od tej chwil każdy pracodawca chcący uzyskać pracowników musiał zwrócić się do Urzędu Pracy i był zobowiązany do wypłacenia pracującym Żydom minimalnego wynagrodzenia. Według oficjalnych wytycznych praca w obozach stanowiła pracę nie przymusową, ale najemną; robotnikom przysługiwało zatem wynagrodzenie. W rzeczywistości więźniowie otrzymywali wynagrodzenie w nielicznych, bardzo rzadkich przypadkach<a href="#_ftn48" name="_ftnref48">[48]</a>. Ustępstwem wobec SS było ustalenie, iż w zamkniętych obozach, które były pod bezpośrednim zarządem SS, płaca żydowskich robotników miała zostać utrzymana na dotychczasowym poziomie, a pracujący w nich Żydzi mogli liczyć na premię „za wydajność”<a href="#_ftn49" name="_ftnref49">[49]</a>. Do grona tych trzech instytucji, zainteresowanych ogromnym potencjałem darmowej pracy Żydów, dołączyły jeszcze rzesze firm, przedsiębiorstw i towarzystw niemieckich, które szukały okazji do szybkiego wzbogacenia się.</p>
<p>Tworzenie obozów okazało się jednak zadaniem trudnym, wymagającym przede wszystkim czasu, pomieszczeń i wyżywienia, na co zwracał uwagę Krüger w swoim sprawozdaniu z listopada 1939 r.<a href="#_ftn50" name="_ftnref50">[50]</a> Problemem była także migracja Żydów w obrębie GG oraz fakt, że częste wyłapywanie ich do prac doraźnych, odrywało bardzo wielu od pracy wykonywanej w warsztatach i zakładach. W okólniku, jaki rozesłano do wszystkich biur pracy w lipcu 1940 r. zwrócono uwagę na niedobory rąk do pracy związane z masowym wysyłaniem Polaków do pracy w Rzeszy. Zalecono w nim również przekazywanie wszelkich spraw do Urzędu Pracy, zaś dla zwiększenia wydajności pracy przy większych projektach tworzono obozy pracy przymusowej, w których zaczęto koszarować Żydów. Podobnie jak w przypadku brygad roboczych, naborem do obozów pracy zajmowały się Judenraty.</p>
<p>Niemieckie urzędy, odpowiedzialne za przeprowadzenie konkretnych inwestycji, ogłaszały przetarg. Zwycięska firma zgłaszała zapotrzebowanie do miejscowego Arbeitsamtu na określoną liczbę Żydów, ten zaś wydawał Judenratom nakaz dostarczenia robotników. Organizacja powszechnego przymusu pracy została zatem w całości przerzucona przez Niemców na rady żydowskie. Odpowiadały one nie tylko za skuteczne i terminowe dostarczenie siły roboczej, lecz także za opiekę nad robotnikami w obozie i nad ich rodzinami na miejscu. Należy przy tym pamiętać, że oprócz tego obowiązku, rady musiały sprostać także nakazowi codziennego dostarczania robotników do placówek w najbliższej okolicy. Zadanie to stało się dla rad żydowskich egzaminem nie tylko sprawności działania, ale również sprawdzianem moralności. Jak pokazują liczne relacje ocalałych, Judenraty zadania tego nie zdały, a świadectwa opisują ich działalność niepochlebnie, wspominając o częstych nadużyciach, korupcji i bezduszności. Wyjątkami są przykłady postaw, jakie miały miejsce na przykład w getcie w Nowym Sączu, a i to w odniesieniu jedynie do pierwszego składu rady<a href="#_ftn51" name="_ftnref51">[51]</a>.</p>
<p>Zgromadzonych Żydów rejestrowano, poddawano badaniom lekarskim, czasami – jak to miało miejsce w getcie warszawskim – kierowano na kwarantannę, a następnie po wyekwipowaniu wysyłano do obozów. Osoby uznane za zdolne do pracy oczekiwały na wyznaczony dzień. W przypadku, gdy nie zdołano zebrać wymaganej liczby ochotników, Judenrat wysyłał zawiadomienia do osób ze sporządzonej listy na podstawie utworzonej kartoteki Żydów objętych przymusem. Gdy nie udawało się zgromadzić ustalonej grupy, Judenrat przy pomocy Żydowskiej Służby Porządkowej (tzw. „Policji Żydowskiej”) lub policji granatowej urządzał na ulicach łapanki, którym towarzyszyły dramatyczne sceny. Przed złapaniem nie chronił żaden dokument ani zaświadczenie. W wyjątkowych przypadkach usiłowano przekupić urzędników Arbeitsamtu, by kontyngent został zmniejszony. Tuż przed wyjazdem brygada pracowników gromadzona była w punkcie zbiórki, skąd prowadzono ich do miejsca, gdzie mieli przejść kwarantannę. Nie wszędzie było to jednak stosowane, a przy gromadzeniu robotników bywało różnie<a href="#_ftn52" name="_ftnref52">[52]</a>. Od połowy 1941 r. Niemcy zaczęli bardziej egzekwować nakaz pracy, stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej. W niektórych miejscowościach zasadę tę wprowadzono już wiosną 1940 r. Wybrana grupa osób własnym życiem miała zagwarantować stawienie się tych, którzy zostali wyznaczeni do pracy. Ludzie stawali przed moralnym dylematem: „moje czy cudze życie?”<a href="#_ftn53" name="_ftnref53">[53]</a>.</p>
<p>Brygadom przydzielono żydowskich nadzorców (Aufseher) i grupowych (Judengruppenführer). Aby zapewnić sobie posłuszeństwo, stosowano zasadę brania zakładników. Często były nimi głowy rodzin; to ich zabierano do prac. Powodowało to również, że Niemcy nie musieli angażować do pilnowania pracujących znacznych sił policyjnych czy służb wartowniczych. Te zaś, zazwyczaj niewystarczające do coraz bardziej rosnącej liczby powstających obozów na terenie GG, były uzupełniane policją pomocniczą złożoną z Volksdeutschów, płatnymi strażnikami, członkami SA oraz Organizacji Todt<a href="#_ftn54" name="_ftnref54">[54]</a>, a także polskimi brygadzistami<a href="#_ftn55" name="_ftnref55">[55]</a>. Koszty funkcjonowania obozów były relatywnie niskie. Znajdowały się w nich prymitywne urządzenia sanitarne, pracownicy przymusowi często spali w lichych barakach, w ciasnych pomieszczeniach, a ich prycze znajdowały się na podłodze. <em>Wtłoczono nas jak śledzie</em><a href="#_ftn56" name="_ftnref56">[56]</a> notuje nieznany świadek. Ubrań nie wydawano. Jak podaje inż. A. Reinberg: <em>Większość uczestników rekrutuje się ze sfer spauperyzowanej biednej ludności żydowskiej i przybywa do obozów w odzieży niewystarczającej, w butach zniszczonych, bez koców. Ale i ci, którzy przybywają do obozu z ekwipunkiem dostatecznym, po krótkim czasie przebywania w obozie, znajdują się już w stanie opłakanym. Przy robotach ziemnych, melioracyjnych i szosowych, odzież i obuwie niszczy się nadzwyczaj szybko. Nastająca chłodna pora roku wymaga zwrócenia uwagi na ten odcinek zagadnienia, w przeciwnym razie będzie to jeszcze jedna przyczyna wielkiego ubytku rąk roboczych i wyniszczenia organizmów tych, którzy nadal przy pracy zostaną</em><a href="#_ftn57" name="_ftnref57">[57]</a><em>. </em></p>
<p>Do niektórych obozów żywność dostarczały Rady Żydowskie, do innych administracja cywilna. Ograniczała się ona do chleba, kiepskiej jakości zupy, ziemniaków, margaryny i resztek mięsa. Praca trwała od świtu do nocy, pozbawiając Żydów ostatków sił. Ponieważ pracodawcom nie opłacało się codziennie odwozić pracujących do getta, umieszczano ich w miejscu wykonywania robót.  Każdego dnia umierał ktoś, kto nie sprostał tempu pracy.</p>
<p>W pierwszym okresie rozwoju obozów pracy przymusowej, a więc do końca 1940 r. a miejscami nawet do lipca 1941 r., władze administracyjne i wojskowe traktowały przebywających w nich Żydów jako tanią siłę roboczą, niezbędną do wykonania określonego zadania. Nie oznacza to jednak chęci Niemców do fizycznego wyniszczenia pracowników. Śmiertelność i stan fizyczny Żydów mogły wynikać również z nieprzyzwyczajenia do tak ciężkich robót, a także nieumiejętności wykonywania konkretnej pracy. Brak umiejętności, słabe wyniki, pogardliwy stosunek strażników, szykany oraz kary sprawiały jednak wrażenie, że Niemcy dążyli do biologicznego wyniszczenia więźniów. Śmiertelność była wysoka. Raul Hilberg pisze, że według jednego z ocalałych nawet w niewielkich obozach, przetrzymujących nie więcej niż 400–500 więźniów, umierało około dwunastu osób dziennie<a href="#_ftn58" name="_ftnref58">[58]</a>. Zdarzało się, że po zakończonej pracy pracujących z obozu przeprowadzano z powrotem do getta.  Tam zaś wykorzystywano ich do innych prac. Częściej jednak administracja obozów nie odsyłała ich do gett po zakończeniu robót, a wysyłała do innych miejsc pracy. W ten sposób wielu Żydów nie zobaczyło już nigdy swoich bliskich.</p>
<p>Do marca 1942 r. można zaobserwować stały wzrost przymusowo zatrudnionych Żydów, których liczba za rok 1940 wynosiła około 700 tys. osób<a href="#_ftn59" name="_ftnref59">[59]</a>. Wiązało się z tym zwiększenie liczby tworzonych obozów pracy przymusowej, zwłaszcza tych pod bezpośrednim nadzorem SS, które pojawiają się w ogromnej licznie, nie tylko na terenie GG, ale również poza jego granicami. Teoretycznie znajdowały się one pod nadzorem komendanta SS i policji, ale w praktyce zakładane były one za pośrednictwem Judenratów, przez różnych prywatnych pracodawców, zarówno niemieckich jak i polskich, posterunki policji, wojsko, urzędy państwowe, gospodarstwa rolne itp.<a href="#_ftn60" name="_ftnref60">[60]</a>.</p>
<p>Rozwój sieci obozów na terenie GG wiązał się z trzema kwestiami: chęcią gospodarczego wykorzystania podbitych terenów, przygotowaniami do wojny z ZSRR oraz wzmacnianiem potencjału zbrojeniowego Rzeszy. System wykorzystania taniej siły roboczej w Polsce można podzielić na trzy elementy: brygady robotników utrzymywane ze względu na niskie koszty, obozy pracy oraz zatrudnienie Żydów w przedsiębiorstwach miejskich czy firmach prywatnych, które znajdowały się na terenie gett.<a href="#_ftn61" name="_ftnref61">[61]</a> Większość obozów pracy przymusowej funkcjonowała krótko, jedynie nieliczne przetrwały do 1944 r.</p>
<p>W latach 1940–1942 funkcjonowanie większości obozów pracy przymusowej w dziedzinie gospodarki wodnej, rolnictwa oraz budowy dróg związana była z wielkimi niemieckimi planami zagospodarowania podbitych terenów. W 1940 r. rząd GG rozpoczął zakrojone na ogromną skalę roboty melioracyjne i regulacyjne, które miały na celu uporządkowanie stosunków wodnych w dystryktach. Przygotowany w 1940 r. „czteroletni program” zakładał prace melioracyjne, regulowanie potoków górskich i niespławnych rzek, zakończenie budowy zapór rzecznych (np. w Rożnowie<a href="#_ftn62" name="_ftnref62">[62]</a>), rekultywację nieużytków itp. W dużej części była to kontynuacja realizacji przedwojennych polskich planów gospodarczych z lat 1936–1939<a href="#_ftn63" name="_ftnref63">[63]</a>. Równolegle z tym programem opracowano drugi projekt regulacji Wisły. Organizacje robót w tym projekcie powierzono Wydziałowi Budownictwa, natomiast regulacja mniejszych rzek oraz prace melioracyjne zostały podporządkowane Grupie Gospodarki Wodnej, zaś od 1941 r. Oddziałowi Gospodarki Wodnej w Wydziale Wyżywienia i Rolnictwa Rządu GG. Nadzorowaniem robót w terenie w latach 1940–1941 zajmowało się 12 inspekcji gospodarki wodnej. W urzędach tych pracowali polscy inżynierowie oraz polskie kadry administracyjne pod nadzorem Niemców.</p>
<p>Największe prace tego typu prowadzono na terenie dystryktu lubelskiego (pow. Biała Podlaska, Chełm, Hrubieszów, Zamość, Radzyń) oraz warszawskiego i krakowskiego. Przy tych projektach melioracyjnych główną siłę roboczą stanowili Żydzi.</p>
<p>Kolejne projekty Niemców, podporządkowane celom wojennym, wiązały się z modernizacją dróg, lotnisk i linii kolejowych. Głównym inwestorem w tym zakresie była Grupa Budowy Dróg w Wydziale Budownictwa Rządu GG, a od 1941 r. Oddział Budowy Dróg w Rządzie GG. Od lipca 1940 r. rozpoczęto realizację modernizacji i budowę połączeń  komunikacyjnych w związku z rozpoczęciem przygotowań do wojny z ZSRR. Plan, który nazwano „Otto Programm”, zakładał budowę w GG nowych odcinków szos w kierunku wschodnim oraz w kierunku północ–południe w pobliżu granicy między GG a ZSRR, a także budowę rowu przeciwczołgowego na linii demarkacyjnej z ZSRR.</p>
<p>Tymczasowe obozy pracy powoływano z reguły do wykonywania określonych zadań, a następnie rozwiązywano je. Przeważnie działały od wiosny do jesieni. Żydzi zatrudniani byli również w dużej mierze w majątkach ziemskich administrowanych przez Niemców i podległych Wydziałowi Wyżywienia i Rolnictwa GG. Szczególne znaczenie miały żydowskie obozy pracy w powiatach Czortków i Tarnopol. Żydzi byli zatrudniani także w majątkach pozostających w rękach SS oraz w administracji dotychczasowych właścicieli (Polaków).</p>
<p>Również na potrzeby innych gałęzi gospodarki, w tym kolei i lotnictwa, tworzone były obozy pracy przymusowej. Największy obóz przy zakładzie przemysłowym założono w sierpniu 1942 r. w Skarżysku-Kamiennej przy fabryce amunicji, należącej od 1940 r. do koncernu Hugo Schneider Aktiengesellschaft (HASAG)<a href="#_ftn64" name="_ftnref64">[64]</a>. Innym słynnym obozem  powstałym na potrzeby SS, do którego trafili miedzy innym Żydzi z Nowego Sącza, był obóz w Pustkowie<a href="#_ftn65" name="_ftnref65">[65]</a>.</p>
<p>W chwili rozpoczęcia „Akcji Reinhardt”, której celem była zagłada Żydów z terenu GG oraz Bezirk Bialystok, w 1942 r., rozpoczął się kolejny okres – druga era – w funkcjonowaniu obozów pracy, trwający już do końca wojny. Tym razem SS obmyślała już inny rodzaj obozów dla tych Żydów, których zamierzała wykorzystywać jako siłę roboczą. W czerwcu rozesłano do wszystkich urzędów pracy na terenie GG okólnik, w którym informowano, że w przyszłości o zatrudnieniu Żydów będą decydować dowódcy SS i policji w danym dystrykcie. W ten sposób jednostki te przejęły władzę nad siłą roboczą, a tym samym administracja cywilna gubernatora Franka straciła kontrolę nad Żydami znajdującymi się w obozach<a href="#_ftn66" name="_ftnref66">[66]</a>.  Zamknięto Wydział Pracy, zaś jego obowiązki przejęło SS. Dotychczasowe kenkarty zastąpiono nowymi dokumentami zwanymi Judenausweiss z pieczątką dowódcy SS i policji, wprowadzono również znaczki z symbolami wskazującymi na miejsce pracy, np. „W” dla robotników pracujących na rzecz wojska, „R” dla robotników zbrojeniówki, czy „Z” dla tych, którzy pracowali dla służby cywilnej lub rolnictwa<a href="#_ftn67" name="_ftnref67">[67]</a>.</p>
<p>Z chwilą wdrożenia planu „Ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” rozpoczął się okres likwidacji obozów pracy. Wszystkie dotychczasowe obozy działające przy placówkach wojskowych miały być przekazane SS, ta zaś miała przenieść  Żydów do obozów koncentracyjnych. Pozostawiono tylko tych Żydów, którzy pracowali w zakładach wytwarzających broń, w warsztatach samochodowych i wybranych innych miejscach, ale tylko do pewnego momentu. W porozumieniu zawartym między SS a wojskiem (Inspekcją Zbrojeniową) ustalono, że Żydom nie będzie wypłacane wynagrodzenie za pracę, nie będą mieli żadnych praw socjalnych, zaś każdy, kto będzie ich zatrudniał zobowiązany jest do uiszczenia na konto SS i policji ustalonej kwoty za każdego pracującego. Wszyscy Żydzi zostali uznani za więźniów Wyższego Dowódcy SS i Policji w GG.</p>
<p>Wśród samych Żydów nastał okres ogromnego niepokoju i usilnych starań o przydział do pracy, który miał w ich mniemaniu chronić przed wysiedleniem. Coraz więcej osób zgłaszało się do pracy dobrowolnie. Rozgorzała walka o zdobycie jakiegokolwiek zajęcia. Każdy starał się o zdobycie świstka papieru, który będzie zabezpieczał przed wyjazdem na wschód.  Żydzi wierzyli, że jeśli będą użyteczni dla Niemców, a ich praca przyczyni się do rozwoju niemieckiego przemysłu wojennego, wówczas ich szanse na przetrwanie wojny będą większe. Obozy, przed którymi tak się broniono, stały się w ich ocenie obiektem ocalenia lub miejscem możliwego przedłużenia życia<a href="#_ftn68" name="_ftnref68">[68]</a>. Calek Perochodnik, autor wstrząsającego pamiętnika wspominał, że ci, którzy przedtem płacili za to, aby wykręcić się od obozu, teraz  płacą 50 kilogramów kartofli tygodniowo i płacząc, błagają o przyjęcie do niego<a href="#_ftn69" name="_ftnref69">[69]</a>. Samuel Kaufer pisał zaś: <em>podobnie jak ongiś pragnął każdy omijać jakoś obowiązek pracy przymusowej, dzisiaj te same osoby oblegają Urząd Pracy, byle tylko w czasie akcji móc wykazać się jakimkolwiek </em>Zuweisungiem<em>. Już za prace nie pobiera się zapłaty, do pracy trzeba często dopłacać</em><a href="#_ftn70" name="_ftnref70">[70]</a><em>. </em></p>
<p>Żydzi wierzyli, przynajmniej do pewnego momentu, że przecież Niemcy nie mogą ich wszystkich zgładzić. W tych przekonaniach utwierdzali ich sami Niemcy, sugerując, że ci, którzy będą pracować, unikną deportacji. Wydawało się to logiczne, ponieważ Niemcy coraz bardziej potrzebowali rąk do pracy. W miarę więc jak rozwijała się akcja deportacyjna, Żydzi podejmowali starania o tworzenie nowych miejsc pracy, które mogłyby uratować pracujących przed mającymi nastąpić akcjami wysiedleńczymi. Na potrzebę tworzenia nowych stanowisk pracy adaptowano co tylko było możliwe, nawet szalety, w których powstał warsztat krawiecki i biura. Na kilkudziesięciu metrach kwadratowych pracowało tam sześćdziesiąt osób<a href="#_ftn71" name="_ftnref71">[71]</a>. Sprzęt i maszyny organizowano we własnym zakresie.</p>
<p>Wszystkie te starania okazały się daremne. Praca nie stanowiła zabezpieczenia przed wywózką do obozów zagłady.  Zarówno getta, jak i obozy pracy oraz inne miejsca zatrudnienia Żydów, w przedsiębiorstwach miejskich czy firmach prywatnych, które znajdowały się na terenie gett, zaczęto likwidować, a osoby pracujące wysyłać do obozów zagłady. O pozostawienie tymczasowe Żydów, którzy byli niezbędni w przemyśle zbrojeniowym apelowało do Himmlera wojsko. W odpowiedzi Reichsführer-SS wydał rozkaz o pozostawieniu tych, którzy pracowali dla przemysłu zbrojeniowego w obozach koncentracyjnych w dystrykcie warszawskim i lubelskim<a href="#_ftn72" name="_ftnref72">[72]</a>. W październiku 1942 r. zapadła decyzja o utworzeniu  <em>Zwangsarbeitslager</em> (ZAL) <em>Plaszow</em> przeznaczonego dla krakowskich Żydów. Trafiali oni tam w kolejnych miesiącach, w okresie, kiedy likwidowano ostatnie getta, a wszyscy zdolni do pracy Żydzi zamknięci zostali w obozach pracy kontrolowanych przez SS i policję, jak również w obozach zakładowych przy przedsiębiorstwach zbrojeniowych, pilnowanych przez straż zakładową podległą dyrekcji przedsiębiorstwa<a href="#_ftn73" name="_ftnref73">[73]</a>.</p>
<p>Zbrojny ruch oporu, powstanie w getcie białostockim czy w obozie w Treblince (sierpień 1943 r.), ponownie zaktywizowały środowiska zainteresowane pracą Żydów. Obawiano się, że zbytnie zaangażowanie Himmlera i SS spowoduje problemy w miejscowej produkcji na rzecz armii. Jednak próby pozbawienia go decyzyjności spełzły na niczym. Kolejne powstanie, tym razem w Sobiborze (październik 1943 r.), stało się powodem wdrożenia planu całkowitego oczyszczenia GG z Żydów. Z powodów zarówno politycznych, jak i ideologicznych w listopadzie 1943 r. w ramach tzw. <em>Erntefest</em> („Dożynek”)<a href="#_ftn74" name="_ftnref74">[74]</a> rozpoczęto akcję likwidacji Żydów zgromadzonych w dystrykcie lubelskim. W ciągu kilku dni zamordowano 42 tys. Żydów w obozach na Majdanku, przy ul. Lipowej w Lublinie<a href="#_ftn75" name="_ftnref75">[75]</a>, w Trawnikach<a href="#_ftn76" name="_ftnref76">[76]</a> i w Poniatowej<a href="#_ftn77" name="_ftnref77">[77]</a>. Mniej więcej w tym samym czasie zlikwidowano obozy we Lwowie i w pobliżu Plaszowa (Płaszowa). Akcja ta zmienia układ obozów pracy dla Żydów w GG. Oprócz kilku małych obozów, jak „Budzyń” czy „Emalia” w Krakowie, pozostały tylko dwa duże skupiska ludności żydowskiej: pierwsze w dystrykcie radomskim, gdzie funkcjonowało czternaście obozów zakładowych, a także obóz koncentracyjny w Bliżynie i drugie w dystrykcie krakowskim, które funkcjonowało w wyżej wymienionym obozie Plaszow, gdzie zgromadzono ponad 20 tys. więźniów<a href="#_ftn78" name="_ftnref78">[78]</a>. Od stycznia 1944 r. działał on jako obóz koncentracyjny.</p>
<p>Istotną cechą tego okresu było powstanie dużych obozów zakładowych, działających przy zakładach zbrojeniowych. Obozy te zostały pominięte podczas akcji eksterminacyjnych z lat 1942–1943. Największe znajdowały się w dystrykcie radomskim i lubelskim: Hugo Schneider Aktiengesellschaft (HASAG) oraz Herman Göring Werke. Niezależnie od obozów związanych z koncernami zbrojeniowymi istniały też obozy przyfabryczne, nad którymi pieczę sprawowała Inspekcja Zbrojeniowa. Do największych należały: obóz w Pionkach, Bochni i Lwowie. Nie zostały one przekształcone w obozy koncentracyjne i nie zostały poddane kontroli urzędu gospodarczego. Dzięki staraniom Alberta Speera, a także dzięki charakterowi produkcji, przy której zatrudnieni byli Żydzi, obozy te nie zostały zlikwidowane do końca okupacji zajmowanych terenów, tj. do lata 1944 r.</p>
<p>Osobne znaczenie miały obozy kontrolowane przez policję: DAW (Niemieckie Zakłady Zbrojeniowe) w Lublinie, oraz obozy <em>Ostindustrie</em> (Osti), z największym obozem w Trawnikach<a href="#_ftn79" name="_ftnref79">[79]</a>.</p>
<p>Obozy pracy istniały, dopóki wypełniały one funkcje nie tylko ideologiczne czy też polityczne, ale również dopóki mogły realizować rządze zdobywania łupów, którymi starano się zaspokoić władze okupacyjne niższej rangi. Były także bodźcem do działań lokalnego przemysłu w GG, tym samym wzmacniając pozycje jego gubernatora. Odgrywały też rolę polityczną w stosunku do ludności z krajów okupowanych, będąc antytezą dla nie-Żydów w podwójnym sensie: warunków bytu i losu, jaki je oczekiwał po likwidacji. Ewoluowały, podobnie jak inne obozy, w procesie tworzenia „kultury niewolniczej”, jaka miała zapanować w przyszłości po ustanowieniu przez Niemców „nowego porządku” w Europie<a href="#_ftn80" name="_ftnref80">[80]</a>.</p>
<p>Likwidacja obozów pracy przymusowej  w ramach „Akcji Reinhardt” realizowana była na tle działań wojennych, które toczyły się na wschodzie, w ramach zdobywania „nowych przestrzeni życiowych”. To wówczas obozy przestały pełnić istotną rolę ekonomiczną. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że przez ostatnie lata miejscowa ludność zdołała wypełnić braki, jakie powstały w handlu, rzemiośle oraz przemyśle lekkim po usunięciu Żydów. Również z końcem 1942 r. powiększył się napływ robotników przymusowych z terenów wschodnich do Niemiec, a w marcu tegoż roku więźniowie obozów koncentracyjnych oraz pozostałych obozów zostali wprzęgnięci w większym stopniu w przemysł niemiecki. Od jesieni tegoż roku robotnicy we wszystkich miejscach pracy zostali poddani rygorom, które stosowały się do więźniów obozów koncentracyjnych, co przyczyniło się do zatarcia różnic miedzy tymi miejscami.</p>
<p>Istnieje przekonanie, że zagłada Żydów dokonana z pobudek ideologicznych podważyła ekonomiczny i wojskowy potencjał Niemców. Z dziejów obozów pracy przymusowej wyłania się jednak inny obraz. Wyeliminowanie Żydów pomogło Niemcom siać strach wśród podbitej ludności, skupić jej uwagę na innych sprawach niż własne położenie oraz osłabić wolę walki, a tym samym pozwoliło skuteczniej rozgrywać uciemiężone kraje Europy<a href="#_ftn81" name="_ftnref81">[81]</a>.</p>
<p><strong> </strong><strong><em>Jeśli nie chcesz iść do obozu nie powinieneś, Broń Boże&#8230;</em></strong><a href="#_ftn82" name="_ftnref82"><strong>[82]</strong></a><strong> Uwarunkowania pracy w obozach</strong></p>
<p><em>Obóz pracy i obóz koncentracyjny – to jedno i to samo</em><a href="#_ftn83" name="_ftnref83">[83]</a> – tak wyraził się o nich Icchak Cukierman po kilkutygodniowym pobycie w obozie pracy w Kampinosie. Obawa i strach przed obozami wzrastały w miarę pojawiania się wśród Żydów coraz to nowych informacji o warunkach tam panujących. Emanuel Ringelblum zapisał wymowną scenę, kiedy to robotnicy zgromadzeni do wyjazdu w gmachu Collegium widzieli przez okno wóz wiozący skatowanych powracających robotników: <em>Zobaczywszy, w jakim stanie powrócili, zbuntowali się i krzyczeli: «Zabijcie nas, ale tam nie pojedziemy!» I zaczęli wyskakiwać przez okna</em>.<a href="#_ftn84" name="_ftnref84">[84]</a></p>
<p>Ze względu na obfitość świadectw najlepiej znamy sytuację, jaka panowała w obozach  zlokalizowanych w Warszawie i jej okolicach. Już w styczniu 1940 r. Emanuel Ringelblum zapisał, że ludności żydowska z powodu działania obozów żyje w wielkim strachu. Wkrótce, gdy zaczęły nadchodzić informacje o tym, co w nich się dzieje, najgorsze przypuszczenia się potwierdziły, a groźba zesłania do pracy stała się rodzajem szantażu, stosowanym często przez żydowską administrację. Niechęć wyjazdu do obozu pracy dotyczyła także żydowskiego personelu obozowego, m.in. lekarzy. Nie pomogły nawet obietnice wysokich pensji. Opór przed wyjazdem do obozów pracy był powszechny<a href="#_ftn85" name="_ftnref85">[85]</a>.</p>
<p>Z uwagi na to, że większość obozów została powołana do wykonania określonych prac i z założenia miała istnieć krótko, warunki życia w nich były bardzo złe. Żydzi po wcześniejszym wyselekcjonowaniu i zaopatrzeniu w punktach zbornych, gdzie najbardziej potrzebujący otrzymywali bieliznę lub odzież, a wszystkim na drogę dawano chleb, czasem papierosy lub papier listowny<a href="#_ftn86" name="_ftnref86">[86]</a>,  docierali do obozów i miejsc pracy w różny sposób: koleją, ciężarówkami, pod eskortą policji niemieckiej, a czasem też sami, pieszo. Początkowo mogli wracać na noc do domu. Od połowy 1940 r. żydowskich pracowników zaczęto zamykać w obozach ze względu na koszty transportu. Ci, którzy już tam dotarli, stanowili sporą mieszankę ludzi: biorąc pod uwagę wiek, płeć, stan cywilny, kwalifikacje zawodowe czy też ze względu na stan zdrowia. Wysyłani z getta ludzie to w większości wygłodniali, nienadający się do ciężkiej pracy robotnicy. <em>Większość więźniów stanowiła biedota, która padała jak muchy!</em> pisał Icchak Cukierman<a href="#_ftn87" name="_ftnref87">[87]</a>.</p>
<p>Obozy, jak już powyżej wspomniano, tworzono tam, gdzie realizowano w danym momencie zadania. Warunki pracy były w nich różne. Uzależnione to było od wielu czynników, związanych ze specyfiką danego obozu, jego położeniem, rodzajem wykonywanej pracy oraz długością pobytu kolejnych grup więźniów. Ich wielkość była różna, w zależności od ilości przebywających w nich Żydów – od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy osób. W dystrykcie krakowskim w latach 1940–1944 funkcjonowało ogółem 70 obozów pracy przymusowej, w których przebywali żydowscy pracownicy. Według E. Rączy przebywało w nich łącznie około 27 tys. Żydów<a href="#_ftn88" name="_ftnref88">[88]</a>.</p>
<p>Od momentu, kiedy postanowiono pozostawiać pracujących Żydów w miejscu wykonywanej przez nich pracy, obozy zaczęto odgradzać parkanem lub też drutem kolczastym. <em>Były tam druty kolczaste lub inne oznaki zamkniętego obozu, </em>wspominał Icchak Cukierman<a href="#_ftn89" name="_ftnref89"><em><strong>[89]</strong></em></a><em>.  </em>Miejsca te pozbawione były zazwyczaj wszystkiego. Na kwatery wykorzystywano wszelkie możliwe pomieszczenia. Budynki, które tam zastano zazwyczaj były zdewastowane, z reguły pozbawione urządzeń sanitarnych i niedostosowane do potrzeb mieszkaniowych. Często były  to stare szopy i stodoły o dziurawych dachach i nieszczelnych ścianach, bardzo rzadko budynki marmurowe lub specjalne baraki. Ogromna ciasnota, brudne, niezmieniane posłania na ziemi lub drewnianych pryczach; dotkliwy niedostatek bielizny przy jednoczesnym braku urządzeń i środków do prania i kąpieli, wywoływały ogólne zawszenie. Tylko w nielicznych obozach istniały warunki umożliwiające izolację chorych<a href="#_ftn90" name="_ftnref90">[90]</a>.</p>
<p>Jeżeli w pobliżu miejsca pracy nie było żadnych budynków, w których można byłoby umieścić Żydów, zmuszano ich do budowania obozu począwszy od grodzenia terenu  i budowania prymitywnych baraków.  Te zaś, pospiesznie budowane, nie dawały ochrony przed zimnem i wilgocią. Inżynier A. Reinberg w swoich uwagach do sytuacji w obozach na Lubelszczyźnie pisał: <em>Ludzie śpią na gołej ziemi, gdyż ciasnota w barakach, względnie w innych pomieszczeniach, jest tak zastraszająca, że uczestnicy obozów nie mieszczą się w nich. Walka o zdobycie miejsca w barakach dochodzi do tego, że zmęczeni codzienną pracą robotnicy rezygnują często ze strawy gotowanej, przeważnie raz dziennie wydawanej, aby zdobyć miejsce na barłogu. Czynią to w obawie, że skoro stracą 2 godziny na zdobycie strawy, stracą możność zdobycia miejsca na pryczy</em><a href="#_ftn91" name="_ftnref91">[91]</a><em>.</em></p>
<p>Brak środków higienicznych, świeżej bielizny osobistej powodował, że w barakach pojawiały się szybko różnego rodzaju insekty, przede wszystkim wszy, a z czasem również choroby, które były skutkiem pogryzienia przez nie oraz panujących warunków atmosferycznych.  W upalne dni brak odpowiednich warunków mieszkaniowych oraz pracy powodowały udary i poparzenia, zaś w zimie choroby dróg oddechowych i odmrożenia. Do końca 1941 r. Żydzi w takich przypadkach mogli jeszcze korzystać ze zwolnień lekarskich, których długość była różna, w zależności od miejsca i firmy. W późniejszym okresie ograniczano możliwość korzystania ze zwolnień. Można je było uzyskać tylko w wyjątkowych okolicznościach, do których należały ciężkie uszkodzenia ciała, chociaż i te później coraz rzadziej respektowano. W obozach brakowało izb chorych i opieki medycznej.  Zdarzało się, że sposobem na rozwiązanie problemu epidemii było rozstrzelanie chorych<a href="#_ftn92" name="_ftnref92">[92]</a>.  W memoriale sporządzonym przez Judenrat warszawski z 1941 r. dotyczącym organizacji obozów pracy na Lubelszczyźnie możemy przeczytać: <em>W niektórych obozach panowała nagminnie czerwonka i tyfus; najczęściej były wypadki furunculosis</em><a href="#_ftn93" name="_ftnref93">[93]</a><em>i gastritis</em><a href="#_ftn94" name="_ftnref94">[94]</a><em>, zdarzały się poranienia i wypadki, a także zgony przy pracy</em><a href="#_ftn95" name="_ftnref95">[95]</a><em>. </em></p>
<p>Pojawiła się również rzadka choroba, która objawiała się zaburzeniami serca, a następnie opuchlizną kończyn i pęknięciami skóry<a href="#_ftn96" name="_ftnref96">[96]</a>. Dotknięci tą chorobą w ogóle nie byli w stanie pracować. Przyczyną był brak białka i tłuszczy oraz niedobór witamin, a ponadto nadmiar soli w pokarmie. Choroba ta była ponadto naturalną reakcją przybyłych do obozu Żydów wycieńczonych głodem w getcie<a href="#_ftn97" name="_ftnref97">[97]</a>. W obozach pracy przymusowej prawie w ogóle nie istniały służby medyczne, które mogłyby walczyć z chorobami, a jeśli istniały – niewiele były w stanie pomóc. Brakowało lekarstw, oddzielnych pomieszczeń. Epidemia mogła się zatem szybko rozprzestrzeniać i zbierać ofiary.</p>
<p>Więźniowie w przeważającej większości wykonywali ciężką pracę fizyczną. Rozpoczynała się ona o wczesnej porze dnia. Budzono ich o godzinie piątej rano lub wcześniej, po czym następował apel, „posiłek” i wymarsz do pracy, która trwała od kilku do kilkunastu godzin, często do zapadnięcia zmroku<a href="#_ftn98" name="_ftnref98">[98]</a>. Liczba godzin przymusowej pracy była w zasadzie nieograniczona i zależała od specyfiki robót i wydolności wykonujących je osób<a href="#_ftn99" name="_ftnref99">[99]</a>. Około południa zarządzano przerwę obiadową, trwającą zazwyczaj godzinę. Po całym dniu pracy więźniowie musieli odbyć jeszcze wieczorny apel, na którym nie tylko sprawdzano stan osobowy, ale również wymierzano kary za przewinienia zanotowane w ciągu dnia. Potem robotnicy mieli krótki czas dla siebie. O godzinie 21.00 wszyscy musieli znaleźć się w barakach, z których nie mogli wychodzić już do rana<a href="#_ftn100" name="_ftnref100">[100]</a>. Robotnicy, którzy próbowali podczas całodziennej pracy chwilę odpocząć, byli bici przez nadzorujących. Wśród więźniów co pewien czas dokonywano selekcji, eliminując z brygad roboczych osoby chore, wycieńczone, słabe<a href="#_ftn101" name="_ftnref101">[101]</a>. Ponieważ pracujący przeważnie nie otrzymywali ubrań roboczych ani obuwia, pracowano w tych, które noszono na co dzień, i w których zazwyczaj spano. Powodowało to szybkie ich niszczenie. Narzędzia, o ile je otrzymywano, były bardzo prymitywne. Często pracowano gołymi rękoma<a href="#_ftn102" name="_ftnref102">[102]</a>. Ludzie pozbawieni  ubrań roboczych, bosi, szybciej zapadali na zdrowiu. Nawet krótkotrwały pobyt w obozie mógł powodować inwalidztwo lub trwałą niezdolność do pracy fizycznej.  Wszelkie próby radzenia sobie za pomocą środków zastępczych, w przypadku odkrycia takiego „przewinienia” kończyło się wymierzeniem kary<a href="#_ftn103" name="_ftnref103">[103]</a>. Nad pracującymi więźniami dozór sprawował żydowski grupowy (<em>kapo</em>), który odpowiadał za dyscyplinę podległych mu robotników. Fachowości pracy pilnowali <em>vorarbeiterzy</em>. Pracę na zewnątrz, przemarsze oraz ogólny porządek w obozie nadzorowali strażnicy.</p>
<p>Największą bolączką więźniów była aprowizacja. Wszechobecny głód był zaś największym zabójcą w obozie<a href="#_ftn104" name="_ftnref104">[104]</a>. Choć za wyżywienie robotników odpowiadały firmy prowadzące prace, notorycznie nie wywiązywały się one z tego zobowiązania, składając winę na ogólne trudności w zaopatrzeniu. Racje żywnościowe, które otrzymywali robotnicy, ledwie, i to nie zawsze, wystarczały dla podtrzymania ich egzystencji. Z pewnością były jednak zupełnie niewystarczające dla ciężko pracujących mężczyzn<a href="#_ftn105" name="_ftnref105">[105]</a>. Głodował prawie każdy więzień, który nie posiadał dodatkowych źródeł uzupełniania obozowych racji, np. poprzez zakup, otrzymywanie pieniędzy lub produktów od rodziny czy bezpośrednio od Judenratu. W Obozie w Lipiu koło Nowego Sącza więźniowie mogli kupić sobie w kantynie dodatkowy obiad w cenie 1 zł. Jednak większość pracowników przymusowych musiała zadowolić się takimi racjami, jakie otrzymywała w obozie, te zaś z biegiem czasu był coraz mniejsze<a href="#_ftn106" name="_ftnref106">[106]</a>. Warunki pracy, wyżywienie i warunki sanitarne były tak ciężkie, że po kilku zaledwie miesiącach więźniowie, rekrutujący się głównie z młodzieży w wieku od 18 do 25 lat, zapadali poważnie na zdrowiu, nabawiali się gruźlicy, a mężczyźni w sile wieku bardzo tracili na wadzie, przypadki, że ważyli nawet ok. 30 kg nie były odosobnione<a href="#_ftn107" name="_ftnref107">[107]</a>. W takim stanie stawali się już niezdolni do pracy. Trudności z aprowizacją obozów były jednym z powodów ich zamykania. Robotnicy wysłani do pracy w kwietniu 1941 r., już w maju powracali do domu z powodu braku żywności w obozach<a href="#_ftn108" name="_ftnref108">[108]</a>.</p>
<p>Żydowscy robotnicy borykali się nie tylko z własną słabością i z warunkami, z jakimi przyszło im żyć w obozie, ale również z okrucieństwem i terrorem ze strony strażników<a href="#_ftn109" name="_ftnref109">[109]</a>. Było to dla więźniów traumatyczne doświadczenie. Nadzór nad robotnikami pełnili głównie przedstawiciele <em>Selbstschutzu</em> (a zatem oddziały złożone z miejscowych <em>volksdeutschów</em>) – owiani złą sławą „czarni” (nazywani tak od koloru mundurów), a także Żydowska Służba Porządkowa, jak to miało miejsce w niektórych obozach pracy w okręgu warszawskim<a href="#_ftn110" name="_ftnref110">[110]</a>. Wartę pełnili również polscy i ukraińscy ochotnicy w formacjach <em>Lagerschutz</em>. Niektóre obozy nadzorowane były przez inne formacje wojskowe lub SS. Uzbrojeni w broń i pałki, często pijani, wartownicy bili, szykanowali i znęcali się nad ludźmi, ograbiali ich z rzeczy i pieniędzy<a href="#_ftn111" name="_ftnref111">[111]</a>. Znęcanie się nad robotnikami przymusowymi było normą postępowania znacznej części osób z nadzoru. Komendanci obozów sprowadzali specjalne psy policyjne i szczuli nimi więźniów<a href="#_ftn112" name="_ftnref112">[112]</a>. Sadyzm niektórych był szczególnie zapamiętywany przez więźniów. Jeden z ocalałych wspominał: <em>razem z nami była młoda dziewczyna Faberówna, raz unteroficer przyczepił się do niej, na oczach wszystkich robotników i całej jej rodziny straszliwie ja zbił. Butami pokopał klatkę piersiową. Słyszałem jak chrzęściły łamane kości. W niedługim czasie zmarła</em><a href="#_ftn113" name="_ftnref113">[113]</a><em>.  </em></p>
<p>Równie brutalnie odnosili się do więźniów (chociaż nie było to regułą) pracownicy cywilni, niemieccy i polscy inżynierowie, brygadziści czy kierownicy robót. Na podstawie relacji świadków można odnieść wrażenie, że bardziej im zależało na wyładowaniu własnych sadystycznych skłonności niż na osiągnięciu sukcesu w pracy<a href="#_ftn114" name="_ftnref114">[114]</a>.</p>
<p>Każdego dnia żydowscy robotnicy przymusowi byli świadkami śmierci współwięźniów. Mordowali komendanci, członkowie załogi, wartownicy<a href="#_ftn115" name="_ftnref115">[115]</a>. I. Cukierman podczas swojego pobytu w obozie zauważył: <em>w ciągu kilku tygodni spędzonych przez nas w obozie, przerzedziła się znacznie liczba żydowskich więźniów i rozrósł się obozowy cmentarz. Pewnego ranka usłyszeliśmy krzyki, płacze i błagania, a potem – dwa strzały. Potem pochowaliśmy dwóch braci. Obaj byli młodzi i silni. </em>[…] <em>Każdego dnia wynoszono z obozu zwłoki Żydów, którzy umierali z głodu. Każdy, kto zabierany był w tych transportach skazany był właściwie na śmierć głodową. </em>[…]<em> każdy zabrany do takiego obozu jest skazany na śmierć – z głodu, od tyfusu lub szubienicy. I jeśli chciałbym podsumować sprawę obozu w Kampinos, powiedziałbym: był to wielki cmentarz!</em><a href="#_ftn116" name="_ftnref116">[116]</a><em>.</em></p>
<p>Obawa o swoje życie, a także troska o los pozostawionych rodzin powodowały, że więźniowie decydowali się na ucieczkę, ryzykując najpoważniejszymi konsekwencjami karnymi: m.in. pozbawieniem żywności, chłostą, pobiciem, ćwiczeniami fizycznymi, w końcu utratą życia włącznie<a href="#_ftn117" name="_ftnref117">[117]</a>. Pomimo grożących konsekwencji, ucieczki były częstym zjawiskiem<a href="#_ftn118" name="_ftnref118">[118]</a>. Nieznany z nazwiska sprawozdawca z obozu w Sajczycach napisał: <em>Stanąłem nad grobami 7-miu zastrzelonych za nieudane próby ucieczki robotników. Naliczyłem poza tym 16 mogił innych robotników obozowych, którzy zmarli z wycieńczenia i chorób. </em>[…]<em> Pomiędzy nimi  znajduje się jeden, o którym Prezes Judenratu powiedział, z jakim męstwem szedł on na śmierć. Człowiek ten, religijny i ortodoksa, miał czterdzieści kilka lat. Chciał uciec do żony i sześciorga dzieci, których zostawił w Warszawie. Schwytany i prowadzony na śmierć powiedział komendantowi z godnością i spokojem, że umiera za cały naród żydowski i niechaj jego ofiara zbawi braci. Zginął jak bohater</em><a href="#_ftn119" name="_ftnref119">[119]</a><em>. </em></p>
<p>Ucieczki, zwłaszcza te powtarzające się, powodowały wściekłość komendantów obozów i krwawy odwet na pozostałych więźniach w przypadku niepowodzenia pościgu za zbiegiem. Również w przypadku ucieczki strażników życiem płacili żydowscy robotnicy. Kiedy z posterunku w obozie w Budzyniu zbiegło kilku Ukraińców, w ramach odwetu Niemcy zamordowali sześciu Żydów<a href="#_ftn120" name="_ftnref120">[120]</a>.</p>
<p>Więźniom obozów w ich dramatycznym położeniu próbowały pomóc komitety społeczne,  Żydowska Samopomoc Społeczna oraz Judenraty, które miały nadzorować  proces wysyłki  do obozów i były odpowiedzialne za opiekę medyczną; wysyłały do obozów lekarzy i sanitariuszy, środki finansowe oraz dary rzeczowe. W macierzystych miejscowościach robotników powstawały komitety organizujące pomoc<a href="#_ftn121" name="_ftnref121">[121]</a>. Nie było to łatwe zadanie z wielu przyczyn, między innymi z powodu chaosu, jaki powstawał w wyniku wzajemnego przerzucania się odpowiedzialnością za los robotników. Jedną z form pomocy była działalność delegatów wysyłanych do obozów. Podczas swoich wyjazdów dzielili oni odzież, koce, przybory kuchenne. W miarę możliwości zajmowali się dożywianiem, doręczaniem przesyłek i korespondencji, interesowali się chorymi, niekiedy zajmowali urządzaniem sanitariatów. Zwolnionym z obozu ułatwiali powrót do domu. Lekarze przydzieleni do poszczególnych obozów lub grup obozów, ściśle współpracowali z delegatami Judenratu. Opieka nad powracającymi z obozów, <em>którzy nie przypominali ludzkich istot lecz ich cienie</em><a href="#_ftn122" name="_ftnref122">[122]</a>, polegała na kierowaniu powracających do miejsca izolacji, gdzie po kąpieli zaopatrywano ich w miarę możliwości w odzież i obuwie oraz udzielano na koszt Judenratu pomocy lekarskiej, a niekiedy dawano także żywność, chociaż tylko przez pewien czas. Najuboższym rodzinom przydzielano tygodniowe zapomogi. Pomocy udzielały również Żydowskie Towarzystwa Opieki Społecznej. Powyższe działania okazały się niewystarczające, warunki życia i pracy w obozach były wyjątkowo ciężkie i nieszczęsną dolę więźniów łagodzić można było w minimalnym stopniu. Powracający stamtąd byli najczęściej inwalidami, wymagającymi szybkiej pomocy, prawie każdy miał ropnie na skórze, czyraki, obrzęki głodowe lub też gruźlicę<a href="#_ftn123" name="_ftnref123">[123]</a>.</p>
<p>Równie istotną pomocą dla Żydów była ta niesiona z zewnątrz, przez okolicznych polskich mieszkańców. Pomimo izolacji obozu informacje o warunkach tam panujących docierały do mieszkańców pobliskich miejscowości. Z zachowanych dokumentów podziemnego archiwum getta warszawskiego wynika, że ludność polska w miarę możliwości udzielała pomocy więźniom,  przerzucając na teren obozu żywność, zwłaszcza chleb, oraz udzielając schronienia uciekinierom<em>.<a href="#_ftn124" name="_ftnref124"><strong>[124]</strong></a>. Powracający z obozu Kampinosu podkreślali, że Polacy mają do nas bardzo dobry stosunek, ubolewają nad naszym losem. </em>[…]<em>  Dowiedzieliśmy się od Polaków o radosnej nowinie, że ksiądz z Kampinosu każdej niedzieli prawi kazanie w kościele o nas; w gorących słowach zwraca się do ludności, aby nam we wszystkim pomagała, przy tym mocno atakuje wartowników i kierowników obozów. Nazywa ich antychrystami. W ostrych słowach gani wartowników, którzy biją i katują nieszczęśliwych żydowskich obozowiczów. Chłopi zaczęli przynosić na miejsce pracy różne produkty, komu zaś z obozowiczów udało się zakraść do chłopa to otrzymywał czego zapragnął i niejedna dziesiątka Żydów zawdzięcza swe życie szlachetnej działalności księdza</em><a href="#_ftn125" name="_ftnref125">[125]</a><em>.</em></p>
<p>Również I. Cukierman pozytywnie wspominał zachowanie się pobliskich mieszkańców:  <em>Muszę tu zaznaczyć, że stosunek okolicznych chłopów do nas był bardzo dobry i ludzki, chociaż był to rejon bardzo ubogi. I to zasługuje na odnotowanie: wyjątkowo ludzki stosunek ze strony polskich chłopów! Przynosili nam na sprzedaż rożne produkty, chleb i sery, jajka i wędliny, kierownik robót pozwolił mi kupować</em><a href="#_ftn126" name="_ftnref126">[126]</a><em>.</em></p>
<p>Za okazaną pomoc niektóre osoby płaciły najwyższą cenę. <em>Obozowicz z Krychowa relacjonował, że jakiś chłop został zastrzelony, gdyż chciał sprzedać obozowiczowi kawałek masła</em><a href="#_ftn127" name="_ftnref127">[127]</a>. Andrzej Mazgaj z Nowego Targu przyniósł dla zatrudnionych i skoszarowanych w tartaku Żydów bochenek chleba i końską kiełbasę. Zabrano go razem z towarem do kancelarii Marbacha (kierownika tartaku), który wezwał Gestapo. Już nie wrócił; Niemcy pojawili się również w jego domu: <em>bili moją matkę, żądając by przyznała się, że ojciec nosił chleb dla Żydów do Tartaku</em> – zeznała ich córka. Mazgaj trafił do więzienia, skąd wywieziono go do KL Auschwitz. Kilka miesięcy później zmarł tam w wieku 44 lat. Pomagano bezinteresownie głównie przedwojennym znajomym. Aleksander Sowa, mimo wiszącego na tartaku ogłoszenia o karze śmierci za jakąkolwiek pomoc, przynosił chleb swoim czarnodunajeckim sąsiadom<a href="#_ftn128" name="_ftnref128">[128]</a>.</p>
<p>Obozy pracy przymusowej dla Żydów w przeważającej części związane były z niemieckimi planami zagospodarowania i przekształcenia okupowanych terenów. Praca w nich była sposobem na upokarzanie i mordowanie zmuszonych do jej wykonywania więźniów.  Cały system obozów pracy przymusowej dla Żydów pomyślany był w taki sposób, aby przy minimalnych kosztach przeznaczonych na utrzymanie więźniów maksymalnie wyeksploatować ich jako tanią siłę roboczą. Jednocześnie, jak to już wyżej wspomniano, stopniowo wyniszczyć ludzi skazanych ideologicznie na zagładę, głównie poprzez stworzone warunki, głód i choroby. Żydów osadzonych w obozach pracy przymusowej traktowano jak więźniów i poddawano ich reżimowi kacetów, narzuconemu zarówno przez członków załogi,  jak i administrację obozową.</p>
<p>Bezwzględne wykorzystywanie więźniów jest typowe dla każdego systemu totalitarnego. Jego stałymi cechami są pogarda dla ludzkiego życia i podporządkowanie go celom ideologicznym. Obozowa ekonomia była w radykalnym sensie ekonomią polityczną. Władza górowała nad gospodarką i określała znaczenie pracy. Celem pracy w obozach nie był zysk, pożytek, życie lecz maksymalne wykorzystanie, eksploatacja, śmierć. Kto nie mógł pracować, był zbędny. Praca nie zapewniała życia, o które walczyli Żydzi<a href="#_ftn129" name="_ftnref129">[129]</a>. Przeciwnie – rujnowała je. Nazistowskie obozy pracy przymusowej były kolejnym elementem w planie wymordowania Żydów<a href="#_ftn130" name="_ftnref130">[130]</a>. Zwłaszcza te zarządzane przez SS w istocie rzeczy były zwykłymi katowniami; dokonywano w nich eksterminacji – pośrednio lub bezpośrednio<a href="#_ftn131" name="_ftnref131">[131]</a>. Więzień obozu pracy Maurycy Blam pisał:<em> Po krótkim czasie stało się zupełnie jasne, że jest to obóz wyniszczenia (</em>Vernichtungslager<em>), ponieważ widzieliśmy, że nie chodzi o pracę ani o jej wydajność, bo system tej pracy, traktowanie nas i wyżywienie prowadziły do zupełnego fizycznego i moralnego załamania</em><a href="#_ftn132" name="_ftnref132">[132]</a><em>.</em></p>
<p>Wykonywana praca była jedynie skutkiem ubocznym. Warunki życia i pracy w poszczególnych obozach nie różniły się znacznie. We wszystkich bito, głodzono i mordowano. Przez pewien okres były złudną nadzieją przetrwania, szansą na lepsze jutro. Obraz ten uległ zmianie zwłaszcza z chwilą, kiedy Niemcy przystąpili do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Żaden z obozów nie gwarantował przetrwania. Szanse przeżycia mieli nieliczni. Bilans ofiar obozów jest trudny do oszacowania. Ustalenia, jakich dokonała Główna Komisja Badań Zbrodni Hitlerowskich są stanowczo za małe. Brak dokumentów oraz sprzeczne relacje pogłębiają tą niemożność. I pewnie już nigdy nie poznamy prawdziwej liczby ofiar<a href="#_ftn133" name="_ftnref133">[133]</a>.</p>
<p><em> ——————————————————————————————</em></p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> F. Kary<em>, Żydowskie obozy pracy w czasie „akcji Reinhardt”</em> [w:] <em>Akcja Reinhardt. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie</em>, red. D. Libionka, Warszawa 2004, s. 248</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> R. Hilberg, <em>Zagłada Żydów europejskich </em>t. I, Warszawa 2014, s. 163–164.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> Ch. Browning, J. Matthäus, <em>Geneza „ostatecznego rozwiązania”. Ewolucja nazistowskiej polityki wobec Żydów, wrzesień 1939 – marzec 1942</em>, Kraków 2012, s. 173–174.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Ibidem, s 175.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> A. Zajączkowska-Drożdż, <em>Od dyskryminacji do eksterminacji. Polityka Trzeciej Rzeszy wobec Żydów w Krakowie (1939–1943)</em>, Kraków 2020, s. 67.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> E.C. Król, <em>Polityka okupanta niemieckiego na ziemi sądeckiej w okresie II Wojny Światowej (1939–1945)</em> [w:] <em>Okupacja w Sądecczyźnie 1939–1945</em>, red. J. Berghausena, Nowy Sącz 1974, s. 60.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> Archiwum Yad Vashem (dalej AYV),  Relacje 033-1486, M. Bergman Winter, <em>Memorandum Nowy Sącz – Sambor 1939–1945</em>, k. 6</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> A. Rutkowski, <em>Hitlerowskie obozy pracy dla Żydów w dystrykcie radomskim</em>, Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historii (dalej BŻIH), 1956, nr 17–18, s. 106.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> AYV, Relacje, M. Bergman Winter, <em>Memorandum… </em>s. 6.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10">[10]</a> J. Aleksandrowicz, <em>Kartki z dziennika doktora Twardego</em>, Kraków 2011, s. 27.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11">[11]</a> Ch. Browning, J. Matthäus<em>, </em>op. cit., s. 141.</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12">[12]</a>Cz. Madajczyk, <em>Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce,</em> t. I, Warszawa 1970, s. 639;<br />
A. Wrzyszcz, <em>Administracja terytorialna w ustawodawstwie okupanta niemieckiego w Generalnym Gubernatorstwie (1939–1945) Część I (1.09.1939–31.07.1940)</em>,  „Z Dziejów Prawa” 2019, t. 12, s. 617–636, (<a href="https://journals.us.edu.pl/index.php/zdp/article/view/8865/6857%20%20%20dostęp%2018.08.2021">https://journals.us.edu.pl/index.php/zdp/article/view/8865/6857 dostęp: 18.08.2021</a>).</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13">[13]</a> <em>Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939–1945. Informator encyklopedyczny</em>, red. C Pilichowski, Warszawa 1979, s. 39.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14">[14]</a> R. Gieroń, <em>Niemieckie prawo gospodarcze i socjalne w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939–1940</em>, „Textus et Studia”,  nr 4(8), Kraków 2016, s. 149–150.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15">[15]</a> <em>Obozy hitlerowskie</em>…, s. 40.</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16">[16]</a><em>Verordnungsblatt des Generalgouverneurs für die Besetzten Polnischen Gebiete </em>– „Dziennik Rozporządzeń Generalnego Gubernatora dla Okupowanych Polskich Obszarów 1939–1940”<em>, </em>s. 5–6,<em>  </em><a href="http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/plain-content?id=6587">http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/plain-content?id=6587</a> (dostęp z dnia 11.08.2021).</p>
<p><a href="#_ftnref17" name="_ftn17">[17]</a> <em>Drugie</em><em> postanowienie wykonawcze do rozporządzenia z dnia 26 października 1939 r. o wprowadzeniu przymusu pracy dla ludności żydowskiej Generalnego Gubernatorstwa. (Postanowienie o sporządzeniu spisu). Z dnia 12 grudnia 1939</em> <em>r.</em>  https://polona.pl/item/obwieszczenie-drugie-postanowienie-wykonawcze-do-rozporzadzenia-z-dnia-26-pazdziernika,MTAzMjA1Mjg2/0/#info:metadata  (dostęp: 18.08.2021).</p>
<p><a href="#_ftnref18" name="_ftn18">[18]</a> J. Marszałek, <em>Obozy pracy w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939–1945</em>, Lublin 1998, s. 14; W. Urszczak, <em>Perwersyjne funkcje niemieckiego „prawa” w Generalnym Gubernatorstwie (1939–1945),</em> „Z Dziejów Prawa” 2019, t. 12, s. 694, <a href="https://journals.us.edu.pl/index.php/zdp/article/view/8869/6861%20%20(dostępne%2018.08.2021">https://journals.us.edu.pl/index.php/zdp/article/view/8869/6861  (dostęp: 18.08.2021</a>).</p>
<p><a href="#_ftnref19" name="_ftn19">[19]</a> <em>Drugie</em><em> postanowienie wykonawcze do rozporządzenia z dnia 26 października 1939 r.…, </em>op. cit<em>.,</em>  <a href="http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/publication?id=11487&amp;tab=3">http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/publication?id=11487&amp;tab=3</a>  (dostęp: 18.08.2021).</p>
<p><a href="#_ftnref20" name="_ftn20">[20]</a> „<em>Gazeta Żydowska”</em>,  23 lipca 1940 r., nr 1, s. 5.  Gazeta w artykule <em>Rozwój dzisiejszej Gminy Żydowskiej w Krakowie</em> donosiła: <em>W październiku 1939 przybyło dla Gminy Żydowskiej dalsze zadanie, wypełniające przeważającą część jej zakresu zadań, a mianowicie stworzenie służby pracy, której celem i zadaniem było zastąpienie ścigania żydowskich przechodniów do pracy obowiązkowej, pożądanej przez znajdujące się w Krakowie Władze i jednostki przez planowane i regularne dostarczanie żydowskich sił roboczych</em>.</p>
<p><a href="#_ftnref21" name="_ftn21">[21]</a> Ibidem, s. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref22" name="_ftn22">[22]</a> M. Lustig, <em>Skrwawiony puch. Wspomnienia ocalałego z Zagłady Markusa Lustiga</em>, Nowy Sącz 2016, s. 56.</p>
<p><a href="#_ftnref23" name="_ftn23">[23]</a> R. Hilberg, op. cit., s. 294; R. Hilberg, <em>Sprawcy, Ofiary, świadkowie. Zagłada Żydów 1933–1945</em>, Warszawa 2007, s 164.</p>
<p><a href="#_ftnref24" name="_ftn24">[24]</a> <em>Protokół kierowników wydziałów w urzędzie generalnego gubernatora na temat akcji przesiedleńczej, polityki wobec ludności żydowskiej oraz stanu policji niemieckiej w GG, Kraków, 8 XII 1939</em> [w:] <em>Okupacja i ruch oporu w dziennikach Hansa Franka 1939–1945,</em> t. I, Warszawa 1972, s. 94.</p>
<p><a href="#_ftnref25" name="_ftn25">[25]</a> A. Zajączkowska-Drożdż, op. cit<em>.</em>, s. 73.</p>
<p><a href="#_ftnref26" name="_ftn26">[26]</a> A. Eisenbach, <em>Hitlerowska polityka zagłady Żydów</em>, Warszawa 1961, s. 202–213.</p>
<p><a href="#_ftnref27" name="_ftn27">[27]</a> „<em>Gazeta Żydowska”</em>, 23 lipca 1940 r., nr 1, s. 5 i 6. Gazeta donosiła, że Gmina Żydowska stworzyła Wydział Pracy, który dzieli się na Sekcję dostarczania robotników i Sekcję pracy zastępczej. Celem tej ostatniej jest objęcie tych Żydów, którzy niezdolni do pracy osobistej wskutek przeszkód natury zawodowej i zdrowotnej, przez uiszczenie pewnej opłaty umożliwiają Gminie Żydowskiej dostarczenie wynagradzanej zastępczej siły roboczej.</p>
<p><a href="#_ftnref28" name="_ftn28">[28]</a> E. Rączy, <em>Zagłada Żydów w dystrykcie krakowskim w latach 1939–1945,</em> Rzeszów 2014, s. 165.</p>
<p><a href="#_ftnref29" name="_ftn29">[29]</a> Ch. R. Browning, <em>Pamięć Przetrwania. Nazistowski obóz pracy oczami więźniów</em>, Wołowiec 2012, s. 71.</p>
<p><a href="#_ftnref30" name="_ftn30">[30]</a> <em>Po 04.1941, Warszawa – getto. [Abram Erlich?], Relacja pt. „Obóz w Mordach 1941”</em> [w:] <em>Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy</em>, t. 24: <em>Obozy pracy przymusowej</em>, oprac. M. Janczewska, Warszawa 201, s. 487–488.</p>
<p><a href="#_ftnref31" name="_ftn31">[31]</a> Ibidem, s. XXII.</p>
<p><a href="#_ftnref32" name="_ftn32">[32]</a> <em>Protokół konferencji kierowników wydziałów w urzędzie generalnego gubernatora na temat akcji przesiedleńczej, polityki wobec ludności żydowskiej oraz stanu policji niemieckiej w GG z dnia 8 grudnia 1939 nr 10</em> [w:] <em>Okupacja i ruch oporu, </em>t. I, s. 94.</p>
<p><a href="#_ftnref33" name="_ftn33">[33]</a> E. Rączy, op. cit., s 168.</p>
<p><a href="#_ftnref34" name="_ftn34">[34]</a> „<em>Gazeta Żydowska”</em>, 23 VII 194, nr 1, s. 5–6. <em>Krakowska Gmina Żydowska przystąpiła w ostatnich czasach do obowiązkowego zatrudniania dziewcząt żydowskich w wieku od 18 do 25 lat. Praca polegała na zbieraniu ziół w parkach, plantach i polach w ciągu trzech dni roboczych w miesiącu. […] p. Stadthaupmann krakowski Dr. Schmid wydał odpowiednie zalecenie Gminie Żydowskiej w Krakowie, by odtąd dostarczała codziennie 150–200 dziewcząt do dyspozycji. </em>[…]<em> Praca tych dziewcząt trwała urzędowo od godziny 7 rano do 4 po poł</em>. Z kolei w nr 5 „<em>Gazety Żydowskiej”,</em> z dnia 6.08.1940 roku, na stronie 5 możemy przeczytać o ochotniczym zaciągu kobiet w wieku 18–25 lat do prac rolnych rozpoczynających się od sierpnia 1940 r.</p>
<p><a href="#_ftnref35" name="_ftn35">[35]</a> Jedną z form zachęty do pracy w obozach były informacje prasowe dotyczące pozytywnych skutków, jakie miały przynosić owe obozy młodzieży w przyszłości. W „<em>Gazecie Żydowskiej</em>” nr 5 z dnia 6.08.1940 roku na stronie 5 czytamy: <em>Prace, do których wciąga się Żydów stanowią bardzo dobrą okazję wykształcenia zawodowego, lepsze niż mogą stanowić odpowiednie kursy przeszkoleniowe. Do tego dochodzi wyrobienie siły fizycznej związane z wykonywaniem tych robót. Młodzi mężczyźni wyćwiczeni w ten sposób będą szczególnie przygotowani do emigracji </em>[…]<em> Zresztą za roboty przy budowie zapory w Rożnowie i dróg oraz wydobywanie torfu płaci się 4 zł dziennie.</em></p>
<p><a href="#_ftnref36" name="_ftn36">[36]</a> J. Marszałek, op cit., s. 11–12. Według C. Pilichowskiego – 437, zob. <em>Obozy hitlerowskie</em>…, s. 45. Felicjan Karay podaje 450, zob. F. Karay, op. cit.., s. 248.</p>
<p><a href="#_ftnref37" name="_ftn37">[37]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 14.</p>
<p><a href="#_ftnref38" name="_ftn38">[38]</a> T. Berenstein, <em>Żydzi warszawscy w obozach pracy przymusowej</em>, BŻIH 1968, nr 67, s. 41.</p>
<p><a href="#_ftnref39" name="_ftn39">[39]</a> F. Hadler, <em>Dziennik wojenny. Od kampanii polskiej do zakończenia ofensywy na zachodzie (14.8.1939–30.6.1940),</em> t. 1, Warszawa 1971, s. 244, 270.</p>
<p><a href="#_ftnref40" name="_ftn40">[40]</a> T. Berenstein, op. cit., s. 41; D. Libionka, <em>Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie</em>, Lublin 2017<strong>, s. </strong>51<strong>.</strong></p>
<p><a href="#_ftnref41" name="_ftn41">[41]</a> A. Eisenbach, op. cit., s. 206.</p>
<p><a href="#_ftnref42" name="_ftn42">[42]</a> J. Marszałek, op. cit<em>.,</em> s. 14.</p>
<p><a href="#_ftnref43" name="_ftn43">[43]</a>  Żydzi z Nowego Sącza byli zatrudniani w „batalionach pracy”, które zajmowały się robotami wodno-melioracyjnymi, a także w miejscowych zakładach przemysłowych i rzemieślniczych, których produkcja realizowała potrzeby Niemców i które znajdowały się w getcie. Zobacz, T. Duda<em>, Eksterminacja ludności żydowskiej Nowego Sącza w czasie II wojny światowej</em>, Rocznik Sądecki, t. XIX, Nowy Sącz 1988–1990, s. 219; A. Wiśniewski, <em>Martyrologia Sądeckich żydów w okresie 1939–1945, </em>[w:] <em>Okupacja w Sądecczyźnie</em>, praca zbiorowa, Warszawa 1979, s. 303.</p>
<p><a href="#_ftnref44" name="_ftn44">[44]</a> „<em>Gazeta Żydowska”</em>, nr 6, 9.08.1940, s. 10. Gazeta donosiła, że Urząd Gospodarki Rzecznej w dystrykcie lubelskim podczas szeroko zakrojonych robót rzecznych zaangażował w ramach prac przymusowych ok. 10 000 ludzi zakwaterowanych w 29 obozach rozmieszczonych na terenie całego dystryktu.</p>
<p><a href="#_ftnref45" name="_ftn45">[45]</a> A. Eisenbach, op. cit., s. 209.</p>
<p><a href="#_ftnref46" name="_ftn46">[46]</a> <em>Archiwum Ringelbluma. Obozy…</em>, op. cit., s. XVIII–XXXVIII.</p>
<p><a href="#_ftnref47" name="_ftn47">[47]</a> F. Karay, op. cit., s. 249.</p>
<p><a href="#_ftnref48" name="_ftn48">[48]</a> T. Berenstein<em>, </em>op. cit., s. 52.</p>
<p><a href="#_ftnref49" name="_ftn49">[49]</a> W połowie 1940 r. na konferencji ekonomicznej dr Max Frauendorfer, szef Wydziału Pracy GG, który zaproponował ten kompromis, przedstawił wniosek, by zatrudniać Żydów w zamian za pensję.  Miesiąc po tej konferencji wysłał ogólnik, w którym odniósł się ponownie do wynagrodzenia dla Żydów. Wspomniał w nim, iż w związku z zubożeniem Rad Żydowskich, które do tej pory wypłacały wynagrodzenia i aby zapobiec chorobom i epidemiom, należy wypłacać Żydom wynagrodzenie w wysokości 80% tego, co otrzymałby Polak za tę samą pracę. Wywołało to sprzeciw przede wszystkim tych, którzy do tej pory korzystali z darmowej siły roboczej i nie mieli ochoty płacić Żydom. Zdarzały się wyjątki, kiedy pracodawcy nie chcieli mieć „niewolników”, byli też tacy, którzy woleli opłacić droższych Polaków, niż zatrudniać Żydów. Zdarzały się też sytuacje diametralnie inne. W niektórych obozach pracownicy w ogóle nie otrzymywali wynagrodzenia. Jeden z pracodawców stwierdził, że po potrąceniu kosztów wyżywienia, zakwaterowania, opieki medycznej oraz pensji dla strażników jego pracownicy są mu winni 2000 zł. Obozy pracy przymusowej, do których wysyłano Żydów w 1940 r. okazywały się na ogół ciężkimi obozami karnymi. Zob. Ch. R. Browning, J. Matthäus, op cit., s. 143, 148; R. Hilberg, <em>Sprawcy. </em><em>Ofiary…</em>, s. 247.</p>
<p><a href="#_ftnref50" name="_ftn50">[50]</a>  <em>Sprawozdanie F. W. Krügera o stanie policji niemieckiej w GG oraz polityce przesiedleńczej z dnia 8 XI 1939</em> [w:] <em>Okupacja i ruch oporu</em>…, t. I, s. 86.</p>
<p><a href="#_ftnref51" name="_ftn51">[51]</a> Archiwum Żydowskiego Instytutu Historii (dalej AŻIH), 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 7. Arbeitsamt przy Judenracie w getcie w Nowym Sączu reprezentowany był przez Mosesa Grüna i Izaka Ropperta.</p>
<p><a href="#_ftnref52" name="_ftn52">[52]</a><em> Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy</em>, t. 24: <em>Obozy pracy…,</em> s. XXII–XXIII.</p>
<p><a href="#_ftnref53" name="_ftn53">[53]</a> E. Rączy, op. cit., s. 168.</p>
<p><a href="#_ftnref54" name="_ftn54">[54]</a> Organizacja Todta (Organisation Todt) to największa hitlerowska organizacja budowlana o charakterze paramilitarnym założona przez Fritza Todta w 1938 r. w Niemczech. Oddziały budowlane tej organizacji „towarzyszyły” Wehrmachtowi w wykonywaniu różnorodnych przedsięwzięć budowlanych typu naprawa mostów, budowa i modernizacja dróg oraz kolei, ale głównie we wznoszeniu umocnień obronnych i obiektów fortyfikacyjnych. W czasie wojny OT obejmowała swym działaniem wszystkie terytoria zajmowane przez Wehrmacht, a od jesieni 1943 r. również obszar Trzeciej Rzeszy. Po śmierci Todta organizacją kierował Albert Speer. W 1939 r. organizacja ta miała na terenie Polski przywrócić ruch drogowy, a przez pewien czas kontrolować cały system komunikacji w Warszawie.</p>
<p><a href="#_ftnref55" name="_ftn55">[55]</a> R. Hilberg, <em>Zagłada…, </em>t I, s. 300.</p>
<p><a href="#_ftnref56" name="_ftn56">[56]</a><em>Relacja N.N. dotycząca pobytu w obozie pracy Wojaszówka k. Krosna</em> <em>(05.1941)</em> [w:] <em>Archiwum Ringelbluma. Obozy…</em>, s. 129.</p>
<p><a href="#_ftnref57" name="_ftn57">[57]</a> <em>Po 1940, Warszawa – getto. Inż. A. Reinberg, memoriał pt. „Uwagi w sprawie obozów pracy przymusowej w Lubelszczyźnie i możliwości poprawienia warunków w tych obozach”</em> [w:] <em>Archiwum Ringelbluma. Obozy</em>…, s. 155.</p>
<p><a href="#_ftnref58" name="_ftn58">[58]</a> R. Hilberg, <em>Zagłada.., </em>t I, s. 301.</p>
<p><a href="#_ftnref59" name="_ftn59">[59]</a> C. Łuczak, <em>Polityka ludnościowa i ekonomiczna hitlerowskich Niemiec w okupowanej Polsce</em>, Poznań 1979, s. 497-500.</p>
<p><a href="#_ftnref60" name="_ftn60">[60]</a> F. Karay, op. cit<em>.,</em> s. 251.</p>
<p><a href="#_ftnref61" name="_ftn61">[61]</a> R. Hilberg, <em>Zagłada.., </em>t I, 302.</p>
<p><a href="#_ftnref62" name="_ftn62">[62]</a> E. Podhorizer-Sandel, <em>O Zagładzie Żydów w dystrykcie krakowskim</em>, BŻIH nr 30, Warszawa 1959, s. 101.</p>
<p><a href="#_ftnref63" name="_ftn63">[63]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 30.</p>
<p><a href="#_ftnref64" name="_ftn64">[64]</a> Więcej na temat tego obozu zobacz: K. Gibaszewski, <em>HASAG. Historia obozu pracy przymusowej w Skarżysku-Kamiennej,</em> Skarżysko-Kamienna 2015.</p>
<p><a href="#_ftnref65" name="_ftn65">[65]</a> Obóz powstał w 1940 r. na terenie poligonu SS Pustków. Na genezę jego utworzenia złożyły się różne czynniki, uwarunkowane zadaniem, jakie miał do spełnienia SS-Truppenübungsplatz Heidelager. Istniał on do 1944 r. i przeszło przez niego ponad 4 tyś. więźniów. O obecności w nim sądeckich Żydów pisze w wyżej wymienionej relacji Samuel Kaufer. Zobacz również: A. Kruszyńska-Idzior, <em>Góra Śmierci. Poligon SS i hitlerowski obóz pracy przymusowej w Pustkowie</em>, Rzeszów 2021, s. 44.</p>
<p><a href="#_ftnref66" name="_ftn66">[66]</a> F. Karay, op.  cit., s. 253.</p>
<p><a href="#_ftnref67" name="_ftn67">[67]</a> A. Biberstein, <em>Zagłada Żydów Krakowie</em>, Kraków 1985, s. 78; R. Kotarba, <em>Niemiecki obóz w Płaszowie 1942–1945</em>, Warszawa–Kraków 2009, s. 23.</p>
<p><a href="#_ftnref68" name="_ftn68">[68]</a> <em>Archiwum Ringelbluma</em>, <em>Obozy pracy…</em> s. XXI.</p>
<p><a href="#_ftnref69" name="_ftn69">[69]</a> C. Perechodnik, <em>Spowiedź</em>, Warszawa, 2004, s. 141.</p>
<p><a href="#_ftnref70" name="_ftn70">[70]</a> AŻIH, 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, k. 7.</p>
<p><a href="#_ftnref71" name="_ftn71">[71]</a> E. Rączy, op. cit., s. 171.</p>
<p><a href="#_ftnref72" name="_ftn72">[72]</a> A. Zajączkowska-Drożdż, op. cit. s. 90.</p>
<p><a href="#_ftnref73" name="_ftn73">[73]</a> F. Karay, op. cit., s. 257.</p>
<p><a href="#_ftnref74" name="_ftn74">[74]</a> Zobacz, <em>Erntefest. Zapomniany epizod Zagłady</em>, red. W. Lenarczyk, D. Libionka, Lublin 2009; <em>Krwawa środa. 3 listopad 1943 w pamięci świadków,</em> oprac. K.  Czuryszkiewicz, B. Siwek-Ciupak, Lublin 2013.</p>
<p><a href="#_ftnref75" name="_ftn75">[75]</a> W. Lenarczyk, <em>Obóz pracy przymusowej dla Żydów przy ul. Lipowej w Lublinie (1939–1943),</em> [w:] <em>Erntefest. Zapomniany.</em>., s. 66–71.</p>
<p><a href="#_ftnref76" name="_ftn76">[76]</a> W. Mędykowski, <em>Obóz pracy dla Żydów w Trawnikach</em>, [w:] <em>Erntefest</em>. <em>Zapomniany…</em>, s. 183–210.</p>
<p><a href="#_ftnref77" name="_ftn77">[77]</a> R. Gicewicz, <em>Obóz pracy w Poniatowej (1941–1943),</em> [w:] <em>Erntefest.</em> Zapomniany…, s. 211–228.</p>
<p><a href="#_ftnref78" name="_ftn78">[78]</a> F. Karay, op. cit., s. 259.</p>
<p><a href="#_ftnref79" name="_ftn79">[79]</a> <em>Archiwum Ringelbluma</em>, <em>Obozy pracy…</em> s. XXIII.</p>
<p><a href="#_ftnref80" name="_ftn80">[80]</a> F. Karay, op. cit<em>.,</em> s. 260.</p>
<p><a href="#_ftnref81" name="_ftn81">[81]</a> Ibidem, s. 206</p>
<p><a href="#_ftnref82" name="_ftn82">[82]</a> <em>Archiwum Ringelbluma</em>, <em>Obozy pracy…</em> s. XXIV.</p>
<p><a href="#_ftnref83" name="_ftn83">[83]</a> I. Cukierman, <em>Nadmiar pamięci. Siedem owych lat. Wspomnienia 1939–1945</em>, Warszawa 2020, s. 108.</p>
<p><a href="#_ftnref84" name="_ftn84">[84]</a> E. Ringelblum, <em>Kronika getta warszawskiego</em>, Warszawa 1987, s 321. W podobnym tonie pisze Adam Czerniakow: <em>Bardzo szybko do Warszawy zaczęły docierać informacje o straszliwych warunkach panujących w obozach i nieludzkim traktowaniu robotników. Potwierdzenie raportów stanowił powrót fizycznie i psychicznie  załamanych ocalałych. Mimo panującego w getcie głodu nie można było znaleźć ochotników i niemieckie władze zmusiły rady żydowskie oraz policję do organizowania łapanek w celu zebrania ustalonych kontyngentów robotników.</em> Zobacz: <em>Adama Czerniakowa</em> d<em>ziennik getta warszawskiego 6 IX 1939–23 VII 1942</em>, red. M. Fuks Warszawa 1983 s. 174–176 .</p>
<p><a href="#_ftnref85" name="_ftn85">[85]</a> <em>Archiwum Ringelbluma</em>, <em>Obozy pracy…</em> s.  XXI;  „Gazeta Żydowska”, nr 9, z dnia 21.08.1940 na stronie 4 donosiła: <em>W dniu 12 sierpnia wyruszył stąd </em>[z Łowicza – A. F.]<em> koleją pierwszy transport na roboty przymusowe do lubelskiego. Transport ten w ilości 69 osób złożył się wyłącznie z samych kawalerów. Rada Żydowska dała każdemu na drogę po 10 zł, 2 kg chleba, masła, ser i papierosy; bardzo biedni otrzymali też i buty. W ostatniej chwili, przed wymarszem mieszkańcy miasta dostarczyli wszystkim owoce i słodycze.</em></p>
<p><a href="#_ftnref86" name="_ftn86">[86]</a> T. Berenstein, op. cit., s 47.</p>
<p><a href="#_ftnref87" name="_ftn87">[87]</a> I. Cukierman, op. cit., s. 106.</p>
<p><a href="#_ftnref88" name="_ftn88">[88]</a> E. Rączy, op. cit., s. 175.</p>
<p><a href="#_ftnref89" name="_ftn89">[89]</a> I. Cukierman, op. cit., s. 103.</p>
<p><a href="#_ftnref90" name="_ftn90">[90]</a> T. Berenstein, op. cit., s. 50. M. Janczewska, <em>Obozy pracy przymusowej dla Żydów na terenie dystryktu warszawskiego</em> [w:]<em> Prowincjonalna Noc. Życie i zagłada Żydów w dystrykcie warszawskim,</em> red. B. Engelking, J. Leociak, D. Libionka, Warszawa 2007, s. 286–287.</p>
<p><a href="#_ftnref91" name="_ftn91">[91]</a> <em>Po 1940, Warszawa – getto. Inż. A. Reinberg, memoriał pt. „Uwagi w sprawie obozów pracy przymusowej w Lubelszczyźnie i możliwości poprawienia warunków w tych obozach”</em> [w:] <em>Archiwum Ringelbluma</em>. <em>Obozy pracy </em>…, s. 156.</p>
<p><a href="#_ftnref92" name="_ftn92">[92]</a> W chwili, kiedy w obozie pracy przymusowej dla Żydów w Rożnowie wybuchła epidemia czerwonki, chorych rozstrzeliwano na górze „Łazisko”,  zaś w innym obozie, w Rytrze, gdy chorych dziesiątkował tyfus i czerwonka, dwie osoby zostały rozstrzelane, inne osoby umierały, pozostawione bez opieki. Zobacz; A. Krawczyk, <em>Hitlerowski aparat okupacyjny na Sądecczyźnie.</em> [w:] <em>Okupacja w Sądecczyźnie…</em>, Warszawa 1979, s. 79.</p>
<p><a href="#_ftnref93" name="_ftn93">[93]</a> Czyraczność, ropne zapalenie skóry (łac.).</p>
<p><a href="#_ftnref94" name="_ftn94">[94]</a> Zapalenie błony śluzowej żołądka (łac.)</p>
<p><a href="#_ftnref95" name="_ftn95">[95]</a> <em>Pocz. 1941, Warszawa – getto. Memoriał…, </em>[w:] <em>Archiwum Ringelbluma</em>. Obozy pracy…, s. 166.</p>
<p><a href="#_ftnref96" name="_ftn96">[96]</a> Na temat chorób występujących w obozach pracy przymusowej zobacz: A. Ziółkowska, <em>O tym jak chorowali, cierpieli i umierali żydowscy robotnicy w obozach pracy przymusowej w Poznaniu (1941–1943),</em> [w:] <em>Zagłada Żydów. Studia i Materiały,</em> t. 8, Warszawa 2012, s. 121–144.</p>
<p><a href="#_ftnref97" name="_ftn97">[97]</a> W. Lenarczyk, <em>Obóz pracy przymusowej w Budzyniu (1942–1944),</em> [w:] <em>Erntefest. Zapomniany…,</em> s. 269; T. Berenstein, op. cit., s. 56.</p>
<p><a href="#_ftnref98" name="_ftn98">[98]</a> W. Lenarczyk, op. cit., s. 269.</p>
<p><a href="#_ftnref99" name="_ftn99">[99]</a> E. Rączy, op. cit<em>.,</em> s. 166.</p>
<p><a href="#_ftnref100" name="_ftn100">[100]</a> R. Gicewicz, op. cit<em>.,</em> s. 221.</p>
<p><a href="#_ftnref101" name="_ftn101">[101]</a> T. Berenstein<em>, Praca przymusowa ludności żydowskiej w tzw. dystrykcie Galicja (1942–1944)</em>, BŻIH 1969, nr 69.</p>
<p><a href="#_ftnref102" name="_ftn102">[102]</a> <em>Pocz. 1941, Warszawa – getto. Memoriał …,</em>[w:]<em> Archiwum Ringelbluma</em>. <em>Obozy pracy…</em>, s. 167.</p>
<p><a href="#_ftnref103" name="_ftn103">[103]</a> E. Rączy, op. cit., s. 186.</p>
<p><a href="#_ftnref104" name="_ftn104">[104]</a> W. Lenarczyk, op. cit. s. 269.</p>
<p><a href="#_ftnref105" name="_ftn105">[105]</a> Przykładowo robotnik pracujący w obozie w Pustkowie otrzymywał z kuchni dziennie na śniadanie i obiad: 600 g chleba, 12 g namiastki kawy, 20 g marmelady, 10 g cukru (w niedzielę 20 g) i 10 g szmalcu lub margaryny. Na kolację: 70 g mięsa wołowego (w niedzielę 80 g), 7 g tłuszczu (szmalcu lub margaryny), 500 g kartofli, 50 g owsianki, manny lub kasz. Taka ilość i jakość wyżywienia, z punktu widzenia kaloryczności, jest niewystarczająca dla robotnika, który ciężko pracuje. Zobacz: <em>Po 07.1941, Warszawa – getto [Inż. A. Reinberg], Relacja „Obóz pracy w Pustkowie”</em> [w:] <em>Archiwum Ringelbluma</em>. <em>Obozy pracy</em>…, s. 57</p>
<p><a href="#_ftnref106" name="_ftn106">[106]</a> E. Rączy, op. cit. s. 186–187.</p>
<p><a href="#_ftnref107" name="_ftn107">[107]</a> A. Rutkowski, op. cit<em>.,</em> s. 111.</p>
<p><a href="#_ftnref108" name="_ftn108">[108]</a> <em>Archiwum Ringelbluma, Obozy pracy…</em> s. XXVI.</p>
<p><a href="#_ftnref109" name="_ftn109">[109]</a> Ch. Browning, J. Matthäus , op. cit<em>.,</em> s. 148.</p>
<p><a href="#_ftnref110" name="_ftn110">[110]</a> T. Berenstein, <em>Żydzi warszawscy w obozach…</em>, s. 49.</p>
<p><a href="#_ftnref111" name="_ftn111">[111]</a> I. Cukierman, op. cit<em>.,</em> s. 103.</p>
<p><a href="#_ftnref112" name="_ftn112">[112]</a> T. Berenstein, op. cit<em>., </em>s. 53.</p>
<p><a href="#_ftnref113" name="_ftn113">[113]</a> E. Rączy, op. cit., s. 167.</p>
<p><a href="#_ftnref114" name="_ftn114">[114]</a><em> Archiwum Ringelbluma</em>, <em>Obozy pracy…</em> s. XXVII.</p>
<p><a href="#_ftnref115" name="_ftn115">[115]</a> W. Lenarczyk, op.cit<em>.,</em> s. 280.</p>
<p><a href="#_ftnref116" name="_ftn116">[116]</a> I. Cukierman<em>, </em>op. cit<em>.,</em> s. 106, 108.</p>
<p><a href="#_ftnref117" name="_ftn117">[117]</a> T. Berenstein, <em>Żydzi warszawscy w obozach…</em>, s. 61</p>
<p><a href="#_ftnref118" name="_ftn118">[118]</a>  A. Rutkowski , op. cit., s. 112.</p>
<p><a href="#_ftnref119" name="_ftn119">[119]</a> <em>N.N., „Sprawozdanie z drugiej podróży [po obozach] chełmskich. Wyjazd […] powrót 28.08[?].1941 r.” (Sawiny, Sajczyce, Krychów),</em> [w:]  <em>Archiwum Ringelbluma</em>. <em>Obozy pracy…</em>, s. 266–267.</p>
<p><a href="#_ftnref120" name="_ftn120">[120]</a> AŻIH, 301/2221, Relacja Nuchina Rozenela, k. 6.</p>
<p><a href="#_ftnref121" name="_ftn121">[121]</a> <em>Archiwum Ringelbluma</em>, <em>Obozy pracy…,</em> s. XXX.</p>
<p><a href="#_ftnref122" name="_ftn122">[122]</a> T. Berenstein, <em>Żydzi warszawscy w obozach…</em>, s. 53.</p>
<p><a href="#_ftnref123" name="_ftn123">[123]</a> <em>Archiwum Ringelbluma</em>, <em>Obozy pracy…,</em> s. XXXI.</p>
<p><a href="#_ftnref124" name="_ftn124">[124]</a> S. Piątkowski, <em>Obóz pracy w Bliżnynie (1942–1944),</em> Zeszyty Majdanka t. XXI, Lublin 2001, s. 11–112.</p>
<p><a href="#_ftnref125" name="_ftn125">[125]</a> T. Berenstein<em>, Żydzi warszawscy w obozach…</em>, s. 62–63.</p>
<p><a href="#_ftnref126" name="_ftn126">[126]</a> I. Cukierman, op. cit., s. 103.</p>
<p><a href="#_ftnref127" name="_ftn127">[127]</a> T. Berenstein<em>, Żydzi warszawscy w obozach…</em>,<em>.,</em> s. 63.</p>
<p><a href="#_ftnref128" name="_ftn128">[128]</a> K. Panz, <em>Powiat nowotarski</em> [w:] <em>Dalej jest noc</em>, t. II, red. B. Engelking, J. Grabowski, Warszawa 2018, s. 303–304.</p>
<p><a href="#_ftnref129" name="_ftn129">[129]</a> W. Sofsky, <em>Ustrój terroru: obozy koncentracyjne</em>, Warszawa 2016, s. 218.</p>
<p><a href="#_ftnref130" name="_ftn130">[130]</a> I. Cukierman, op. cit<em>.,</em> s. 108.</p>
<p><a href="#_ftnref131" name="_ftn131">[131]</a> T. Berenstein, <em>Praca przymusowa ludności żydowskiej</em>…, s 25.</p>
<p><a href="#_ftnref132" name="_ftn132">[132]</a> AŻIH 301/1948, Relacja Maurycego Blama, k<em>.</em> 3.</p>
<p><a href="#_ftnref133" name="_ftn133">[133]</a> E. Rączy, op. cit<em>.,</em> s. 190.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-3{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-3 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-3{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-3 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-3{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-3 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-4{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/obozy-pracy-przymusowej-dla-zydow-w-generalnym-gubernatorstwie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zagłada Romów na Sądecczyźnie</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/zaglada-romow-na-sadecczyznie/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/zaglada-romow-na-sadecczyznie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2022 12:24:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3886</guid>

					<description><![CDATA[Zagłada Romów na Sądecczyźnie  Łukasz Połomski Tematyka losów ludności romskiej na Sądecczyźnie nie była nigdy poruszana przez regionalistów. Ukazał się właściwie jeden artykuł poświęcony wizerunkowi tej grupy etnicznej na Sądecczyźnie w okresie przed II wojną światową[1] oraz publikacja poświęcona współczesnym problemom, ale również nawiązująca do tożsamości i dziejów tej mniejszości[2]. Historia zagłady sądeckich]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-5 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-4 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-5{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-5{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-5 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">Zagłada Romów na Sądecczyźnie</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-5"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Łukasz Połomski<br />
</em></span></strong></h3>
<p>Tematyka losów ludności romskiej na Sądecczyźnie nie była nigdy poruszana przez regionalistów. Ukazał się właściwie jeden artykuł poświęcony wizerunkowi tej grupy etnicznej na Sądecczyźnie w okresie przed II wojną światową<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a> oraz publikacja poświęcona współczesnym problemom, ale również nawiązująca do tożsamości i dziejów tej mniejszości<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. Historia zagłady sądeckich Romów została poruszona wybiórczo w wielu opracowaniach, głównie wspomnieniach. Nie sposób ich zweryfikować i poddać analizie porównawczej i krytyce. Nieliczni Romowie pozostawili swoje relacje, które dziś są bezcennym źródłem na temat okresu wojny. Romski holokaust ciągle stanowi wyzwanie dla badaczy dziejów Sądecczyzny. W historii II wojny światowej jest to nadal biała plama. W naszym regionie, podobnie jak w wielu innych, ciężko mówić o przywracaniu pamięci na temat tych tragicznych wydarzeń, bowiem powinniśmy się skupić na jej budowaniu – do dzisiaj taka pamięć nie zaistniała w społecznej świadomości<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>.</p>
<p>Od samego początków „inność” społeczności romskiej związana była z jej pochodzeniem, kulturą, stylem życia, jedzeniem – właściwie ze wszystkim. Już w dawnych wiekach pisano o indyjskich korzeniach tej grupy, choć teorie te ewoluowały. Od początku podkreślano ich odmienność. W XIX w. za romską ojczyznę powszechnie uważano Egipt<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>. Od wieków Cyganie – jak ich nazywano – wykonywali swoje tradycyjne zawody, a pośród nich znajdujemy: niedźwiedników, kuglarzy, wróżbitów, akrobatów, magików, kotlarzy, hodowców koni, zielarzy, kowali i inne. Niestety niemal od początku stawali się obiektem kpin. Wyśmiewano ich za brud, biedę i głupotę. Nikt nie rozumiał ich kultury, obyczajów i koczowniczego trybu życia<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>.</p>
<p>Możemy przypuszczać, że w naszym regionie Romowie pojawili się w XV w. i prawdopodobnie przybyli tu z Węgier. Niedługo potem w lokalnej topografii spotykamy nazwy miejscowości związane ze słowem „Cygan”, które na długie lata przylgnęło do Romów. W XVI w. odnotowano wieś Cyganowice (Czigunowycze) pod Starym Sączem. Jerzy Ficowski właśnie w tej nazwie dopatruje się początków osadnictwa grupy Bergitka Roma<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a> – tzw. Cyganów Karpackich – z którymi związani są także dzisiejsi Romowie zamieszkujący Sądecczyznę<a href="#_ftn7" name="_ftnref7">[7]</a>. Niewiele możemy powiedzieć na temat ich działalności, ale zapewne zostali wówczas zepchnięci na ubocze wielkich procesów politycznych i gospodarczych. Doskonale widzimy to w okresie zaborów, kiedy władze dążyły do asymilacji wielu grup etnicznych i narodowościowych.</p>
<p>Dyskryminujące Romów przepisy wprowadziła już cesarzo Maria Teresa. Wpisywały się one w politykę oświeceniową państwa austro-węgierskiego. Należy pamiętać, że Sądecczyzna ze Spiszem już od 1770 r. znajdowała się pod jej panowaniem. W 1782 r. Józef II wydał szereg rozporządzeń, które miały przymusowo ucywilizować Cyganów. Zakazał im używania różnobarwnej odzieży, nakazał edukację, dbanie o higienę i naukę religii. Ponadto zakazał im mówienia w języku romani oraz posiadania koni. Oczywiście wszystkie te przepisy nie były przestrzegane przez Romów, uciekali zarówno przed nimi, jak i przed prześladowaniami<a href="#_ftn8" name="_ftnref8">[8]</a>. Nadal zajmowali się tradycyjnymi zajęciami, zdobywali uznanie jako muzycy<a href="#_ftn9" name="_ftnref9">[9]</a>. Do repertuaru wykonywanych przez nich zawodów dołączyło tłuczenie kamieni, które w opinii starszego pokolenia było poniżającym zadaniem, do tego mało płatnym<a href="#_ftn10" name="_ftnref10">[10]</a>.</p>
<p>Od XIX w. w prasie, gazetach docierających także na Sądecczyznę, przedstawiano Romów negatywnie. Może zadziwić repertuar stereotypów i fantazji, które kreowali ich redaktorzy. W 1857 r. negatywny obraz Romów można spotkać już w „Gazecie Lwowskiej”<a href="#_ftn11" name="_ftnref11">[11]</a>. Autor porównywał ich fizycznie do „murzynów”. Mieli się oni utrzymywać z <em>hultajskiego i niechlujnego życia</em>. Najlepiej Cyganom miały wychodzić kradzieże koni i w <em>oszukaństwie wszelkiego rodzaju </em>[…]<em> popisywać się zwykli</em>. Powszechnym ich zajęciem miała być też kradzież dzieci, tym też straszono w całej Galicji dawniej, a nawet długo później – w zasadzie do czasów współczesnych. Ponadto zarzucano im brak religijności, a ich obyczaje uznawane były za zbyt liberalne. <em>Lud dziki, nie jest jednak okrutny, ani gwałtowny</em><a href="#_ftn12" name="_ftnref12">[12]</a>. Wszyscy jednak korzystali z ich wróżb. Zajmujący się nauką (Biblia, filozofia) ksiądz Walerian Serwatowski pisał, iż <em>ich wróżbom i ziołom i magnetycznym extasom, nie tylko lud prosty zwykł dawać wiarę</em><a href="#_ftn13" name="_ftnref13">[13]</a>. Podobny negatywny obraz utrwalały inne gazety, jak chociażby krakowski „Czas” z 1851 r.<a href="#_ftn14" name="_ftnref14">[14]</a> W opublikowanym w nim tekście aż roi się od różnych wymysłów na temat Romów. Okres międzywojenny zerwał z krzewieniem tych negatywnych stereotypów – przynajmniej w prasie. Pisano o cygańskich królach, jednak utrwalane przez pokolenia przekonania były już nieodwracalne zagnieżdżone w powszechnej świadomości<a href="#_ftn15" name="_ftnref15">[15]</a>. Jednym z dziwniejszych pośród nich jest stereotyp dotyczący tego, że Romowie nigdy nie przywiązywali znaczenia do historii. Tak postrzegano to „z zewnątrz”, podobnie jak przywiązanie do wyglądu, domu, ubioru i zasad. W praktyce tak nie było, o czym świadczą badania prowadzone nad romską zagładą – zjawiskiem, które w historii tego narodu stało się niezabliźnioną na lata raną<a href="#_ftn16" name="_ftnref16">[16]</a>.</p>
<p>II wojna światowa stała się najczarniejszą kartą w dziejach Romów. Hitler uważał, że są oni – podobnie jak Żydzi i ludność czarnoskóra –zagrożeniem dla czystości rasy. „Kwestia cygańska” – jak mówili naziści – nie była początkowo paląca, bowiem w Europie znacznie więcej było Żydów. To nimi Niemcy zajęli się najpierw. Kwestią romską, początkowo „naukowo”, zajął się dr Robert Ritter, który w swoich instytucjach badał m.in. liczebność Romów oraz ich charakterystyczne cechy. W tym celu powołano do życia np. Instytut Badania Problemów Dziedziczności. Dowodzono tam stereotypowych frazesów, które dziś uznawane są za tezy pseudonaukowe. W rzeczywistości hitlerowskiego nazizmu padły jednak na podatny grunt. W ten sposób stwierdzono m.in., że Cyganie mają wrodzą zdolność do kradzieży i przestępczości, a cecha ta nie może być wykorzeniona. Pseudoteorie te skutkowały tym, że – wzorem Żydów – postanowiono zlikwidować ludność romską. Wszystkie tezy i kolejne kroki miały prowadzić do tego zbrodniczego celu. Zapisy dyskryminujące Romów znalazły się już w ustawach norymberskich. Rozpoczęła się rejestracja ludności, a od tej pory każdy Rom musiał posiadać nowy dowód osobisty. 17 października 1939 r. Himmler zakazał Cyganom opuszczania miejsc zamieszkania i nakazał sporządzić w przeciągu trzech dni rejestry ludności romskiej. 27 kwietnia 1940 r. pojawiło się pismo tego samego zbrodniarza, w którym polecał wysyłanie Romów do obozów koncentracyjnych, względnie do gett żydowskich. Cyganie „przydatni” ze względu na wykonywany zawód dostali możliwość wykonywania przymusowej pracy, ale pod warunkiem, że poddadzą się obowiązkowej sterylizacji<a href="#_ftn17" name="_ftnref17">[17]</a>.</p>
<p>Mimo że Niemcy ulokowali na ziemiach polskich liczne obozy pracy, to nie one stały się miejscami kaźni Romów. Większość z nich poniosła śmierć w licznych mniejszych bądź większych egzekucjach. Zdaniem J. Ficowskiego, ta „pozaobozowa eksterminacja” była spowodowana faktem, że Niemcy obawiali się ucieczek z obozów. Wyjątkiem było województwo krakowskie, gdzie nie dochodziło do wielu egzekucji, a Romów wysyłano do kompleksu Auschwitz-Birkenau. Dowodzą tego także losy Romów z Sądecczyzny. Niemcy obawiali się umieszczania w obozach Romów ze względu na ich świetną orientację w terenie, szczególnie leśnym i dzikim. Jeżeli dochodziło już do przewiezienia do obozów, to ludzi likwidowano bardzo szybko. Zdarzało się, że osiedlano Romów w gettach, często odbierano im to, co posiadali. Zagłada spotkała zarówno tych, którzy prowadzili koczowniczy, jak i osiadły tryb życia<a href="#_ftn18" name="_ftnref18">[18]</a>.</p>
<p>Miała ona różne oblicza – niekoniecznie musiała się kończyć śmiercią, choć w wielu przypadkach tak było. „Niespójność losu”, o której pisze prof. S. Kapralski, wpłynęła na to, że po wojnie nie zawsze wszystkie grupy miały jednolitą narrację na ten temat. To nie sprzyjało pamięci, choć powodów zapomnienia i milczenia było o wiele więcej<a href="#_ftn19" name="_ftnref19">[19]</a>. Jeżeli mówimy jednak o Romach z naszych okolic, często są to historie traumatyczne i tragiczne, które mimo ogromu bólu i cierpień nie zostały nigdy przebadane.</p>
<p>Antoni Goga pochodził z Rytra, ale z rodziną prowadził wędrowny tryb życia. Wspominał początek okupacji: <em>Jak opowiadała matka, po początkowo względnym spokoju tak ok. 1941 roku Niemcy zaczęli stosować represje wobec narodowości cygańskiej, zatrzymywali tabory, zabierali dobytek, a nas wywozili do obozów. Gdy przebywaliśmy w okolicach Bochni, zostaliśmy schwytani przez hitlerowców. Niemcy zatrzymali tabor, było tam kilka wozów od naszej rodziny i po raz pierwszy doszło do tragedii, bo Niemcy rozstrzelali czworo najstarszych Romów, przy okazji pobito kobiety i dzieci. Zabrano nam wozy, konie i cały nasz dobytek. Dobrze, że ukryliśmy trochę złota. Następnie przewieziono nas (ok. 40 osób) ciężarówkami do aresztu w Tarnowie. Po jakichś kilku dniach wszystkich zapędzili do żydowskiego getta</em><a href="#_ftn20" name="_ftnref20">[20]</a>. Los Żydów, związany z gettami, nie ominął na Sądecczyźnie także Romów.</p>
<p>Na południu Polski znane są przykłady eksterminacji Romów, np. w Szczurowej koło Brzeska<a href="#_ftn21" name="_ftnref21">[21]</a>. Tam – pod pozorem przesiedlenia – zostało rozstrzelanych 98 osób. Wiemy, że w 1942 r. w Żabnie również zabito Romów (47 osób pracujących przy wałach na Dunajcu i w cegielni). Rozstrzelano ich w pobliżu cmentarza żydowskiego, wcześniej musieli rozebrać się do naga. Jeżeli takie egzekucje odbywały się na Sądecczyźnie, to zapewne przebiegały w podobny sposób<a href="#_ftn22" name="_ftnref22">[22]</a>. Niemcy robili to z przekonaniem, przygotowani do tego ideologicznie i propagandowo – wierząc, że nie strzelają do ludzi. Jeden z nich pisał tak: <em>Z większą łatwością przychodzi rozstrzeliwanie Żydów niż Cyganów. Trzeba przyznać, że Żydzi idą na śmierć bardziej zdeterminowani, stoją spokojnie, podczas gdy Cyganie płaczą, poruszają się ciągle, nawet kiedy znajdują się już na miejscu straceń</em><a href="#_ftn23" name="_ftnref23">[23]</a><em>. </em></p>
<p>Nie znajdujemy informacji na temat takich egzekucji w naszym regionie, a już na pewno nie odnajdujemy upamiętnień niemieckich zbrodni na Romach. Ciekawa w tym kontekście wydaje się być relacja Mojżesza Bergmana, który opisywał dużą egzekucję, w której uczestniczył. Miała ona miejsce w Krzyżówce. Żydowski świadek był wywieziony w grupie robotników w okolice skrzyżowaniu dróg, <em>na górze Huta koło Krynicy</em>. Pierwsze auta przywiozły niemal 120 osób, jak trafnie zapisał świadek: <em>kandydatów na śmierć</em>. Byli to Żydzi, często bardzo młodzi (niektórzy mieli zaledwie 13 lat). Ofiary pochodziły ze Starego Sącza, Rytra, Piwnicznej, Łącka i Wierchomli. Jeden z Niemców wyciągnął listę i odczytał ich nazwiska, a przy okazji zorientował się, czy jest ich tyle ile ma być.</p>
<p>Bergman pisał: <em>Całą wyżej wymienioną grupę popędzono różnymi dróżkami i ścieżkami po lesie oddalającymi się od głównej drogi, którą przybyliśmy. Szliśmy około 1/2 godziny a następnie nas odłączono od pozostałej grupy, która kontynuowała swój ostatni przed śmiertelny marsz. Do kopania mogiły nie angażowano nas, lecz zmuszono do tego Cyganów i tutejszych Żydów. Podczas samej pracy przy kopaniu bratniej mogiły, „SS-owcy” w bestialski sposób znęcali się nad wszystkimi skazańcami. Wykopano 2 duże doły, oddalone od siebie około 500 m. Prace wykonano w dość szybkim tempie w czasie 4-ch godzin. Po upływie około 10-ciu minut od ukończenia pracy, usłyszeliśmy znane nam głosy strzałów z broni maszynowej i pojedyncze strzały, oznaczające dobijanie rannych.</em> Okazało się szybko, że Żydzi nie byli Niemcom potrzebni do kopania, bowiem na miejscu byli pracujący Romowie: <em>Po tym wszystkim zbliżyliśmy się do samego miejsca kaźni, gdzie zastaliśmy obok martwych, 20-tu Cyganów, celowo i chwilowo pozostawionych przy życiu. Cyganie ci wraz z naszą grupą zasypywali dół a na wierzch narzucaliśmy rożne gałęzie i igliwie. Nim zdążyliśmy się uporać z tą pracą, ponownie usłyszeliśmy te same strzały przy drugim dole. Nie wiedzieliśmy o co tam chodzi, bo wszystkich przywiezionych (oprócz tych 20-tu) już rozstrzelano i pogrzebano. Nas razem z kolei przerzucono do pracy przy drugim dole. Ku zdziwieniu zobaczyliśmy trupy, około 80–100 kobiet Cyganek. Skąd się tam wzięły i kiedy ich przypędzono lub przywieziono nie znajduję odpowiedzi. Pozostawieni przy życiu Cyganie na ten straszny widok rozszaleli się, krzyczeli, płakali i tarzali się po ziemi. Tych to zaraz „SS-owcy” unieszkodliwili strzałem z pistoletów w tył głowy a przed ukończeniem zasypywania drugiego dołu, „SS-owcy” wykończyli pozostawionych przy życiu Cyganów. Ich to my dorzuciliśmy do na wpół przysypanego dołu. Pozostałą prace juz ukończyła nasza 18-toosobowa grupa grabarzy, warto zaznaczyć, że przed zasypaniem dołów, ofiarom usuwano z ust złote zęby, kolczyki z uszów i pierścienie z palców. Czynności te, tym razem wykonali sami „SS-owcy”. Do więzienia wróciliśmy juz wieczorem</em><a href="#_ftn24" name="_ftnref24">[24]</a>. Opisywane wydarzenia musiałyby mieć miejsce w 1940 lub 1941 r., co pokrywa się chronologicznie z wysiedleniami Romów z tej okolicy. Niestety Bergman nie zostawił nam innych informacji na ten temat. Podobnie jak w wielu wypadkach również i ta opowieść wymaga jeszcze potwierdzenia w innych źródłach.</p>
<p>Prawdziwym symbolem eksterminacji Romów stał się obóz KL Auschwitz II-Birkenau<a href="#_ftn25" name="_ftnref25">[25]</a>, gdzie znajdował się sektor cygański – <em>Zigeunerlager</em>. Należy jednak dodać, że sporo Romów znajdowało się także w innych częściach obozu<a href="#_ftn26" name="_ftnref26">[26]</a>.</p>
<p>Tutaj śmierć spotkała wielu Romów z Sądecczyzny, o których losach poniżej. Pierwsze większe transporty romskie do obozu trafiły w 1943 r. Każdy okręg policyjny miał aresztować ludność romską w przeciągu jednego dnia, wsadzić do pociągu i wywieźć. Miało to zapewnić szybką i skuteczną akcję, nie absorbując przy tym uwagi ludności. Obóz cygański, do którego trafiali to dawne stajnie kawaleryjskie, teren wyjątkowo nieprzyjazny do życia – błotnisty, bez roślinności. Sektor ten funkcjonował inaczej niż w całym kompleksie – był to <em>Familienlagier</em>, a więc obóz rodzinny. Nie zabrano Cyganom ubrań, pieniędzy, bagaży, a nawet początkowo ich nie golono. Czarne trójkąty, które naszywano na ich ubraniach miały oznaczać, że są osobami aspołecznymi. Na ramieniu pojawiała się literka „Z” od <em>Zigeuner</em> (niem. <em>Cygan</em>)<a href="#_ftn27" name="_ftnref27">[27]</a>.</p>
<p>Na samym początku ulokowano ich w 32 barakach stajennych, które nie były ogrodzone. W lipcu 1943 r. pojawiły się naelektryzowane druty, stanowiące oddzielenie od pozostałej części obozu. Więźniowie mieszkali w katastrofalnych warunkach – w jednym bloku nawet 500 ludzi. Początkowo nie pracowali, ale po licznych chorobach, które pojawiły się w obozie, Niemcy zatrudnili ich do prac wodociągowych i wożenia ziemi. Pośród pracujących znalazło się aż 200 kobiet. Społeczność romską stanowiła ludność pochodząca nie tylko z Polski, ale także Niemiec, Czech, Węgier, Holandii, Litwy i innych krajów. Już w 1943 r. było to niemal 20 tys. ludzi. Wśród nich znaleźli się Romowie o różnych zawodach, także posiadający zasługi dla Niemiec w czasach cesarskich, co teraz nie miało dla nazistów żadnego znaczenia. W 1943 r. kazano w depozyt oddawać wszystko, co mają cennego. Oczywiście ten rzekomy „depozyt” był kradzieżą. W tym samym roku część Romów została wysłana do KL Mauthausen. Pogarszały się warunki sanitarne, dlatego już na początku istnienia sektora utworzono szpital, który wyglądał bardzo prymitywnie. W tym czasie pojawiały się różne zakaźne choroby, które dziesiątkowały ludność. Niemców szczególnie interesowały przypadki nomy, a więc raka wodnego – objawami było gnicie szczęki i dziury w policzkach. Nie można zapomnieć o eksperymentach medycznych, a także bliźniętach cygańskich, którymi szczególnie interesował się dr Josef Mengele<a href="#_ftn28" name="_ftnref28">[28]</a>. Największym zagrożeniem były jednak tyfus plamisty, gruźlica i świerzb. Tylko od marca do września 1943 r. w obozie zmarło 7 tys. Romów<a href="#_ftn29" name="_ftnref29">[29]</a>.</p>
<p>2 sierpnia 1944 r. Niemcy przystąpili do likwidacji obozu cygańskiego<a href="#_ftn30" name="_ftnref30">[30]</a>. Wcześniej część Romów wywieziono do FKL Ravensbrück i KL Buchenwald. Co ciekawe, na miesiąc przed zbrodniczą akcją ustawiono w obozie karuzelę i stworzono „ogródek dziecięcy”. Obóz postanowiono zlikwidować, bo podobno był „rozsadnikiem chorób”. Usunięto wszystkich nieromskich pracowników i obstawiono całość esesmanami. Likwidację nadzorował sam dr Mengele. W czasie zbrodniczej akcji, praktycznie bez możliwości oporu – choć i taki się zdarzał –  cały obóz cygański wysłano do komór gazowych<a href="#_ftn31" name="_ftnref31">[31]</a>.</p>
<p>Niewielu sądeckich i limanowskich Romów po wojnie wracało do tych obozowych wspomnień. Niewielu też przeżyło to piekło. <em>To było straszne – </em>mówił jeden z nich<a href="#_ftn32" name="_ftnref32">[32]</a>. Trauma niejednokrotnie doprowadziła do tego, że ludzie nie chcieli mówić o wydarzeniach wojennych, a dzisiejszą skalę wydarzeń znamy jedynie ze spisów więźniów. Analizując je krok po kroku, możemy jednak dojść do przekonania, że większość aresztowań nastąpiła zimą 1942/1943 r. Wówczas Romowie trafili do więzienia w Tarnowie,  a potem do Krakowa. Możemy jedynie przypuszczać, że pierwszym przystankiem był dla nich Nowy Sącz. Z Krakowa wywożono ich do KL Auschwitz. Datą niezwykle symboliczną jest 28 stycznia 1943 r., kiedy większość zatrzymanych trafiła do obozu. To pierwszy ważny wniosek, który można wysnuć z analizy statystyk. Z obozowego kalendarium wynika, że tego dnia do obozu dotarło kilka zbiorowych transportów, m.in. 515 więźniów skierowanych do obozu przez Sipo z więzienia w Krakowie i Tarnowie, w innym transporcie 1477 więźniów z tych samych miejsc. Nadano im numery w przedziałach 32 089–32603 oraz 55039–96515<a href="#_ftn33" name="_ftnref33">[33]</a>. Pośród nich byli Romowie z Nowego Sącza i okolic. Drugi – tragiczny wniosek – dotyczy faktu, że Romowie w piekle kompleksu Auschwitz przetrwali zaledwie 2 do 4 tygodni. Większość z nich została zamordowana w lutym bądź w marcu 1943 r., o czym świadczą podane poniżej dane dotyczące poszczególnych Ofiar.</p>
<p>Romowie z Nowego Sącza trafiali do obozu przed utworzeniem <em>Zigeunerlager</em>, czyli przed 26 lutego 1943 r. Poniższa analiza wskazuje, że większość z nich nie żyła już w momencie utworzenia obozu cygańskiego. Warto tutaj dodać, że nie są to wszyscy Romowie, którzy trafili do Auschwitz, a jedynie wybrane przykłady. Ciężko odtworzyć całościową listę, bowiem w wielu przypadkach kwestionariusze nie poruszały tematu narodowości, jedynie przynależność państwową. Wiemy, że deportacje takie trwały od lipca 1941 r.<a href="#_ftn34" name="_ftnref34">[34]</a> Zdaniem badaczy najniższa liczba – niemal pewna – wywiezionych wówczas tutaj Romów to 370 osób, ale możemy być pewni, że jest ona zaniżona ze względu na niepełne dane. Wielu z umieszczonych w lagrze pochodziło z Sądecczyzny<a href="#_ftn35" name="_ftnref35">[35]</a>.</p>
<p>Niewiele zachowało się wspomnień z aresztowań Romów. Weronika Mirga z domu Ciureja była rodem z Chełmca, ale wraz z krewnymi przeniosła się do Szczawnicy. <em>Najpierw Żydów wymęczyli, a potem za Cyganów się zabrali – </em>wspominała<em>.</em> Wiedzieli o zbrodniach w Krościenku nad Dunajcem, o wysiedleniach Żydów, ale nie przypuszczali, że oni będą następni. Z biegiem czasu Niemcy coraz częściej do nich przychodzili, brali ludzi do kopania okopów – jak im tłumaczyli – a w rzeczywistości zabierali ich na egzekucje. Jej ojciec Tomasz Ciureja, znany kowal, został zabrany do obozu w Auschwitz zimą. Przed aresztowaniem wyciągnął siekierę i ranił ostrzem Niemca tak, że siekiera została w ramieniu. <em>Skuli go i zabrali. I  już my go więcej nie widzieli. </em>Zabrali jeszcze jednego, dalszego krewnego – Ondycza. Miał zaledwie 27–28 lat. Zatrzymali go tylko dlatego, że zaczął bronić ojca<a href="#_ftn36" name="_ftnref36">[36]</a>.</p>
<p>W obozie zginęło kilka rodzin romskich z regionu, o których informacje znajdujemy w spisie więźniów KL Auschiwtz. Możemy śledzić te spisy, analizując poszczególne wioski i miasta. W 1943 r. w obozie zginęła rodzina Bladyczów z Powroźnika: Asafat (ur. 1910) i wywodząca się z Ondyczów Aleksandra (ur. 1911), która przeniosła się do Wojkowej. Obydwoje zginęli na początku 1943 r. Byli grekokatolikami. Warto odnotować, że Romowie, którzy żyli na Łemkowszczyźnie wyznawali głównie tę religię. Nie wiemy, co stało się z robotnikiem Janem Bladyczem z Powroźnika (ur. 1922 r.). Do obozu dotarł w styczniu 1943 r. po pobycie w więzieniach w Tarnowie i Krakowie. Wytatuowano mu numer obozowy (95224)<a href="#_ftn37" name="_ftnref37">[37]</a>. W 1943 r. zginęła Julia Czerwieniak (lat 50) z Powroźnika i pochodzący z okolic Jan Czerwieniak. Wszyscy przybyli do obozu transportem 28 stycznia 1943 r.<a href="#_ftn38" name="_ftnref38">[38]</a> Z tej wsi wymordowano także członków rodziny Czerwonobroda. Semen miał 17 lat; przetrwał w obozie do marca 1943 r. Podobnie Filip (ur. 1904 r.). Jego żona Waleria Czerwonobroda pochodziła z Rytra, z rodziny Ondycz (ur. 1917 r.); zabito ją w lutym 1943 r. Wiemy, że zagładę przeżył kowal Jan Czerwonobroda (ur. 1911 r.). Zatrzymano go bez zarzutów i w styczniu – przez Tarnów i Kraków – wywieziono do KL Auschwitz. Nadano mu numer 95241. Został przeniesiony do obozu Flossenburg, gdzie doczekał wyzwolenia<a href="#_ftn39" name="_ftnref39">[39]</a>. W KL Auschwitz zginęli też inni Romowie z Powroźnika: Klara Ondycz z domu Czarna (ur. 1900 r. w Rytrze), Jurko Ondycz (ur. 1909 r. w Szczawniku)<a href="#_ftn40" name="_ftnref40">[40]</a>. Zabito też Annę Siwak – miała 15 lat<a href="#_ftn41" name="_ftnref41">[41]</a>.</p>
<p>W Tyliczu mieszkał Jacek Czerwonobroda (ur. 1923 r. w Krynicy). Zabito go w marcu 1943 r. w Auschwitz<a href="#_ftn42" name="_ftnref42">[42]</a>. W tym czasie zamordowano też Antoniego Mirgę z Tylicza – miał 23 lata<a href="#_ftn43" name="_ftnref43">[43]</a>. Taki sam los spotkał Teodora Siwaka, rodowitego mieszkańca wsi (ur. 1899 r.)<a href="#_ftn44" name="_ftnref44">[44]</a>.</p>
<p>Wśród zabitych pochodzących z Wojkowej byli wspomniana Aleksandra Bladycz i jej mąż, przedwojenny kowal Cyprian (ur. 1902 r.). W obozie zginęła także ich 16-letnia córka – Marysia, która w Auschiwtz była od 28 stycznia 1943 r. Otrzymała numer obozowy (32503), została zamordowana na początku lutego<a href="#_ftn45" name="_ftnref45">[45]</a>. Zabito tam też Tymko Ondycza (ur. 1909 r. w Krynicy) z tej samej wsi<a href="#_ftn46" name="_ftnref46">[46]</a>.</p>
<p>W Auschwitz zginęli też Romowie z Berestu: Helena Bladycz urodziła się w 1913 r., w Ropicy koło Gorlic, w rodzinie Siwaków. Zginęła w 1943 r., ale jej mąż Ludwik najprawdopodobniej nie trafił do obozu. W Auschwitz w tym samym czasie zginęli inni Romowie z Berestu – Mikołaj Bladycz (ur. 1916 r. w Krynicy) i robotnik Piotr Bladycz (ur. 1924 r.). Ich rodziny – przynajmniej Piotra – nie trafiły do obozu (rodzice Jurko i Teodozja)<a href="#_ftn47" name="_ftnref47">[47]</a>. Była to znana rodzina kowali – jedyna, która mieszkała w Bereście. Głową rodziny był wspomniany Jurko Bladycz, ale jego los jest nieustalony. Wykonywał pługi i sprzęt, nie zajmował się podkuwaniem koni. Został zapamiętany jako bardzo uczciwy i, jak wspominano: <em>za robotę wziął co mu tam kto dał.</em> Tamtejsi Romowie byli bardzo weseli, często grali ludziom. Oprócz własnych dzieci Jurko przygarnął i wychował dzieci romskie z Kamiannej – łącznie było ich 16. Szczególnie wiele sierot przybyło do jego domu po wysiedleniach do KL Auschwitz Romów z tamtej wsi. Bieda u nich w domu była wówczas straszna: <em>Chodziła więc cyganka po domach, bo gospodarstwa nie mieli. Zawsze się jej coś tam dało – </em>wspominano. Po wojnie ktoś zabrał dzieci do Kamiannej<a href="#_ftn48" name="_ftnref48">[48]</a>. W obozie zabito też innych Romów z Berestu, m.in. 23-letnią Marię Siwak, rodem z Łabowca. Z Polan, pobliskiej wsi, pochodził Teodor Siwak – rocznik 1892<a href="#_ftn49" name="_ftnref49">[49]</a>.</p>
<p>Pośród Ofiar Auschwitz z Mochnaczki należy odnotować Pawła Siwaka (ur. 1908 r.), który zostawił po sobie rodzinę<a href="#_ftn50" name="_ftnref50">[50]</a>. W opinii W. Garbery we wsi tej Cyganie nie mieli w czasie wojny źle, Niemcy ich nie prześladowali tak, jak w innych miejscach. Po innych wioskach często zdarzały się pobicia. Przytacza jednak historię związaną z Łemko, Danielem Sucheniakiem: <em>Miał dwóch synów: jeden żonaty, drugi kawaler. Hulaki byli. Wypić by wypili, ale nie było za co. Gospodarstwo mieli duże. Któregoś razu do młócenia Cyganów wynajęli. I rzekomo Cyganie ich okradli. Przyjechała ukraińska policja, zabrali Cyganów, pobili… Oni tak krzyczeli, że się pół Tylicza zeszło. To było na rynku </em>[…]<em> Ludzie zaczęli prosić, żeby Cyganom dali spokój, bo oni są niewinni.</em> Okazało się, że to synowie gospodarza zabrali pieniądze, nie oni<a href="#_ftn51" name="_ftnref51">[51]</a>. Smutny los Romów z tej okolicy dopełnił się w czasie Akcji „Wisła”. W 1947 r. przesiedlono wspomnianego Jurko Bladycza z Berestu – razem z nim wyjechała żona i ośmioro dzieci<a href="#_ftn52" name="_ftnref52">[52]</a>.</p>
<p>Krwawa historia zagłady Romów nie ominęła Krynicy. Być może wspomniany wyżej Mikołaj był synem zamordowanej w Auschwitz Marii Bladycz z domu Siwak, mieszkanki Krynicy (ur. 1885 r.). Została ona zabita w 1943 r.<a href="#_ftn53" name="_ftnref53">[53]</a> Z Krynicy pochodził też Cyprian Ondycz (ur. 1902 r. w Wierchomli) – zginął, zostawiając po sobie żonę Martę<a href="#_ftn54" name="_ftnref54">[54]</a>. Zabito też sporo Siwaków – m.in. dwóch Michałów. Jeden miał 26 lat, a drugi, starszy, urodził się w 1914 r. i jego los jest nieznany. Zginęli też: Siwak Petro (ur. 1923 r.); Piotr (ur. 1927 r.); 40-letnia Tekla; Zuzanna z domu Czerwieniak (ur. 1910 w Krynicy)<a href="#_ftn55" name="_ftnref55">[55]</a>.</p>
<p>Zagłada spotkała też rodzinę Bladyczów z Kamiannej. W Auschwitz zginęli tam początkiem 1943 r. Julia z domu Czerweniak (ur. 1903 r.) i Teodor (ur. 1893 r.). Ten ostatni zostawił po sobie być może rodziców (Karolina i Danko), których nie ma w spisie ofiar obozu. Z całą pewnością w Auschwitz śmierć spotkała jego żonę Teodorę z domu Czerwieniak (ur. 1890 r. w Żegiestowie) – została zabita dzień przed mężem. W obozie zginęła tego samego dnia co Teodora (11 luty 1943 r.) i pochodząca z Łabowca Melania Bladycz (ur. 1915 r.) – wydaje się, że niezwiązana blisko rodzinnie z powyższymi osobami<a href="#_ftn56" name="_ftnref56">[56]</a>.</p>
<p>Wiele innych łemkowskich wsi zostało objętych wówczas aresztowaniami, a w konsekwencji wysyłką Romów do KL Auschwitz. Z Łabowej pochodzili także zamordowani w lutym Berta Czerweniak (ur. 1879 r.) i jej mąż Nikita (ur. 1886 r. w Uhryniu)<a href="#_ftn57" name="_ftnref57">[57]</a>. Z Żegiestowa wywieziono i zamordowano w obozie Annę Czerwieniak (ur. 1889 r. w Kamiannej)<a href="#_ftn58" name="_ftnref58">[58]</a>. W Łabowcu mieszkał i urodził się Leszek Ondycz (1897 r.) – zabity w 1943 r. w Auschwitz<a href="#_ftn59" name="_ftnref59">[59]</a>. Sporo zginęło Ondyczów z Kotowa. Pośród nich są Fenna Ondycz z domu Siwak (ur. 1887 r. w Czyrnej) i jej mąż Józef Ondycz rodem z Łabowca (ur. 1904 r.)<a href="#_ftn60" name="_ftnref60">[60]</a>. Ze Złockiego pochodził Ludwik Czerwieniak, który był muzykiem. Został zabity w obozie w 1943 r. Miał 21 lat<a href="#_ftn61" name="_ftnref61">[61]</a>.  Zginęła też Marta Ondycz (ur. 1885 r. w Łabowcu)<a href="#_ftn62" name="_ftnref62">[62]</a>.</p>
<p>We Florynce starsi mieszkańcy pamiętali wysiedlenia Romów. Jeden z nich miał kuźnię, drugi posiadał gospodarstwo. Obydwaj zostali zabrani do Auschwitz tuż po wysiedleniu ze wsi Żydów<a href="#_ftn63" name="_ftnref63">[63]</a>. W spisach ofiar tego obozu znajdujemy Marię Czerwieniak (ur. 1907 r.) z domu Bartoch, która mieszkała we Florynce. Zabito ją w obozie w lutym 1943 r. Zostawiła po sobie męża Dymitra<a href="#_ftn64" name="_ftnref64">[64]</a>.</p>
<p>Spośród Romów z Wierchomli za obozowymi drutami zginął Józef Czerwieniak (ur. 1912 r.) zabity w lutym 1943 r. W kwietniu tegoż roku zamordowano pochodzącą z tej wsi Katarzynę Czerwieniak (ur. 1914 r.) – prawdopodobnie obydwoje przybyli do obozu 28 stycznia 1943 r. W marcu śmierć z rąk nazistowskich oprawców spotkała Wasyla Czerwieniaka (ur. 1904 r. w Słotwinach). Jego żona Maria (ur. 1898 r.) została zamordowana w lutym. Ciekawa jest historia Asafana Czerwieniaka z Wierchomli: Jak większość Romów do obozu dotarł 28 stycznia 1943 r. – wcześniej przebywał w Tarnowie i Krakowie. Musiał czymś zawinić, bowiem 16 lutego został skierowany do karnego bloku nr 11. Być może próbował ucieczki. Rozstrzelano go prawdopodobnie 19 lutego<a href="#_ftn65" name="_ftnref65">[65]</a>.</p>
<p>Z Jazowska pochodził, choć mieszkał w Szczawnicy, Mateusz Ciureja. W 1943 r. został zabity w Auschwitz<a href="#_ftn66" name="_ftnref66">[66]</a>. Z Naszacowic pochodził zamordowany Stanisław Mirga (ur. 1907 r.) – zostawił żonę Hannę<a href="#_ftn67" name="_ftnref67">[67]</a>.</p>
<p>W Auschwitz zginęło kilkanaście osób z Grybowa. Być może w czasie II wojny światowej wszyscy oni byli uwięzieni w tamtejszym getcie. Wspominali o tym świadkowie, a pamięć o tej historii jest żywa. Romów miano ulokować w okolicy ul. Anielewicza<a href="#_ftn68" name="_ftnref68">[68]</a>. Pośród nich zamordowany został kowal Tomasz Ondycz (ur. 1875 r. w Kotowie<a href="#_ftn69" name="_ftnref69">[69]</a>). W lutym i marcu 1943 r. zginęło bardzo dużo Siwaków, a pośród nich Aleksander (ur. 1909 r. w Białej Niżnej) z żoną Femią (ur. 1919 r. w Brunarach). Zabito też Filipa Siwaka (rodem z Mochnaczki); 30-latek zostawił żonę. Podobnie Iwan Siwak (ur. 1921 r. w Ujac). Pośród ofiar znajdujemy także innych grybowian: Karolinę Siwak (50 lat, rodem z Niedźwiedzia); Klarę Siwak (ur. 1887 r. w Łosiach); 18-letniego Kuźmę Siwaka rodem z Florynki; 40-letniego rodowitego grybowianina Makara Siwaka; Marka Siwaka (ur. 1905 r.) – zostawił żonę Natalię – oraz Władysława Siwaka (ur. 1921 r. w Bereście) – zostawił żonę Paraskę<a href="#_ftn70" name="_ftnref70">[70]</a>.</p>
<p>Pośród opracowań historycznych znajdujemy skromną relację o wysiedlaniu Romów z Łącka: <em>Matkę i ojca Niemcy zabili. Adam i Rozalia im było. Niemcy przyjechali i ojców do Oświęcimia zabrali. Dużo ich zabrały. Z Łącka wszystkich zabrali</em><a href="#_ftn71" name="_ftnref71">[71]</a><em>. </em>Wiemy, że w obozie zginęła Katarzyna Mirga z domu Szczerbionka – miała 50 lat<a href="#_ftn72" name="_ftnref72">[72]</a>. Podobnie Franciszek Bońcio (ur. 1929 r. w Łącku, ale zamieszkały w Zabrzeży). W obozie był niecałe trzy miesiące, bowiem 6 marca 1943 r. został zamordowany<a href="#_ftn73" name="_ftnref73">[73]</a>. Z Zabrzeży wywieziono też Adama Mirgę (ur. 1911 r. w Maniowach). Być może jego żoną była zabita również w 1943 r. Rozalia Mirga (ur. 1910 r. w Starym Sączu). Ginie też Bronisława Mirga – 15 lat, rodem ze Starego Sącza, córka Rozalii. Wszyscy doczekali późnej zimy w obozie. Ponadto spośród Romów z Zabrzeży zabito w lutym też Józefa Mirgę (ur. 1905 r. w Nowym Targu), Stanisława (ur. 1913 r. w Ochotnicy) i 17-letnią Karolinę Mirgę. Ciężko wykazać jednak ich pokrewieństwo z pozostałymi. Katarzyna Mirga urodziła się w Nowym Sączu w 1910 r. Zostawiła po sobie męża Adama i zapewne też dzieci. Zamordowano ją 13 lutego 1943 r.<a href="#_ftn74" name="_ftnref74">[74]</a>. Z Zabrzeży wywieziono też zamordowanych Szczerbów (wszyscy rodem z Łącka): Antoni został zabity w 1944 r., 20-letnia Franciszka i 19-letnia Stefania w 1943 r. <a href="#_ftn75" name="_ftnref75">[75]</a></p>
<p>Zagłada w obozie Auschwitz nie ominęła też Romów ze Starego Sącza. Anna Ciureja, jak większość Romów z naszej okolicy, przybyła do obozu 28 stycznia 1943 r. Zginęła 6 lub 12 lutego. Miała 60 lat. W tym czasie zamordowano też Bronisławę Ciureję z domu Bońcio, rodem z Gołkowic (ur. 1914 r.), umarła 12 lutego. Być może zostawiła po sobie męża Józefa, którego nie ma w spisie ofiar. Zginął też brat Józefy, Władysław – miał 17 lat, w obozie przeżył do 3 marca 1943 r. – oraz kowal Paweł Ciureja (ur. 1883 r. w Szczawnicy), który zostawił po sobie żonę Marię<a href="#_ftn76" name="_ftnref76">[76]</a>. Stefania Mirga miała 22 lata, kiedy ją zabito; pochodziła z Podegrodzia, gdzie zostawiła rodzinę. Miała męża Jana. Waleria Mirga urodziła się w 1912 r. w Łukowicy, mieszkała w Starym Sączu. W lutym 1943 r. zabito ją w Auschwitz<a href="#_ftn77" name="_ftnref77">[77]</a>. Zginęła też wdowa Franciszka Szczerba (ur. 1901 r. w Moszczenicy) z domu Ciureja. Przed wojną mieszkała na Piaskach<a href="#_ftn78" name="_ftnref78">[78]</a>.</p>
<p>Nazwisko Ciureja było popularne również pod Starym Sączem. Pośród ofiar Auschwitz znajdujemy Romów z tej rodziny z Długołęki. Zginęła tam Gelefija (ur. 1919 r. w Zbyszycach) – wysłana do obozu 28 stycznia, a zamordowana już 14 lutego 1943 r. Tym samym transportem – przez więzienia w Tarnowie i Krakowie – do „fabryki śmierci” posłano Kunegundę Ciureję. Zabita została 20 marca, miała zaledwie 22 lata. Szczepan Ciureja pochodził z Podegrodzia (ur. 1913 r.), został zamordowany w marcu 1943 r.<a href="#_ftn79" name="_ftnref79">[79]</a> Zabito też 25-letniego Bronka Mirgę, mieszkańca Długołęki<a href="#_ftn80" name="_ftnref80">[80]</a>.</p>
<p>Wielu Mirgów z Mostek pod Starym Sączem zginęło za drutami KL Auschwitz. Agnieszka z domu Ciureja (ur. 1906 r. w Szczawnicy) została tam wysłana na śmierć z mężem Antonim (ur. 1905 r.). On zabity został w marcu, ona w lutym. W marcu giną też ich synowie, Antoni – miał 13 lat – i Eugeniusz – 17 lat. Śmierć poniósł także inny mieszkaniec Mostków – Ludwik Mirga (ur. 1926 r.)<a href="#_ftn81" name="_ftnref81">[81]</a>.</p>
<p>Z pobliskich Popowic wywieziono Genisławę Ciureję z domu Szczerba. Zabito ją 12 lutego 1943 r; miała 19 lat. Wcześniej – bo w lutym 1941 r. – do obozu posłano Józefa Ciureję z Popowic (ur. 1919 r. w Starym Sączu). W obozie przetrwał ponad rok – zamordowano go w marcu 1942 r.<a href="#_ftn82" name="_ftnref82">[82]</a></p>
<p>Wojna zebrała krwawe żniwo również w Rytrze. Wieś od lat była znaną osadą cygańską, zaś Romowie mieszkali w miejscu dojazdu do Piwnicznej, przy tzw. cygańskim potoku. Było ich tam 50, najbardziej znani byli Ondyczowie – Stanisław i Władysław – którzy słynęli jako muzycy<a href="#_ftn83" name="_ftnref83">[83]</a>. Warto także wspomnieć o żywej wśród Cyganów historii, jakoby osada miała powstać przy pomocy właściciela majątku, hrabiego Adama Stadnickiego: jak niesie cygańska wieść, hrabiego miał łączyć romans z jedną z tamtejszych młodych cyganek, toteż nie szczędził ofiarności dla jej miejsca zamieszkania<a href="#_ftn84" name="_ftnref84">[84]</a>.</p>
<p>W okresie wojny było tam 12 cygańskich domów. Z relacji Ondycza można wnioskować, że po przyjściu Niemców stworzono tam rodzaj getta: <em>Przyszli Niemcy, z drogi kazali usunąć mieszkanie, tak, że tatuś rozburzył mieszkanie i tak w górze, koło potoku trzeba było się osiedlić. Jak tatusia wzięli, gdzieś miałam 9 lat, jakiś 1941 rok. Nie wrócił już. Jak było małżeństwo, to ich tak razem wzięli, tak jak stali na drodze. A nas dzieci zegnali do jednego domu. Tam nas wpędzili. Krzyków tyle było, że aż strach. A starszych zbierali na tej drodze. Taki szereg był. Wzięli ich do pociągu. Które było małżeństwo, to się za ręce trzymali, a kto był sam, to swobodnie szedł. I pojechali do Piwnicznej. Tam ich trzymali w takim domu kilka dni. Potem jechali pociągiem jak bydło. Myśmy szli i patrzyli, czy tatuś wróci. A mama się uratowała. Na łóżku siedziała. Pełno dzieci koło niej. Krzyku, płaczu. Wchodzi wojskowy, żeby zamknąć drzwi i mówi: „Tam już starszych nie ma”. Tak ich zaślepiło</em><a href="#_ftn85" name="_ftnref85">[85]</a>.</p>
<p>W obozie zginęło sporo osób z Rytra o nazwisku Ciureja: Anna (ur. 1888 r. w Wojkowej) została zamordowana 11 lutego 1943 r. Z kolei 20 lutego zginął Jakub Ciureja (ur. 1885 w Ochotnicy), Rom z Rytra. 14 lutego zamordowano Karolinę Ciureję – miała 16 lat. Jej matka, Katarzyna, być może przeżyła<a href="#_ftn86" name="_ftnref86">[86]</a>. Zginęła też rodzina Goga. Na przełomie lutego i marca zabito rodzeństwo: Rozalię (ur. 1915 r.) i Franciszka (ur. 1925 r.). Ten ostatni zdążył przed wywózką przenieść się do Starego Sącza. Zginął Antoni Goga (ur. 1907 r.) – została po nim żona Elżbieta. 15 lat w momencie śmierci miał Józef Goga, wysłany do Auschwitz, jak większość Romów, pod koniec stycznia, a zabity początkiem marca<a href="#_ftn87" name="_ftnref87">[87]</a>. Do obozu trafiła też Anna Ondycz, która miała 19 lat. Została przewieziona z więzienia w Krakowie 28 stycznia 1943 r. Nadano jej numer 32468. Trafiła do Dachau, potem do Ravensbrück – przeżyła gehennę obozów<a href="#_ftn88" name="_ftnref88">[88]</a>. Zginął za to Józef Ondycz (ur. 1876 r.)<a href="#_ftn89" name="_ftnref89">[89]</a>.</p>
<p>Jeden z potomków rodziny Goga udzielił Annie Lubeckiej wywiadu, w którym opisał wysiedlenie. Możemy jedynie przypuszczać, że podobne schematy panowały w innych miejscach Sądecczyzny: <em>Z Rytra wszystkich do Oświęcimia zabrali. Pani, to było straszne. Wszystkich wypędzili z domów, z mostku do rzeki wrzucali, strzelali, jak kto uciekał. W nocy z Piwnicznej transportem do Oświęcimia zabrali, tak w latach 40., 1940, może. Matka między dzieci się schowała. Spędzili ich do jednego pokoju. Było 18 dzieci, także dzieci córek. Nie zauważyli jej i tak została. Wojna to makabra. Domy kazali rozbierać. Mój ojciec na jednej ręce mnie nosi, a w drugiej belki z domu. W zimie na słomie my spali. Na tyfus my chorowali. Było zagrodzone, że nie wolno na osadę chodzić. Głód był straszny. Przemarznięte ziemniaki my zbierali i na placki tarli. Mama wszystko porozdawała za chleb, za ziemniaki. Miech kowalski, narzędzia ojca. Potem nas wzięli do domu dziecka. To był rok 45/46, jak wróciłem, to się musiałem romskiego uczyć. Jak Rosjanie przyszli, Cyganie grali, a Rosjanie gwałcili Cyganki. Zabijali</em><a href="#_ftn90" name="_ftnref90">[90]</a>. Po wywózce ludzie szukali Romów. Wspomina Ondycz: <em>Pytali o tatusia, bo tatuś był szewcem, kowalem, domy stawiał, piece, futryny. Wszystko umiał. Ludziom pomagał. Wyprawiał skóry. Oficerki robił, co Pani chciała</em><a href="#_ftn91" name="_ftnref91">[91]</a>.</p>
<p>Rzeczywiście Polacy żyli z ryterskimi Romami w zgodzie. Barbara Godfreyow pisała: <em>Kiedyś Krysia nie wytrzymała i po cichu mi szepnęła, że Niemcy ostatnio wywieźli Cyganów z Rytra, i że nie ma już obozu za rzeką. Zaschło mi w gardle. Pomyślałam o tym, że za rzeką będzie pusto i cicho. Ani jednego ogniska, ani jednej czerwonej spódnicy. Powiedziałam wtedy do Krysi, że dobrze, że mama kupiła od nich dwie patelnie, i że nigdy już nie pójdę nad rzekę. Pamiętam też, że zapytałam o to, gdzie będziemy teraz słuchać muzyki. </em>Niemcy zostawili tylko sieroty (26 osób) z dwiema starszymi Romkami do opieki. Ludzie o tym wiedzieli i starali się pomagać im, jak mogli: <em>Wtedy wyjaśniło się, dlaczego ojciec chodził wieczorami do rzeźni. Pracował tam dozorca, który kiedyś ożenił się z Cyganką. Ojciec przychodził do rzeźni, jak tylko dostawał od niego informację, że krowa może poronić. Dużo krów było cielnych i stąd było dużo poronień. Ojciec wszystko spisywał na Niemców, a dozorca w nocy zakopywał mięso w płytkich dołach nad rzeką. Później przychodziły po nie dzieci cygańskie i zabierały je w płachtach. Później dowiedziałam się, że Cyganie pomieszkali trochę w Rytrze, a potem zostali wywiezieni do Oświęcimia. </em>Co ciekawe, po wojnie Romowie postanowili znaleźć pana weterynarza Władysława Godfreyow i mu podziękować. Część z dzieci przeżyła dzięki niemu okupację niemiecką<a href="#_ftn92" name="_ftnref92">[92]</a>.</p>
<p>Zagłada spotkała też Romów z Kobylego-Gródka. Zginęła Ewa Ciureja, urodzona w Rożnowie w 1914 r. Zanim ją zabito, była w więzieniach w Krakowie i Tarnowie. W obozie przebywała od końca stycznia do śmierci 13 lutego 1943 r. Zamordowano też Stefanię Ciureja z domu Szczerba (ur. 1915 r. w Przyszowej), zostawiła po sobie męża, Adama. Przebyła niemal identyczną drogę co Ewa (być może obie były dalszą rodziną). 28 stycznia wysłano je do KL Auschwitz. Stefania zginęła 14 lutego 1943 r.<a href="#_ftn93" name="_ftnref93">[93]</a> Z historią Romów z Kobylego-Gródka związana jest postać Ludwiki Ondycz, którą przedstawiam poniżej.</p>
<p>Z pobliskich Siedlec pochodził Władysław Ciureja, urodzony w 1915 r. Mieszkał w Korzennej – wygląda na to, że jego rodzice, Józef i Maria, przeżyli wojnę, podobnie jak żona, Kunegunda. On sam zginął w Auschwitz 10 września 1942 r.<a href="#_ftn94" name="_ftnref94">[94]</a> Z Wielogłów wywieziono zaledwie 13-letnią Kunegundę Ciureję. Do obozu przybyła 28 stycznia 1943 r.; 14 lutego już nie żyła<a href="#_ftn95" name="_ftnref95">[95]</a>. Z Tęgoborzy pochodził urodzony w Nowym Sączu Franciszek Ondycz (rocznik 1894) – zostawił żonę, Ludwikę<a href="#_ftn96" name="_ftnref96">[96]</a>.</p>
<p>Stosunkowo niewiele wiemy o nowosądeckich Romach i okolicznościach wysłania ich do obozu KL Auschwitz. Pośród list ofiar znajdujemy też romskich mieszkańców Nowego Sącza. Kunegunda Ciureja z domu Mirga urodziła się w 1893 r. i mieszkała w Sączu oraz w Klimkówce. Była już wdową. Jak większość Romów, wysłana do obozu 28 stycznia z więzienia w Krakowie, została zabita 13 lutego 1943 r. Tak samo życie między Sączem a Klimkówką dzieliła Maria Ciureja (ur. 1893 r. w Nowym Sączu), również była wdową – spotkał ją taki sam los co Kunegundę<a href="#_ftn97" name="_ftnref97">[97]</a>. Wiemy, że niemal do końca w obozie cygańskim przebywała Maria Merstein – nowosądeczanka urodzona w 1936 r. W 1944 r. miała zatem 8 lat. Zaklasyfikowano ją jako „bezpaństwowca”. Nie wiemy, czy Maria przetrwała likwidację obozu czy przeniesiono ją do innego<a href="#_ftn98" name="_ftnref98">[98]</a>. W lutym 1943 r. zginął Franciszek Ondycz, urodzony w 1892 r. w Gołąbkowicach, ale mieszkający w Sączu<a href="#_ftn99" name="_ftnref99">[99]</a>.</p>
<p>Co ciekawe, podobnie jak w Grybowie czy Limanowej, Romowie byli uwięzieni w sądeckim getcie. Nie jesteśmy w stanie określić ich liczby, ale znamy ich relacje. Do likwidacji getta w Nowym Sączu (sierpień 1942 r.) przebywał w nim Kazimierz Horwat, wcześniej więziony w Limanowej<a href="#_ftn100" name="_ftnref100">[100]</a>. Został schwytany pod Nowym Sączem w 1941 r. i trafił do getta: <em>Po kilkudniowym pobycie w miejscowym areszcie przy posterunku niemieckiej żandarmerii zostałem skierowany do obozu pracy w Nowym Sączu, a potem do getta. Część osób osadzonych w getto ratowała się ucieczką, natomiast moje ciotki – Genowefa, Bronisława i Weronika Horwat oraz wuj Władysława Horwat przetransportowani zostali prawdopodobnie do obozu w Oświęcimiu lub Bełżcu, skąd już nie wrócili</em>. Wygląda na to, że jego aresztowanie wpisywało się w dużo szerszą akcję, a sam Horwat miał sporo szczęścia. Jego dalsza historia jest bardzo ciekawa: <em>Mieszkaliśmy w kamienicach oraz drewnianych barakach w okropnych warunkach. Ludzie chorowali. Na tyfus zmarł mój najmłodszy, urodzony w czasie wojny, brat – Dżony (Johny). Pamiętam, że dowożeni byliśmy do pracy w Rożnowie, gdzie kopaliśmy okopy. W trakcie pracy, w pewien pochmurny i deszczowy dzień, wykorzystaliśmy nieuwagę Niemca – wartownika i zbiegliśmy we trójkę. Co prawda wartownik ocknął się i oddał za nami kilka strzałów, a jedna z kul trafiła mnie w prawą nogę, to jednak przy pomocy moich przyjaciół szczęśliwie udało się nam ujść pogoni. Rozdzieliliśmy się. Samotnie ukrywałem się po lasach i w niewielkich wsiach, pracując przy pracach polowych i w obejściach domowych różnych chłopów. Przeżyłem wojnę, ale gdy wchodziły wojska radzieckie, uciekłem na Słowację, do mojego wujka, który był kowalem. Mieszkał niedaleko granicy z Polską<a href="#_ftn101" name="_ftnref101"><strong>[101]</strong></a></em>.</p>
<p>Podobnie w sądeckim getcie przebywała Anna Ciulija, rodem z Zabrzeży – po wojnie zamieszkała w Jaśle<a href="#_ftn102" name="_ftnref102">[102]</a>. Ciekawa jest historia Anny Czerwonobrody. Urodziła się w 1935 r. w Powroźniku. Razem z rodziną została aresztowana w Grybowie, a potem osadzona w getcie w Nowym Sączu. Przebywała tam kilka miesięcy, ale udało jej się uciec. Było to możliwe dzięki pomocy rodziny Ondyczów. Kolejne lata okupacji niemieckiej spędziła, ukrywając się w okolicznych lasach. Po wojnie przeniosła się na Ziemie Odzyskane, do Wrocławia<a href="#_ftn103" name="_ftnref103">[103]</a>. Co ciekawe, żadne żydowskie relacje nie wskazują na obecność Romów w getcie.</p>
<p>Pozostała relacja o pobycie w limanowskim getcie Teresy Rogulskiej. Jako 5-letnie dziecko trafiła do tej żydowskiej dzielnicy: <em>W czerwcu 1942 roku zostałam aresztowana z rodziną w Mszanie Dolnej, a następnie osadzono nas w getcie w Limanowej. Rodziców przewieziono do obozu do Oświęcimia i tam zginęli. W getcie panował straszny głód. W pomieszczeniach, w których przebywałam było bardzo dużo dzieci. Na jednym posłaniu spaliśmy po czworo. Brakowało odzieży. Dożywiałam się zbieranymi ze śmietnika łupinami z ziemniaków. Chodziliśmy boso – na skutek przeziębień zachorowałam na gruźlicę. Odratowano mnie, ale jeszcze po wojnie leczyłam się w szpitalu w Jaroszowcu na płuca</em><a href="#_ftn104" name="_ftnref104">[104]</a>. Potem musiała także leczyć się z depresji. W zamkniętej dzielnicy przebywała z rodziną, nawet z romskimi niemowlętami. Jej siostra niestety zachorowała i nie przeżyła pobytu na terenie limanowskiego getta.</p>
<p>Zachowała się także ciekawa relacja z wywózki Romów do obozu. Było to w lipcu 1942 r. Świadek pisał, co widział w Nowym Sączu: <em>Na calusieńkim przeciwległym tzw. „plażowym” brzegu siedzieli, chodzili, stali lub leżeli tylko i wyłącznie Cyganie, a ława, którą mieliśmy przejść na drugą stronę, była wręcz oblepiona ich dziećmi. Przy wąskiej drodze, która biegła wzdłuż rzeki, stało też wiele wozów, a nawet koni, które już na polankach wśród krzewów nie mogły się zmieścić<a href="#_ftn105" name="_ftnref105"><strong>[105]</strong></a>. </em>Romowie nie mogli przejść na drugą stronę. Tymczasem do świadka, pani Barbary Świdzińskiej, podbiegły dzieci. Poprosiły o jedzenie, na co matka Pani Świdzińskiej dała im kilka rzeczy i poleciła wracać do swoich, aby nikt im nie zrobił krzywdy. Z relacji jej ciotki wynika, że koncentracja Romów w tym miejscu trwała od wiosny 1942 r. Wielu z nich już tam umarło z głodu. Aby przetrwać, przechodzili na drugi brzeg rzeki, żeby żebrać, zakradali się po żywność do ogrodów. Pani Barbara wspominała, że kiedy poszła innym razem na plażę, stanęła przed nią naga dziewczynka. Dzieci na plaży generalnie były albo ubrane w łachmany, albo nagie. Cyganka <em>opalona na brąz, z bardzo długimi, czarnymi włosami, które nawet zakrywały prawie całą jej buzię wyciągając ręce, szepnęła: „Daj coś jeść”. A ja jej na to, trzęsąc się ze strachu, odpowiedziałam też szeptem: „Ale ja nic nie mam, nic!”. A ona: „To przynieś jutro cukierka, też tutaj, ja tutaj przyjdę, jestem Raisa, a ty?” „Basia” szepnęłam, a ona weszła w krzaki i zniknęła</em><a href="#_ftn106" name="_ftnref106">[106]</a>.</p>
<p>Zasadniczy problem polegał na tym, że Basia również nie miała cukierków w domu. Istniał u nich w domu „cukrowy dzień”, kiedy od matki dostawali po kostce cukru. Dziewczynka postanowiła przechować ten rarytas dla swojej romskiej koleżanki. Aby ją w ukryciu przed matką „przemycić” na plażę, musiała ubrać sukienkę z kieszonką, mimo iż była na nią za krótka. <em>Jeszcze dosyć daleko od rzeki zatrzymał nas nagle przykry swąd i unoszące się jakby znad wody cienkie smugi dymu. Mama od razu chciała się cofnąć, ale Kaziu </em>[brat – red.] <em>tłumaczył, że trzeba najpierw zobaczyć, co się spaliło, może czyjś dom? Poszliśmy więc wolno i ostrożnie naprzód, rozglądając się dookoła, aż doszliśmy na tyle blisko, aby na przeciwległym brzegu zobaczyć całkiem pustą plażę, nie licząc chudego kundla, który biegał tam i z powrotem z żałosnym skowytem. Unoszące się znad krzewów, gdzie stały tabory i konie, cienkie już smugi dymu, gryzły w oczy, a cała plaża była usłana jakimiś szmatami i tobołkami, garnkami i fragmentami różnych przedmiotów i chyba nawet ludzkich ciał… Nie wiem dobrze, bo mamusia natychmiast kazała nam się odwrócić i siłą ciągnęła nas z powrotem do domu. Ja jednak stale się odwracałam z nadzieją, że gdzieś tam z tego pogorzeliska wybiegnie Raisa, abym mogła dać jej tę odrobinę cukru… </em>Na dziewczynce scena wywarła takie wrażenie, że nie tylko nie zjadła tej kostki, ale już jako dorosła kobieta nie słodziła cukrem niczego, stroniła od słodkości. Romowie ci, jak potem ustaliła, zostali stąd wywiezieni, zapewne do KL Auschwitz<a href="#_ftn107" name="_ftnref107">[107]</a>.</p>
<p>Ci, którzy uniknęli wywózki, często chowali się po lasach, bojąc się, co dalej przyniesie im los. Żywili się tym, co ludzie im dawali i oczywiście tym, co mogli w lasach znaleźć. Dla przykładu pewien Rom z Rytra opowiadał, jak uciekał z matką, po drodze zachorował na tyfus i musiał iść do szpitala, ale udało się im przeżyć. Każda choroba i zetknięcie się z Niemcami wiązało się z ryzykiem śmierci<a href="#_ftn108" name="_ftnref108">[108]</a>.</p>
<p>Ludzie powszechnie uciekali do lasu. Aresztowany Tomasz Ciureja zostawił czworo dzieci. W Szczawnicy właściwie cała osada romska uciekła w góry. Matka Weroniki Ciureji przestraszyła się i uciekła z dziećmi w okolice Obidzy. Mieszkali z partyzantami, którzy się nimi opiekowali, a nawet ich karmili. Znali ich, bo część członków podziemia pochodziła z tej samej miejscowości co uciekinierzy. Potem doszedł do nich wujek Antoni Mirga. Jedno z dzieci niestety w lesie zmarło (Ewa Ciureja). Ukrywali się długo, nawet do 4 lat. Panowała wówczas straszna bieda – ziemniaki czy inną żywność trzeba było zdobyć we wsi, co wiązało się z ryzykowaniem życia. Potem Cirejowie uciekli w rejony Jazowska bo <em>była draka – </em>walki partyzantów z Niemcami. Poszli do gospodarza, który ich ukrywał do końca wojny; zakwaterował Romów w stajni. Znał się dobrze z ich ojcem, który już wtedy zapewne był zamordowany w Auschwitz. Następnie dotarli do Rdziostowa. Tam też bali się chodzić po jedzenie, przymierali głodem. W zimie, żeby nie zamarznąć, matka paliła ognisko, ale tak, żeby nie było widać dymu. Tam też widzieli prawdziwe okrucieństwo wojny. Weronika Ciureja wspominała, że widziała, jak Żydzi wykopali ogromny dół i posypali go wapnem. Potem Niemcy ich zastrzelili. <em>Jak oni odeszli, to oni w tym grobie się jeszcze ruszali </em>– opowiadała<em>. </em>Romowie następnie zobaczyli, jak polski sąsiad „cmentarza” przysypywał ten dołek, bo Niemcy mu kazali. Wśród ofiar były kobiety i dzieci. Przywiozło ich ok. 5 samochodów. Później Ciurejowie udali się w stronę Starego Sącza. Wyzwolenie zastało ich w Popowicach. Znajdowały się tam dwa domy romskie i tam zostali przyjęci. Dopiero po wojnie zamieszkali w Nowym Sączu<a href="#_ftn109" name="_ftnref109">[109]</a>.</p>
<p>Życie bez pomocy Polaków lub innych Romów było w tych leśnych warunkach niemożliwe. Andrzej Włoch wspominał, że z matką uciekł z obozu Plaszow: <em>Zmuszeni byliśmy do ukrywania się w lasach przed Niemcami, którzy urządzali zasadzki na ukrywających się Romów. Byliśmy wówczas w rejonie Limanowej i Nowego Sącza. Tylko dzięki pomocy przychylnych ludzi udało się nam dotrwać do końca wojny. Ukrywali nas w opuszczonych szopach, budynkach, ale też nierzadko byliśmy w lesie. Partyzanci na ogół byli nam przychylni. Wyzwolenie zastało nas w pobliżu Krynicy</em><a href="#_ftn110" name="_ftnref110">[110]</a>.</p>
<p>Warto tutaj wspomnieć, że Romowie wykonywali na zlecenie okupanta poniżające prace. Powszechne w wielu wspomnieniach było tłuczenie kamieni pod drogę, tradycyjne przedwojenne ich zajecie. Od Zawady w stronę Nawojowej, a nawet dalej, w stronę Nowej Wsi ludzie wozili wybrane z rzeki kamienie. Cyganie tłukli kamienie, które ludzie przynosili znad rzeki. Zadanie Romów polegało także na układaniu tych kamieni w odpowiedni sposób na jezdni<a href="#_ftn111" name="_ftnref111">[111]</a>.</p>
<p>Istnieje także przekaz o tym, że jeden z Romów zakopywał grób starosądeckich Żydów. 17 sierpnia 1942 r. urządzono w Starym Sączu selekcję i zlikwidowano getto. Zdrowych popędzono piechotą do Nowego Sącza, zaś chorych, starszych i słabych zastrzelono nad Popradem, w lesie na Piaskach. Po zbrodni, według przekazów świadków, zwłoki rozbierał i spychał do grobu – piwnicy spotkany przypadkowo po drodze Rom. Zapłatą dla niego było  ubranie<a href="#_ftn112" name="_ftnref112">[112]</a>. Ciekawe w kontekście omawiania prac Romów są wspomnienia Antoniego Goga z Rytra, który uciekł z rodziną z getta w Bochni i trafił do Nowego Sącza: <em>Matka miała jeszcze jakieś kosztowności i to pomogło nam przeżyć. Sama kupiła fałszywą kenkartę i dostaliśmy się do Nowego Sącza, bo w większym mieście zawsze łatwiej było. Pracowała w jakiś zakładach kolejowych, a my byliśmy bezpieczni. W ten sposób doczekaliśmy końca wojny. Po wojnie wróciliśmy do wędrówki w taborze, bo to nasze całe życie było</em><a href="#_ftn113" name="_ftnref113">[113]</a>.</p>
<p>Smutne są losy dzieci, które pozostały po ofiarach wojny. Strzępki informacji ich dotyczących możemy znaleźć w archiwum. Niektóre z sierot nie miały nawet imion i nazwisk. Taka sytuacja w 1949 r. wystąpiła w Domu Dziecka w Muszynie. Przebywała tam Agnieszka Mirga (ur. 1944 r.), która sama musiała się wystarać o pobyt w placówce. W czasie okupacji Niemcy zamordowali jej rodzinę, opiekowała się nią babcia, która później zmarła. Inne dziecko – o nieustalonej tożsamości – to Władysław (ur. 1942 r.), którego nazwano Cygan (z braku znajomości nazwiska). Przyjął on nazwisko Czerwieniak. Wszystkie takie zapomniane sieroty zostały ochrzczone<a href="#_ftn114" name="_ftnref114">[114]</a>. Dokument pokazujący ich samotny i bezsensowny los to tylko ułamek tego, co zapewne działo się z wieloma sierotami. Wiele z nich zmagało się problemami psychicznymi, trafiało do domów dziecka. Ich protektorami i opiekunami bywali też duchowni. Teresa Rogulska wspominała księdza Skalskiego, który się nią zajął po 1945 r.<a href="#_ftn115" name="_ftnref115">[115]</a>.</p>
<p>Ludwika Ondycz, znana jako Jaga, po wojnie wychowywała 24 romskie sieroty. Oprócz tego miała do wychowania 12 swoich dzieci. Była szeroko znana w regionie, cieszyła się powszechnym szacunkiem aż do swojej śmierci w wieku 101 lat, w 2005 r. <em>Ktoś kiedyś powiedział, że jedną piersią karmiła własne dziecko, a do drugiej przytulała sierotę. Zabiegała o ich byt, choć czasy nie były łatwe – </em>wspominał ją na pogrzebie miejscowy proboszcz w Marcinkowicach<a href="#_ftn116" name="_ftnref116">[116]</a>. Przez lata uzyskała ona olbrzymi szacunek lokalnej społeczności, stała się pewnym symbolem sądeckim Romów<a href="#_ftn117" name="_ftnref117">[117]</a>. Mało kto znał jej tragiczną historię z okresu okupacji.</p>
<p>Opowiadała o niej Franciszka Donga rodem ze Znamirowic – naoczny świadek wydarzeń wojennych. Możemy przypuszczać, że rozegrały się one w 1942 lub początkiem 1943 r. Wówczas kilkuletnia Franciszka mieszkała z rodziną w Kobylem–Gródku (dziś Gródek nad Dunajcem). Pewnego dnia na rozkaz Niemców polska policja (tzw. granatowa) zabrała jej rodziców i innych – w domu zostało łącznie 24 dzieci. Wszyscy pochodzili z rodziny Ciureja. Dorośli zostali zabrali na samochody. Dzieci bardzo płakały. Do opieki nad małoletnimi została wyznaczona jedna Polka. Było to konieczne, bowiem wśród osieroconych były nawet takie dzieci, które liczyły po pół roku. Ciotkę Jagę, czyli Ludwikę Ondycz, też zabrali na gestapo, ale ją wypuścili. To było dosyć dziwne i niespotykane, ale ponoć wzięła Niemców na litość. <em>Mleko kapało jej po spódnicy –</em> wspominali Romowie, bo Jaga miała 2–3-miesięczne dziecko. Wróciła i zapukała do okna, co sprawiło dzieciom niebywałą radość. Siedziały w strachu same w domu kilka dni. Została z nimi, ale bała się o los swój i nowych podopiecznych. Nie chciała tam mieszkać i wszyscy przenieśli się do Marcinkowic. Zamieszkali koło rzeki, a Jaga dostawała pomoc od gminy. Kiedy przyszli Rosjanie, musieli uciekać do lasu; bali się, a szczególnie dziewczęta – Jaga nie przewidywała niczego dobrego. Dzięki tej niezwykłej opiekunce całej gromadce dzieci udało się przeżyć tyfus, który zapanował w jej osadzie. Warto tutaj dodać, że liczba dzieci wychowanych przez Jagę jest niespotykana. Wśród Romów w tych tragicznych dniach panowała niezwykła solidarność. Podobnie jak Ludwika Ondycz, tak samo Ewa Bońco w Ochotnicy opiekowała się zarówno swoimi dziećmi, jak i sierotami – miała 4 swoich i 4 przygarniętych podopiecznych. Uciekała z nimi lasami przed Niemcami. Wszyscy przetrwali<a href="#_ftn118" name="_ftnref118">[118]</a>.</p>
<p>Romowie niechętnie wracali do przeżyć wojennych, także ci, którzy przeżyli gehennę obozów. Młodsi chronili starszych przed tymi wspomnieniami, tak bolesnymi. Często wywiady kończyły się na słowach „nie pamiętam”, „naszych dużo zginęło” – bardzo ogólnikowo<a href="#_ftn119" name="_ftnref119">[119]</a>. Niechęć wynikała też ze względów kulturowych. W obozach pojawiał się głód, zdarzały się gwałty, co w powojennej rzeczywistości mogło skazywać żyjących na swego rodzaju ostracyzm.</p>
<p>Trudno dokładnie określić liczbę ofiar romskich w okresie II wojny światowej. Dane wahają się między 250 tys. a nawet 1,5 miliona. Powszechnie w wielu opracowaniach przyjmuje się liczbę 500 tys. osób. Pośród nich są także mieszkańcy Nowego Sącza i Sądecczyzny. Na terenach okupowanej Polski zginęło ok. 28 tys. Romów, to jest 60% wszystkich członków tej mniejszości. Inni badacze podają liczbę 8 tys. i piszą, że stanowiło to 1/3 populacji. Pamięć o tych wydarzeniach w naszym regionie nie istnieje. Nie jesteśmy odosobnionym przypadkiem, ale to nie oznacza, że tak powinno zostać<a href="#_ftn120" name="_ftnref120">[120]</a>.</p>
<p>Zagłada Romów ma wielkie konsekwencje dla kolejnych pokoleń. Jak słusznie zapisał prof. Kapralski: <em>Zniszczenie więzi społecznych, spowodowane masową zagładą, sterylizacją i przymusowymi migracjami, przyczyniło się również do zerwania międzypokoleniowych kanałów przekazywania pamięci, co utrudniło Romom wytworzenie po wojnie wspólnot podzielanej pamięci o swojej tragedii. Pamięć prześladowań przyczyniła się również do dalszej marginalizacji Romów, gdyż wzmacniała postawę wycofywania się z życia społecznego</em><a href="#_ftn121" name="_ftnref121">[121]</a>.</p>
<p>2 sierpnia co roku obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Zagładzie Romów. Warto tego dnia pamiętać o tych, których śmierć spotkała w komorach gazowych i lasach Sądecczyzny.</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Ł. Połomski, <em>Wizerunek Cygana w polskojęzycznej prasie galicyjskiej i międzywojennej,</em> „Studia Romologica” nr 5: 2012, s. 257–270.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> <em>Kierunki integracji małopolskich Romów, </em>red. M. Leśniak, S. Sorys, Kraków 2014. Warto w kontekście historii zwrócić uwagę na artykuł K. Popieli, <em>Charakterystyka rodzin romskich z grupy Bergitka Roma w Nowym Sączu oraz ich główne problemy</em>. Tematy związane z przeszłością poruszają m.in. N. Gancarz oraz A. Bartosz.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> Zob.: J. Talewicz-Kwiatkowska, <em>Holokaust Romów. Czy rzeczywiście zapomniany?, </em>„Nigdy Więcej” nr 22: 2016.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> J. Ficowski, <em>Cyganie na polskich drogach, </em>Warszawa 2013, s. 23–24.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> A. Mirga, L. Mróz, <em>Cyganie. Odmienność i nietolerancja</em>, Warszawa 1994, s. 44. Zob.: L. Ostałowska, <em>Cygan to cygan, </em>Wołowiec 2012.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a>  Sami Romowie określali się po prostu jako „Roma”, a nawet „Amare Roma” czyli po prostu „Nasi Romowie”.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> J. Ficowski, op. cit., s. 28.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> J. Ficowski, op. cit., s. 101–102.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> T. Koper, op. cit., s. 26.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10">[10]</a> ASS, Relacje Jakuba Müllera z 2009 r., Markusa Lustiga z 2015 r. i in.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11">[11]</a> <em>Galicya, jej ziemia płody i ludy. Z pism pośmiertnych księdza Franciszka Siarczyńskiego, </em>„Gazeta Lwowska”, Dodatek Tygodniowy przy Gazecie Lwowskiej, 1857, nr 48, s. 196.</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12">[12]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13">[13]</a> W. Serwatowski, <em>O narodowościach w Galicyi a w szczególności o Cyganach, </em>„Przegląd Poznański”, 1851, s. 414.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14">[14]</a> <em>O cyganach (dopełnienie artykułu: „Etnografia Galicyi”),</em> „Czas”, 1851, nr 53, s. 1–2.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15">[15]</a> Szerzej o historii Romów: A. Fraser, <em>Dzieje Cyganów</em>, Warszawa 2001.</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16">[16]</a> Zob. więcej: S. Kapralski, <em>Naród z popiołów. Pamięć zagłady a tożsamość Romów</em>, Warszawa 2012.</p>
<p><a href="#_ftnref17" name="_ftn17">[17]</a> J. Ficowski, op. cit., s. 147–149. Zob. szerzej: J. Dębski, J. Talewicz-Kwiatkowska, <em>Prześladowania i masowa zagłada Romów podczas drugiej wojny światowej w świetle relacji i wspomnień</em>, Warszawa 2007.</p>
<p><a href="#_ftnref18" name="_ftn18">[18]</a> J. Ficowski, op. cit., s. 150–152.</p>
<p><a href="#_ftnref19" name="_ftn19">[19]</a> S. Kapralski, <em>Niedyskursywna pamięć traumatyczna a tożsamość zbiorowa. Romowie wobec doświadczenia zagłady, </em>„Prace Kulturoznawcze” t. 24: 2000, nr 2, s. 20.</p>
<p><a href="#_ftnref20" name="_ftn20">[20]</a> <em>Relacja Antoniego Goga</em> [w:] <em>Ocalić od zapomnienia. Holokaust Romów i Sinti w relacjach świadków i we współczesnym dyskursie,</em> Oświęcim 2014, s. 67.</p>
<p><a href="#_ftnref21" name="_ftn21">[21]</a> Zob. więcej: A. Bartosz, <em>Nie bój się Cygana, </em>Sejny 1994, s. 37–46.</p>
<p><a href="#_ftnref22" name="_ftn22">[22]</a> J. Ficowski, op. cit., s. 160.</p>
<p><a href="#_ftnref23" name="_ftn23">[23]</a> Ibidem, s. 162.</p>
<p><a href="#_ftnref24" name="_ftn24">[24]</a> Archiwum Yad Vashem, syg. 033-1486, M. Bergman – Winter, <em>Memorandum. </em><em>Nowy Sącz – Sambor 1939–1945,</em> s. 32–33.</p>
<p><a href="#_ftnref25" name="_ftn25">[25]</a> Drugim takim obozem był Terezin.</p>
<p><a href="#_ftnref26" name="_ftn26">[26]</a> Co ciekawe, sporo z przytaczanych poniżej Romów z Sądecczyzny nie znalazło się na liście więźniów obozu cygańskiego, co może świadczyć o tym, że stali się częścią „obozu ogólnego”. Zob. m.in.: <em>Księga Pamięci. Cyganie w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, </em>Monachium – Londyn – Nowy Jork – Paryż 1993.</p>
<p><a href="#_ftnref27" name="_ftn27">[27]</a> J. Ficowski, op. cit., s. 187-188. Zob.: F. Piper, <em>Zagłada, </em>[w:] <em>Auschwitz 1940-1945. Węzłowe zagadnienia z dziejów obozu. Zagłada, </em>t.III, pod red. W. Długoborskiego i F. Pipera, Oświęcim – Brzezinka 1995, s. 44-48.</p>
<p><a href="#_ftnref28" name="_ftn28">[28]</a> Zob. więcej: G. L. Posner, J. Ware, <em>Mengele. Polowanie na anioła śmierci, </em>Kraków 2000; U. Volklein, <em>Josef Mengele. Doktor z Auschwitz, </em>Warszawa 2011; M. Nyiszli, <em>Byłem asystentem doktora Mengele. Wspomnienia lekarza z Oświęcimia, </em>Oświęcim 2000.</p>
<p><a href="#_ftnref29" name="_ftn29">[29]</a> J. Ficowski, op. cit., s. 189–191. Zob.: L. Ostałowska, <em>Farby wodne, </em>Wołowiec 2011.</p>
<p><a href="#_ftnref30" name="_ftn30">[30]</a> Szerzej o historii: J. Talewicz-Kwiatkowska, <em>Romowie i Sinti w KL Auschwitz, </em>[w:] <em>Głosy pamięci 7: Romowie w KL Auschwitz, </em>S. Kapralski, M. Martyniak, J. Talewicz-Kwiatkowska, Oświęcim 2011, s. 17–19.</p>
<p><a href="#_ftnref31" name="_ftn31">[31]</a> J. Ficowski, op. cit., s. 197.</p>
<p><a href="#_ftnref32" name="_ftn32">[32]</a> A. Lubecka, op. cit., s. 159–160.</p>
<p><a href="#_ftnref33" name="_ftn33">[33]</a> D. Czech, <em>Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz, </em>Oświęcim–Brzezinka 1992, s. 331.</p>
<p><a href="#_ftnref34" name="_ftn34">[34]</a> M. Martyniak, <em>Deportacje Romów do KL Auschwitz przed utworzeniem tzw. Zigeunerlager w świetle zachowanych dokumentów </em>[w:] <em>Głosy pamięci…</em>, s. 7.</p>
<p><a href="#_ftnref35" name="_ftn35">[35]</a> Ibidem, s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref36" name="_ftn36">[36]</a> Visual History Archive Online (dalej: VHA), nagranie 37607, relacja Weroniki Mirgi.</p>
<p><a href="#_ftnref37" name="_ftn37">[37]</a> G. Olszewski, <em>Księga pamięci. Więźniowie KL Auschwitz z powiatu nowosądeckiego, </em>Nowy Sącz 2012, s. 112–113.</p>
<p><a href="#_ftnref38" name="_ftn38">[38]</a> Ibidem, s. 159.</p>
<p><a href="#_ftnref39" name="_ftn39">[39]</a> Ibidem, s. 160–161.</p>
<p><a href="#_ftnref40" name="_ftn40">[40]</a> Ibidem, s. 434–435.</p>
<p><a href="#_ftnref41" name="_ftn41">[41]</a> Ibidem, s. 521.</p>
<p><a href="#_ftnref42" name="_ftn42">[42]</a> Ibidem, s. 161.</p>
<p><a href="#_ftnref43" name="_ftn43">[43]</a> Ibidem, s. 406.</p>
<p><a href="#_ftnref44" name="_ftn44">[44]</a> Ibidem, s. 524.</p>
<p><a href="#_ftnref45" name="_ftn45">[45]</a> Ibidem, s. 113.</p>
<p><a href="#_ftnref46" name="_ftn46">[46]</a> Ibidem, s. 436.</p>
<p><a href="#_ftnref47" name="_ftn47">[47]</a> Ibidem, s. 113–114.</p>
<p><a href="#_ftnref48" name="_ftn48">[48]</a> Sz. Nowak, <em>Zostań chociaż na chwilę. Tyle lat cię nie było </em>[w:] J. Bogacz, <em>Co można zabrać w ciągu godziny. Wspomnienia mieszkańców Krynicy i okolic, </em>Krynica Zdrój 2019, s. 44.</p>
<p><a href="#_ftnref49" name="_ftn49">[49]</a> G. Olszewski, op. cit., s. 523.</p>
<p><a href="#_ftnref50" name="_ftn50">[50]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref51" name="_ftn51">[51]</a> W. Garbera, <em>Cyganie z Mochnaczki  </em>[w:] <em>Z łemkowskiej skrzyni. Część pierwsza. Opowieści z Ługów i okolic, </em>Strzelce Krajeńskie 2004, s. 57</p>
<p><a href="#_ftnref52" name="_ftn52">[52]</a> Sz. Nowak, op. cit., s. 44.</p>
<p><a href="#_ftnref53" name="_ftn53">[53]</a> G. Olszewski, op. cit., s. 113.</p>
<p><a href="#_ftnref54" name="_ftn54">[54]</a> Ibidem, s. 435.</p>
<p><a href="#_ftnref55" name="_ftn55">[55]</a> Ibidem, s. 523–524.</p>
<p><a href="#_ftnref56" name="_ftn56">[56]</a> Ibidem, s. 113–114.</p>
<p><a href="#_ftnref57" name="_ftn57">[57]</a> Ibidem, s. 159.</p>
<p><a href="#_ftnref58" name="_ftn58">[58]</a> Ibidem, s. 159.</p>
<p><a href="#_ftnref59" name="_ftn59">[59]</a> Ibidem, s. 436.</p>
<p><a href="#_ftnref60" name="_ftn60">[60]</a> Ibidem, s. 435.</p>
<p><a href="#_ftnref61" name="_ftn61">[61]</a> Ibidem, s. 160.</p>
<p><a href="#_ftnref62" name="_ftn62">[62]</a> Ibidem, s. 436.</p>
<p><a href="#_ftnref63" name="_ftn63">[63]</a> W. Kochan, <em>Wojna była potworna, </em>[w:] <em>Z łemkowskiej skrzyni…</em>, s. 52.</p>
<p><a href="#_ftnref64" name="_ftn64">[64]</a> Ibidem, s. 160.</p>
<p><a href="#_ftnref65" name="_ftn65">[65]</a> Ibidem, s. 159–160.</p>
<p><a href="#_ftnref66" name="_ftn66">[66]</a> Ibidem, s. 150.</p>
<p><a href="#_ftnref67" name="_ftn67">[67]</a> Ibidem, s. 408.</p>
<p><a href="#_ftnref68" name="_ftn68">[68]</a> https://www.facebook.com/grybow/posts/2659368834169810:0  [dostęp 1.07.2021 r.] Autor Kamil Kmak trafił na tę relację w Shoah Foundation w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie.</p>
<p><a href="#_ftnref69" name="_ftn69">[69]</a> G. Olszewski, op. cit., s. 436.</p>
<p><a href="#_ftnref70" name="_ftn70">[70]</a> Ibidem, s. 521–524.</p>
<p><a href="#_ftnref71" name="_ftn71">[71]</a> A. Lubecka, op. cit., s. 161.</p>
<p><a href="#_ftnref72" name="_ftn72">[72]</a> G. Olszewski, op. cit., s. 407.</p>
<p><a href="#_ftnref73" name="_ftn73">[73]</a> Ibidem, s. 122.</p>
<p><a href="#_ftnref74" name="_ftn74">[74]</a> Ibidem, s. 406–408.</p>
<p><a href="#_ftnref75" name="_ftn75">[75]</a> Ibidem, s. 559.</p>
<p><a href="#_ftnref76" name="_ftn76">[76]</a> Ibidem, s. 148–151.</p>
<p><a href="#_ftnref77" name="_ftn77">[77]</a> Ibidem, s. 408.</p>
<p><a href="#_ftnref78" name="_ftn78">[78]</a> Ibidem, s. 559.</p>
<p><a href="#_ftnref79" name="_ftn79">[79]</a> Ibidem, s. 148–151.</p>
<p><a href="#_ftnref80" name="_ftn80">[80]</a> Ibidem, s. 407.</p>
<p><a href="#_ftnref81" name="_ftn81">[81]</a> Ibidem, s. 406–407.</p>
<p><a href="#_ftnref82" name="_ftn82">[82]</a> Ibidem, s. 148–149.</p>
<p><a href="#_ftnref83" name="_ftn83">[83]</a> J. Plechta, <em>Ocalić od zapomnienia. Dorobek historyczno-literacki Sądecczyzny, </em>Nowy Sącz 2000, s. 93.</p>
<p><a href="#_ftnref84" name="_ftn84">[84]</a> A. Lubecka, op. cit., s. 173.</p>
<p><a href="#_ftnref85" name="_ftn85">[85]</a> A. Lubecka, op. cit., s. 162.</p>
<p><a href="#_ftnref86" name="_ftn86">[86]</a> G. Olszewski, op. cit., s.148–150.</p>
<p><a href="#_ftnref87" name="_ftn87">[87]</a> Ibidem, s. 229.</p>
<p><a href="#_ftnref88" name="_ftn88">[88]</a> Ibidem, s. 434.</p>
<p><a href="#_ftnref89" name="_ftn89">[89]</a> Ibidem, s. 435.</p>
<p><a href="#_ftnref90" name="_ftn90">[90]</a> A. Lubecka, op. cit., s. 160.</p>
<p><a href="#_ftnref91" name="_ftn91">[91]</a> Ibidem, s. 162.</p>
<p><a href="#_ftnref92" name="_ftn92">[92]</a> B. Godfreyow, <em>Wspomnienia okupacyjne, </em>„Almanach Sądecki” R. XVIII: 2009, nr 3/4 (68/69), s. 49–50.</p>
<p><a href="#_ftnref93" name="_ftn93">[93]</a> G. Olszewski, op. cit., s. 148–150.</p>
<p><a href="#_ftnref94" name="_ftn94">[94]</a> Ibidem, s. 151.</p>
<p><a href="#_ftnref95" name="_ftn95">[95]</a> Ibidem, s. 149–150.</p>
<p><a href="#_ftnref96" name="_ftn96">[96]</a> Ibidem, s. 435.</p>
<p><a href="#_ftnref97" name="_ftn97">[97]</a> Ibidem, s. 149–150.</p>
<p><a href="#_ftnref98" name="_ftn98">[98]</a> Ibidem, s. 396.</p>
<p><a href="#_ftnref99" name="_ftn99">[99]</a> Ibidem, s. 435.</p>
<p><a href="#_ftnref100" name="_ftn100">[100]</a> http://www.antyrasizm.stowarzyszenie.romowie.net/-Kazimierz-Horwat-167.html [dostęp 1.07.2021 r.]</p>
<p><a href="#_ftnref101" name="_ftn101">[101]</a> <em>Relacja Kazimierza Horwata</em> [w:] <em>Ocalić od zapomnienia</em> …, s. 73.</p>
<p><a href="#_ftnref102" name="_ftn102">[102]</a> http://www.stowarzyszenie.romowie.net/index.php/czytnik-rocznicy-miesiaca/items/Anna-Ciulija-173.html [dostęp 1.07.2021 r.]</p>
<p><a href="#_ftnref103" name="_ftn103">[103]</a> http://www.stowarzyszenie.romowie.net/index.php/czytnik-rocznicy-miesiaca/items/-Anna-Czerwonobroda-172.html [dostęp 1.07.2021 r.]</p>
<p><a href="#_ftnref104" name="_ftn104">[104]</a> <em>Relacja Teresy Rogulskiej</em> [w:] <em>Ocalić od zapomnienia…</em>, s. 61.</p>
<p><a href="#_ftnref105" name="_ftn105">[105]</a> B. Świdzińska, <em>Jak przeżyłam II wojnę światową? </em>[rękopis w Zbiorach Specjalnych Sądeckiej Biblioteki Publicznej], s. 65.</p>
<p><a href="#_ftnref106" name="_ftn106">[106]</a> Ibidem, s. 66.</p>
<p><a href="#_ftnref107" name="_ftn107">[107]</a> Ibidem, s. 66 &#8211; 67.</p>
<p><a href="#_ftnref108" name="_ftn108">[108]</a> A. Lubecka, op. cit., s. 164.</p>
<p><a href="#_ftnref109" name="_ftn109">[109]</a> VHA, Nagranie 37607, relacja Weroniki Mirgi.</p>
<p><a href="#_ftnref110" name="_ftn110">[110]</a> <em>Relacja Andrzeja Włocha</em> [w:] <em>Ocalić od zapomnienia…, </em> s. 68.</p>
<p><a href="#_ftnref111" name="_ftn111">[111]</a> Archiwum Sądeckiego Sztetlu, Relacja Julii Podolak z 2021 r.</p>
<p><a href="#_ftnref112" name="_ftn112">[112]</a> Materiały dot. Likwidacji getta zgromadzone w Muzeum w Starym Sączu. Zob.: A. Talar, W. Wdowiak, <em>Piwniczańscy Żydzi na tle dziejów miasta, </em>Piwniczna Zdrój 2008, s. 300.</p>
<p><a href="#_ftnref113" name="_ftn113">[113]</a> <em>Relacja Antoniego Goga</em> [w:] <em>Ocalić od zapomnienia…</em>, s. 67.</p>
<p><a href="#_ftnref114" name="_ftn114">[114]</a> ANKrONS, Starostwo Powiatowe w Nowym Sączu , 31/10/192, List z Miejskiego Domu Dziecka w Muszynie do Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu z dn. 22 sierpnia 1949 r., k. 117.</p>
<p><a href="#_ftnref115" name="_ftn115">[115]</a> <em>Relacja Teresy Rogulskiej</em>…, s. 61.</p>
<p><a href="#_ftnref116" name="_ftn116">[116]</a> <em>Opiekunka sierot, </em>zob.: https://dziennikpolski24.pl/opiekunka-sierot/ar/1436342 [dostęp 1.07.2021 r.]</p>
<p><a href="#_ftnref117" name="_ftn117">[117]</a> M. Majewski, <em>Rozmowy Polaków i Cyganów, </em>„Rzeczpospolita” nr 146 z dn. 24 czerwca 1998 r.; <em>Jaga kończy 100 lat, </em>„Gazeta Nowosądecka”, dodatek do „Gazety Krakowskiej” z dn. 27 września 2004 r., s. I i V.</p>
<p><a href="#_ftnref118" name="_ftn118">[118]</a> VHA, Nagranie 43317, relacja Franciszki Dongi.</p>
<p><a href="#_ftnref119" name="_ftn119">[119]</a> A. Lubecka, op. cit., s. 158–159.</p>
<p><a href="#_ftnref120" name="_ftn120">[120]</a> S. Kapralski, <em>Niedyskursywna pamięć traumatyczna a tożsamość zbiorowa.  Romowie wobec doświadczenia zagłady, </em>„Prace Kulturoznawcze” t. 24: 2000, nr 2, s. 13–36; M. Weychert-Waluszko, <em>Niewidzialna zagłada Romów, </em>„Estetyka i Krytyka” nr 44 (1/2017), s. 73–88.</p>
<p><a href="#_ftnref121" name="_ftn121">[121]</a> S. Kapralski, <em>Romowie jako ofiary zagłady</em>, [w:] <em>Ocalić od zapomnienia. Holokaust Romów i Sinti w relacjach świadków i we współczesnym dyskursie,</em> Oświęcim 2014, s. 31</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-4{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-4 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-4{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-4 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-4{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-4 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-5{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/zaglada-romow-na-sadecczyznie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Życie codzienne i relacje między mniejszościami narodowymi w Nowym Sączu w pierwszych miesiącach wojny</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/zycie-codzienne-i-relacje-miedzy-mniejszosciami-narodowymi-w-nowym-saczu-w-pierwszych-miesiacach-wojny/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/zycie-codzienne-i-relacje-miedzy-mniejszosciami-narodowymi-w-nowym-saczu-w-pierwszych-miesiacach-wojny/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2022 12:21:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3883</guid>

					<description><![CDATA[Życie codzienne i relacje między mniejszościami narodowymi w Nowym Sączu w pierwszych miesiącach wojny  Łukasz Połomski Wstęp – okres międzywojenny Sądecczyzna i Nowy Sącz od wieków były zamieszkane przez przedstawicieli wielu religii i kultur. Ich współżycie układało się różnie, jednak bez znaczących konfliktów. Do II wojny światowej życie codzienne grup etniczno–religijnych toczyło się w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-6 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-5 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-6{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-6{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-6 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">Życie codzienne i relacje między mniejszościami narodowymi w Nowym Sączu w pierwszych miesiącach wojny</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-6"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Łukasz Połomski<br />
</em></span></strong></h3>
<p><strong>Wstęp – okres międzywojenny</strong></p>
<p>Sądecczyzna i Nowy Sącz od wieków były zamieszkane przez przedstawicieli wielu religii i kultur. Ich współżycie układało się różnie, jednak bez znaczących konfliktów. Do II wojny światowej życie codzienne grup etniczno–religijnych toczyło się w izolacji. 1 września 1939 r. jest ostatnim dniem istnienia wieloetnicznego świata na Ziemi Sądeckiej. Atmosfera chaosu i paniki towarzyszyła znikaniu tej mozaiki, a często budowała wzajemną wrogość i nowe stereotypy.</p>
<p>Pośród mniejszości narodowych zamieszkujących Sądecczyznę w międzywojniu należy wymienić: Żydów, Niemców, Łemków i Romów. Każda z tych grup miała osobną specyfikę, kulturę, tradycję, religię. Żydzi, stanowiący ok. 8% ludności powiatu, zajmowali się najczęściej handlem. W Nowym Sączu stanowili 30% mieszkańców<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a>. Skupieni byli w dzielnicy przy sądeckim zamku oraz na tzw. <em>Piekle</em>. Ludność niemiecka zamieszkiwała tereny, na których prowadzono kolonizację pod koniec XVIII w., a więc Nowy Sącz, Stadło, Gołkowice i inne podsądeckie wioski. Stolica powiatu była jednak siedzibą najważniejszych instytucji niemieckich: szkoły i kościoła. Mniejszość rozsiana była po całym mieście, szczególne miejsce stanowiła Dąbrówka Niemiecka, gdzie mieszkali potomkowie osadników józefińskich<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. Mimo iż ewangelicy nie byli przed wojną grupą liczną (2–3% populacji powiatu), działali bardzo aktywnie na polu gospodarczym i kulturowym. W Nowym Sączu niewielki procent mieszkańców stanowili Rusini. Posiadali one własne bursy i cerkiew. Za to wokół miasta zwarty pas ludności obejmujący południową i wschodnią Sądecczyźnie tworzyli Łemkowie; zajmowali się oni głównie rolnictwem i rzemiosłem. Stanowili 12% mieszkańców powiatu<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>. Romowie, nazywani wówczas Cyganami, prowadzili koczowniczy tryb życia, wędrowali i zajmowali się wieloma zajęciami dającymi zarobek. Ich liczebność jest trudna do uchwycenia, podobnie jak ich miejsce zamieszkania. Niewątpliwie byli także związani z Nowym Sączem, co przewija się w wielu relacjach. Głównie przejeżdżali przez miasto – prowadzili koczowniczy tryb życia, typowy dla tej grupy<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>.</p>
<p>Mniejszości narodowe na Sądecczyźnie w dniu wybuchu wojny stanowiły więc ok. 1/4 całej ludności, co prezentuje tabela 1. Jak można zauważyć, wśród mieszkańców miast częściej zdarzały się osoby wyznania żydowskiego niż na wsi. Natomiast Łemkowie chętniej żyli wokół ośrodków miejskich. Nowy Sącz nie był w tej kwestii wyjątkiem. Nie można patrzeć na poruszone w temacie zagadnienie tylko w kontekście samego miasta, w oderwaniu od mieszkańców wsi – oni również byli niejednokrotnie od pokoleń związani ze stolicą Sądecczyzny.</p>
<p>Tab. 1. Stosunki wyznaniowe ludności powiatu nowosądeckiego w latach 1921–1931</p>
<table width="617">
<tbody>
<tr>
<td rowspan="3" width="50">Religia</td>
<td colspan="12" width="567">Liczby i procenty</td>
</tr>
<tr>
<td colspan="6" width="283">1921</td>
<td colspan="6" width="284">1931</td>
</tr>
<tr>
<td width="57">ogółem</td>
<td width="38">%</td>
<td width="57">miasta</td>
<td width="38">%</td>
<td width="57">Wsie</td>
<td width="38">%</td>
<td width="57">ogółem</td>
<td width="38">%</td>
<td width="57">miasta</td>
<td width="38">%</td>
<td width="57">Wsie</td>
<td width="38">%</td>
</tr>
<tr>
<td width="50">Liczba miesz.</td>
<td width="57">130 797</td>
<td width="38">100</td>
<td width="57">39 539</td>
<td width="38">100</td>
<td width="57">91 253</td>
<td width="38">100</td>
<td width="57">183 867</td>
<td width="38">100</td>
<td width="57">50 930</td>
<td width="38">100</td>
<td width="57">132 937</td>
<td width="38">100</td>
</tr>
<tr>
<td width="50">Rzym-kat.</td>
<td width="57">99 797</td>
<td width="38">76</td>
<td width="57">27 277</td>
<td width="38">70</td>
<td width="57">92 570</td>
<td width="38">79</td>
<td width="57">141 857</td>
<td width="38">77</td>
<td width="57">36 799</td>
<td width="38">72</td>
<td width="57">105 058</td>
<td width="38">79</td>
</tr>
<tr>
<td width="50">Greko-kat.</td>
<td width="57">15 888</td>
<td width="38">12</td>
<td width="57">611</td>
<td width="38">1</td>
<td width="57">15 269</td>
<td width="38">17</td>
<td width="57">21 413</td>
<td width="38">12</td>
<td width="57">1 105</td>
<td width="38">2</td>
<td width="57">20 308</td>
<td width="38">15</td>
</tr>
<tr>
<td width="50">Żydzi</td>
<td width="57">13 637</td>
<td width="38">10</td>
<td width="57">11 234</td>
<td width="38">28</td>
<td width="57">2 403</td>
<td width="38">3</td>
<td width="57">15 135</td>
<td width="38">8</td>
<td width="57">12 395</td>
<td width="38">24</td>
<td width="57">2 740</td>
<td width="38">2</td>
</tr>
<tr>
<td width="50">Inne</td>
<td width="57">1 478</td>
<td width="38">1</td>
<td width="57">417</td>
<td width="38">1</td>
<td width="57">1 061</td>
<td width="38">1</td>
<td width="57">5 462</td>
<td width="38">3</td>
<td width="57">631</td>
<td width="38">1</td>
<td width="57">4 831</td>
<td width="38">4</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>Źródło: <em>Pierwszy powszechny spis Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 30 września 1921 r. Mieszkania, ludność, stosunki zawodowe. Województwo krakowskie, </em>t. XXVI, Warszawa 1926, s. 53–54; <em>Drugi powszechny spis ludności z dnia 9 grudnia 1931 r. Mieszkania i gospodarstwa domowe. Ludność i stosunki zawodowe. Województwo krakowskie, </em>[w:]<em> Statystyka Polski, Seria C, </em>z. 88, Warszawa 1938, s. 31–32.</p>
<p>Czas wojny powodował niewyobrażalny chaos, kiedy prawo przestawało istnieć i tak naprawdę wówczas ludzie mogli zobaczyć, jakie są między nimi relacje. W kontekście badania mniejszości narodowych jest to szczególnie ważny problem. Żeby zrozumieć niektóre zjawiska, należy spojrzeć na okres międzywojenny, bowiem większość z nich właśnie tam miała swoje korzenie.</p>
<p>Przed wybuchem wojny szczególnie napięte były relacje pomiędzy wyznaniami chrześcijańskimi i Żydami. Można to było obserwować już od początku osadnictwa wyznawców judaizmu w regionie, co wiązało się z kwestiami ekonomicznymi, ale także religijnymi. Relacje większości z wyznawcami judaizmu kształtował antyjudaizm, nie zaś nowoczesny antysemityzm. Antyjudaizm oznacza niechęć i dyskryminację Żydów ze względu na religię<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>. Dla wielu nadal problemem był żydowski handel (szczególnie w niedzielę), a żydowskich właścicieli karczm oskarżano o rozpijanie społeczeństwa. Przed 1939 r., na nowosądeckim rynku zdarzały się antyżydowskie incydenty, jednak na ogół współżycie z chrześcijanami było spokojne<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>. Świat Żydów był hermetyczny, a podziały można dostrzec w życiu codziennym. W Nowym Sączu istniały typowe dzielnice żydowskie, a w uzdrowiskach sądeckich wznoszono pensjonaty przeznaczone dla kuracjuszy wyznania mojżeszowego. Żydzi byli również wpisani w krajobraz wsi, w których żyli katolicy i Łemkowie. Można to dostrzec w obrzędowości ludowej. Wiejski Żyd był bardziej „swój” niż ten wywodzący się z miast Sądecczyzny<a href="#_ftn7" name="_ftnref7">[7]</a>. Stereotypowym Żydem stał się chasyd, odróżniający się od reszty społeczeństwa strojem, wyglądem i obrzędowością. Sądeccy Żydzi byli silnie związani z chasydyzmem, znajdowali się pod wpływem rodziny cadyków Halberstamów z Nowego Sącza<a href="#_ftn8" name="_ftnref8">[8]</a>.</p>
<p>Ciekawie prezentowały się relacje pomiędzy chrześcijanami. Nie znajdujemy większych antagonizmów pomiędzy katolikami a Łemkami. Obydwie grupy wyznaniowe żyły na ogół w zgodzie, a jeżeli coś je różniło, to kwestie polityczne. Od XIX w. wielu Łemków było przychylnych Ukrainie, co nie wpływało dobrze na ich współżycie z sąsiadami<a href="#_ftn9" name="_ftnref9">[9]</a>. Natomiast bardziej skomplikowane były relacje katolików z protestantami, którzy często byli postrzegani jako heretycy. Na początku XX w. można też zauważyć, że coraz częściej byli oskarżani o sympatie proniemieckie, stając się tym samym wrogami odzyskania niepodległości. Dowodzi tego prawdziwa nagonka na luteran, jaką można zaobserwować w prasie nowosądeckiej. W okresie międzywojennym ten niesłuszny stereotyp stawiał wszystkich protestantów w szeregach zwolenników Hitlera. Choć rzeczywiście wielu wykazywało nazistowskie sympatie, to jednak znaczna część ewangelików była usposobiona patriotycznie i propolsko lub zupełnie obojętnie do polityki<a href="#_ftn10" name="_ftnref10">[10]</a>.</p>
<p><strong>Społeczeństwo wobec wybuchu wojny </strong></p>
<p>Czas wojny to od wieków czas zaniku norm moralnych, czyli tych nie objętych przez prawo i instytucje, opierających się na sumieniu<a href="#_ftn11" name="_ftnref11">[11]</a>. Musimy pamiętać, że bezprawne zachowania miały miejsce zwłaszcza w pierwszych dniach II wojny światowej, dopóki okupant nie zaprowadził swoich regulacji legislacyjnych. Mimo to nowe prawo nie dawało możliwości ochrony całej ludności. Napaść na Żyda czy propolskiego Łemko nie była tym samym, co napaść czy rabunek na ewangeliku. Owa nierówność stworzyła po 1939 r. szerokie pole do popisu dla szabrowników i ludzi bezkarnie żerujących na nieszczęściu innych. Takie zjawiska można było obserwować nie tylko w Nowym Sączu, ale też szerzej na Sądecczyźnie i na terenie całego kraju.</p>
<p>Od końca sierpnia wśród ludności sądeckiej widoczna była panika i chaos, dające pożywkę do niezdrowych społecznie zachowań. Zaostrzenie stosunków narodowościowych widoczne było coraz częściej. Na dwa tygodnie przed wojną, na Rynku nowosądeckim, Żydówka z Naściszowej w czasie targu pokłóciła się z inną przekupką. Krzyczała do niej: <em>Wy i tak tu nie będziecie, bo wam Hitler da w dupę i wszyscy pójdziemy z Polski!</em><a href="#_ftn12" name="_ftnref12">[12]</a>. Od końca sierpnia rozpoczyna się masowy exodus ludności polskiej i żydowskiej z Nowego Sącza, bowiem to one głównie zamieszkiwały miasta. Owa ucieczka odbywała się najczęściej bez żadnego planu, byle na wschód. Uciekano też na wsie i do mniejszych miast<a href="#_ftn13" name="_ftnref13">[13]</a>.</p>
<p>Od 30 sierpnia datuje się większe, masowe ucieczki z Nowego Sącza w kierunku wschodnim. Niepotrzebną panikę wzbudziły słowa kpt. Franciszka Czerwińskiego, który na zebraniu komitetów dzielnicowych oświadczył, że przewiduje pozostawienie miasta bez obrony<a href="#_ftn14" name="_ftnref14">[14]</a>. 1 września do Nowego Sącza na cotygodniowy targ przyjechali chłopi i tu dowiedzieli się o wybuchu wojny. Próbowali zawracać furmankami, co doprowadziło do paraliżu komunikacyjnego<a href="#_ftn15" name="_ftnref15">[15]</a>. W kolejnych dniach przez miasto ciągnęły grupy uciekinierów, które były wspomagane przez PCK, harcerzy, komitety dzielnicowe. Także zwykli mieszkańcy dzielili się z uciekinierami najbardziej potrzebnymi produktami, jak chleb czy woda. Przy okazji wojenni uchodźcy opowiadali o niemieckich zbrodniach<a href="#_ftn16" name="_ftnref16">[16]</a>.</p>
<p>1 września nad miastem od rana wyły syreny. Maria Zielińska wspominała, że przebywała w kościele i na ten przerażający dźwięk ksiądz przerwał nabożeństwo. Ludzie wracali do domów, aby zamknąć się w piwnicach i innych przygotowanych schronach. Zastawiano okna dyktami, tekturą, obawiano się strzałów i zniszczeń. Większość ludzi miała już doświadczenie, bowiem była to ich druga wielka wojna w życiu<a href="#_ftn17" name="_ftnref17">[17]</a>. Tak początek wojny wspominał Markus Lustig: <em>Już w piątek było słychać alarm. Zaczął wyć dokładnie wtedy, gdy skręciłem na ulicę Jagiellońską. Przestraszyłem się, poczułem walenie serca i szybko wszedłem do jednego z domów. Wraz z innymi przerażonymi ludźmi stałem obok wejścia i czekaliśmy aż do odwołania alarmu<a href="#_ftn18" name="_ftnref18"><strong>[18]</strong></a>. </em>Dzieci próbowały mimo chaosu dostać się do szkoły. Irena Zielińska wspominała, jak przyszła do 1 klasy SP w Ciuciubabce. Usłyszała od nauczycieli, że nauki nie będzie i wróciła do domu<a href="#_ftn19" name="_ftnref19">[19]</a>.</p>
<p>Ruch zaczął się też w koszarach, panowała dezorganizacja. Na furmanki ładowano eksponaty z muzeum 1 PSP. Jan Krokowski wspominał kapitana Czerwińskiego, który wybiegł na dziedziniec koszar: <em>obserwował przez kilka chwil widniejący w wstającym dniu na nieboskłonie punkt i powiedział: „to już wojna, niemiecki samolot”<a href="#_ftn20" name="_ftnref20"><strong>[20]</strong></a>. </em></p>
<p>Świetnie patriotyczne nastroje społeczne oddał Krokowski: <em>Gdzieś około 8 rano kpt. Czerwiński z pewnym wzruszeniem podziękował nam za służbę i rozkazał, abyśmy rozeszli się do domów. Nie wiem już w tej chwili, kto z nas powiedział, że wszyscy zostajemy w Pułku, że zgłaszamy się na ochotnika do wojska. Staliśmy wyprężeni w harcerskich mundurkach przed tym dzielnym oficerem, który zginął od kul niemieckich czołgów gdzieś pod Sanokiem i patrzyliśmy Mu w oczy. Zrozumiał naszą decyzję i może pomyślał o swojej młodości i o tym, jak to historia się powtarza. Ucałował nas wszystkich, podał rękę i rozkazał, aby iść przemundurować się […] </em><em>Do dziś dniu pamiętam pełną bólu, ale jakąś dziwnie· spo­kojną, zapłakaną twarz matki, która żegnała już drugiego syna udającego się na wojnę i łzy ojca, trzymającego mnie w ramio­nach, mnie żołnierza – a jeszcze wczoraj ucznia i harcerza<a href="#_ftn21" name="_ftnref21"><strong>[21]</strong></a>. </em>Taki sam los spotkał wielu sądeczan, którzy poszli walczyć na fronty kampanii wrześniowej.</p>
<p>Oddziały słowackie i niemieckie granicę państwową przekroczyły już 1 września. Wtedy zginęła też pierwsza ofiara wojny na Sądecczyźnie – strażnik graniczny<a href="#_ftn22" name="_ftnref22">[22]</a>. W Nowym Sączu zapanowały popłoch i niepewność związana ze zmianami na froncie. Rabunki, spekulacja, ale i solidarność stały się elementem życia codziennego<a href="#_ftn23" name="_ftnref23">[23]</a>. Drogi wyjazdowe z miasta nie były przejezdne, bo wszyscy uciekali. 5 września koleją wyjechali urzędnicy<a href="#_ftn24" name="_ftnref24">[24]</a>. Jednocześnie od 1 do 6 września ludzie starali się żyć normalnie, choć zabezpieczali się przed wojną i stratami – ściągano ze ścian cenne obrazy i pakowano lustra. Doposażono schrony. Kościoły były pełne. Ciągle było tylko słychać wyjące syreny. W mieście panował chaos, bieganina. Nikt nie dbał o porządek, choć to rzecz prozaiczna; po ulicach walały się nieczystości końskie, a furmanek w tym czasie było wszędzie pełno – kto jeszcze miał szansę, uciekał<a href="#_ftn25" name="_ftnref25">[25]</a>.</p>
<p>Przez miasto przewijały się tysiące uciekinierów. W czasie pierwszych dni września 1939 r. sądeckim uchodźcom pomagało PCK. W swojej siedzibie przy ul. Jagiellońskiej 56 zorganizowało pomoc dla potrzebujących. Kierował nią dr Stanisław Wąsowicz. Uruchomiono tutaj kuchnię i herbaciarnię, w których pracowały studentki oraz harcerki. W PCK działały m.in. Jadwiga Wolska, Maria Ritter i inne sądeckie „matki miłosierdzia”. We wrześniu 1939 r. powołano do wojska mjra dra Foltyńskiego – dyrektora PCK. Jego następcą, po długiej przerwie, został dr Adam Kozaczka, a następnie prof. J. Piotrowski<a href="#_ftn26" name="_ftnref26">[26]</a>.</p>
<p>Panika rosła. Markus Listig pisał: <em>W niedzielę, 3 września, znowu kręciłem się po mieście. Widziałem dużo ludzi objuczonych teczkami lub jadących na wozach w stronę Jagiellońskiej, do wielkich składów tytoniu i papierosów. Podążyłem za nimi i zobaczyłem, że każdy z nich zabierał, co mógł ze składów towarowych. W poniedziałek,  4 września, poszedłem w kierunku Dunajca, w stronę mostu na Helenie. Widziałem kilku polskich oficerów, przygotowujących linię frontu dla miasta, i żołnierzy niosących gołębie pocztowe. Widziałem ludzi przekraczających most, a to piechotą, a to na wozach, biegnących z zachodu na wschód. Nie wszystko było dla mnie zupełnie zrozumiałe. We wtorek, 5 września, część Żydów zaczęła opuszczać miasto, także na wschód, pociągami, które wciąż jeździły. Kto miał szczęście dostać się do pociągu, ten pojechał, ten, komu się nie udało, uciekał piechotą lub konnym wozem. Wielu Żydów z Nowego Sącza opuściło miasto w ostatniej chwili a wraz z nimi także wielu moich wujów. Miasto prawie zupełnie opustoszało. Rankiem przeszedłem się obok wylotu ulicy Lwowskiej. Zobaczyłem polskiego policjanta, który stał i rozdzielał wśród uciekinierów papierosy i tytoń różnego rodzaju. Wszystko miał w wielkiej skrzyni pełnej mniejszych pudełek. Znowu zaczęły grzmieć w oddali strzały armatnie. Nasz dom stał niedaleko frontu i dostaliśmy instrukcję: „Macie opuścić dom po obiedzie”<a href="#_ftn27" name="_ftnref27"><strong>[27]</strong></a>.</em></p>
<p>14 Armia niemiecka wkroczyła na Ziemie Sądecką, a 6 września 1939 r. do stolicy Sądecczyzny. Nad ranem, 6 września, od wschodu do miasta wkracza kompania Psnnera. Maszeruje przez Lwowską i most na Kamienicy. O godzinie 6:00 padł Nowy Sącz, praktycznie bez wystrzału. Dawid Golik w swojej najnowszej książce dotyczącej walk we wrześniu na Sądecczyźnie, szacuje że w bojach o Nowy Sącz zginęło około 40 osób. Od drugiej, zachodniej strony, Niemcy bez problemu zdobyli most heleński i rozpoczęli usuwanie barykad – o godzinie 5:30 przeprawa była już przejezdna. Tak zdobyte miasto opisywał jeden z niemieckich żołnierzy: <em>Nowy Sącz ukazywał w niektórych fragmentach miasta obraz zniszczenia, w jaki przeobrażają miasta tylko wojny. Zaraz po przekroczeniu mostu na Dunajcu widać było na lewym poboczu dwóch leżących obok siebie zabitych Polaków z rozbitymi czaszkami. Na wszystkich placach stali polscy jeńcy, domy przy wyjeździe do miasta były całkowicie ostrzelane. Nasza artyleria tutaj szalała. Cegły, pobite szyby, gotowe do strzału karabiny maszynowe, które ubezpieczały nasz przemarsz, nadawały miastu obłędny charakter</em><a href="#_ftn28" name="_ftnref28">[28]</a>.</p>
<p>Wkrótce Nowy Sącz został stolicą starostwa i częścią Generalnej Guberni<a href="#_ftn29" name="_ftnref29">[29]</a>. Na początku września miasto było bombardowane, niszczono infrastrukturę kolejową<a href="#_ftn30" name="_ftnref30">[30]</a>. Dużo miejsc było zniszczonych, a rosnące ceny nie zapowiadały niczego dobrego. Markus Lustig pisał: <em>6 września miasto zostało zdobyte przez wojsko niemieckie, które wyglądało na mocne, wielkie i wyposażone w rozmaity sprzęt wojenny. Liczna piechota, spora ilość czołgów, różnego rodzaju amfibie, artyleria, muły, oddziały górskie – obute w specjalne obuwie – i cała ta ogromna siła sunęła na wschód. Część żołnierzy zatrzymała się w mieście, głównie na placach: odpoczywali, myli się, jedli. Gdy wyszliśmy z domu Żupników, zobaczyłem obok wejścia polskich jeńców, którym Niemcy odebrali broń i ułożyli w ogromny stos. Potem przekazali ich do obozów jenieckich lub do lokalnych więzień. Po pewnym czasie opuściliśmy Żupników i wróciliśmy do domu. Tak jak i inne domy na naszej ulicy, nasz budynek ucierpiał od kuli armatniej, która trafiła prosto w strych i wyrwała dużą dziurę. Na ulicach pojawili się volksdeutsche, ozdobieni swastykami na ramionach i zaczęli dawać w kość przypadkowo spotkanym Żydom<a href="#_ftn31" name="_ftnref31"><strong>[31]</strong></a>. </em>Również Emilia Piwońska pisała o zniszczeniach w dzielnicy żydowskiej, na ul. Kazimierza Wielkiego: <em>wszędzie wyrwy w murach, wybite szyby, szkło potłuczone na drobne kawałeczki leżało masami.</em> Piwońska pisała też o zniszczonych kamienicach na Jagiellońskiej. Wspominała o zamku, gdzie przed bramą stał przy trumnie polskiego żołnierza Niemiec. Widziała tam więcej ciał. Ludzie chowali się masowo po piwnicach, wierząc, że w ten sposób ocaleją<a href="#_ftn32" name="_ftnref32">[32]</a>. Po ulicach 6 września chodzili „zielonkawi żołnierze”, a jak na ironię temu tragicznemu dniu towarzyszyła przepiękna pogoda<a href="#_ftn33" name="_ftnref33">[33]</a>.</p>
<p>Rozpoczynając omawianie postaw wobec wybuchu wojny i na początku niemieckiej okupacji, musimy zaznaczyć, że dysponujemy głównie źródłami wywołanymi: pamiętnikami i relacjami złożonymi w instytucjach. Jest to jedna z przyczyn, dla których ciężko uchwytne jest zachowanie ludności romskiej w omawianym okresie. Ta grupa etniczna, obecna na Sądecczyźnie od czasów średniowiecza, od wieków żyła na uboczu wielkiej polityki i życia społecznego. Brak źródeł dotyczących ich tragedii, jaką był romski holokaust – <em>Porajmos</em> – spowodowany jest tradycyjnym podejściem do przeszłości tej grupy etnicznej. Nie istnieją bowiem w języku romskim pojęcia: „wczoraj”, „dziś”, „jutro”, „pamięć” i „przeszłość”. Jest tylko „teraz”<a href="#_ftn34" name="_ftnref34">[34]</a>. Dlatego badania tych zagadnień ograniczają się do relacji świadków. Możemy jedynie przypuszczać, że Romowie niezbyt przejęli się wybuchem wojny, dopóki represje nie dotknęły ich samych. Wiemy, że w kolejnych latach wojny zginęły całe rodziny, pozostało wiele sierot. Wielu Romów zginęło także w obozie Auschwitz, jak Szczerbowie z Łącka czy Ciurejowie z okolic Starego Sącza<a href="#_ftn35" name="_ftnref35">[35]</a>.</p>
<p><strong>Łemkowie – Rusini – Ukraińcy </strong></p>
<p>Dwubiegunowo prezentują się postawy ludności łemkowskiej wyznania grekokatolickiego, co bardziej widoczne było na wsi sądeckiej niż w samym mieście. We wrześniu 1939 r. Łemkowie stanęli przed drastycznym wyborem: związania się z wygranymi Niemcami i nacjonalizmem ukraińskim lub popierania przegranych Polaków. Nie było półśrodka. O ile Romowie czy Żydzi stali z góry na pozycji ofiar, to Łemkowie, ale także po części mniejszość niemiecka, stanęli przed ciężkimi wyborami. Dla wielu wiązało się to z niewyobrażalnymi dramatami rodzinnymi.</p>
<p>Regionalista Józef Bieniek pisał trafnie, że <em>Łemkowie stanowili wał etniczny</em>. W 100 wsiach mieszkało 60 tys. Łemków. Byli oni rusofilami, popierającymi głęboko swoje ukraińskie korzenie, ale zdaniem Bieńka nie byli podatni na propagandę ukraińskich nacjonalistów. Jak pisał: <em>trwali mocno na pozycjach, jeśli nie propolskich, to przynajmniej zachowawczych i pojednawczych</em><a href="#_ftn36" name="_ftnref36">[36]</a>. Ruch związany z nacjonalizmem ukraińskim znalazł poparcie w rejonie bliższym Gorlicom. Tam też zdążały się na początku wojny najczęściej wystąpienia antypolskie. Takie zachowanie prezentowali m.in. Bazyli Czerniawski (dyrektor spółdzielni ukraińskiej w Gorlicach) czy ksiądz Mykita z Rozdziela. Wielu Łemków w późniejszym czasie podpisało także <em>volkslisty</em>. Pochodzili oni m.in. z Wierchomli Wielkiej i Małej czy Zubrzyka. Ich współpraca przejawiała się w pomocy aprowizacyjnej i finansowej. Część z Łemków, zachęconych pieniędzmi, przeszło na stronę ukraińskich nacjonalistów<a href="#_ftn37" name="_ftnref37">[37]</a>.</p>
<p>Ludność łemkowska z rejonów Krynicy i zachodniej łemkowszczyzny pozostawiła jednak po sobie chlubne świadectwo tych ciężkich dni. Warto podkreślić, że od początku wojny to oni odegrali ważną rolę w przerzutach przez granicę państwową. Bez postawy tej mniejszości do końca wojny nie udałoby się uratować wielu osób. Jest to w zasadzie temat słabo opracowany i wymagający szczegółowych badań. Wrzesień 1939 r. to czas masowych przekroczeń granicy przez żołnierzy kampanii wrześniowej z rozbitych oddziałów, którzy kierowali się do Rumunii lub na Węgry. Impulsem była wiadomość o tworzeniu przez generała Sikorskiego Wojsk Polskich we Francji<a href="#_ftn38" name="_ftnref38">[38]</a>. Łemkowie odegrali bardzo ważną rolę w przeprowadzeniu ludzi „zielonym szlakiem”.</p>
<p>W przerzutach z udziałem Łemków szczególna rola przypadła Krynicy, którą ta grupa ludności praktycznie otaczała. Sprawę ułatwiał fakt, że przed wojną część Łemków z wielu powodów nielegalnie przekraczała granicę. W 1939 r. było to bezcenne doświadczenie. Istotny również był fakt, że Łemkowie po stronie słowackiej mieli wielu krewnych. Już po 1 września pomagali kuracjuszom, którzy zaskoczeni wojną chcieli wyjechać na zachód, a obawiali się pójścia wprost pod lufy niemieckich czołgów. Bieniek pisał o niezwykłej uczciwości Łemków: <em>cechowała ich rzadko spotykana prostolinijność, surowy tradycjonalizm, wielka bezpośredniość i serdeczna gościnność</em><a href="#_ftn39" name="_ftnref39">[39]</a>. Bazyli Sowa, jeden z nielicznych świadków pamiętających pomoc Łemków, opowiadał, że uciekinierzy przybywali także z Nawojowej lub Nowego Sącza. On sam był łącznikiem w siatce kurierskiej. Istotne były punkty przerzutowe w Łabowej i Nowej Wsi (u Jurki Steranko). Sowa wspominał szczególnie zapomnianego bohaterskiego kuriera Stefana Węgrynowicza<a href="#_ftn40" name="_ftnref40">[40]</a>. Inny zasłużony Łemko, Harasym Gromosiak, szanowany gospodarz w Krynicy, od początku był zaangażowany w konspirację, a na jesień 1939 r. tworzył m.in. z Stanisławem Kmietowiczem komórkę ZWZ w tym kurorcie. Działalność tę przypłacił więzieniem (razem ze Stanisławem Marusarzem przebywał na Montelupich) i śmiercią przez rozstrzelanie w 1940 r.<a href="#_ftn41" name="_ftnref41">[41]</a></p>
<p>Im dalej na wschód od Nowego Sącza, tym stosunki z Łemkami były coraz gorsze. W okolicy Grybowa ludność łemkowska była pod większym wpływem nacjonalizmu ukraińskiego, co było pokłosiem przedwojennej propagandy. W czasie wojny miało to wpływ na zdarzające się wsypy kurierów. Dlatego w późniejszym okresie zrezygnowano z tamtych szlaków. W pozytywnym wymiarze zasłynęła szczególnie Muszynka, przez którą przeszło wielu uciekinierów. Tam i w Tyliczu Łemkowie pełnili także rolę przewodników, np. Izydor i Jan Cieniawscy, Teofil Chowaniec, Wasyl Łychański, Włodzimierz Nesterek, Daniło i Teodor Kostyszakowie (z Muszynki) oraz Andrzej Grabera, Jan Koczański, Teodor Dutka, Anastazja Pawliszak, Stefan i Włodzimierz Rostwejowie (z Tylicza)<a href="#_ftn42" name="_ftnref42">[42]</a>. Szczególnie ważna rola przypadła proboszczowi grekokatolickiemu z Tylicza, ks. Włodzimierzowi Mochnackiemu, który z ambony głośno piętnował nacjonalizm ukraiński i apelował o zgodę. Najwyższą cenę za nieudzielenie poparcia krynickim nacjonalistom zapłacili Łemkowie z Powroźnika. W Auschwitz zginęli m.in. Józef Bartosz, Dymitr i Konstanty Galik oraz inni<a href="#_ftn43" name="_ftnref43">[43]</a>.</p>
<p>Musimy nadmienić, iż od samego początku wojny represjami objęty został kościół greckokatolicki, a szczególnie ci kapłani, którzy opowiadali się po stronie polskiej, a nie nacjonalistów ukraińskich. Dlatego tym bardziej należy podziwiać takich księży, jak proboszcz z Powroźnika<a href="#_ftn44" name="_ftnref44">[44]</a>.</p>
<p>Nie posiadamy materiałów, które mogłyby nam pokazać, w jaki sposób zachowywała się mniejszość Rusińska w Nowym Sączu na początku okupacji. Zapewne, tak jak bywało w powyżej przedstawionych przypadkach, postawy były rozmaite – od propolskich po proukraińskie. W późniejszych latach okupacji znamy w Nowym Sączu zadeklarowanych Ukraińców współpracujących z Niemcami (np. lekarz ubezpieczalni Jozefat Jaworski<a href="#_ftn45" name="_ftnref45">[45]</a> czy szef prokuratury Marian Pasiczyński<a href="#_ftn46" name="_ftnref46">[46]</a>), jednak w samym mieście postawy te były marginalne. Większość Ukraińców zaangażowanych w nowy nazistowski ład była osobami przyjezdnymi.</p>
<p><strong>Ludność żydowska</strong></p>
<p>W czasie wojny najbardziej pokrzywdzoną mniejszością narodową na Sądecczyźnie byli Żydzi. Z perspektywy czasu zdajemy sobie sprawę, że przecież mogli się spodziewać, jaki ich będzie czekał los. Żydzi nie mieli wyboru, jak Łemkowie i niemieccy protestanci – z góry byli skazani na bycie ofiarami wojny.</p>
<p>Jednym z powodów bierności Żydów wobec wojennych wydarzeń była działalność ówczesnych elit – religijnych i politycznych. Na Sądecczyźnie szczególnym autorytetem cieszyli się cadykowie z dynastii Halberstamów. Po śmierci założyciela rodu (Chaima Halberstama), sądecki rabinat obejmowali jego potomkowie. Od początku wojny, chociaż Żydzi doskonale wiedzieli, że będą prześladowani, rabini kazali czekać i modlić się do Boga. Potem wielu z ocalałych miało za złe propagowanie takiej postawy<a href="#_ftn47" name="_ftnref47">[47]</a>.</p>
<p>W latach 30. XX w. do Nowego Sącza napływały informacje o tym, co się dzieje z Żydami w Niemczech. Z III Rzeszy do miast regionu przybywali także żydowscy uciekinierzy. 27 marca 1933 r., w ramach ogólnoświatowego protestu Żydów przeciwko polityce hitlerowców wobec ich współwyznawców w Niemczech, w wielkiej synagodze nowosądeckiej zgromadziły się tłumy. Wszyscy gorąco poparli przemówienie dra Eliasza Tischa, który w ostrych słowach skrytykował stosunek rządu niemieckiego do wyznawców judaizmu<a href="#_ftn48" name="_ftnref48">[48]</a>. W 1938 r. powstał w stolicy powiatu Komitet Pomocy Uchodźcom Żydowskim. Objął on opieką głównie uchodźców z Niemiec i Austrii, zapewniając przybyszom pieniądze i mieszkania w Nowym Sączu oraz w okolicy<a href="#_ftn49" name="_ftnref49">[49]</a>.</p>
<p>Przed samym wybuchem wojny panika dotknęła też sądeckich Żydów – nie tylko w stolicy regionu, ale też w okolicznych miasteczkach. W Muszynie w 1938 r. odsetek wyznawców judaizmu wśród mieszkańców wynosił 23% (748 osób). Rok później w miasteczku pozostało jedynie 550 Żydów<a href="#_ftn50" name="_ftnref50">[50]</a>. Do Sącza przyjeżdżali Żydzi z zachodu, zaś sądeccy wyznawcy judaizmu wyjeżdżali na wschód. Dla przykładu, Giza Beller wspominała, że jej matka wróciła z Gdyni do Sącza, żeby teściom pomóc prowadzić fabrykę parasoli. Jej właściciele i ojciec Gizy wyjechali do Lwowa<a href="#_ftn51" name="_ftnref51">[51]</a>. Żydzi wydawali się jedyną społecznością przeczuwającą wybuch wojny. Jeszcze przed jej rozpoczęciem sprzedawali majątki i wyjeżdżali. Przykładem może być Horowitz z Piwnicznej, który wyprzedał cały swój towar i wyjechał w nieznanym kierunku<a href="#_ftn52" name="_ftnref52">[52]</a>. Przed wojną z tego miasteczka nad Popradem wyjechało ok. 50 osób z 282-osobowej społeczności żydowskiej. Uciekali ci, którzy bali się rozrachunków z Niemcami i volksdeutschami, młodzież akademicka oraz gimnazjalna<a href="#_ftn53" name="_ftnref53">[53]</a>. Przed wkroczeniem okupanta wyjechali stąd wszyscy Żydzi i w momencie wejścia Niemców do miasteczka nie zastali oni tam ani jednego wyznawcy judaizmu<a href="#_ftn54" name="_ftnref54">[54]</a>.</p>
<p>Wrześniową ucieczkę wspominał także nowosądeczanin Emil Knebel. Tuż przed wkroczeniem Niemców do Nowego Sącza w jego rodzinie trwały dyskusje, czy uciekać czy zostać. Matka była przeciwna wyjazdowi, ale ojciec zdecydował, że wyjeżdżają. Przygotowanie do podróży było błyskawiczne, toteż wiele rzeczy zostawili w Sączu. Pojechali do ZSRR, gdzie trafili w ręce NKWD i zostali zesłani w głąb Rosji. Tam przeżyli wojnę<a href="#_ftn55" name="_ftnref55">[55]</a>. Taki był los wielu tych, którzy wyjechali.</p>
<p>Jeden ze świadków wydarzeń, Salomon Lehrer, opisywał swoją ucieczkę z Nowego Sącza. Świadek należał do pobożnych chasydów. Wspominał rozterki rabina sądeckiego, Mordechaja Halberstama. Przed masową ucieczką był on wyrocznią dla wielu Żydów, którzy pytali go, czy mają wyjechać. Rabin, który przecież powinien być autorytetem dla swoich chasydów, wydawał się przerośnięty sytuacją. Krzyczał: <em>Nie wiem! Róbcie, co uważacie za dobre</em><a href="#_ftn56" name="_ftnref56">[56]</a>. Chasydzi niechętnie wyjeżdżali po wybuchu wojny, bowiem w żydowskiej dzielnicy pojawiły się plotki o 600 sądeckich Żydach zamordowanych przez Niemców w Przemyślu. Także w Dynowie mieli zostać spaleni znaczący Żydzi z Sącza<a href="#_ftn57" name="_ftnref57">[57]</a>. Lehrer razem z ojcem udał się na piechotę aż do Bobowej, gdzie spotkali wielu rabinów, którzy uciekali na wschód. Świadek wspominał, że uciekający Żydzi byli nawet oskarżani przez Polaków o szpiegostwo na rzecz Niemiec, a podróży towarzyszyła atmosfera zagrożenia. Spotkali też wiele osób, które im doradzały i pomagały, jak polskie wojsko<a href="#_ftn58" name="_ftnref58">[58]</a>. W ocenie Lehrera wybuch wojny wzmógł wśród ludzi postawy nieprzyjazne Żydom, a nazwa „Żyd” brzmiała jak zbrodnia<a href="#_ftn59" name="_ftnref59">[59]</a>.</p>
<p>Latem 1939 r. w Muszynie, Krynicy i innych uzdrowiskach przebywali goście żydowscy, pochodzący najczęściej z elity intelektualnej i majątkowej<a href="#_ftn60" name="_ftnref60">[60]</a>. Wojna zastała w Muszynie m.in. Miriam Akvivę, która o jej wybuchu dowiedziała się z gazety. Jej ojciec kazał natychmiast wracać dzieciom do Krakowa. Były jednak trudności z kupieniem biletów, pociągiem jechało mnóstwo wojskowych<a href="#_ftn61" name="_ftnref61">[61]</a>. Taka była atmosfera września 1939 r.</p>
<p>Kiedy 1 września, w piątek – dzień targowy – wybuchła wojna, w Nowym Sączu tylko Żydzi wykupywali jaja, masło, zboże, warzywa, a także owoce. Być może przewidywali nadchodzące ciężkie czasy<a href="#_ftn62" name="_ftnref62">[62]</a>. Tymczasem represje zaczęły spotkać wyznawców judaizmu nie tylko ze strony Niemców, ale także okolicznych sąsiadów.</p>
<p>Zdarzyły się przypadki, że ludność polska, która widziała opuszczone domy, rozpoczynała proceder grabieży. Tak było na przykład w Piwnicznej z domem Abloserów. Wyjeżdżając, członkowie rodziny zabierali tylko najcenniejsze obrazy i biżuterię. Ich dom okradziono nawet z drzwi i okien, a pianino wyrzucono przez okno. Według relacji co poniektórzy wzbogacili się wtedy o 0,5 kg złota<a href="#_ftn63" name="_ftnref63">[63]</a>. Generalnie Żydzi czuli się zagrożeni. Chaim Sieradzki z Nowego Sącza pisał o przygotowaniach do obrony miasta przed Niemcami: <em>polscy studenci patrolujący ulice, uzbrojeni w staromodne karabiny, otrzymali rozkaz strzelania do każdej osoby uznanej za podejrzaną, zwłaszcza po godzinie policyjnej, czyli 19. Jednego wieczoru dwóch uzbrojonych studentów, z których jednego znałem, chciało strzelać do mnie dwie minuty po siódmej na progu mojego własnego domu. Właśnie wróciłem z wizyty u dziewczyny imieniem Renia, niebieskookiej blondynki o pięknej figurze. Studentów swędziały palce i bardzo mnie nastraszyli. Zwróciłem się do tego, którego znałem, prosząc: „Przecież mnie znasz. Dopiero co tydzień temu rozmawialiśmy w bibliotece o książce”. Zawahał się i opuścił karabin. „Mamy swoje rozkazy, ale masz szczęście chłopcze”. Miałem szczęście, na ich twarzach odbijał się żal, że stracili szansę by kogoś zastrzelić i donieść o tym przełożonym</em><a href="#_ftn64" name="_ftnref64">[64]</a>.</p>
<p>W innych relacjach można dostrzec zróżnicowane postawy społeczne wobec rozpoczynających się prześladowań Żydów. Michał Bergman-Winter pisał, że po zajęciu Nowego Sącza przez Niemców część młodzieży była z tego powodu szczęśliwa. Dotyczyło to także młodych potomków osadników niemieckich<a href="#_ftn65" name="_ftnref65">[65]</a>. Opisywał, że Sądeczanie doprowadzali Niemców do mieszkań żydowskich: <em>dorośli i poważni mieszkańcy miasta w ogóle nie oponowali przeciwko haniebnym czynom swojej młodzieży</em><a href="#_ftn66" name="_ftnref66">[66]</a>. To milczenie też bolało. Zdaniem Bergmana okupacja uaktywniła nie wszystkich Sądeczan, ale <em>chuligańską – antysemicką polską młodzież</em><a href="#_ftn67" name="_ftnref67">[67]</a> i <em>wyrzutki społeczeństwa</em><a href="#_ftn68" name="_ftnref68">[68]</a>.</p>
<p>W tym czasie, kiedy wielu uciekało czy zabezpieczało majątek, sporo Żydów zostało wcielonych do armii i walczyło w kampanii wrześniowej. Część nie przypuszczała, że nie wróci do domu, jak znany społecznik sądecki i adwokat dr Stanisław Körbel, który dostał się do sowieckiej niewoli i został zamordowany w Charkowie<a href="#_ftn69" name="_ftnref69">[69]</a>. Najbardziej znanym żołnierzem żydowskim września 1939 r. był kapitan Izydor Templer z Nowego Sącza. W latach 30. miał spore zasługi dla 1 Pułku Strzelców Podhalańskich, czego dowodzą uzyskiwane przez niego odznaczenia. Na początku II wojny światowej został kwatermistrzem pułku. Potem był internowany w Rumunii, a następnie trafił do obozu jenieckiego w Niemczech<a href="#_ftn70" name="_ftnref70">[70]</a>.</p>
<p>Powroty do domów po działaniach wojennych nie były łatwe. Pochodzący z Ochotnicy żołnierz kampanii wrześniowej Pinkas Kornhauser wspominał, że po ucieczce z niewoli niemieckiej chciał się pozbyć munduru polskiego, bo mógł być łatwo schwytany. <em>Mimo iż miał dobry mundur, nikt nie chciał żydowi dopomóż. Dopiero pod groźbą (miał przy sobie granat ręczny, który przez zapomnienie nie oddał) udało mu się uzyskać stare łachmany</em><a href="#_ftn71" name="_ftnref71">[71]</a> – zapisano w relacji. Po drodze nikt mu nie chciał też sprzedać żywności. Kiedy dotarł do domu, zobaczył, że jest doszczętnie ograbiony. Całkiem inaczej powrót z kampanii wrześniowej wspominał Emil Steinlauf. Podczas jego udziału w wojnie obronnej gospodarstwem w Krasnem Potockiem opiekowała się żona z dziećmi. Wszystko odbywało się sprawnie, dzięki pomocy polskich sąsiadów, z którymi rodzina zawsze żyła w świetnych kontaktach. Zresztą w późniejszym okresie Żydzi zostali uratowani przez sąsiedzką rodzinę Królów. W ocenie Emila Steinlaufa, w Krasnem Potockiem nie było widać wojny do 1941 r.<a href="#_ftn72" name="_ftnref72">[72]</a> Potwierdza to wiele relacji łemkowskich i mieszkańców mniejszych wsi, opisujących, że wojna rozgrywała się w Nowym Sączu, większych miejscowościach i skupiskach ludzi.</p>
<p>Niemcy w ocenie Żydów tuż po zajęciu Nowego Sącza próbowali przygotować pogrom wyznawców judaizmu. Dowodem miały być plakaty antyżydowskie, które pojawiły się zaraz po wkroczeniu wojska<a href="#_ftn73" name="_ftnref73">[73]</a>. Żydów oskarżano o zabicie hitlerowskich dywersantów, którzy już w sierpniu 1939 r. prowadzili pronazistowską działalność na Sądecczyźnie. Ludność żydowska została wzięta w obronę przez młynarza Jenknera, znanego mieszczanina, który legitymował się niemieckimi korzeniami. <em>Ojciec Jenknera powiedział jednak z przekonaniem: „Żydzi nie przyłożyli ręki do zamordowania szpiegów. To jasne, że zrobił to polski rząd”. Te stanowcze słowa wyjęły Niemcom z ręki pretekst do pogromu i tym sposobem ojciec Jenknera ocalił Żydów tego miasta</em><a href="#_ftn74" name="_ftnref74">[74]</a> – wspominał Markus Lustig. Podobną wersję wydarzeń spisał Chaim Sieradzki<a href="#_ftn75" name="_ftnref75">[75]</a>.</p>
<p>W samym Nowym Sączu wrzesień wyglądał względnie spokojnie dla Żydów. Takie oceny dominowały z perspektywy czasu, jednak wiele osób już wtedy przeżywało dramatyczne chwile. Samuel Kaufer pisał: <em>Zaczęło się od wypadków, które w porównaniu do zbrodni lat następnych wydają się niewinnymi żartami, dowcipami. Chwytano do pracy mężczyzn, z której wracali często posiniaczeni, pokrwawieni. Znęcano się nad nami w bestialski sposób – obeszło się jednak bez ofiar, a dla nas było to zawsze zasadniczą kwestią</em><a href="#_ftn76" name="_ftnref76">[76]</a>. Jesienią 1939 r. pojawiają się pierwsze Ofiary Holokaustu. Roztrzaskany o mur Izby Skarbowej ginie Mendel Ciastky Traksy, znany w Nowym Sączu handlarz<a href="#_ftn77" name="_ftnref77">[77]</a>.</p>
<p>Po wkroczeniu Niemców do Nowego Sącza, 6 września 1939 r., odbyła się pierwsza łapanka wśród Żydów<a href="#_ftn78" name="_ftnref78">[78]</a>. Podobnie było w pierwszy szabat po zajęciu miasta, kiedy Niemcy wpadali do bożnic i synagog, aresztując modlących się<a href="#_ftn79" name="_ftnref79">[79]</a>. Michał Bergman-Winter padł ofiarą jednej z takich łapanek i został przeznaczony do pracy na kolei. Wspominał, że najaktywniejszymi prześladowcami Żydów w tym miejscu byli potomkowie kolonistów niemieckich. Upokarzali oni swoich dawnych sąsiadów, wymyślając im irracjonalne i absurdalne zadania do wykonania, które często przypominały tragiczny spektakl. Potomkowie niemieckich kolonistów z Dąbrówki bili pracujących na kolei Żydów <em>prętami żelaznymi, brudnymi i naoliwionymi szmatami</em><a href="#_ftn80" name="_ftnref80">[80]</a>. Bergman odnotował, że przyglądali się temu <em>niektórzy bezradni polscy kolejarze</em><a href="#_ftn81" name="_ftnref81">[81]</a>, którzy próbowali pomóc Żydom. <em>Często ostrzegali nas przed niebezpieczeństwem grożącym ze strony Niemców. Często też okazywali nam czynną pomoc w postaci cennej dla nas żywności</em><a href="#_ftn82" name="_ftnref82">[82]</a> &#8211; pisał. Przedwojenni sąsiedzi przynosili mu jedzenie i ułatwiali kontakt z rodziną. Bergman podkreślał szczególną rolę Zbigniewa Mazurka, który pomagał jego rodzicom aż do czasu, kiedy trafili do getta<a href="#_ftn83" name="_ftnref83">[83]</a>.</p>
<p>Jakub Müller wspominał o niezwykłym wydarzeniu, jakim na początku wojny było zastrzelenie Żyda naprzeciw poczty w Nowym Sączu. W zdrowym jeszcze i nie przyzwyczajonym do widoku krwi społeczeństwie była to patologia – za kilka lat zupełne normalność. Te pierwsze, rzadkie jeszcze, ofiary pochowane były na cmentarzu żydowskim przy ul. Rybackiej. Nie stawiano im macew, jak jest w zwyczaju religijnym, jedynie oznaczano miejsca pochówku numerami, do czego wykorzystano nagrobki z kwatery żołnierzy I wojny światowej. W specjalnym zeszycie zapisywano dane zmarłych<a href="#_ftn84" name="_ftnref84">[84]</a>.</p>
<p>Równolegle z eksterminacją ludności żydowskiej rozpoczęła się dewastacja świątyń i likwidowanie religii. Można było to zauważyć w pierwsze święto pod okupacją niemiecką – święto Sukkot, czyli szałasów. Stało się ono zapowiedzią końca religii. W Nowym Sączu dr Hein (niemiecki naczelnik miasta) osobiście jeździł na koniu i niszczył szałasy, które zgodnie z prawem religijnym budowali Żydzi<a href="#_ftn85" name="_ftnref85">[85]</a>. W pierwszy szabat pod okupacją urządzono pokaz na Rynku; jak wspominał S. Lehrer, Niemcy zebrali Żydów z pejsami i długimi brodami, którzy pozowali do fotografii w karykaturalnych pozach. Potem zdjęcia te pokazano w „Der Sturmer” jako część artykułu „Żydowscy podżegacze wojenni”. Podobną zabawę Niemcy urządzili sobie z bratem ostatniego sądeckiego rabina, Herschem Halberstamem. Grupa Żydów stanęła na placu, rabin stał przed nimi, a pozostali oskarżycielskimi gestami wskazywali rabina jako winnego ich losu. Fotografia również ukazała się w „Der Sturmer”. Podpis zdjęcia wskazywał, że tutejsi Żydzi wystąpili przeciw rabinowi<a href="#_ftn86" name="_ftnref86">[86]</a>. Oczywiście była to czysta niemiecka propaganda, w którą nikt w Nowym Sączu nie wierzył.</p>
<p>Początkowo to SS-mani byli największym postrachem Żydów nowosądeckich. To oni podpalali i obcinali im brody, przez co wszyscy bali się wyjść na ulicę. Żydzi ciężko pracowali, zbierali śmieci z chodników. Potem, kiedy pojawiło się gestapo, nakazano Żydom dostarczyć złoto. Swoje kosztowności miały oddać synagogi, bożnice i domy modlitw. W osiem dni Żydzi nowosądeccy mieli dostarczyć kandelabry, świeczniki itp. W tym celu zdemontowano w nowosądeckiej synagodze ważący ponad 1000 kilogramów wielki żyrandol<a href="#_ftn87" name="_ftnref87">[87]</a>. Na koniec 1939 r. Niemcy urządzili na Rynku jeszcze jeden poniżający dla Żydów spektakl. Odbył się on w wyjątkowym dniu, w święto Chanuki. Niemcy kazali ortodoksyjnym Żydom tańczyć, klaskać, musieli jeździć na sobie, jak na koniach. Wcześniej na Rynek wnieśli na głowach menory i kandelabry. Trwało to od 10 rano do 2 po południu.</p>
<p>Tak ten dzień wspomniał Markus Lustig: <em>Podczas święta Chanuki Niemcy przeprowadzili akcję przeszukania w żydowskich domach. Wszystkie formacje policji weszły do miasta: policja niemiecka, policja wojskowa i policja polska. Wszyscy żydowscy mężczyźni zostali wyprowadzeni z domów, w których przeprowadzono przeszukania i zabrano to, co przyszło im do głowy, głównie pieniądze i rzeczy wartościowe. Wywracali łóżka, materace, opróżniali szafy. Wszystko się działo od najwcześniejszych godzin rannych aż do 10:00. Do naszego domu wkroczyli wysocy rangą żandarmi, szukając broni. Ojciec, na szczęście, był na poddaszu, dokąd nie doszli. Gdy skończyli rozległe przeszukania we wnętrzu domów, złapali dużą grupę chasydów, z pejsami i brodami, w samym środku modlitwy, wciąż opatulonych w tałesy. Zaprowadzili ich do centrum miasta. Zaczęło się przedstawienie. Polacy stali naokoło a Niemcy zaczęli ściągać chasydom zegarki, ubrania i buty, rzucając je Polakom. Podpalali im brody, obcinali pejsy, każąc im śpiewać i tańczyć. Było to akcja chanukowa. Wśród dręczonych było kilku rabinów z Łabowej, Gorlic i Satmer. Wielu z nich zostało zabranych do szpitala w rezultacie razów, które otrzymali podczas tego publicznego znęcania się</em><em>.</em> Polacy w czasie prześladowania mogli zabierać Żydom buty, płaszcze i ubranie. Po akcji wielu chasydów trafiło prosto do rąk lekarzy. Wówczas tylko aptekarz Jarosz, w ostrych słowach, skrytykował Polaków oglądających to widowisko. Powiedział także gapiom: <em>My będziemy następni</em><a href="#_ftn88" name="_ftnref88">[88]</a>.</p>
<p>Markus Lustig tak wspominał początkowe dni wojny: <em>W pierwszych miesiącach wojny, od września do grudnia 1939 r., życie w mieście toczyło się mniej więcej zwyczajnie. Niemcy wydali nawet instrukcję, by otworzyć wszystkie sklepy. Pod okiem ojca otwarto skład ubrań i konfekcji rodziny Teler, która sprzedawała garnitury na ulicy Jagiellońskiej. Ojciec otworzył sklep i zaczął sprzedawać towar, pomagała mu służąca rodziny Teler, która nadal mieszkała w sklepie. Niemcy wprowadzili do sklepu niemieckiego komisarza i sprzedawali garnitury klientom, którzy stali w długich kolejkach. Po kilku dniach pojawił się Izajasz Bergman, zięć Telera, który przybył zamieszkać w sklepie wraz ze swoją żoną. Ojciec przekazał mu klucze a Izajasz w zamian dał mu kilka garniturów. Nowy lokator znał szefa niemieckiej policji i chciał utrzymać z nim dobre relacje</em><a href="#_ftn89" name="_ftnref89">[89]</a><em>. Każdy wiec radził sobie jak mógł, ale z dnia na dzień było gorzej.</em></p>
<p>Pogarszały się cały czas warunki lokalowe Żydów. Odbierano im domy i wille, zakazywano prowadzenia sklepów i handlu. W listopadzie 1939 r. do Sącza przybyli pierwsi przesiedleńcy z Łodzi i Sieradza<a href="#_ftn90" name="_ftnref90">[90]</a>. Pogarszała się sytuacja żywnościowa.</p>
<p>Pierwsze poniżające Żydów ustawy legislacyjne pojawiły się pod koniec 1939 r. Najbardziej znanym było rozporządzenie Hansa Franka, gubernatora GG z 1 grudnia, nakazujące noszenie opasek z gwiazdą Dawida na prawym rękawie. Obowiązywało ono wszystkich powyżej 10. roku życia. Istotnym wydarzeniem był także nakaz pracy wydany w październiku. Objął on mężczyzn między 14. a 60. rokiem życia. Kolejne rozporządzenia miały na celu najpierw zepchnąć Żydów na margines gospodarczy, a potem w ogóle usunąć. Już 21 września Richard Heydrich (szef Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa III Rzeszy) wystosował do podległych mu dowódców grup operacyjnych tajny telegram w sprawie obchodzenia się z Żydami na terenie Polski, w tym dotyczący przesiedlania i koncentrowania ludności. Padło w nim słowo „cel ostateczny”, oznaczające eliminację ludności. Tego samego dnia nakazano tworzyć Judenraty, czyli rady żydowskie praktycznie zależne od Niemców. Jesienią 1939 r. taka instytucja powstała też w Nowym Sączu.</p>
<p>Prawo „unormowało” także grabieże. Początkowe, dzikie, kradzieże usankcjonowano prawnie, konfiskując całość żydowskiej własności w większości miast Generalnego Gubernatorstwa już jesienią 1939 r. W październiku rekwirowano banki, fabryki i sklepy. Wydano z datą 1 września 1939 r. (gdzieniegdzie – 1 stycznia 1940 r.) zakaz transferu własności żydowskiej dla innych narodowości, bowiem szerzył się proces przepisywania majątków na Polaków, najczęściej bliskich przyjaciół. W październiku Żydzi musieli także zdeponować w bankach wszystkie oszczędności powyżej 2000 zł.</p>
<p>Poniżeni, ograbieni i wystraszeni oczekiwali, co będzie dalej, niemal do końca łudząc się, że Niemcy to jednak kulturalny naród i na pewno nie stanie się im krzywda.</p>
<p><strong>Mniejszość niemiecka i ewangelicy </strong></p>
<p>Sytuacja mniejszości niemieckiej była całkowicie inna niż łemkowskiej, romskiej i żydowskiej. Przedstawiciele tej grupy w większości byli ewangelikami, aczkolwiek nie wszyscy wyznawcy protestantyzmu identyfikowali się z hitleryzmem. Warto zaznaczyć, że większa część tutejszej ludności, która legitymowała sie niemieckim pochodzeniem była już spolszczona, zachowała jedynie odrębne wyznanie. Od XIX w. całe rodziny lub poszczególne osoby z wielu względów przechodziły na inne religie chrześcijańskie (np. ze względu na małżeństwa mieszane). Zjawisko to sprzyjało asymilacji z Polakami.</p>
<p>Mimo to już przed wojną w Nowym Sączu wielu młodych Niemców rozpoczynało działalność wywiadowczą na rzecz III Rzeszy. Swoje rozpoznanie prowadziła na Sądecczyźnie wrocławska placówka wywiadu wojskowego. W latach 30. taką działalnością trudnili się m.in. nauczyciel Oswald Stamm i student Oswald Decker z Dąbrówki Niemieckiej. Prawdopodobnie byli oni członkami <em>Abwehry</em><a href="#_ftn91" name="_ftnref91">[91]</a>.</p>
<p>Od początku 1939 r. silna nagonka antyniemiecka odczuwalna była też w Nowym Sączu. Stosunki z pozostałą ludnością zaostrzyły się pod koniec sierpnia. W lipcu w szkole w Dąbrówce znaleziono materiały wybuchowe<a href="#_ftn92" name="_ftnref92">[92]</a>. W nocy z niedzieli na poniedziałek 27/28 sierpnia kilka młodych osób pochodzenia niemieckiego pod dowództwem Grubera podłożyło bombę na moście kolejowym w Jamnicy; dywersanci zniszczyli jeden tor. Polskie władze natychmiast przeprowadziły rewizję w Dąbrówce Niemieckiej, gdzie ujawniły broń, amunicję, materiały wybuchowe i krótkofalówkę. W czasie śledztwa przesłuchano 100 osób<a href="#_ftn93" name="_ftnref93">[93]</a>.</p>
<p>Reakcja społeczeństwa polskiego była natychmiastowa – urwały się kontakty ze wszystkimi potomkami Niemców i ewangelikami: <em>towarzysze zabaw trzymali się z daleka – </em>pisał Rudolf Herold. Jeszcze przed 1 września dwa razy obrzucono jego dom kamieniami<a href="#_ftn94" name="_ftnref94">[94]</a>. Według relacji Walloschke na kilka dni przez początkiem wojny na ulicy został pobity znany młynarz Jenkner. Było to zaskoczenie, bowiem cieszył się on poważaniem wszystkich mieszkańców miasta. Okazało się, że kilka godzin później policja przeszukiwała młyn Jenknera, a jego najbliższych aresztowano. Nikomu nic nie udowodniono, nie znaleziono też nic kompromitującego Jenknera<a href="#_ftn95" name="_ftnref95">[95]</a>. W tym czasie na Rynku spalono czarną kukłę Hitlera, którą wykonano ze słomy. Do twarzy doklejono jej charakterystyczny wąsik<a href="#_ftn96" name="_ftnref96">[96]</a>. Co ciekawe, Arnold Schmidt, który w tym czasie trafił do więzienia (podejrzany o szpiegostwo), spotkał się tam z bardzo dobrym przyjęciem reszty więźniów. Nie robiono mu wyrzutów, że jest Niemcem, nie odczuwał nawet najmniejszego prześladowania. Tak więc reakcje były rozmaite<a href="#_ftn97" name="_ftnref97">[97]</a>.</p>
<p>Kolejnej nocy, 28/29 sierpnia, wykryto w lesie w Łomnicy Zdroju i kościele ewangelickim w Nowym Sączu broń, amunicję i 200 opasek ze swastyką. Ponadto 29 sierpnia dywersanci ostrzelali pociąg na linii kolejowej Ryto – Piwniczna. W tym samym dniu polski kontrwywiad aresztował 14 osób. Pochodzili oni z Nowego Sącza, Dąbrówki Niemieckiej i Krasnego Potockiego. Wszyscy należeli do <em>Jungdeutsche</em> <em>Partei</em>, a co po niektórzy do <em>Verband</em> <em>Deutscher</em> <em>Hochschuler</em> <em>in</em> <em>Polen</em>. Oskarżono ich o dywersję i działalność szpiegowską. U Gustawa Deckera w Dąbrówce Niemieckiej znaleziono plan zamachu na most kolejowy w Kamionce Wielkiej. Mimo zatrzymań 30 sierpnia próbowano zniszczyć tory kolejowe w Grybowie, na rzece Białej. 31 sierpnia prasa napisała, że kierownikami grupy dywersyjnej byli Maks Jenkner i student filozofii Oswald Decker<a href="#_ftn98" name="_ftnref98">[98]</a>.</p>
<p>Ciekawie prezentuje się postawa kościoła ewangelickiego w Nowym Sączu. Opracowania historyczne i wspomnienia Sądeczan jednoznacznie wskazują, że działająca przy nim szkoła była „V kolumną”. Odbiór wydarzeń wojennych z perspektywy Niemców był zgoła odmienny – co nie znaczy, że słuszny. Należy krytycznie spojrzeć na wspomnienia Walloschke, który w swojej publikacji bardziej sympatyzuje z Niemcami niż z Polską. Mimo wszystko jego publikacja daje pełniejszy obraz początku II wojny światowej na Sądecczyźnie.</p>
<p>Jeszcze przed wybuchem wojny pastor Walloschke musiał zakwaterować w swojej kancelarii polskiego żołnierza, który zajmował telefon. Dzieci były zdziwione, bowiem tyle polskich szkół stało pustych<a href="#_ftn99" name="_ftnref99">[99]</a>. Być może był to jednak celowy zabieg, aby odciąć potencjalnych szpiegów – jak postrzegano niemal każdego ewangelika – od połączeń. W tych okolicznościach nastąpiła pamiętna dla rodziny chwila: <em>Po powrocie z miasta [ojciec] nie wszedł do kancelarii. Widocznie roztrzęsiony i blady wyszeptał mało słyszalne: „jest wojna”. Przerażające milczenie</em><a href="#_ftn100" name="_ftnref100">[100]</a><em>. </em>Nie wiedzieli co zrobić; z jednej strony cieszyli się w mieście szacunkiem, z drugiej strony bali się, że zostaną posądzeni o zdradę za jakąś błahostkę, jak np., za słuchanie radia po niemiecku. Od tej pory radia słuchali po kryjomu, pod kocem i z dala od kancelarii, gdzie urzędował żołnierz. Słuchali propagandy niemieckiej, która podawała m.in. informacje, że to Polacy zaatakowali radiostację w Gliwicach. Walloschkowie nie byli pewni zwycięstwa ani jednej, ani drugiej strony. Bardziej podatni na polską przedwojenną propagandę, wierzyli, że istnieje możliwość, że Wojsko Polskie stanie w Berlinie. Szybkie zwycięstwa Niemiec budziły w rodzinie nadzieję, że nikt się nimi nie zajmie i unikną aresztowań oraz prześladowań. W nocy jednak dotarli do nich dwaj policjanci, którzy kazali się im ubierać. Pastorowej z dziećmi kazali opuścić do godziny 10 rano miasto i obszar przygraniczny, zaś pastor i jego syn Harald zostali zabrani przez policję<a href="#_ftn101" name="_ftnref101">[101]</a>.</p>
<p>Wyjeżdżający stali w kolumnach przed Zabełczem. Tam o uciekinierów troszczył się kurator gminy Eugeniusz Aleksander z żoną. Ludzie spali w stodole, w stajniach, w dworze na Załubińczu. Koncentracja ludności tutaj miała być przemyślana – znajdowali się z daleka od działań frontowych. Czas płynął spokojnie, choć uciekinierzy stworzyli warty, aby pilnować wozów i zabudowań. Tymczasem przejeżdżały kolumny polskich żołnierzy, których niektóre rodziny zaopatrywały w wodę. Wielu było rannych. Kolejnego dnia wkroczyli Niemcy, a uciekinierzy masowo wracali do domów, które bywały splądrowane – stanowiły jednak one mniejszość, bowiem przedwojenni sąsiedzi zachowywali się całkiem przyzwoicie<a href="#_ftn102" name="_ftnref102">[102]</a>.</p>
<p>Rudolf Herold wspominał, że na początku okupacji razem z bratem, tak jak wszyscy Sądeczanie, obserwował nadlatujące samoloty. Wiadomość o wybuchu wojny dotarła do nich jeszcze przed południem 1 września. Rodzina otrzymała rozkaz wyjazdu do Tarnowa, ale zdecydowała się jeszcze zatrzymać w Nowym Sączu – kilka dni nocowali u rodziny Launhardt na ul. Batorego. Uskarżał się, że był z rodziną tropiony przez policję, co było jednak zupełnie zrozumiałe w kontekście kontaktów sąsiadów z dywersantami. 3 września wrócili do domu, a ulica w Dąbrówce była pusta, choć dzień wcześniej znajdowało się tutaj sporo furmanek. Polska obrona miasta ulokowała w tym miejscu magazyny. Zobaczył tam żołnierzy, których tak opisał: <em>Oddział przedstawiał się w opłakanym stanie. Ranni żołnierze mieli części mundurów, najczęściej byli bez broni. </em>W ogrodzie stał karabin przeciwlotniczy. Rodzina dostała się do domu i na wózek spakowała ubrania, swoje rzeczy. Spodziewali się, że podzielą los wielu uciekinierów, choć tego nie chcieli<a href="#_ftn103" name="_ftnref103">[103]</a>.</p>
<p>Obawa przed niemieckimi dywersantami była tak wielka, że ewangelików ze Stadeł i Podrzecza przesiedlono do Nowego Sącza<a href="#_ftn104" name="_ftnref104">[104]</a>. Wydaje się, że przeprowadzki o których mowa powyżej były przymusowe i wszechobecne. Przenoszono do miasta także mieszkańców Dąbrówki Niemieckiej – widok był smutny: większość szła piechotą, jedynie starszy Ohly jechał koniem. Następnie wszyscy jechali w stronę Jurkowa i na Tarnów. Poza miastem ewangelicy bali się mówić, kim są. Herold wspominał, że kiedy zatrzymali się w Tęgoborzy, wyjaśnili właścicielowi domu, że uciekli, ponieważ mieszkali za blisko dworca kolejowego. Mimo iż gospodarz zorientował się, że miał do czynienia z Niemcami, nie przegonił ich, ale im dopomógł. Bali się, bowiem po wsi krążyli polscy żołnierze, którzy mogli się z nimi szybko rozprawić. Uciekinierzy tym bardziej byli pod wrażeniem gościnności rolnika – właściwie ryzykował on swoje życie<a href="#_ftn105" name="_ftnref105">[105]</a>. Nieciekawy los spotkał Gustawa Herolda, który uciekając z Nowego Sącza, został zatrzymany przez policjantów w Rożnowie pod zarzutem szpiegostwa i zamknięty w chlewiku. Atmosfera była co najmniej pogromowa – według jego relacji na zewnątrz był tłum rozwrzeszczanych ludzi. Dzięki innym, bardziej polubownie nastawionym osobom, udało mu się uciec i wrócić do domu<a href="#_ftn106" name="_ftnref106">[106]</a>.</p>
<p>Po wybuchu wojny, 2 września z więzienia przy ul. Pijarskiej z Nowego Sącza żandarmeria zabrała najbardziej zagorzałych dywersantów i pod eskortą wywieziono ich koleją do Tarnowa. Rozstrzelano ich 8 września pod Baranowem Sandomierskim, w obliczu otoczenia transportu przez siły niemieckie<a href="#_ftn107" name="_ftnref107">[107]</a>. W późniejszych miesiącach winę za ich śmierć próbowano zrzucić na sądeckich Żydów. Jeszcze przed wkroczeniem Niemców do miasta odkryto radiostację w okolicy dworca kolejowego. Poza tym ujawniono sabotaż gospodarczy i dywersję w postaci rozkręcania szyn<a href="#_ftn108" name="_ftnref108">[108]</a>.</p>
<p>Kwestia zamordowanych dywersantów wróciła do Nowego Sącza 13 listopada. Tego dnia okupant w asyście duchownych ewangelickich urządził dywersantom ekshumowanym z Baranowa Sandomierskiego uroczysty pogrzeb. Wśród 11 pochowanych tego dnia był wspomniany nauczyciel Oswald Stamm (29 lat) i młody kupiec z ulicy Na Rurach Edward Stuber (26 lat)<a href="#_ftn109" name="_ftnref109">[109]</a>. Co ciekawe, przed wojną Edward był czołowym zawodnikiem „Strzelca”. Jego brat zginął w 1939 r., walcząc w Wermachcie.<a href="#_ftn110" name="_ftnref110">[110]</a></p>
<p>Nie wszyscy ze strachem patrzyli w przyszłość. Roland Walloschke pisał: <em>Wśród nas Niemców był szczególny nastrój. To był strach przed czymś nieznanym, także radosno-napięte oczekiwanie na nadchodzące (…) Duma być Niemcem ogarnęła nawet niektórych z nas, którzy byli na najlepszej drodze swoją ojczystą mowę zapomnieć i poddać się asymilacji. </em>Walloschke jednocześnie będąc obywatelem polskim i znając naszą historię <em>miał wiele zrozumienia, że Polska dążyła być państwem narodowym i dla swej niezależności chciała się postawić</em><a href="#_ftn111" name="_ftnref111">[111]</a><em>.</em></p>
<p>Ciekawie wspomniany wyżej Herold opisuje pierwsze spotkanie z żołnierzami, których spotkał w rejonie Tęgoborza już 6 września. <em>Pozdrowiliśmy ich zwyczajnym „niech będzie pochwalony”, zostaliśmy od razu pouczeni, że w Niemczech pozdrawia się „Heil Hitler”. </em>Po tej nauczce jego rodzina mogła już wrócić do Nowego Sącza<a href="#_ftn112" name="_ftnref112">[112]</a>.</p>
<p>Od początku wojny wśród mniejszości niemieckiej pojawiły się osoby, które chętnie współpracowały z okupantem. Należy zaznaczyć, że volkslisty podpisywali też przedstawiciele innych narodowości, którzy doszukiwali się swojej niemieckości. Okupant od początku musiał szukać współpracowników poza terenem Niemiec. Zbiory płodów rolnych, pobór na roboty, zwalczanie partyzantki nie były w gestii wojska, zajętego innymi zadaniami<a href="#_ftn113" name="_ftnref113">[113]</a>. Ciężko stwierdzić, na ile w 1939 r. ludźmi podpisującym volkslisty kierowała chęć przeżycia, a na ile nowa moralność, nazwana przez badaczy „partykularną” lub „uniwersum powszechnych zobowiązań”, która dawała przynależność do lepszego (lub gorszego) społeczeństwa. Dawała ona lepsze prawa, ale nakładała również obowiązki. Postępki tych, którzy współpracowali z nazistami zweryfikowało po wojnie sumienie, które jednym nakazało wyjechać, innym popełnić samobójstwo lub pozostać i wystawić się na szykany lub nawet samosąd<a href="#_ftn114" name="_ftnref114">[114]</a>. Jest to temat rozległy i bardzo obszerny, który wymaga pogłębionych badań.</p>
<p>Wśród najbardziej zagorzałych współpracowników gestapo znajdowało się wielu przedwojennych aktywistów społecznych, którzy podpisali volkslistę, o czym mówią liczne relacje. Przykładem może być Joann Svoboda, o którego zbrodniach szczególnie pisali Żydzi<a href="#_ftn115" name="_ftnref115">[115]</a>. Znany jest także przypadek Johana Gorki czy Franciszka Lawitschki ze Starego Sącza.</p>
<p>Najczęściej listy o współpracy podpisywano wybiórczo, rzadko całymi osiedlami czy wioskami. Tego ostatniego rozwiązania próbowano, ponieważ niektóre osady miały korzenie w kolonizacji józefińskiej lub zamieszkiwało je sporo potomków niemieckich przybyszów<a href="#_ftn116" name="_ftnref116">[116]</a>.</p>
<p>Ciekawie sytuacja prezentowała się w stolicy regionu. Nawet ci ewangelicy, którzy podpisali volkslistę niezbyt pilnie zajmowali się losem tysiącletniej rzeszy. Silne podziały następowały nawet w rodzinach, jak u Weimerów. Jan Weimer, urodzony w 1923 r. odmówił podpisania volkslisty, mimo gróźb torturami<a href="#_ftn117" name="_ftnref117">[117]</a>. Podobnie uczynił jego ojciec Gustaw, były urzędnik bankowy. Za karę, iż nie podpisał listy, miał zbierać śmieci i czyścić rynek sądecki razem z Żydami, co było bardzo upokarzające<a href="#_ftn118" name="_ftnref118">[118]</a>. Brat Gustawa podpisał listę i został inspektorem w <em>Schulamcie</em>, jednak o działalność antypolską nie można go oskarżać, czasem spotyka się wręcz przeciwne opinie<a href="#_ftn119" name="_ftnref119">[119]</a>. Część świadków tamtych dni twierdzi jednak, że to on wydał organizację Orła Białego, co skończyło się egzekucjami wielu młodych gimnazjalistów<a href="#_ftn120" name="_ftnref120">[120]</a>. Podobnie było w rodzinie Frohlichów. Ernest, który był cechmistrzem i znanym kowalem w czasie okupacji trafił do niemieckiego aresztu na Czarneckiego. Mimo tortur nie podpisał volkslisty. Józef Homecki wspominał później: <em>Pokazał później u mnie swoją czarną krawatkę, mówiąc, że jej nie zdejmie wcześniej, aż „Hitlera szlag trafi, a jeżeli tego nie dotrzyma, mogę mu napluć w twarz”</em>. Nie życzył sobie, aby po jego śmierci, której się spodziewał, jego żoną zaopiekował się jego brat volksdeutsch<a href="#_ftn121" name="_ftnref121">[121]</a>. Ludzie byli podzieleni w rodzinach. Walloschke wspominał, jak jego brat Harald – syn pastora – <em>całkiem podniecony oznajmił „dziś wieczór przemawia Hitler”. Ale odczepnie odparował mu mój mały bystry brat Herbert: „Jego powinni dawno powiesić!”</em> <a href="#_ftn122" name="_ftnref122">[122]</a><em>.</em></p>
<p>Także właściciele sklepów, którzy podpisali volkslisty byli przychylni bardziej podziemiu niż okupantowi. W Rynku 22 sklep posiadał volksdeutsch Józef Aleksander, który mało interesował się handlem. Prowadził go jednak prawdziwy patriota Edward Smajdor, nauczyciel, wspomagający partyzantów<a href="#_ftn123" name="_ftnref123">[123]</a>. Przy Jagiellońskiej 18 działał sklep Spółdzielni Rolniczo-Handlowej „Rolnik” w Nowym Sączu. Na jego czele w czasie okupacji stał przedwojenny oficer Wojska Polskiego Henryk Butz, oficjalnie volksdeutsch. Mimo to wspomagał on podziemie, zaopatrując je m.in. w cukier<a href="#_ftn124" name="_ftnref124">[124]</a>. W sklepie z artykułami chemicznymi Jana Grubera pracował w czasie okupacji Jan Śmierciak, który zajmował się kolportażem prasy podziemnej<a href="#_ftn125" name="_ftnref125">[125]</a>, a sam Gruber był żarliwym patriotą, który podziemiu przekazywał artykuły chemiczne i pieniądze. Odmówił podpisania volkslisty<a href="#_ftn126" name="_ftnref126">[126]</a>.</p>
<p>Różne były zachowania inteligencji. Część nauczycieli gimnazjalnych, mająca korzenie ewangelickie lub żony ewangeliczki, podpisało volkslistę<a href="#_ftn127" name="_ftnref127">[127]</a>. Inż. Maksymilian Geisler, w latach międzywojennych dyrektor wydziału ruchu drogowego, odmówił jej podpisania, razem z żoną i synem. Jego dziadek pochodzący z Bawarii nosił przy nazwisku „von” i mieszkał w Berlinie. Być może dlatego jego odmowa akurat spotkała się ze zrozumieniem gestapowców<a href="#_ftn128" name="_ftnref128">[128]</a>. W latach 1940–1944 Geisler prowadził szkołę, zatrudniając większość przedwojennych nauczycieli z I Gimnazjum (m.in. Rapfa, Gargulę i innych)<a href="#_ftn129" name="_ftnref129">[129]</a>. Wyjątkową postawę wykazała też Wilma Uhl, która w czasie okupacji na strychu swojej willi ukrywała egzemplarze I tomu Rocznika Sądeckiego, przeniesione do różnych części miasta z Domu Parafialnego przy ul. Ducha Świętego 2<a href="#_ftn130" name="_ftnref130">[130]</a>.</p>
<p>Zachowanie przyjazne Żydom okazywał młynarz Jenkner. Z czasów przedwojennych znał się doskonale z żydowskimi młynarzami i piekarzami, mówił biegle w jidysz, a w czasie wojny wielokrotnie ręczył za niewinność Żydów własnym honorem i ryzykując życie<a href="#_ftn131" name="_ftnref131">[131]</a>. Podobnie przyjazną Polakom i Żydom postawę prezentowała rodzina Aleksandrów. Alfred Aleksander w 1939 r. był mianowany zarządcą cegielni w Biegonicach. Przez lata zatrudniał Polaków i Żydów na fikcyjnych dokumentach, chroniąc ich od wywózek do Rzeszy i obozów zagłady. Warto nadmienić, że mimo iż w jego domu stale mieszkali Niemcy, Aleksander ukrywał dwie Żydówki, a także osoby poszukiwane przez gestapo<a href="#_ftn132" name="_ftnref132">[132]</a>. W historii miasta zapisał się też Eugeniusz Aleksander, który został postawiony przez Niemców na czele dawnej Kasy Oszczędności. Na budynku banku wisiał pomnik Jagiełły, który okupant kazał jesienią 1939 r. zniszczyć. Dzięki sprytowi Aleksandra oraz szeregu polskich pracowników monument został pocięty i ukryty w podziemiu siedziby banku. Wrócił na swoje miejsce w 1945 r.</p>
<p>Oczywiście nie można zapomnieć o tych, którzy aktywnie współpracowali z Niemcami. Pośród mieszkańców Nowego Sącza po wojnie wytyczono aż 170 spraw karnych w sprawie przystąpienia do narodowości niemieckiej<a href="#_ftn133" name="_ftnref133">[133]</a>. Znamiennym jest fakt, że prawdziwi sympatycy hitleryzmu żyli w enklawach pielęgnujących niemieckość, nie tam, gdzie mieszkali pomiędzy Polakami czy Żydami. Asymilacja i polonizacja zdecydowanie służyły im do zachowania w czasie wojny moralnie słusznej postawy. Przykładem osady, w której żyło wielu Niemców były Stadła, czy dzielnica Nowego Sącza, Dąbrówka Niemiecka (wcześniej osobna wieś). Zbadanie postaw mieszkańców tych wsi może w przyszłości dać pełen obraz omawianego tematu w całym regionie. Jednak także w Nowym Sączu nie brakowało sympatyków nazizmu. Jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników Hitlera był właściciel drukarni, Rudolf Wholwonder. Przejął on zakład po Żydach i pracował na zlecenie władz<a href="#_ftn134" name="_ftnref134">[134]</a>. W obliczu końca wojny ewakuował się z maszynami do Poznania, gdzie w kilka miesięcy potem zmarł<a href="#_ftn135" name="_ftnref135">[135]</a>. Ponurą sławą cieszyła się też rodzina Deckerów z Dąbrówki Niemieckiej, choć tak naprawdę większość z tych przekazów oparta jest na wspomnieniach, a nie na dokumentach<a href="#_ftn136" name="_ftnref136">[136]</a>.</p>
<p>Nie da się ukryć, że od początku okupacji ci, którzy mieli niemieckie pochodzenie lub współpracowali z okupantem, mieli lepiej. Rudolf Herold wspomniał, jak zaraz po zajęciu miasta dzieci niemieckie zostały wywiezione na Słowację, gdzie miały bezpiecznie i miło spędzić okres 6 tygodni. W czasie, w którym w mieście panował głód, dzieci na powrót dostały 10 kg mąki i ubrania. Dzieci normalnie uczęszczały do szkoły<a href="#_ftn137" name="_ftnref137">[137]</a>.</p>
<p><strong>Podsumowanie</strong></p>
<p>II wojna światowa była niewątpliwie najtragiczniejszym wydarzeniem w historii XX w. Doprowadziła do niewyobrażalnych skutków w skali globalnej, ale również w perspektywie regionalnej. Początki tych wydarzeń rozpoczęły się na okupowanych ziemiach polskich. Już w przeciągu kilku miesięcy, od września do grudnia, można było dostrzec dzielące się społeczeństwo. Każda z mniejszości i wyznań inaczej patrzyła na nadciągający kataklizm. Niewielu zdawało sobie sprawę, że dotknie on wszystkich – tych, którzy z góry byli skazani na zagładę, ale też tych którzy tę wojnę wywołali. Ponad 5 lat okupacji niemieckiej doprowadziło do wielkich zmian we wzajemnych stosunkach, demografii i kulturze. Większość z nich była nieodwracalna.</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Na temat Żydów można znaleźć więcej informacji w wielu publikacjach, np.: E. Długosz, <em>Żydzi w Nowym Sączu – 3 wieki w historii miasta, </em>Nowy Sącz 2000; T. Duda, <em>Żydzi sądeccy</em>, Nowy Sącz 1994.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> Więcej na temat osadników niemieckich zob.: A. Arytmiak, <em>Z</em> <em>dziejów osadników niemieckich w Sądecczyźnie, </em>„Sprawozdanie II Gimnazjum Państwowego w Nowym Sączu”, Nowy Sącz 1928; idem, <em>Z przeszłości Nowego Sącza, </em>Nowy Sącz 1930.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> Zob. więcej: A. Kroh, <em>Za tamtą górą. Wspomnienia łemkowskie, </em>Warszawa 2016.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Ukazało się stosunkowo niewiele opracowań dotyczących społeczności romskiej na Sądecczyźnie. O stereotypach zob.: Ł. Połomski, <em>Wizerunek Cygana w polskojęzycznej prasie galicyjskiej i międzywojennej,</em> „Studia Romologica” nr 5: 2012, s. 257–270; A. Lubecka, <em>Tożsamość kulturowa Bergitka</em> Roma, Kraków 2005.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> E. Banasiewicz-Ossowska, <em>Między dwoma światami. Żydzi w polskiej kulturze ludowej, </em>Wrocław 2007, s. 25.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> Zob. więcej: Ł. Połomski, <em>Relacje polsko-żydowskie na Sądecczyźnie w okresie międzywojennym,</em> „Rocznik Sądecki”, t. XLII: 2014,s. 65–92.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> Zob. więcej: Ł. Połomski, <em>Stereotyp Żyda na wsi sądeckiej w okresie międzywojennym, </em>„Roczniki Ludowego Towarzystwa Naukowo-Kulturalnego Oddział w Krakowie” nr 14/15: 2016, s. 104–115.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> Założycielem rodu był Chaim Halberstam (zm. 1876 r.), który słynął z dobroczynności oraz niezwykłej mądrości. Zob.: R. Żebrowski, <em>Cadyk z Sącza (cz. I) W 130 rocznicę śmierci Chaima Halberstama,</em> „Almanach Muszny” 2006, s. 99–108; J. Doktór, <em>Halberstam Chaim Ben Arie, </em>„Polski Słownik Judaistyczny”, t. I, s. 547–548.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> Patrz: A. Gil<em>, Działalność duchowieństwa greckokatolickiego dekanatu muszyńskiego w latach 1848–1914, </em>„Almanach Muszyny” 2003.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10">[10]</a> Archiwum Sądeckiego Sztetlu (dalej: ASS), relacja Władysława Żaroffe z 2018 r.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11">[11]</a> Zob.: M. Ossowska, <em>Normy moralne. Próba systematyzacji</em>, Warszawa 1970.</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12">[12]</a>Archiwum Narodowe w Krakowie (dalej: ANKr), Więzienie w Nowym Sączu I 6. Teczka Racheli Z.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13">[13]</a> ASS, relacja Emila Knebla z 2012 r.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14">[14]</a> L. Zakrzewski, <em>Kalendarium wydarzeń wojny obronnej na Sądecczyźnie, </em>[w:] <em>Wojna i okupacja w Piwnicznej i na Sądecczyźnie</em>, pod red. W. Wdowiaka, Piwniczna-Zdrój 2010, s. 60.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15">[15]</a> Ibidem, s. 62.</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16">[16]</a> Ibidem, s. 65–66.</p>
<p><a href="#_ftnref17" name="_ftn17">[17]</a> <em>Z pamiętników Marii Matyldy Zielińskiej, </em>oprac. B. Celewicz, Nowy Sącz 2021, s. 6–7.</p>
<p><a href="#_ftnref18" name="_ftn18">[18]</a> M. Lustig, <em>Skrwawiony puch, </em>Nowy Sącz 2016, s. 54.</p>
<p><a href="#_ftnref19" name="_ftn19">[19]</a> ASS, Relacja Ireny Zielińskiej z 2019 r.</p>
<p><a href="#_ftnref20" name="_ftn20">[20]</a> J. Krokowski, <em>Wspomnienia z lat okupacji</em>, „Rocznik Sądecki” t. 6: 1965, s. 150.</p>
<p><a href="#_ftnref21" name="_ftn21">[21]</a> Ibidem, s. 150–151.</p>
<p><a href="#_ftnref22" name="_ftn22">[22]</a> L. Zakrzewski, op. cit., s. 61.</p>
<p><a href="#_ftnref23" name="_ftn23">[23]</a> J. Chrobaczyński, <em>Wojna Obronna w 1939 r. i jej skutki. Syndrom września, </em>[w:]<em> Dzieje Miasta Nowego Sącza</em>, t. III, Kraków 1996, s. 270.</p>
<p><a href="#_ftnref24" name="_ftn24">[24]</a> Ibidem, s. 271.</p>
<p><a href="#_ftnref25" name="_ftn25">[25]</a> <em>Z pamiętników Marii Matyldy Zielińskiej…</em>, s. 9–10.</p>
<p><a href="#_ftnref26" name="_ftn26">[26]</a> M. J. Nowak, <em>Z dziejów ruchu czerwonokrzyskiego w Nowym Sączu i Sądecczyźnie, </em>Nowy Sącz 1991, s. 52–68.</p>
<p><a href="#_ftnref27" name="_ftn27">[27]</a> M. Lustig, op. cit., s. 54.</p>
<p><a href="#_ftnref28" name="_ftn28">[28]</a> Zob. więcej: D. Golik, <em>Wrzesień 1939 w dolinie Dunajca. Bój graniczny i walki nad górnym Dunajcem między 1 a 6 września 1939 roku</em><strong>, Kraków 2018, s. 171.</strong></p>
<p><a href="#_ftnref29" name="_ftn29">[29]</a> A. Krawczyk, <em>Hitlerowski okupant na Sądecczyźnie, </em>[w:] <em>Okupacja na Sądecczyźnie 1939–1945</em>, Nowy Sącz 1979, s. 63.</p>
<p><a href="#_ftnref30" name="_ftn30">[30]</a> J. Chrobaczyński, op. cit., s. 269.</p>
<p><a href="#_ftnref31" name="_ftn31">[31]</a> M. Lustig, op. cit., s. 55.</p>
<p><a href="#_ftnref32" name="_ftn32">[32]</a> ANKr ONS, 31/190/0/3/55, E. Piwońska, <em>Moje wspomnienia o wkroczeniu wojsk niemieckich do Nowego Sącza 5.IX.1939 roku</em>.</p>
<p><a href="#_ftnref33" name="_ftn33">[33]</a> <em>Z pamiętników Marii Matyldy Zielińskiej…</em>, s. 15.</p>
<p><a href="#_ftnref34" name="_ftn34">[34]</a> Zob. więcej: J. Ficowski, <em>Cyganie na polskich drogach, </em>Kraków–Wrocław 1985.</p>
<p><a href="#_ftnref35" name="_ftn35">[35]</a> Patrz G. Olszewski, <em>Więźniowie KL Auschwitz z powiatu nowosądeckiego</em>, Nowy Sącz 2012, s. 148–151, 559.</p>
<p><a href="#_ftnref36" name="_ftn36">[36]</a> J. Bieniek, <em>Łemkowie w służbie Polski Podziemnej</em>, „Tygodnik Powszechny” nr 15 z 1985 r.</p>
<p><a href="#_ftnref37" name="_ftn37">[37]</a> W. Wdowiak, A. Talar<em>, Piwniczna podczas okupacji niemieckiej, </em>[w:] <em>Wojna i okupacja w Piwnicznej..</em>., s. 74.</p>
<p><a href="#_ftnref38" name="_ftn38">[38]</a> S. A. Wisłocki, <em>Łemkowskim tropem</em>, „Pamiętnik Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego” t. 18: 2010, s. 277.</p>
<p><a href="#_ftnref39" name="_ftn39">[39]</a> Ibidem, s. 279.</p>
<p><a href="#_ftnref40" name="_ftn40">[40]</a> Ibidem, s. 284.</p>
<p><a href="#_ftnref41" name="_ftn41">[41]</a> Ibidem, s. 289–90.</p>
<p><a href="#_ftnref42" name="_ftn42">[42]</a> Ibidem, s. 280.</p>
<p><a href="#_ftnref43" name="_ftn43">[43]</a> Ibidem, s. 281.</p>
<p><a href="#_ftnref44" name="_ftn44">[44]</a> S. Stepien, <em>The Greek Katholic Church in the Lemko Region in WWII and its liquidation (1939–1947)</em>, [w:] <em>The Lemko Region 1939–1947</em>, edited by Paul Best, Jaroslaw Moklak, Cracow–New Haven 2002, s. 183.</p>
<p><a href="#_ftnref45" name="_ftn45">[45]</a> J. M. Nowak, <em>Opieka zdrowotna i opieka  społeczna, </em>[w:] <em>Dzieje Miasta…</em>, s. 419.</p>
<p><a href="#_ftnref46" name="_ftn46">[46]</a> J. Chrobaczyński, op. cit., s. 282.</p>
<p><a href="#_ftnref47" name="_ftn47">[47]</a> ASS, Relacja Jakuba Müllera z 2009 r.</p>
<p><a href="#_ftnref48" name="_ftn48">[48]</a> <em>Protest Żydów nowosądeckich przeciwko Hitlerowi</em>, „Głos Podhala” nr 14 z 1933 r., s. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref49" name="_ftn49">[49]</a> <em>Kronika</em>, „Nasz Głos” nr 1 z 1938 r., s. 4.</p>
<p><a href="#_ftnref50" name="_ftn50">[50]</a>A. Gancarz, <em>Społeczność miasta Muszyny w latach 1918–1939</em>, „Almanach Muszyny” 1995, s. 38; R. Żebrowski, <em>Żydzi w Muszynie wobec Holocaustu – cz. 1. Wysiedlenie</em>, „Almanach Muszyny” 1999,  s. 44.</p>
<p><a href="#_ftnref51" name="_ftn51">[51]</a> Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, (dalej: AŻIH), sygn. 301/2040, relacja Gizy Beller, s. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref52" name="_ftn52">[52]</a> A. Talar, W. Wdowiak, <em>Piwniczańscy Żydzi na tle dziejów miasta, </em>Piwniczna-Zdrój 2008, s. 276.</p>
<p><a href="#_ftnref53" name="_ftn53">[53]</a> Ibidem, s. 234.</p>
<p><a href="#_ftnref54" name="_ftn54">[54]</a> Ibidem, s. 290–291.</p>
<p><a href="#_ftnref55" name="_ftn55">[55]</a> ASS, Relacja Emila Knebla z 2012 r.</p>
<p><a href="#_ftnref56" name="_ftn56">[56]</a> S. Lehrer, L. Strassman, <em>The Vanished city of Tsanz</em>, Jerusalem 1997, s. 255.</p>
<p><a href="#_ftnref57" name="_ftn57">[57]</a> Ibidem, s. 255–256.</p>
<p><a href="#_ftnref58" name="_ftn58">[58]</a> Ibidem, s. 250–252.</p>
<p><a href="#_ftnref59" name="_ftn59">[59]</a> Ibidem, s. 255–256.</p>
<p><a href="#_ftnref60" name="_ftn60">[60]</a> Zob.: R. Żebrowski, <em>Żydowski pensjonat „Bristol” w Muszynie,</em> „Almanach Muszyny” 1998.</p>
<p><a href="#_ftnref61" name="_ftn61">[61]</a> M. Akavia, <em>Ostatnie piękne lato, </em>„Almanach Muszyny” 2001, s. 50.</p>
<p><a href="#_ftnref62" name="_ftn62">[62]</a> L. Zakrzewski, op. cit., 62.</p>
<p><a href="#_ftnref63" name="_ftn63">[63]</a> A. Talar, W. Wdowiak, <em>Piwniczańscy Żydzi na tle…,</em> s. 290–291.</p>
<p><a href="#_ftnref64" name="_ftn64">[64]</a> Ch. Stevens, <em>Nowy Sącz, September 1939, </em>„The Journal of Holocaust Education”, vol. 9: 2000, nr 1, s. 52.</p>
<p><a href="#_ftnref65" name="_ftn65">[65]</a> Archiwum Yad Vashem (dalej: AYV), syg. 88-0192F, M. Bergman – Winter, <em>Memorandum. </em><em>Nowy Sącz – Sambor 1939–1945,</em>s. 6.</p>
<p><a href="#_ftnref66" name="_ftn66">[66]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref67" name="_ftn67">[67]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref68" name="_ftn68">[68]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref69" name="_ftn69">[69]</a> J. Giza, <em>Nowosądecka lista katyńska,</em> Nowy Sącz 2009, s. 149.</p>
<p><a href="#_ftnref70" name="_ftn70">[70]</a> R. Zaziemski, <em>Pierwszy Pułk Strzelców Podhalańskich 1918–1939, </em>Nowy Sącz 1991, s. 41; Z. Mordawski, <em>Materiały do dziejów 1 Pułku Strzelców Podhalańskich w Nowym Sączu (część I: listopad 1918 – sierpień 1939),</em> „Rocznik Sądecki” t. 19: 1990, s. 122.</p>
<p><a href="#_ftnref71" name="_ftn71">[71]</a> AŻIH, 301/1647, Relacja Pinkasa Kornhausena, s. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref72" name="_ftn72">[72]</a> AŻIH, 301/1338, Relacja Emila Steinlaufa, s. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref73" name="_ftn73">[73]</a> AYV, M. Bergman – Winter, op. cit., s. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref74" name="_ftn74">[74]</a> M. Lustig, op. cit., s. 55.</p>
<p><a href="#_ftnref75" name="_ftn75">[75]</a> Ch. Stevens, op. cit., s. 53.</p>
<p><a href="#_ftnref76" name="_ftn76">[76]</a> AŻIH, 301/1703, Relacja Samuela Kaufera, s. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref77" name="_ftn77">[77]</a> A. Kac, <em>Nowy Sącz. Miasto mojej młodości, </em>Kraków 1997, s. 102.</p>
<p><a href="#_ftnref78" name="_ftn78">[78]</a> AYV, M. Bergman-Winter, op. cit., s. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref79" name="_ftn79">[79]</a> Ibidem, s. 7.</p>
<p><a href="#_ftnref80" name="_ftn80">[80]</a> Ibidem, s. 9.</p>
<p><a href="#_ftnref81" name="_ftn81">[81]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref82" name="_ftn82">[82]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref83" name="_ftn83">[83]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref84" name="_ftn84">[84]</a> ASS, Relacja Jakub Müllera z 2009 r.</p>
<p><a href="#_ftnref85" name="_ftn85">[85]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 256.</p>
<p><a href="#_ftnref86" name="_ftn86">[86]</a> Ibidem, s. 258.</p>
<p><a href="#_ftnref87" name="_ftn87">[87]</a> Ibidem, s. 259-260.</p>
<p><a href="#_ftnref88" name="_ftn88">[88]</a> Ibidem, s. 271–273.</p>
<p><a href="#_ftnref89" name="_ftn89">[89]</a> M. Lustig, op. cit., s. 55.</p>
<p><a href="#_ftnref90" name="_ftn90">[90]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 277.</p>
<p><a href="#_ftnref91" name="_ftn91">[91]</a> J. Chrobaczyński, op. cit., s. 267.</p>
<p><a href="#_ftnref92" name="_ftn92">[92]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref93" name="_ftn93">[93]</a> L. Zakrzewski, op. cit., s. 58.</p>
<p><a href="#_ftnref94" name="_ftn94">[94]</a> R. Walloschke, <em>Von der Pfalz zum Dunajetz</em>, Bergatreute 1991, s. 290.</p>
<p><a href="#_ftnref95" name="_ftn95">[95]</a> Ibidem, s. 280.</p>
<p><a href="#_ftnref96" name="_ftn96">[96]</a> Ibidem, s. 281.</p>
<p><a href="#_ftnref97" name="_ftn97">[97]</a> Ibidem, s. 293–294.</p>
<p><a href="#_ftnref98" name="_ftn98">[98]</a> L. Zakrzewski, op. cit., s. 59–60.</p>
<p><a href="#_ftnref99" name="_ftn99">[99]</a> R. Walloschke, op. cit., s. 281.</p>
<p><a href="#_ftnref100" name="_ftn100">[100]</a> Ibidem, s. 281–282.</p>
<p><a href="#_ftnref101" name="_ftn101">[101]</a> Ibidem, s. 283.</p>
<p><a href="#_ftnref102" name="_ftn102">[102]</a> Ibidem, s. 288-289.</p>
<p><a href="#_ftnref103" name="_ftn103">[103]</a> Ibidem, s. 289.</p>
<p><a href="#_ftnref104" name="_ftn104">[104]</a> L. Zakrzewski, op. cit., s. 63–64.</p>
<p><a href="#_ftnref105" name="_ftn105">[105]</a> R. Walloschke, op. cit., s. 289–290.</p>
<p><a href="#_ftnref106" name="_ftn106">[106]</a> Ibidem, s. 290.</p>
<p><a href="#_ftnref107" name="_ftn107">[107]</a> L. Zakrzewski, op. cit., s. 63–64.</p>
<p><a href="#_ftnref108" name="_ftn108">[108]</a> J. Chrobaczyński, op. cit., s. 267.</p>
<p><a href="#_ftnref109" name="_ftn109">[109]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki, cz. II.  Starostwo Powiatowe w Nowym Sączu, </em>„Rocznik Sądecki” t. 23: 1995, s. 129.</p>
<p><a href="#_ftnref110" name="_ftn110">[110]</a>ASS, Relacja Władysława Żaroffe z 2010 r.</p>
<p><a href="#_ftnref111" name="_ftn111">[111]</a> R. Walloschke, op. cit., s. 280.</p>
<p><a href="#_ftnref112" name="_ftn112">[112]</a> Ibidem, s. 290.</p>
<p><a href="#_ftnref113" name="_ftn113">[113]</a> R. Hilberg, <em>Sprawcy, ofiary, świadkowie. Zagłada Żydów 1933–1945</em>, Warszawa 2007, s. 131.</p>
<p><a href="#_ftnref114" name="_ftn114">[114]</a> H. Welzer, <em>Sprawcy</em>, Warszawa 2010, s. 37–39.</p>
<p><a href="#_ftnref115" name="_ftn115">[115]</a> Zob. np.: AŻIH, 301/3458, Relacja Hermana Fuhrera.</p>
<p><a href="#_ftnref116" name="_ftn116">[116]</a> W. Wdowiak, A. Talar<em>, Piwniczna podczas okupacji…, </em>s. 74.</p>
<p><a href="#_ftnref117" name="_ftn117">[117]</a> J. Leśniak, <em>Jan Weimer (1923–2000), </em>„Rocznik Sądecki” t. 31: 2003, s. 353.</p>
<p><a href="#_ftnref118" name="_ftn118">[118]</a> ASS, Relacja Władysława Żaroffe z 2010 r.</p>
<p><a href="#_ftnref119" name="_ftn119">[119]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki, cz. III. Wspomnienia,</em> „Rocznik Sądecki” t. 24: 1996, s. 109.</p>
<p><a href="#_ftnref120" name="_ftn120">[120]</a> ASS, Relacja Władysława Żaroffe z 2010 r.</p>
<p><a href="#_ftnref121" name="_ftn121">[121]</a> J. Homecki, <em>Wspomnienia z okresu okupacji, </em>„Rocznik Sądecki” t. 12: 1971, s. 411.</p>
<p><a href="#_ftnref122" name="_ftn122">[122]</a> R. Walloschke, op. cit., s. 281.</p>
<p><a href="#_ftnref123" name="_ftn123">[123]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię: wierni Sądeczanie. Przewodnik po miejscach zawiązanych z ruchem oporu antyfaszystowskiego w Nowym Sączu i okolicy, </em>Nowy Sącz 1986, s. 18.</p>
<p><a href="#_ftnref124" name="_ftn124">[124]</a> Idem, <em>Wojskowy ruch oporu w Sądecczyźnie. Część I. (Materiały do historii sztabów Inspektoratu ZWZ–AK), </em>„Rocznik Sądecki” t. 12: 1971, s. 345.</p>
<p><a href="#_ftnref125" name="_ftn125">[125]</a> T. Aleksander, <em>Życie społeczne i przemiany kulturalne Nowego Sącza w latach 1870–1990, </em>Nowy Sącz 1993, s. 436.</p>
<p><a href="#_ftnref126" name="_ftn126">[126]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię…</em>, s. 68.</p>
<p><a href="#_ftnref127" name="_ftn127">[127]</a> R. Gessing, <em>Zarys dziejów II Państwowego Gimnazjum im. Bolesława Chrobrego w Nowym Sączu. Część II. Okres II Rzeczpospolitej Polskiej (lata 1918–1939),</em>„Rocznik Sądecki” t. 13: 1972, s. 121.</p>
<p><a href="#_ftnref128" name="_ftn128">[128]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki, cz. III…</em>, s. 110.</p>
<p><a href="#_ftnref129" name="_ftn129">[129]</a> Ibidem, s. 100–103.</p>
<p><a href="#_ftnref130" name="_ftn130">[130]</a> T. Aleksander, <em>Kultura sądecka, </em>[w:] <em>Dzieje miasta…, </em>t. III, s. 406.</p>
<p><a href="#_ftnref131" name="_ftn131">[131]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 249.</p>
<p><a href="#_ftnref132" name="_ftn132">[132]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię…</em>, s. 49.</p>
<p><a href="#_ftnref133" name="_ftn133">[133]</a> W. Waląg,  <em>Dąbrówka Niemiecka – zagadnienia społeczne i administracyjne od końca XVIII wieku, </em>„Rocznik Sądecki” t. 47: 2019, s. 70.</p>
<p><a href="#_ftnref134" name="_ftn134">[134]</a> T. Aleksander, <em>Kultura sądecka…</em>, s. 403.</p>
<p><a href="#_ftnref135" name="_ftn135">[135]</a> Idem, <em>Życie społeczne…,</em> s. 409.</p>
<p><a href="#_ftnref136" name="_ftn136">[136]</a> W. Waląg, op. cit., s. 72.</p>
<p><a href="#_ftnref137" name="_ftn137">[137]</a> R. Walloschke, op. cit., s. 290-291.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-5{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-5 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-5{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-5 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-5{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-5 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-6{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/zycie-codzienne-i-relacje-miedzy-mniejszosciami-narodowymi-w-nowym-saczu-w-pierwszych-miesiacach-wojny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Żydowskie obozy pracy na Sądecczyźnie</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/zydowskie-obozy-pracy-na-sadecczyznie/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/zydowskie-obozy-pracy-na-sadecczyznie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2022 12:17:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3880</guid>

					<description><![CDATA[Żydowskie obozy pracy na Sądecczyźnie  Łukasz Połomski Próbując opracować historię obozów pracy dla Żydów na Sądecczyźnie, należy na wstępie zaznaczyć, że możemy je podzielić na dwa rodzaje. Pierwsze z nich to te, które otwarto wokół jeziora rożnowskiego. Sporo relacji możemy znaleźć w odniesieniu do Rożnowa i Lipia, ale należy odnotować istnienie obozów m.in.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-7 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-6 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-7{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-7{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-7 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">Żydowskie obozy pracy na Sądecczyźnie</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-7"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Łukasz Połomski<br />
</em></span></strong></h3>
<p>Próbując opracować historię obozów pracy dla Żydów na Sądecczyźnie, należy na wstępie zaznaczyć, że możemy je podzielić na dwa rodzaje. Pierwsze z nich to te, które otwarto wokół jeziora rożnowskiego. Sporo relacji możemy znaleźć w odniesieniu do Rożnowa i Lipia, ale należy odnotować istnienie obozów m.in. w Tęgoborzy czy Zbyszycach. Więźniowie zajmowali się tam, ogólnie rzecz biorąc, budową infrastruktury. Obozy te należały do najstarszych na Sądecczyźnie, a ich działalność ustała wraz z likwidacją sądeckiego getta w 1942 r.<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a></p>
<p>Druga kategoria obozów to te, które działały na południu regionu i funkcjonowały na zasadzie tartaków. Były to znane lagry, np. w Muszynie, ale też te, o których nie zachowało się wiele relacji, a czasami niemal wcale. Wiemy o istnieniu takich miejsc m.in. w Nawojowej i Rytrze. Funkcjonowanie tego typu miejsc można datować przeważnie od likwidacji getta w Nowym Sączu do 1943 r.</p>
<p><strong>Obóz pracy w Rożnowie</strong></p>
<p>Historia tego miejsca wiąże się z wielkimi inwestycjami, które zostały rozpoczęte jeszcze w II Rzeczpospolitej. Wówczas władze wyznaczyły teren Centralnego Okręgu Przemysłowego, a jedną z ważniejszych inwestycji z nim związanych na Sądecczyźnie miała być budowa zapory w Rożnowie. Wymagało to wielkiego nakładu pracy i finansów, budziło podziw wśród wielu osób, które odwiedzały plac budowy. Świadczą o tym relacje prasowe. Dla Sądeczan miejsce to wiązało się ze stabilną i pewną pracą. Inwestycja była ważna, a Rożnów odwiedzali najważniejsi dygnitarze polityczni, na czele z prezydentem Ignacym Mościckim. W 1939 r. budowa zapory była już bardzo zaawansowana. Po zajęciu regionu przez Niemców, również okupanci postanowili ją kontynuować.</p>
<p>Budowa wymagała wielkiego zaplecza i infrastruktury, szczególnie komunikacyjnej. Jeszcze przed wybuchem wojny słychać było skargi mieszkańców, że brakuje połączeń z Rożnowem (wiele osób tam pracowało), ale co ważniejsze – brakowało dobrze wyglądających i bezpiecznych dróg. Obok zadań związanych z budową samej zapory, to właśnie drogi stały się miejscami pracy dla więźniów obozów pracy ulokowanych wokół dzisiejszego jeziora rożnowskiego. Wielu z nich wspominało, że nie była to lekka praca<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>.</p>
<p>Trudno ustalić datę rozpoczęcia działania obozu. Możemy jedynie przypuszczać, że Niemcy sprawnie chcieli kontynuować strategiczną budowę; przerwa nie była wskazana. Kiedy tylko sytuacja na froncie walki z Polską unormowała się, prace ruszyły. Logicznym było dla okupanta, że osobami, które powinny wykonywać najbardziej niewolniczą i uciążliwą pracę byli Żydzi. Pierwsza ich grupa miała trafić w okolice Rożnowa z sądeckiego więzienia, a stało się to już końcem 1939 lub początkiem 1940 r. Było to ok. 70–80 osób<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>. Podobnie jak data początkowa, tak liczba więźniów na dzień dzisiejszy nie jest pewna. Należy jednak wykluczyć i obalić teorię o uruchomieniu obozu w roku 1942 – taką datę w swoim opracowaniu o obozach podaje J. Marszałek<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>.</p>
<p>Faktem jest, że Rożnów należał do najstarszych obozów na Sądecczyźnie.  Już wiosną 1940 r. pracowało w nim 300 Żydów, a potem, jak szacuje T. Duda, nawet do 1000 osób<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>. Liczba więźniów musiała się zmieniać, nie utrzymywała się jako stała<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>. Tysiąc więźniów podaje także sądecki Judenrat w sierpniu 1940 r., ale nie jest to liczba jednorazowa<a href="#_ftn7" name="_ftnref7">[7]</a>. Podobnie jak w przypadku daty podanej przez Marszałka, należy też nie zgodzić się z jego zapisem, że w obozie pracowało około 100 więźniów<a href="#_ftn8" name="_ftnref8">[8]</a>. W świetle zeznań świadków podana przez naukowca liczba musi zostać uznana za zaniżoną. Większość z pracujących w obozie już wcześniej, w gettach, podawała jakiś zawód lub wskazywała miejsce swojej pracy. Przyjazd do obozu mógł wyglądać tak jak w Czchowie: <em>Po przyjeździe musieliśmy zarejestrować nasze zawody, swoje podałem jako ślusarz. Na tej podstawie ja został przydzielony do załogi kopiącej rowy pod 10-calową magistralę wodną</em> – wspomniał pracujący niedaleko od Rożnowa Wilek Nattel<a href="#_ftn9" name="_ftnref9">[9]</a>.</p>
<p>Warto tutaj dodać, że wśród pracujących w Rożnowie byli także Polacy. Nie byli jednak więźniami obozu i nie wykonywali tak morderczych prac, jakie zlecono w tym miejscu Żydom. Jeden z nowosądeczan, brat Eugenii Romańskiej, pracował przy obozie. Podobnie jak pozostali więźniowie mógł wracać w sobotę popołudniu do Nowego Sącza (lub innych miast), ale pracował tam na innych warunkach – otrzymywał chociażby lepsze wynagrodzenie<a href="#_ftn10" name="_ftnref10">[10]</a>.</p>
<p>Pochodzenie więźniów było różnorakie. Zdecydowany trzon rożnowskiego obozu stanowili Sądeczanie. Pośród nich znaleźli się świadczący po wojnie Markus Lustig czy Moses Katz<a href="#_ftn11" name="_ftnref11">[11]</a>. Ulokowano w nim również Żydów z innych miast regionu, z Grybowa, Krynicy oraz Muszyny<a href="#_ftn12" name="_ftnref12">[12]</a>. Do obozu w Rożnowie wysyłano także ludzi z getta w Tarnowie<a href="#_ftn13" name="_ftnref13">[13]</a> oraz Rzeszowie<a href="#_ftn14" name="_ftnref14">[14]</a>, Sokołowa Małopolskiego<a href="#_ftn15" name="_ftnref15">[15]</a> czy Nowego Targu<a href="#_ftn16" name="_ftnref16">[16]</a>. Z getta w Grybowie trafili tam Max Bergman<a href="#_ftn17" name="_ftnref17">[17]</a> czy Pinkas Gotlieb<a href="#_ftn18" name="_ftnref18">[18]</a>. Wielu więźniów trafiło do obozu z niemieckich łapanek. Pośród nich był Moniek Goldfinger z Wierchomli oraz Harry Wanderer, który pochodził z Łącka<a href="#_ftn19" name="_ftnref19">[19]</a>. Ludzie obawiali się obozu, nie chcieli do niego jechać, bojąc się morderczej pracy. Niektórzy wykupywali się od niego, nie mając pojęcia, że właśnie tam będą mieli największe szanse na przeżycie. Wielu skierował do pracy w Rożnowie nowosądecki <em>Arbeitsamt</em>. Markus Lustig otrzymał wezwanie do obozu na przełomie maja i czerwca 1942 r. Wezwano go do urzędu pracy, kazano zabrać jedynie kilka rzeczy. Jego oraz 30 innych chłopaków wywieziono do obozu ciężarówką<a href="#_ftn20" name="_ftnref20">[20]</a>.</p>
<p>Więźniowie zajmowali się budową dróg, gospodarką wodną i kopaniem torfu<a href="#_ftn21" name="_ftnref21">[21]</a>. Praca trwała przynajmniej osiem godzin na dobę<a href="#_ftn22" name="_ftnref22">[22]</a>. Innym zlecono prace porządkowe przy działającej od 1941 r. elektrowni<a href="#_ftn23" name="_ftnref23">[23]</a>. Część więźniów otrzymała zajęcia podczas prac wykończeniowych przy zaporze, natomiast pozostali zajmowali się budową drogi. Te ostatnie prace w 1940 r. wykonywało nawet 500–600 osób<a href="#_ftn24" name="_ftnref24">[24]</a>. Nie mamy jednak potwierdzenia, czy wszyscy oni mieszkali w obozie. Markus Lustig pisał: <em>Wykonywaliśmy różne prace przy zaporze, głównie kopiąc cztery metry sześcienne ziemi na dzień. Potem pracowałem przy wyładunku worków cementu z samochodów. Biorąc pod uwagę warunki, dało się przeżyć w obozie</em><a href="#_ftn25" name="_ftnref25">[25]</a>. Warunki pracy do sierpnia 1942 r. – do momentu likwidacji getta w Sączu – były względnie dobre<a href="#_ftn26" name="_ftnref26">[26]</a>.</p>
<p>Teren obozu znajdował się na prawym brzegu jeziora. Po zalaniu zbiornika grunt ten znalazł się pod wodą. W skład obozu wchodziły trzy baraki o wymiarach 30 na 12 metrów<a href="#_ftn27" name="_ftnref27">[27]</a>. Nie posiadamy ich opisu, ale możemy posiłkować się relacją Wilka Nattela, który pracował nieopodal, w Czchowie. Spano tam na podwójnych pryczach. W obozie nie było bieżącej wody, a zamiast latryny więźniowie mieli dziurę w ziemi. Podczas cieplejszych miesięcy mogli się wykąpać w rzece. Ogrodzenie było z drutu, a bramę zamykano tylko na noc<a href="#_ftn28" name="_ftnref28">[28]</a>.</p>
<p>Rekonstrukcji dnia pracy również możemy dokonać na podstawie relacji Nattela z Czchowa: <em>Nasze dni zaczęły się o 6:00 rano, tak zwana kawa o 6:30 i do 7:00 musieliśmy być już na naszych stanowiskach pracy. O 12:00 mieliśmy godzinną przerwę, kiedy dostaliśmy zupę i półmisek kilka ziemniaków. Po przerwie prace trwały do ​​godziny 19:00</em>. Wieczorem więźniowie dostawali 250 gramów chleba i trochę czegoś, co wyglądało jak zupa. Przed snem polski policjant odczytywał nazwiska więźniów, sprawdzając, czy stan się zgadza. Po jego wyjściu i upewnieniu się, że nikt nie uciekł, żydowska obsługa zamykała bramę<a href="#_ftn29" name="_ftnref29">[29]</a>.</p>
<p>Dla więźniów niezwykle istotną sprawą było jedzenie. Warto podkreślić, że trafiali do Rożnowa z gett, gdzie panował olbrzymi głód. Ciężka praca wymagała jednak tego, żeby żywić ich lepiej. Rozumiał to także Judenrat (Rada Żydowska), na którą zrzucono odpowiedzialność za dostarczanie pożywienia. Sytuacja była niezwykle trudna, bowiem w getcie sądeckim ludzie umierali z głodu.  Mimo to Judenrat od czerwca 1940 r. prowadził w obozie kuchnię, co skutkowało większymi wydatkami instytucji. Rozwiązano sprawę w ten sposób, że Rada organizowała <em>zakupy prowiantów i inne wydatki, firma rożnowska natomiast wypłaca tylko zaliczki na poczet należności za wyżywienie i wypłaty robotników</em>. Dostawcy obawiali się jednak wydawania Judenratowi towarów na kredyt. Instytucja była niewypłacalna. Żydzi, nie mając wyjścia, zaciągali więc pożyczkę w firmie budującej zaporę. Jedyną nadzieją Judenratu jak zwykle był Joint, do którego słano prośby o kolejne dotacje<a href="#_ftn30" name="_ftnref30">[30]</a>.  Z zachowanej korespondencji można odnieść wrażenie, że Joint był poruszony sprawą robotników, dlatego obiecał pomóc<a href="#_ftn31" name="_ftnref31">[31]</a>. Często na obietnicach się nie kończyło, ale zawsze pomoc była niewystarczająca. Ciągle trzeba było więcej, a rozrastający się obóz wymagał większych nakładów finansowych, już nie tylko na jedzenie, ale także na higienę, medycynę i sprawy sanitarne.</p>
<p>Więzień Ernest Statter relacjonował dokładnie, jak wyglądało przydzielane jedzenie: <em>20–25 dkg chleba z kawą, zupa raz dziennie i wieczorem chleb z kawą</em><a href="#_ftn32" name="_ftnref32">[32]</a>. Lustig pisał: <em>Jedzenia wystarczało i każdego miesiąca dostawaliśmy kopertę z pieniędzmi, według stawki trzy złote za dzień pracy. Stamtąd zabrali nas do przenoszenia worków z cementem do magazynów w Czchowie</em>. Wspominał on, że podczas takich podróży miał okazję w Czchowie być zapraszanym na obiad do religijnych rodzin, co dla więźnia obozu było rarytasem. W tym małym miasteczku nie odczuwał wojny, a czas się zatrzymał. Ponadto miał także możliwość co dwa tygodnie wrócić do domu, żeby uprać odzież<a href="#_ftn33" name="_ftnref33">[33]</a>.</p>
<p>Ważne dla więźniów były wizyty w rodzinnych miastach. Pojawia się to w wielu relacjach. W Rożnowie, podobnie jak w pobliskim Czchowie wyjazd odbywał się po uzyskaniu przepustki. Nattel pisał, że w Czchowie Żydzi szli <em>do polskiego oddziału policji w celu uzyskania przepustki w tym celu. Dowódca oddziałem był stary niemiecki żandarm z wąsem a la Kaiser Wilhelm. On był jedynym upoważnionym do wydania przepustki. Wydawał się też całkiem przyzwoity, nigdy krzyczeliśmy na nas, ale musieliśmy mieć dobry powód, żeby o to poprosić</em><a href="#_ftn34" name="_ftnref34">[34]</a>.</p>
<p>Więźniowie z obozów wokół jeziora potrafili sobie radzić. Przebywający w Czchowie Nattel pisał, że czasem w niedzielę zrzucali opaski i szli po groch. <em>Byliśmy głodni i próbowaliśmy udać się do okolicznych chłopów, aby wymienić część naszych rzeczy na żywność, niestety rzadko z powodzeniem</em><a href="#_ftn35" name="_ftnref35">[35]</a>. Miał od ojca pudełeczka z sacharyną – było w niej 100 tabletek, a każde pudełko kosztowało 2 zł. Dla porównania chleb w obozie kosztował 20 zł. Nattel poszedł więc sprzedawać swoje towary do chłopów. <em>Podczas jednej z tych wycieczek znalazłem gospodarstwo, na które wyglądała żona chłopa ze współczuciem i był gotów dać mi lunch za paczkę sacharyny. Gospodarstwo znajdował się około piętnastu minut spacerem od obóz po drugiej stronie Dunajec</em> […]<em> Lunch, główny posiłek dnia dla chłopów, składał się głównie z dwóch osób potraw, pierwsze byłyby ziemniaki z kefirem lub z kiszoną kapustą, a drugie danie na bazie fasoli lub mąki z twarogiem. Był wypełniony i prawdopodobnie zawierał więcej kalorii niż normalnie spożywałem przez cały dzień</em>. Wraz z nastaniem zimy wyjścia ustały <a href="#_ftn36" name="_ftnref36">[36]</a>.</p>
<p>Warunki sanitarne w rożnowskim obozie były katastrofalne. Lagier zmagał się z epidemią czerwonki, co było efektem braku sanitariatów, natrysków, ciepłych i czystych ubrań itd. Niemcy brutalnie rozwiązywali takie problemy. Na pobliskiej górze Łaziska zastrzelono tych, którzy zdaniem gestapowskich oprawców nie nadawali się do leczenia. W tym celu dokonano w rożnowskim obozie selekcji<a href="#_ftn37" name="_ftnref37">[37]</a>. Goldfinger wspominał, że przybył na nią osobiście szef gestapo z Nowego Sącza – Heinrich Hamann<a href="#_ftn38" name="_ftnref38">[38]</a>. O zbrodni donoszą też powojenne dokumenty, z których wynika, że odnaleziono masowy grób 40–50 więźniów. Jeszcze w jesieni 1945 r. znajdował się w lesie koło zapory<a href="#_ftn39" name="_ftnref39">[39]</a>.</p>
<p>Nie wiemy, czy w obozie były inne problemy, ale na podstawie sytuacji w pobliskim Czchowie możemy się też domyślać, że plagę stanowiły pchły: <em>wiele z nich kręci się pod ubraniem, gryząc nas w ciągu dnia, ale najgorsze był w nocy. Zaatakowaliby mnie do tego stopnia, że ​​ledwo byłem w stanie sen. Rano całe moje ciało było pełne czerwonych plam oznaczających ich ugryzienia. Na szczęście ktoś odkrył, że pchły nie lubią zapachu oleju napędowego. Od tamtej pory byłem rozsmarowując go co noc na całym ciele. Strasznie śmierdziało, ale nie obchodziło mnie to, dopóki ja mógł spać</em><a href="#_ftn40" name="_ftnref40">[40]</a>.</p>
<p>Obozem w Rożnowie kierował Josef Schmidt, wśród kadry kierowniczej wymieniany jest też Feliks Wojtas. Obydwaj byli volksdeutschami, którzy na Sądecczyznę przybyli z rejonu Poznania. Pracowali dla firmy Beton Und Montierbau A.G.<a href="#_ftn41" name="_ftnref41">[41]</a> W 1942 r. Lustig wymienia innego kierownika obozu, Żyda Leiba Berlinera<a href="#_ftn42" name="_ftnref42">[42]</a>. Ernest Statter, który najdłużej był więźniem obozu, zeznał, że komendantem był niejaki „Felix” (być może Wojtas), a kierownikiem robót majster Wilst<a href="#_ftn43" name="_ftnref43">[43]</a>. Doświadczony już brutalnie przez wojnę, nie był dla więźniów najgorszy.</p>
<p>Moniek Goldfinger wspomniał, że inżynier niemiecki był dla więźniów bardzo dobry. Miał pod swoim zarządem obóz w Lipiu i Rożnowie. Pamiętał, że względem Żydów dobrze zachowywał się także polski majster. Moniek był jego posłańcem. Pewnego razu majster wysłał go, żeby przyniósł mu jakąś część służącą do budowy zapory. Młody chłopak poszedł, a w miejscu, gdzie miał się zgłosić zastał wielkie maszyny. Dla młodzieńca z małego Starego Sącza był to nie lada widok. Były zachwycony, pierwszy raz widział coś takiego. Tak się zafascynował techniką, że zapomniał, po co przyszedł. Okazało się, że w maszyny patrzył 2 godziny i 15 minut, a dla Mońka była to chwila. W obozie myśleli, że uciekł. Chłopak powiedział, co się stało. Oczywiście majster był bardzo zły, ale nie zbił więźnia. Potem już go nigdzie nie posyłał<a href="#_ftn44" name="_ftnref44">[44]</a>.</p>
<p>Mimo to w obozie nie brakowało terroru i przemocy, nieobcych Żydom z ulic getta. Jesienią grupa 100 osób została skazana na zagładę – z powodu choroby, na którą zapadli<a href="#_ftn45" name="_ftnref45">[45]</a>. Izak Goldfinger wspomniał, że w obozie poznał Seliga Barda z Nowego Sącza, syna przedwojennego piekarza. W czasie wspominanej selekcji chorych na czerwonkę Bard był ranny w nogę, w związku z czym zaliczono go do grupy skazanych na śmierć: <em>Zelik Bard tak prosił, żeby go nie zastrzelili. „Jestem tylko ranny!” Nie było żadnej pomocy i tak pomału skonał w grobie zbiorowym w Rożnowie, w tamtym obozie</em><a href="#_ftn46" name="_ftnref46">[46]</a>. Statter zeznał, że obóz był dla Niemców miejscem, gdzie znęcali się nad Żydami: <em>Co niedziela przyjeżdżało z Nowego Sącza gestapo, przeprowadzając „zabawy”, dokonując egzekucji</em><a href="#_ftn47" name="_ftnref47">[47]</a>.</p>
<p>Trzeba było uważać na innych więźniów. Nattel, przebywający w Czchowie, wspomniał, że ciężko było znaleźć mu swój poziom intelektualny – szkoły średniej. Jeden z więźniów, słabo wykształcony, nawet donosił dla Niemców. Nattel znał za to wielu ludzi z marginesu, którzy załapali się do obozu. Jeden z nich, Chaim Berger, przed wojną związany był z półświatkiem: <em>Plotki głosiły, że wszystkie niedziele i niektóre wieczory spędzał z wdową po wieśniaku, nigdy nie wydawał się nadmiernie głodny i nie jadł zupy</em> – pisał. Dlatego też handel z ludźmi był ryzykowny. Kiedy skończyły się mu pieniądze od ojca, z getta, postanowił sprzedać ubranie. Nie wiedział komu z chłopów. Poprosił kolegę, aby je sprzedał, a w zamian przyniósł trzy bochenki chleba. Ten po transakcji nie chciał nic dać Wilkowi. Po karczemnej awanturze oddał na odczepne jeden bochenek. Służba żydowska nie chciała reagować – wzruszyli tylko ramionami i kazali nie ufać więźniom<a href="#_ftn48" name="_ftnref48">[48]</a>.</p>
<p>Z obozów nad jeziorem, również z tego w Rożnowie, były możliwe ucieczki, jednakże nie uważano ich za sensowne. Poza obozem ciężko było przetrwać. Przykładem był Mendel Aftergut, który uciekł z Rożnowa. Nie mając wielkiego pola manewru wrócił do getta w Nowym Sączu, gdzie przebywała jego rodzina<a href="#_ftn49" name="_ftnref49">[49]</a>. Podobnie Jacob Weinberger, po opuszczeniu obozu trafił do rodziny w Rzeszowie<a href="#_ftn50" name="_ftnref50">[50]</a>. Nie wiemy nic ma temat tego, czy w Rożnowie działał ruch oporu oraz czy więźniowie posiadali kontakty z konspiracją działającą w okolicy. Żaden ze świadków tego nie potwierdził. Mozes Katz zeznawał jednak, że w obozie więźniowie tworzyli tajne organizacje. Ich działalność jest jednak trudna do opisania<a href="#_ftn51" name="_ftnref51">[51]</a>.</p>
<p>Żydzi zamknięci w obozie wiedzieli, co może wydarzyć się z ich bliskimi w Nowym Sączu i innych miastach. Obserwowali coraz większe prześladowania i pogarszające się warunki u swoich krewnych. Lustig wspominał, że już na wiosnę 1942 r. nie mógł odwiedzać dziadka na Pijarskiej; kiedy z obozu wysyłano go do Sącza, trafiał do dzielnicy Piekło – było to getto dla pracujących. Judenrat szykował pracownikom z obozów domy, gdzie ich przydzielano na szabat<a href="#_ftn52" name="_ftnref52">[52]</a>. Punktem zwrotnym w historii rożnowskiego obozu był 23 sierpnia 1942 r. Wówczas w Nowym Sączu odbyła się selekcja związaną z likwidacją getta. Wzięli w niej udział także wszyscy więźniowie pracujący przy zaporze. Statter relacjonował: <em>W sierpniu 1942 r. zabrano nas wszystkich na plac nad Dunajcem koło Nowego Sącza, gdzie SS przeprowadziło selekcję. Ja znalazłem się w grupie, która powróciła do Rożnowa. Od sierpnia warunki zmieniły się na gorsze</em><a href="#_ftn53" name="_ftnref53">[53]</a>. Wielu więźniów po selekcji trafiło do innych obozów w regionie.</p>
<p>Pierwszy z rożnowskich obozów zakończył działanie w grudniu 1942 r.<a href="#_ftn54" name="_ftnref54">[54]</a> Stało się to niedługo po likwidacji sądeckiego getta, skąd rekrutowała się większa część robotników. W listopadzie więźniowie zostali wysłani do innych obozów w regionie lub do getta w Tarnowie<a href="#_ftn55" name="_ftnref55">[55]</a>.</p>
<p>Warto wspomnieć, że w Rożnowie pod koniec wojny działał też obóz dla Polaków. Robotnicy zajmowali się budową umocnień; pracowało tam około 800 osób<a href="#_ftn56" name="_ftnref56">[56]</a>. Założono go 2 września 1944 r. Obóz określany był jako <em>SS</em>&#8211;<em>Lagerfuhrungstab</em> <em>II</em> <em>Neu</em> <em>Sandez</em>. Ulokowano go przy drodze prowadzącej od wsi do zapory, w pobliżu zabudowań gospodarczych rodziny Stadnickich. I. Gass podała, że na obóz składało się aż 100 nowo powstałych drewnianych baraków. Wszystkie zostały otoczone drutem kolczastym. Robotnicy wykonywali różne zadania przy zaporze oraz fortyfikacjach. Obozem miał kierować esesman Ruprecht Schulemann, zastępował go zaś Franciszek Faryn. Lagier przestał istnieć wraz z końcem wojny. 17 stycznia 1945 r., na wieść o zbliżających się żołnierzach Armii Czerwonej, więźniowie uciekli. Wówczas przebywało tam jeszcze ok. 70 osób. Po obozie szybko nie pozostał ślad, bowiem Rosjanie mieli spalić większość baraków<a href="#_ftn57" name="_ftnref57">[57]</a>.</p>
<p><strong>Obóz pracy w Lipiu </strong></p>
<p>Obóz działał od 1940 do 1943 r.<a href="#_ftn58" name="_ftnref58">[58]</a>, co możemy stwierdzić na podstawie dokumentacji Jointu. Badacze obozu, jak Izabela Gass wskazywali do tej pory późniejszą datę rozpoczęcia działalności lagru – jesień 1941 r. lub 1942 r.<a href="#_ftn59" name="_ftnref59">[59]</a> Na samym początku (1940 r.) pracowało w Lipiu nawet 600 więźniów<a href="#_ftn60" name="_ftnref60">[60]</a>. W październiku 1940 r. było to około 650 Żydów<a href="#_ftn61" name="_ftnref61">[61]</a>, a być może więcej<a href="#_ftn62" name="_ftnref62">[62]</a>. Liczba więźniów wydaje się być dynamiczna, zależała od okresu. A. Pilchowski podaje, że na samym początku było w nim 250 pracowników, potem 300<a href="#_ftn63" name="_ftnref63">[63]</a>. Podobną wartość podaje Marszałek i wydaje się, że jest to średnia liczba więźniów przebywających w obozie<a href="#_ftn64" name="_ftnref64">[64]</a>. Łącznie przebywało tam ok. 1200 osób<a href="#_ftn65" name="_ftnref65">[65]</a>.</p>
<p>Komendantem obozu miał być człowiek nazwiskiem Siegelhubert<a href="#_ftn66" name="_ftnref66">[66]</a>. Był on przedstawicielem firmy Ing. Hellmuth Swietelsky<a href="#_ftn67" name="_ftnref67">[67]</a>.  Obóz był administrowany przez Żydów<a href="#_ftn68" name="_ftnref68">[68]</a>. Zdaniem Eliasza Brauna znajdowali się w nim strażnicy ukraińscy<a href="#_ftn69" name="_ftnref69">[69]</a>. Potwierdzają to inne relacje, które mówią o szczególnym okrucieństwie z ich strony<a href="#_ftn70" name="_ftnref70">[70]</a>. Według raportów wizytatorów Jointu w obozie kadra zarządzająca nie była najgorsza: <em>Stosunek wszystkich czynników, a więc inspektora pracy, firmy kierującej robotą jest w zupełności pozytywny, a jeżeli są niedomagania, to tłumaczą się one w pierwszej linii nieprzystosowaniem się ani psychicznym, ani fizycznym uczestników do niezwykłej dla nich pracy oraz warunków bytowania, a m</em>[ianowicie]<em> niedostatecznie urządzonymi barakami i do pewnego stopnia niewystarczającym odżywieniem</em><a href="#_ftn71" name="_ftnref71">[71]</a>.</p>
<p>Podobnie jak w przypadku Rożnowa, także w tym obozie cała praca skupiała się wokół jeziora rożnowskiego. Więźniowie musieli pracować przy wykonaniu 20-kilometrowego odcinka drogi od Rożnowa do Zbyszyc<a href="#_ftn72" name="_ftnref72">[72]</a>. Kopali pod drogę, przenosili kamienie. Wiele osób zmarło, nie podołało tej pracy. Więźniowie często zostawali ranni przy wykonywaniu tak morderczych zadań<a href="#_ftn73" name="_ftnref73">[73]</a>. Najgorsze było to, że musieli sami, na własnych barkach dźwigać kamienie. <em>To była bardzo ciężka praca</em> – zeznawał Naftali Salechutz, rodem z Kolbuszowej<a href="#_ftn74" name="_ftnref74">[74]</a>. Podobnie Jakub Scherman pisał o obozie: <em>Warunki pracy były b. ciężkie</em><a href="#_ftn75" name="_ftnref75">[75]</a>. Kornhauser również nie uważał obozu za nic dobrego: <em>Pracowało około 200 Żydów. Praca była bardzo ciężka. Niemcy bili i Polacy znęcali się nad Żydami</em><a href="#_ftn76" name="_ftnref76">[76]</a>. Co ciekawe, niektórzy więźniowie pracowali w założonych obok warsztatach, m.in. szewskim, krawieckim czy stolarskim<a href="#_ftn77" name="_ftnref77">[77]</a>.</p>
<p>Izaak Goldfinger wspominał ciężką pracę przy budowie drogi, która do dziś jest używana. Sam obrabiał kamień, który miał być wykorzystany jako bruk. Więźniowie wyruszali rano piechotą na miejsce pracy, wracali przed zmrokiem. Praca była najlżejsza w zimnych okresach, ponieważ nadzorcy nie chcieli marznąć i dlatego oddalali się od pracujących. Ci wówczas nie musieli pracować ponad siły, mogli chwilę wytchnąć<a href="#_ftn78" name="_ftnref78">[78]</a>. Więźniowie – podobnie jak w Rożnowie – rekrutowali się z różnych miejsc. Część z nich pochodziła z innych, mniejszych obozów. Jeden z nich znajdował się w Tęgoborzu. Mendel Flaster wspominał, że liczył na poprawę warunków bytowych, kiedy przenosił się do Lipia. Przybył tam w grupie, w której byli młodzi ludzie, w wieku 18–25 lat<a href="#_ftn79" name="_ftnref79">[79]</a>. Cały czas trafiali tam Żydzi z Sącza, toteż członkowie Rady Żydowskiej w Nowym Sączu czuli się w obowiązku o nich zadbać. Początkiem sierpnia wysłano tam np. 44 Żydów. Byli tam pracownicy z Krakowa, Nowego Targu czy Grybowa<a href="#_ftn80" name="_ftnref80">[80]</a>.</p>
<p>Rekrutów do obozu w Nowym Sączu łapano na różne sposoby. Dla przykładu w lipcu 1942 r. miała odbyć się w sądeckim getcie akcja „Lipie”. Herman Fuhrer zeznał, że do obozu zesłano niezdolnych do pracy. <em>Duża ilość została na żyd. cmentarzu zlikwidowana. Ci ludzie byli dla tego obozu przeznaczeni i z powodu, że nie nadawali się do Pustkowia, zostali przeznaczeni do Lipia</em><a href="#_ftn81" name="_ftnref81">[81]</a>. Niektórzy, jak Pinek Kornhauser do obozu trafili właściwie dzięki protekcji, wykorzystując przedwojenne znajomości. Wspominał on, że do obozu dostał się dzięki temu, że komendantem był jego kolega<a href="#_ftn82" name="_ftnref82">[82]</a>.</p>
<p>Wiemy, że w 1940 r. Rzeszów i okoliczne miasta wysłały aż ok. 400 ludzi do obozu w Lipiu. Tak spora liczba wzbudziła zainteresowanie inż. Arona Reinberga z Jointu, który postanowił zwizytować obóz. <em>Materiał ludzki grupy około 200 ludzi był przypadkowy, bowiem [nie] przeprowadzono selekcji na miejscu i chwytano ludzi bez żadnej wy</em>[…] […]<em>ej co do ich fizycznych kwalifikacyj. W grupie więc znalazło się </em>[…]<em> młodocianych od 14–17 lat, pewna ilość starszych i żonatych, w zu</em>[pełno]<em>ści niekwalifikujących się do ciężkiej pracy przy budowie dróg, </em>[odw]<em>odnieniu  i kamieniołomach</em>. W jego opinii większość nie nadawała się do pracy<a href="#_ftn83" name="_ftnref83">[83]</a>. Saleschutz twierdził, że przed wysyłką do Lipia w Rzeszowie odbyła się selekcja. W jego grupie wysłano właśnie 200 osób, co pokrywa się wymienionymi wyżej faktami<a href="#_ftn84" name="_ftnref84">[84]</a>.</p>
<p>W Lipiu znajdowały się dwa drewniane baraki o wymiarach 15 na 8 m<a href="#_ftn85" name="_ftnref85">[85]</a>. Składały się z łóżek 3-piętrowych, które pokryto słomą. W jednym baraku zakwaterowano 200–300 osób. Najgorsze w obozie były zimy<a href="#_ftn86" name="_ftnref86">[86]</a>. Budynki nie nadawały się do zimowych warunków, jednakże zarząd obozu obiecał przed zimą 1940 r. wykonanie pieców. Delegat Jointu wizytujący obóz zauważył, że powszechnie brakuje także koców<a href="#_ftn87" name="_ftnref87">[87]</a>. <em>Pracownicy ci sypiają w barakach na pryczach ze słomą, brak im nakrycia – koców</em> – raportowano<a href="#_ftn88" name="_ftnref88">[88]</a>.  Żadna relacja nie wskazuje, że wywiązano się z obietnicy poprawy tych warunków życia. Szopy, w których żyli robotnicy ulokowano w dawnym folwarku. Mieściły się w dawnych stajniach i stodołach<a href="#_ftn89" name="_ftnref89">[89]</a>. Więźniowie pracowali po 8 godzin dziennie<a href="#_ftn90" name="_ftnref90">[90]</a>, 6 dni w tygodniu<a href="#_ftn91" name="_ftnref91">[91]</a>.</p>
<p>Nie wiemy, jak obóz był zabezpieczony przed ucieczkami. Z relacji więźniów wynika, że nie był pilnie strzeżony<a href="#_ftn92" name="_ftnref92">[92]</a>.  Podobny obraz rysuje się w relacjach m.in. Flastera i Kornhausera. Ten ostatni opuszczał obóz w nocy. Posądzano go o przynależność do partyzantki, ale nikt mu niczego nie udowodnił. Być może chodził do Zakliczyna, gdzie miał narzeczoną<a href="#_ftn93" name="_ftnref93">[93]</a>. Ponadto możliwy był kontakt z miejscowymi, którzy więźniom sprzedawali towary<a href="#_ftn94" name="_ftnref94">[94]</a>. To wszystko upodobniało obóz w Lipiu do tego w Rożnowie czy Czchowie.</p>
<p>Więźniowie posiadali własną odzież, która często była bardzo brudna. Ubrania mieli takie, jakie zabrali ze sobą z domu, nie otrzymywali tzw. pasiaków ani innej ujednoliconej odzieży obozowej. Podobnie było z obuwiem<a href="#_ftn95" name="_ftnref95">[95]</a>. W zimie pojawiał się problem z butami, bowiem prawie nikt nie miał odpowiednich do pracy. Niemcy mówili Żydom, że mogli je zabrać z domu, ale oni nie chcieli ich zabierać najbliższym. W getcie każdy towar był cenny. Dlatego też więźniowie radzili sobie, jak mogli. Czasem zabierali buty od chorych. Pewnego dnia dziesiątki ludzi miały problem z butami i nie poszło do pracy. Wielu spotkała za to kara. Flaster dostał od gestapowca w twarz oraz dostał 125 razów. Niemiec powiedział, że go zastrzeli, jeśli się taka sytuacja powtórzy. Kolejnego dnia Żyd również powiedział, że nie idzie do pracy. Za kilka dni pojawiły się buty dla każdego<a href="#_ftn96" name="_ftnref96">[96]</a>.</p>
<p>Ponadto robotnicy nie mieli ubrań na nadciągającą zimę, nie mówiąc już o ciepłej bieliźnie. Nawet wczesnojesienne noce dawały się już we znaki Żydom. Apelowano do Jointu o pomoc<a href="#_ftn97" name="_ftnref97">[97]</a>. Co do odzieży polecano im zwrócić się do gminy krakowskiej, do tamtejszego prezesa, Marka Biebersteina<a href="#_ftn98" name="_ftnref98">[98]</a>. Apele nie pozostawały bez odpowiedzi – w 1941 r. do Lipia trafiło 50 par spodni z Krakowa<a href="#_ftn99" name="_ftnref99">[99]</a>. Problemem była zima i jesień, kiedy pojawiał się przejmujący lodowaty wiatr, który można odczuć w tym miejscu do dziś<a href="#_ftn100" name="_ftnref100">[100]</a>. Więźniowie postanowili działać zatem na własną rękę. Robotnicy z obozu często udawali się do Gromnika. Płacili kierowcy, który wysadzał ich na chwilę w Zakliczynie, który już był w większości bez Żydów. Tam, już po likwidacji getta, miał zostać Judenrat z policją żydowską: <em>Chłopcy wstępowali do Zakliczyna, gdzie Judenrat dawał im garderobę pozostawioną przez wysłanych Żydów. Rzeczy te Żydzi zamieniali u robotników na chleb – </em>pisał Kornhauser<a href="#_ftn101" name="_ftnref101">[101]</a>.</p>
<p>Innym codziennym problemem obozowego życia było wyżywienie. Gruber narzekał na jakość jedzenia. Jedynym ratunkiem były paczki wysyłane do każdego z więźniów z Rzeszowa<a href="#_ftn102" name="_ftnref102">[102]</a>. Godfinger wspomniał: <em>…nie mogę się skarżyć, że cierpiałem głód wtedy, jeszcze nie – w porównaniu do tego dalej</em>. W Lipiu więźniowie otrzymywali kartki, które były przydzielone do porcji jedzenia. Dostawali bochenek chleba na cały tydzień<a href="#_ftn103" name="_ftnref103">[103]</a>. Oprócz tego każdy więzień dostawał rano ciepłą herbatę lub czarną kawę, od czasu do czasu odrobinę marmolady. Po południu otrzymywał bardzo mało zupy, która bardziej przypomniała wrzącą wodę<a href="#_ftn104" name="_ftnref104">[104]</a>.  <em>Fasunek: zupa – mętna woda, 5–6 dkg chleba dziennie</em><a href="#_ftn105" name="_ftnref105">[105]</a> – pisał Scherman. We wrześniu 1940 r. Joint przesłał na ręce Judenratu 10 kg kostek bulionowych dla obozu w Lipiu<a href="#_ftn106" name="_ftnref106">[106]</a>. Lagier został wspomożony przez Żydów ze Szwajcarii, którzy przesłali m.in. ser<a href="#_ftn107" name="_ftnref107">[107]</a>. Jesienią 1940 r. urzędnik Jointu Reinberg oceniał: <em>dziennie: 25 dkg chleba </em>[…] […]<em>zy dziennie gotowana strawę oraz kawę. Strawa gotowana zawiera 2 razy tygodniowo po 10 dkg mięsa. Przy ciężkiej fizycznej pracy, którą muszą wykonywać uczestnicy obozu, strawa ta jest niedostateczna, w szczególności brak jest w tej strawie tłuszczów oraz co najmniej dodatkowej porcji chleba w wysokości 25 dkg dziennie</em><a href="#_ftn108" name="_ftnref108">[108]</a>. Zdaniem niektórych więźniów, jak Dawida Gruberga z Rzeszowa, dostawali bardzo mało jedzenia i byli przy tym oszukiwani<a href="#_ftn109" name="_ftnref109">[109]</a>.</p>
<p>W obozie nie było wielkiego okrucieństwa, jednakże nie oznacza to, że więźniów traktowano należycie. Statter zeznawał: <em>Specjalnego maltretowania nie było</em><a href="#_ftn110" name="_ftnref110">[110]</a>. Wydaje się nadużyciem zeznanie Hellera, który pisał: <em>Ludzi niezdolnych do pracy wysyłali do Lipia, gdzie po krótkim czasie byli kompletnie wyczerpani i nawpół żywi byli powrotem przysyłani</em><a href="#_ftn111" name="_ftnref111">[111]</a>.</p>
<p>Cały czas panował strach przed śmiercią. W Lipiu odbywały się selekcje. Kornhauser wspomniał, że po jednej z nich zostało 100 najsilniejszych, w tym on. Selekcji dokonało gestapo z Sącza<a href="#_ftn112" name="_ftnref112">[112]</a>. W zimie więźniowie bali się, że ich zastrzelą. W ocenie więźniów ich niemiecki szef bronił robotników. Uważał ich za wielkich fachowców<a href="#_ftn113" name="_ftnref113">[113]</a>. Pewnego razu Kornhauser został uderzony przez Niemca w twarz, bowiem ktoś doniósł, że nie wykonuje należycie swoich powinności. Żyd był na tyle zdesperowany, że chciał się rzucić na Niemca, <em>lecz opanował się, gdyż nie chciał narażać kolegów</em>. Niemiec widział zamieszanie i zaczął się cofać. Wtedy <em>Pinek oświadczył, że pracuje tyle ile ma sił, a z następstwami nie liczył się, gdyż stracił wszystkich, więc jest przygotowany do wszystkiego</em><a href="#_ftn114" name="_ftnref114">[114]</a>.</p>
<p>Źródłem prześladowań byli nie tylko Niemcy, ale też inni Żydzi. Więźniem obozu w Lipiu był znany powszechnie w Nowym Sączu Chaskiel Rosenberg – po powrocie do nowosądeckiego getta został żydowskim policjantem, słynącym z barbarzyńskich zachowań. W Lipiu był obozowym kucharzem, bardzo usłużnym Niemcom. Świadkowie zeznali, że brutalnie odnosił się do Żydów: <em>Przy każdej nadarzającej się sposobności maltretował i bił Żydów w obozie – wykazując na każdym kroku swoją złośliwość, a nawet sadyzm</em><a href="#_ftn115" name="_ftnref115">[115]</a>. Żydów za przewinienia spotykała kara w postaci razów. Jak wspominał Flaster, Niemcy wykorzystywali do tego specjalny bat<a href="#_ftn116" name="_ftnref116">[116]</a>.</p>
<p>Specyficznie prezentowały się relacje z polskimi pracownikami. Większość z więźniów opisywała je pozytywnie, jednak Kornhauser wspominał inne historie. Przytaczał sytuację, kiedy Żydzi pracowali nad Dunajcem – bliżej rzeki, a Polacy wyżej, tak że swobodnie mogli w nich rzucać kamieniami. <em>Pinek zauważył, który Polak najwięcej rzuca, poszedł wprost do niego i zapytał czemu rzuca kamieniami na Żydów, ten odpowiedział, że na Żydów wolno. Wówczas Pinek uderzył go w twarz. Ten chciał się rzucić z kilofem, lecz Pinek w momencie się zorientował i wykręcił mu rękę. Polak zaczął wołać o pomoc</em>. Przyszedł majster i rozdzielił walczących, ale więcej nie doszło do takich ekscesów<a href="#_ftn117" name="_ftnref117">[117]</a>. Innym razem doszło do kłótni o pozyskane z zakliczyńskiego Judenratu ubrania. Pewnego razu dokonano rewizji rzeczy, które więźniowie stamtąd przywieźli, tak, że Żydom odebrano te lepsze. Dla więźniów zostały bezwartościowe. <em>Wyprowadziło to z równowagi Pinka. Zeskoczył z auta i głosem rozkazującym zwrócił się do kolegów Żydów, aby wszystko z powrotem ładowali na wóz. Sam zaczął odbierać skradzione rzeczy</em>. Polacy niechętnie, ale zaczęli oddawać ubrania. Nie chcieli walczyć, bo nie mieli broni, Żydów było tyle samo co Polaków. Majster ponoć się odgrażał, ale dostał łapówkę i się uspokoił<a href="#_ftn118" name="_ftnref118">[118]</a>.</p>
<p>Kolejnym problem była higiena. Mimo to Statter wspomniał: <em>Epidemii nie było, warunki sanitarne znośne</em><a href="#_ftn119" name="_ftnref119">[119]</a>. W 1941 r. do Lipia trafiło 200 paczek proszku mydlanego, był to dar Żydowskiej Samopomocy z Krakowa<a href="#_ftn120" name="_ftnref120">[120]</a>. Nie było możliwości dbania o higienę. Flaster wspominał, jak młodzi chłopcy ukradli z kuchni wodę i dali więźniom do mycia. Musieli za nią zapłacić chlebem. W zimie można było się myć tylko lodowatą wodą, pod warunkiem, że jezioro nie zamarzło. Oczywiście w obozie więźniowie nie mieli lekarza<a href="#_ftn121" name="_ftnref121">[121]</a>. Sporym problemem była opieka medyczna. <em>Lekarze przychodzą trzy razy w tygodniu, ale nie zajmują się leczeniem, lecz szukają kandydatów do zwolnienia z obozu. Opieka </em>[&#8230;]<em> według robotników jest niewystarczająca</em>. Lekarz przyjeżdżał do Lipia raz w tygodniu. Za każdym razem był to ktoś inny. W efekcie nie sporządzał raportu, a każdy więzień był zbadany przez trzech różnych lekarzy, nie było ciągłości leczenia. <em>Wezwałem lekarzy na konferencję następnego dnia, aby omówić błędy aparatu sanitarno-medycznego. Został przyjęty mój pomysł, by się postarać, żeby został zaangażowany jeszcze jeden lekarz, który będzie na stałe mieszkał w Lipiu. Honorarium będzie mogło być pokryte z wydatków na podróże lekarzy do Lipia. Taka dorożka kosztuje około 50 zł, a przy 8 podróżach wynosi to 400 zł. Tylko takie rozwiązanie mogłoby umożliwić sanitarny nadzór uczestników obozu, ich leczenie, utrzymanie bezpośredniego kontaktu z władzą obozową w celu polepszenia warunków. Z powodu konieczności skontaktowania się z kasą chorych, prosiliśmy pannę dr Finder o nawiązanie kontaktu z tą instytucją</em><a href="#_ftn122" name="_ftnref122">[122]</a>.</p>
<p>Duchem opiekuńczym obozu była wspomniana Bronisława Finder, sądecka adwokat. Ona raportowała o fatalnym stanie obozu, złej kondycji więźniów. Dzięki jej wsparciu udało się zaoferować Judenratowi w Sączu, aby opiekę nad obozowiczami sprawował lekarz, dr I. Blumenstock z żoną („13-semestrową medyczką”). Byli oni gotowi nawet przenieść się do Lipia<a href="#_ftn123" name="_ftnref123">[123]</a>.</p>
<p>Przedstawiciel Jointu, Reinberg postanowił sprawdzić wydajność żydowskich więźniów, którzy pracowali w tak nieludzkich warunkach. Wyniki tej inspekcji nie były najlepsze, ale niosły też trochę nadziei: <em>Wszędzie bez wyjątku </em>[ot]<em>rzymywałem relacje, że robotnicy Żydzi, którzy fizycznie są przy[sto]sowani do roboty, pracują bez wyjątku na równi z robotnikami aryjskimi i wydajność takiego robotnika stoi na tym samym poziomie, jak robotników nie-Żydów. U mego rozmówcy znalazłem zupełne zrozumienie moich życzeń i osiągnąłem przyrzeczenie, które miało być niezwłocznie zastosowane, że pełnowartościowym Żydom udzieli się dodatku na dożywianie w wysokości zł 1 dziennie. Przyjąłem to oświadczenie do wiadomości, podkreślając jednakże, że proszę o dodatkowe przyznanie 60 gr.</em> Zapłata za pracę napawała trwogą: <em>za robotę wynosi zł 22 tygodniowo (55 godzin za zł 0,40), [cz]ęść tego zarobku, a m[ianowicie] zł 15 idzie na wyżywienia i na świad[czenia]</em>. Tak więc więźniowie zarabiali, ale jednocześnie szybko im odbierano pieniądze. Dla porównania: <em>Robotnicy aryjscy otrzymują płacę dzienną w stosunku 50 gr za [godzi]nę, otrzymując dodatkowo na dożywienie zł 1,60 i dla Żydów</em>. Kierownik obozu uważał, że zależy to <em>od czynników nadrzędnych</em> i polecał u nich zabiegać o wyrównanie tych zapłat<a href="#_ftn124" name="_ftnref124">[124]</a>. W październiku notowano: <em>Według informacji, które zdobyłem przed wyjazdem 24 IX, liczba robotników, którzy zostali przedstawieni do premii za wydajność wyniosła około 502 z ogólnej liczby żydowskich robotników</em><a href="#_ftn125" name="_ftnref125">[125]</a>.</p>
<p>W ocenie Reinberga, co przedstawił na specjalnej konferencji, w obozie brakowało wielu rzeczy, równości w zarobkach, ale przede wszystkim pożywienia, ubrania, koców i ciepła. Uważał, że trzeba znaleźć źródła sfinansowania braków i zająć się problemami. Buty musiały być lepsze, na grubszych podeszwach. Należało wziąć pod uwagę, ze jeżeli pracownicy są żywicielami rodzin, to trzeba im koniecznie pomóc, szczególnie rodzicom. Rozwiązaniem miał być fundusz obozowy, który istniał i podwyżki ze strony firmy. Mówiono o dodatku na poziomie 1,6 zł lub przynajmniej 1 zł. Życie mogły ułatwić także talony na żywność. Delegat Jointu oceniał, że akcja odzieżowa mogłaby kosztować łącznie nawet 10–15 tys. zł. Dla warunków getta i wojny była to kwota astronomiczna<a href="#_ftn126" name="_ftnref126">[126]</a>.</p>
<p>Problemom w obozie starał się zaradzać Judenrat w Nowym Sączu, ale nie tylko. Nad pracownikami z Rzeszowa opiekę miał mieć tamtejszy Urząd Pracy. Inż. Reinberg pisał o ciągłej pomocy i zainteresowaniu tamtejszego <em>Arbeisamtu</em> losem więźniów z Rzeszowa<a href="#_ftn127" name="_ftnref127">[127]</a>. Sądecki Judenrat prowadził w Lipiu kuchnię obozową<a href="#_ftn128" name="_ftnref128">[128]</a>. Co ciekawe w obozie działała koszerna kuchnia. Zdaniem Reinberga był to niepotrzebny wydatek: <em>uważam za konieczne zaznaczyć fakt domagania się przez uczestników obozu zaniechania prowadzenia kuchni rytualnej, co dałoby w rezultacie możliwość lepszego wyżywienia. Za zmianą tą opowiada się około 80% uczestników obozu. Rytualiści otrzymaliby w tym wypadku gotówkę, względnie część gotówki i część artykułów w naturze (chleb, kartofle itp.)</em><a href="#_ftn129" name="_ftnref129">[129]</a>.</p>
<p>Problemy sprzyjały myślom o opuszczeniu obozu. Nie było ciężko uciec, a nawet, zdaniem niektórych więźniów, Niemców niewiele to interesowało<a href="#_ftn130" name="_ftnref130">[130]</a>. Ucieczki dokonał Moniek Schlachet, który postanowił zbiec przy wsparciu brata, lekarza pracującego na wschodzie. Zapytał dobrze zbudowanego Kornhausera, czy z nim pojedzie, bo sam się bał<a href="#_ftn131" name="_ftnref131">[131]</a>. Jedną z osób rozważających opcję ucieczki był Flaster. Sposobności nie brakowało, były nimi chociażby powroty do domu na weekendy<a href="#_ftn132" name="_ftnref132">[132]</a>. Podczas pracy ludzie wykorzystywali momenty nieuwagi Niemców i uciekali. W największej ucieczce wzięło udział 8 osób. Uciekinierzy wykorzystali moment przemarszu tłumu ludzi, wmieszali się między nich i uciekli. Z wyliczeń Goldfingera wynika, że było to jesienią, najpewniej 1940 r.<a href="#_ftn133" name="_ftnref133">[133]</a></p>
<p>Obóz został zlikwidowany wiosną 1942 r. lub na początku 1943 r. Bardziej realna wydaje się ta druga data, co potwierdza relacja Stattera. Więźniowie, podobnie jak w Rożnowie, trafili do innych obozów (głównie Rożnów) lub do szkoły policyjnej w Rabce<a href="#_ftn134" name="_ftnref134">[134]</a>.</p>
<p><strong>Obóz pracy w Rytrze</strong></p>
<p>Obóz powstał w lutym 1942 r. i działał do lutego 1943 r. Zajmował się przemysłem drzewnym. Pracowało w nim ok. 100 żydowskich robotników<a href="#_ftn135" name="_ftnref135">[135]</a>. Podlegał monopoliście pracy przymusowej przy przemyśle drzewnym – firmie Holzbau AG; głównie były to tartaki i zakłady produkcyjne<a href="#_ftn136" name="_ftnref136">[136]</a>.</p>
<p>Stosunkowo niewiele wiemy o tym obozie, bowiem niewielu więźniów złożyło na jego temat relacje. Nie wydaje się, żeby był specjalnie pilnowany, ogrodzono go metalową siatką<a href="#_ftn137" name="_ftnref137">[137]</a>. Mieścił się koło Popradu, a w jego skład wchodziły dwa baraki<a href="#_ftn138" name="_ftnref138">[138]</a>. Wiemy, że przy obozie pracowali także Polacy, którzy jednak nie byli jego więźniami.</p>
<p>Kierownikami obozu byli: Henryk Goldsegner (Gottsegner) oraz człowiek nazwiskiem Wiesner. Wśród kierownictwa pojawia się nazwisko Bartela, względnie Hertela<a href="#_ftn139" name="_ftnref139">[139]</a>. <em>Kierownikami tartaku byli Niemcy, a na niemiecką koleżankę, która kierowała tartakiem, wołano „Hobag”. Kierownikami wszystkich działów byli niemieccy żołnierze, zwolnieni z wojska z powodu kalectwa, ranni</em> – pisał Lustig. Obóz był pilnowany przez strażników zakładowych. Kierownikiem obozu – swoistego rodzaju nadzorcą Żydów – wybrano Kubę Fuhrera, pomagał mu zaś Abraham Segulin<a href="#_ftn140" name="_ftnref140">[140]</a>.</p>
<p>Ucieczki nie wydawały się trudne, szczególnie dla miejscowych, którzy wiedzieli, jak dojść do granicy. Jeżeli ktoś znał topografię i drogi, miał spore szanse udać się na Węgry. Bergman postanowił uciekać w stronę Słowacji. Miał już umówionych Polaków, którzy na sygnał mieli pomóc mu opuścić obóz, a potem przeprowadzić go przez granicę. Wystarczyło jedynie przeciąć kraty. Wszystko zaplanowano pod osłoną nocy. Okazało się jednak, że kolega wyjawił plany i złapał go żydowski nadzorca: <em>Kazał natychmiast się rozebrać, by zbadać, co posiadam na sobie</em>. Oddał go pod straż „swoim ludziom”. Bergman sam zaznaczył, że nie bał się, okazywał nawet „zuchwałość”. Furhrer poszedł do <em>Werkschutza</em>, który zbił niedoszłego uciekiniera kolbą karabinu i wysłał do baraku. Za zajście spotkała go kara – zabrali mu ubranie, został w bieliźnie. Następnie obradowano, co z nim zrobić. Ponoć rozważano nawet oddanie go gestapo. <em>Miałem kilku znajomych, poważnych ludzi, którzy wstawili się za mnie</em> – poręczono za niego; musiał jedynie przyrzec, że nie wróci do ucieczki, sprawa została zamknięta w obrębie obozu<a href="#_ftn141" name="_ftnref141">[141]</a>.</p>
<p>Większość więźniów rekrutowała się z Nowego Sącza<a href="#_ftn142" name="_ftnref142">[142]</a>. Być może z tego powodu panowała w obozie pewnego rodzaju solidarność – oczywiście na ile pozwalała na to okupacyjna rzeczywistość. Widać to w sprawie ucieczki Bergmana. Więźniem tego obozu był Markus Lustig, który trafił do Rytra po selekcji podczas likwidacji getta sądeckiego. Przyjechał tu w krótkich spodniach i podkoszulku, inni mieli plecaki z ubraniami. Początkowo nie zapewniano więźniom odzieży. Dopiero przed zimą Markus dostał cieplejsze ubrania od Fuhrera<a href="#_ftn143" name="_ftnref143">[143]</a>. Warunki w obozie były nienajgorsze: <em>W drewnianych barakach piętrowe prycze. Dostaliśmy materace ze słomą i deski. Każdy otrzymał dwa koce. Sytuacja z żywnością na początku była trudna</em><a href="#_ftn144" name="_ftnref144">[144]</a>.</p>
<p>Zdaniem Lustiga w obozie nie było wielkiego terroru. Wspominał, że kiedy kierownik obozu dowiedział się o planowanej ucieczce jednego z więźniów, kazał go jedynie bardziej pilnować. Większe kary wymierzano za niewypełnianie obowiązków. Lustig pewnego dnia postanowił się zdrzemnąć, był bardzo zmęczony. Poprosił polskiego towarzysza, aby pilnował, czy nikt nie nadchodzi, ale i tamten zasnął. Kiedy go znaleziono: <em>Złapał mnie i zabrał na komendę. Dostałem karę w postaci dwudziestu pięciu razów w tyłek. Bardzo bolało. Kilka dni nie mogłem siedzieć</em>. Za karę otrzymał też cięższą pracę – w zimie pracował na zewnątrz i zajmował się konserwacją desek<a href="#_ftn145" name="_ftnref145">[145]</a>.</p>
<p>Praca polegała głównie na obróbce drewna, przypomniała działalność większego tartaku. Więźniowie wyrabiali baraki dla wojska oraz dla przesiedleńców. Z relacji Bergmana wynika, że <em>z baraków tych budowano piętrowe komfortowe domy</em><a href="#_ftn146" name="_ftnref146">[146]</a>. Lustig wspominał wielkie baseny z czerwoną cieczą. Maczano w nich drewniane kolce, co miało konserwować drewno. Ci, którzy z zawodu byli stolarzami zostali zabrani do konkretnych prac, zaś Lustig trafił do cięcia drewna. Pracował razem z polskim chłopakiem. Praca trwała 12 godzin na dobę. W niedzielę pracownicy udawali się na stację kolejową naprzeciwko tartaku, gdzie ładowali na wagony części do baraków – miały być wysłane na wschód dla niemieckich wojsk<a href="#_ftn147" name="_ftnref147">[147]</a>.</p>
<p>Lustig poświęca sporo uwagi warunkom żywieniowym i sposobowi zdobywania pożywienia: <em>Na początku dostawaliśmy jedzenie dwa razy w ciągu dnia. Rano kawę i kawałek chleba, a w południe zupę i to, co w niej pływało. Podczas porannej przerwy siedzieliśmy razem z Polakami. Oni przynosili jedzenie z domu na swoje posiłki: ziemniaki, wiejskie placki i mleko – słodkie lub kwaśne, mimo że byli ogromnie biedni. Ponieważ jedzenia, które dostawaliśmy w obozie, nie wystarczało, zaczął się handel wymienny z Polakami, w zamian za koszule i spodnie. Większość osób siedzących w obozie, które z nami pracowały, miała rzeczy na zamianę. Za koszulę lub spodnie Polak dawał podpłomyk wiejski lub ugotowane ziemniaki z kwaśnym mlekiem</em><a href="#_ftn148" name="_ftnref148">[148]</a>.</p>
<p>Markus Lustig nie miał z sobą przedmiotów na handel, nie zabrał ubrań z poprzedniego obozu w Rożnowie. Prawdziwą okazją do zdobycia pożywienia był obiad: <em>Obiad jadaliśmy w dużej stołówce. Miałem szczęście, że w kuchni pracował Mosze Krizer, a on co pewien czas dawał mi jednego ziemniaka. W tej samej dużej jadalni spożywali posiłki także inżynierowie. Wyżsi kierownicy jadali w specjalnym dla nich pokoju. W południe czekałem, dopóki nie skończą posiłku, po czym zabierałem dla siebie resztki jedzenia</em>. W późniejszym okresie sytuacja w obozie była lepsza, więźniowie otrzymywali nawet trzy posiłki dziennie<a href="#_ftn149" name="_ftnref149">[149]</a>. Być może tylko dlatego jedna osoba zmarła na dyzenterię<a href="#_ftn150" name="_ftnref150">[150]</a>. Choroby były, ale nie takie ciężkie jak w innych obozach na Sądecczyźnie. Nikt specjalnie na narzekał na higienę<a href="#_ftn151" name="_ftnref151">[151]</a>.</p>
<p>We wspomnianej relacji Lustiga pojawiają się informacje o kontaktach z ludnością polską. Potwierdzają je historie innych więźniów. Jednym z pracowników obozu był Żyd o imieniu Jeszua, który przed wojną miał służącą. Często podróżowała ona przez Rytro i wiedziała o tym, że w niedziele więźniowie są na stacji kolejowej, mogła więc przywozić różne informacje z Sącza. Oprócz tego pojawiały się paczki, listy i pieniądze. Lustig dostawał pieniądze od wujków, którzy przeżyli selekcję po likwidacji getta, ale niestety, jeśli nie odebrał ich osobiście, korzystali na tym inni – zabierali je dla siebie<a href="#_ftn152" name="_ftnref152">[152]</a>. W obozie pracował także Selik Korennman, który trafił do obozu w czasie likwidacji getta. Pożywienie od rodziny przywoził mu Polak, Stefan Mazur, który mieszkał w Nowym Sączu<a href="#_ftn153" name="_ftnref153">[153]</a>.</p>
<p>Stosunkowo niewiele wiemy na temat życia codziennego w obozie. Jedynie Szejngut złożył relację o tym, że ciągle obecne tam było życie religijne<a href="#_ftn154" name="_ftnref154">[154]</a>. Trzeba pamiętać, że często więźniowie wywodzili się z religijnych domów. Oczywiście powinności religijne wypełniali na tyle, na ile pozwalały im warunki wojenne.</p>
<p>Listę więźniów obozu znamy od Markusa Lustiga. Wymienia wśród nich następujące osoby: <em>Nechemiasz Szejngut, Mosze Dawid Laor, Izajasz Bergman, Zalman Peper, Ajzik Kempner, Wolf Szimel, Mosze Krizer, Menasze Wolf, Romek Gut Holander, Aszer Brandsteter, Motszi Bluzensztein, Berek Hersztal, Abraham Sigolim, Kuba Firer i ja, Markus Lustig</em><a href="#_ftn155" name="_ftnref155">[155]</a>. W obozie przebywał też Samuel Kaufer, który jednocześnie był w getcie w Sączu<a href="#_ftn156" name="_ftnref156">[156]</a>. Sporo z tych osób przeżyło wojnę w kolejnych obozach, ale nieliczni złożyli relacje.</p>
<p>23 lutego 1943 r. doszło do likwidacji obozu. Oficerowie z Luftwaffe załadowali więźniów do pociągu towarowego. Oczywiście nie mieli pojęcia, dokąd jadą<a href="#_ftn157" name="_ftnref157">[157]</a>. Okazało się, że trafili do zakładów przedwojennych o tajemniczym skrócie „PZL” – Polskich Zakładów Lotniczych. W czasie okupacji prowadził je Damiler Benz, a produkowano tam silniki samolotowe<a href="#_ftn158" name="_ftnref158">[158]</a>.</p>
<p><strong>Obóz pracy w Muszynie</strong></p>
<p>Obóz pracy w Muszynie został stosunkowo dobrze opisany przez prof. Rafała Żebrowskiego w „Almanachu Muszyny”<a href="#_ftn159" name="_ftnref159">[159]</a>. W świetle nowych dostępnych źródeł możemy uzupełnić go jednak o wiele nowych wiadomości.</p>
<p>Obóz działał na bazie przedwojennego żydowskiego tartaku spółki Żupnik – Segal – Wolf. Znajdował się pomiędzy torami kolejowymi, a ul. Piłsudskiego, na skrzyżowaniu. Po wojnie Niemcy przejęli żydowski zakład i utworzyli nad nim zarząd komisaryczny. <em>Należy przypuszczać, że nie zmieniło to wiele w funkcjonowaniu przedsiębiorstwa, skoro nawet – jak pisze Helena Krzywka – pracownik kancelarii Freifeldt „był chyba ostatnim Żydem wywiezionym z Muszyny, bo Niemcy po przejęciu tartaku długo go jeszcze trzymali, jako że był świetnie we wszystkim zorientowany</em>” – pisze Żebrowski, który dotarł do relacji mieszańców Muszyny pamiętających to miejsce. Jego zdaniem tartak z udziałem Żydów pracował jeszcze do 1941 r., choć jesienią 1940 r. wysiedlono Żydów z miasteczka<a href="#_ftn160" name="_ftnref160">[160]</a>.</p>
<p>Więźniowie pochodzili z różnych miejsc. Pośród nich było kilku nowosądeczan, m.in. Tzvi Fridman<a href="#_ftn161" name="_ftnref161">[161]</a>. Okazuje się, że było kilku Żydów z Gorlic. Pośród nich ocalony Benjamin Bergman<a href="#_ftn162" name="_ftnref162">[162]</a>. Z Gorlic pochodził też Roman Kenneth-Katzbach. Wspominał, że do Muszyny wysłał ich Judenrat. On, podobnie jak Bergman, trafił tam z obozu w Gorlicach; byli przyzwyczajeni do obozowych warunków. Należy zaznaczyć, że w Gorlicach warunki te były przyzwoite, co zawdzięczano profesorowi Blechowi, miejscowemu działaczowi. W Muszynie nie miał on już sposobności zabiegania o dobro więźniów<a href="#_ftn163" name="_ftnref163">[163]</a>.</p>
<p>W 1942 r. tartak został rozbudowany, a prace zakończyły się w lutym. Pierwotnie zajmował on niecałe 11 arów, potem – niemal 40. Zabierano mieszkańcom ziemie i ogrody pod inwestycję. Co ciekawe, wewnątrz obiektu istniały prywatne działki i posesje – swoiste enklawy. Zdaniem Żebrowskiego inwestycja wiązała się z przejęciem tartaku przez HOBAG. Również jego zdaniem rozbudowa mogła się odbyć rękami miejscowych, dopiero potem do obozu przybyli więźniowie. Żydzi zostali przywiezieni do muszyńskiego obozu końcem 1941 r. lub – do czego można się bardziej skłaniać – wiosną 1942 r. Jak słusznie zauważa Żebrowski, dopiero na jesień apelowali oni o cieplejsze ubrania. Ten ślad w dokumentach jest niezwykle ważny. Większość więźniów mogli stanowić przybyli po likwidacji getta w Nowym Sączu i innych miasteczkach<a href="#_ftn164" name="_ftnref164">[164]</a>. Niektórzy, jak Izaak Goldfinger, zostali wysłani do Muszyny wcześniej. Świadek opowiadał, że został zesłany do obozu przez <em>Arbeitsamt</em><a href="#_ftn165" name="_ftnref165">[165]</a>.</p>
<p>Ciężko oszacować liczbę więźniów. W obozie mieli pracować zarówno Żydzi, jak i Polacy – łącznie 150–200 ludzi. Według relacji Izaaka jako specjaliści dochodzili mieszkańcy z okolicznych miejscowości<a href="#_ftn166" name="_ftnref166">[166]</a>. W ocenie Lehrera w Muszynie było 100 więźniów. Po likwidacji getta w Sączu dołączyło do nich 49 osób<a href="#_ftn167" name="_ftnref167">[167]</a>. Ten stan osobowy utrzymywał się przynajmniej do października<a href="#_ftn168" name="_ftnref168">[168]</a>.</p>
<p>W związku z działaniami militarnymi prowadzonymi przez Niemców na wschodzie istniała pilna potrzeba wykonywania rozmaitych działań wspomagających operację wojskową. Z tym celem związana była także praca robotników w Muszynie. W skład obozu wchodziło wiele placów na składanie drewna oraz baraki dla robotników przymusowych.  Polacy w obozie byli wyłącznie najemnymi pracownikami, Żydzi – więźniami. Relacja do której dotarł R. Żebrowski mówi, że więźniowie polscy i żydowscy pracowali osobno<a href="#_ftn169" name="_ftnref169">[169]</a>.</p>
<p>Z przedstawionych przez Żebrowskiego planów nie wynika, by obóz był ściśle strzeżony, co wpisuje się w specyfikę podobnych obozów w regionie<a href="#_ftn170" name="_ftnref170">[170]</a>. Goldfinger twierdził, że był jedynie ogrodzony drewnianym płotem<a href="#_ftn171" name="_ftnref171">[171]</a>. Wynikało to z wielu przyczyn, również z tego powodu, że Niemcy wiedzieli, że obóz będzie ostatecznie likwidowany, chcieli więc uniknąć kosztów ochrony. Po drugie więźniowie, którzy wyszli z getta mieli tutaj lepsze warunki do życia – był to zabieg psychologiczny, zniechęcający do ucieczki<a href="#_ftn172" name="_ftnref172">[172]</a>. Pewnego dnia jednak uciekło trzech chłopaków. <em>Tak jakby ich drzewa połknęły</em> – mówił o ich zaginięciu Goldfinger. Nie znaleziono ich, a Niemcy za karę wszystkim więźniom zabrali buty<a href="#_ftn173" name="_ftnref173">[173]</a>.</p>
<p>Niemieckim dowódcą obozu był człowiek naziwskiem Triedlar. Lehrer pisał: <em>Był inteligentnym lingwistą, który nawet potrafił mówić po hebrajsku</em>. Okazuje się, że znał też żydowskie zwyczaje. Kiedy przed Jom Kippur w 1942 r. Lehrer zranił się w rękę, nie mógł pójść do pracy. Został w baraku, dostał zakażenia krwi. Usłyszał zbliżającego się Niemca, który mu powiedział: <em>Ty Żydzie! Wiesz dobrze, że jutro jest Jom Kippur i jutro będziesz martwy!</em> Ponadto wiedział, że ktoś będzie musiał odmówić nad nim kadisz. Na szczęście rana zaczęła się goić, co było niemal cudem. Innym razem z inicjatywy Triedlara więźniom postanowiono wprowadzić „rosyjską jakość”. Niemcy zabrali im niepotrzebne ubrania – nie było od tej pory biednych i bogatych; wszyscy mieli po równo<a href="#_ftn174" name="_ftnref174">[174]</a>. Izak Goldfinger podaje, że żydowskim szefem obozu był Dawid Schussel, w jego ocenie przyzwoity człowiek<a href="#_ftn175" name="_ftnref175">[175]</a>.</p>
<p>Obóz był zarządzany przez Niemców, ale Żydzi posiadali w nim stosunkowo dużo uprawnień. Mieli tam kuchnię, w której sami mogli gotować, sami rozdysponowywali między sobą ubrania i żywność. Zdaniem Żebrowskiego świadczy to o jakiejś hierarchii w obozie, samorządzie, który Niemcy lub inni nadzorcy tolerowali. Mogło to też służyć temu, by żydowskie instytucje samopomocowe (np. Joint) przychylniej patrzyły na obóz i wspierały jego utrzymanie<a href="#_ftn176" name="_ftnref176">[176]</a>.</p>
<p>Codzienność obozowa nie różniła się wiele od sytuacji w innych podobnych miejscach w regionie. Goldfinger wspominał, że znajdowały się tam trzy drewniane baraki. Więźniowie spali na dwupiętrowych pryczach, na których leżały materace wypełnione wełną drzewną. Wykorzystywano więc odpadki. Ubrani byli tylko w te rzeczy, które ze sobą przywieźli. Rano odbywał się apel, liczono więźniów i rozdzielano ich do komand pracy. Po zakończonym dniu więźniowie wracali do obozu i liczono ich jeszcze raz<a href="#_ftn177" name="_ftnref177">[177]</a>.</p>
<p>Goldfinger impregnował już pocięte drewno. Moczył deski w specjalnej balii. Wspomniał: <em>trzeba było wymoczyć kupę desek dziennie. Dolewać wodę, dolewać farbę. I był taki majster dosyć brutalny Niemiec, nie żałował nigdy parę kijów zwalić, kiedy się dało</em>. Potem pracował przy piłach – odciągał drzewo. Było to niełatwe zajęcie, wymagające siły. Dlatego też zapewne otrzymywał większe racje żywnościowe. Pocięte bele kładł na wózek do sortowania. <em>Myślę, że przeszedłem przez to, że dostawało się dodatek jedzenia – </em>opowiadał po latach<a href="#_ftn178" name="_ftnref178">[178]</a>.</p>
<p>Początkowo więźniowie prosili w podaniach o żywność, ubrania. W ostatnich słanych z Muszyny prośbach dopominali się o leki i środki dezynfekcyjne. Pojawiały się więc choroby, a sytuacja higieniczna stawała się ciężka. Więźniowie pytali w korespondencji o dr. Eliasza Tischa w Krakowie, dobroczyńcę. Był on członkiem prezydium ŻSS, który wcześniej, kiedy istniał Judenrat, musiał Muszynie znacząco pomagać. <em>Był to ostatni przebłysk nadziei uwięzionych</em> – oceniał Żebrowski. Dopóki więźniowie mogli, dostawali od Żydów w Nowym Sączu paczki z żywnością. Kiedy to było niemożliwe, pisali do Jointu: <em>W pierwszym rzędzie chodzi nam o żywność, celem dożywiania, następnie o środki sanitarne, jak mydło, apteczka dla obozu oraz bielizna i buty</em><a href="#_ftn179" name="_ftnref179">[179]</a>. Więźniowie pisali listy do krakowskiego Jointu, ale niestety nie spotykały się one z pozytywnym odzewem<a href="#_ftn180" name="_ftnref180">[180]</a>.</p>
<p>Z relacji wynika, że szczególnie źle wyglądała sytuacja żywnościowa oraz ubraniowa. W ocenie ocalonych jedzenie było złe i ciągle go brakowało. Izaak Goldfinger opisywał, że w obozie panował głód. Czasem radził sobie tak, że wywoził deski na miejscowy dworzec kolejowy. Wówczas mieszkańcy Muszyny pomagali więźniom<a href="#_ftn181" name="_ftnref181">[181]</a>. Zima i mróz były najgorszymi wrogami więźniów. Nie mieli porządnych łóżek, spali na słomie<em>. Jedzenie było złe, wszystko było złe</em> – wspomniał Kenneth<a href="#_ftn182" name="_ftnref182">[182]</a>.</p>
<p>Bez pomocy ze strony polskich pracowników i okolicznych mieszkańców przeżycie w tych trudnych warunkach nie było możliwe. Goldfinger w obozie zapoznał pana Maślankę, który był cieślą. Miał on za zadanie opiekować się żydowskim więźniem. Okazało się, że był też dobrych duchem Izaka. Przynosił mu żywność oraz ubranie. Była to pomoc bezcenna. Żeby uniknąć ucieczek, przed zimą 1942 r. zabrano więźniom buty. Nie wszyscy patrzący na krzywdę więźniów się na nią zgadzali. <em>Byłem zaskoczony, że na drugi dzień ten Maślanka przyniósł drewniaki wszystkim cośmy z nimi pracowali. </em>[…]<em> To mówił, że te buty skonstruowali w nocy sąsiedzi, żeby miał przynajmniej. A później wszyscy mieli jakoś buty od pomocy tych Polaków, co tam byli</em> – wspominał po latach Goldfinger<a href="#_ftn183" name="_ftnref183">[183]</a>.</p>
<p>Nie znamy przykładów skrajnego terroryzowania więźniów i znęcania się nad nimi; upokarzano ich jednak na wiele sposobów. Pewnego dnia Lehrer dostał list w jidysz, w którym koleżanka jego siostry Chany (pracowała w Krakowie) donosiła mu o śmierci krewnej.  Niemcy zorientowali się, o co chodziło w korespondencji i więzień otrzymał wtedy wezwanie do SS. Pytali go, kim jest dziewczyna, która tę paczkę przesłała. Wypierał się znajomości, bo naprawdę jej nie znał. Wówczas Treidlar zrobił kazanie, jakim to Żydzi są <em>pierścieniem międzynarodowych przestępców</em>. W obozie pamiętano o rodzinach, a szczególnym smutkiem napawały Żydów święta. Lehrer pisał, że mimo tragicznych doświadczeń wielu z jego towarzyszy ciągle się modliło – najczęściej wcześniej rano, żeby nikt nie zobaczył<a href="#_ftn184" name="_ftnref184">[184]</a>.</p>
<p>W listopadzie 1942 r. do Muszyny przyjechał szef gestapo z Nowego Sącza Heinrich Hamann. Nakazał komendantowi obozu oddanie wszystkich Żydów z Sącza. Zwracał uwagę, że lagier nie ma zabezpieczeń, a drut kolczasty jest nienaelektryzowany. Żydzi byli przerażeni; znali zbrodnie Hamanna. Treidlar wiedział, że jeśli gestapowiec zabierze tylu więźniów, to obóz przestanie istnieć, a jemu będzie groził front wschodni. Pojechał więc do Sącza i poprosił Hamanna, żeby ich zostawił. Przekonywał zbrodniarza, że jeśli zniknie tyle osób, to nie będzie możliwości budowania baraków dla Niemców, którzy są bombardowani. Doszło do kompromisu: podzielili się po połowie. 75 silnych Żydów zostało, reszta pojechała do Sącza. W obozie odbyła się selekcja. Wspominali o niej ocaleni – Lehrer i Hillel Landau. Jako jedni z pierwszych trafili do Sącza. Wybierano marnych i chudych. Ci, którzy mając opory, robili krok w tył, spotykali wymierzone w nich lufy karabinów. Popędzono więźniów w stronę stacji kolejowej. Pozostali w obozie byli przekonani, że dla wysyłanych oznacza to śmierć. Tak jednak nie było, wielu z nich wysłano potem do innych obozów, kilku z nich przeżyło wojnę<a href="#_ftn185" name="_ftnref185">[185]</a>.</p>
<p>Prawdopodobnie tę samą sytuację opisywał Izak Goldfinger: <em>w jeden dzień przyjechało paru SS-manów wyższej rangi i pytali, kto by chciał jechać do lepszego obozu </em>[…]<em> wyobraź sobie, byli chętni. To oni wystąpili z tych szeregów i zapisał każdego, kto to chce mieć lepsze miejsce. Za tydzień czasu przyjechała ciężarówka, zawołali tych wszystkich. Wsiedli na ciężarówkę w asyście dwóch, trzech SS-manów. Później się dowiedziałem, </em>[…]<em> że wszystkich dowieźli do Oświęcimia</em><a href="#_ftn186" name="_ftnref186">[186]</a>. Wówczas wywieziono m.in. znajomego Izaka o imieniu Roman, z którym był w obozie zżyty. W życiu obozu wydarzenia te były bardzo ważne, być może przesądziły o dalszych krokach niektórych więźniów.</p>
<p>W kolejnych miesiącach można było zaobserwować słabszy nadzór nad więźniami, co ci wykorzystywali, uciekając. Do takiego ruchu zachęcał więźniów także wspominany Maślanka. On miał organizować pomoc chętnym do wydostania się z obozu<a href="#_ftn187" name="_ftnref187">[187]</a>. W sylwestra 1942/1943 zaplanowano większą ucieczkę. Postanowiono wykorzystać moment, kiedy pilnujący więźniów znajdowali się na zabawie. Akcja nie doszła jednak do skutku, bowiem w grudniu 1942 r. decyzją władz obóz przestał istnieć .</p>
<p>Więźniowie trafili do Nowego Sącza, gdzie umieszczono ich w więzieniu<a href="#_ftn188" name="_ftnref188">[188]</a>. Innych wysłano do Mielca (np. Bergmana czy Korzennika)<a href="#_ftn189" name="_ftnref189">[189]</a>. Kilku z więźniów przeżyło: m.in. wspomniani już Lehrer czy Goldfinger. Więźniów żydowskich zastąpili Polacy, tartak działał dalej<a href="#_ftn190" name="_ftnref190">[190]</a>.</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Szerzej o obozach pracy w Generalnym Gubernatorstwie zob.: M. Wenzel, <em>Arbeitszwang und Judenmord. Die Arbeitslager für Juden im Distrikt Krakau des Generalgouvernements 1939–1944,</em> Berlin 2017.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> Visual History Archive Online (dalej: VHA), Relacja Chanocha Zeinwirta, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=17054&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> Archiwum Yad Vashem (dalej: AYV), syg. 88-0192F, M. Bergman – Winter, <em>Memorandum. </em><em>Nowy Sącz – Sambor 1939–1945,</em> s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> J. Marszałek, <em>Obozy pracy w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939–1945, </em>Lublin 1998, s. 151.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej Nowego Sącza w okresie II wojny światowej</em>, „Rocznik Sądecki” t. 19: 1990, s. 213.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> Sam relacjonował, że więźniów było od 300 do 400. Zob.: Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie (dalej: AŻIH), 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> Archives of the American Jewish Joint Distribution Committee (dalej: JDC Archives), List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0891.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 151.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> Archiwum Sądeckiego Sztetlu (dalej: ASS), W. Nattel, <em>Je me souviens</em>, s. 29.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10">[10]</a> ASS, Relacja Eugenii Romańskiej z 2018 r.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11">[11]</a> VHA, Relacja Mosesa Katza, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=38447&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12">[12]</a> I. Gass, <em>Hitlerowskie obozy pracy w Lipiu i Rożnowie, </em>„Rocznik Sądecki”, t. 22: 1994, s. 284.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13">[13]</a> VHA, Relacja Izraela Baichera, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=17469&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14">[14]</a> VHA, Relacja Romana Harte, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=1123&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15">[15]</a> VHA, Relacja Jacoba Weinbergera, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=4025&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16">[16]</a> VHA, Relacja Alberta Neuwirta, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=24803&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref17" name="_ftn17">[17]</a> VHA, Relacja Maxa Bergmana, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=28878&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref18" name="_ftn18">[18]</a> VHA, Relacja Pincusa Gotlieba, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=53254&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref19" name="_ftn19">[19]</a> VHA, Relacja Harrego Wanderera, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=57559&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref20" name="_ftn20">[20]</a> M. Lustig, <em>Skrwawiony puch, </em>Nowy Sącz 2016, s. 71.</p>
<p><a href="#_ftnref21" name="_ftn21">[21]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 151.</p>
<p><a href="#_ftnref22" name="_ftn22">[22]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref23" name="_ftn23">[23]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 53.</p>
<p><a href="#_ftnref24" name="_ftn24">[24]</a> Ibidem, s. 62.</p>
<p><a href="#_ftnref25" name="_ftn25">[25]</a> M. Lustig, op. cit., s. 71.</p>
<p><a href="#_ftnref26" name="_ftn26">[26]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref27" name="_ftn27">[27]</a> I. Gass, op. cit., s. 284.</p>
<p><a href="#_ftnref28" name="_ftn28">[28]</a> ASS, W. Nattel, op. cit., s. 29.</p>
<p><a href="#_ftnref29" name="_ftn29">[29]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref30" name="_ftn30">[30]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r.</p>
<p><a href="#_ftnref31" name="_ftn31">[31]</a> JDC Archives, List Jointu w Krakowie do Judenratu w Nowym Sączu, 21 VIII 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0895.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref32" name="_ftn32">[32]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref33" name="_ftn33">[33]</a> M. Lustig, op. cit., s. 71.</p>
<p><a href="#_ftnref34" name="_ftn34">[34]</a> ASS, W. Nattel, op. cit., s. 30.</p>
<p><a href="#_ftnref35" name="_ftn35">[35]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref36" name="_ftn36">[36]</a> Ibidem, s. 36.</p>
<p><a href="#_ftnref37" name="_ftn37">[37]</a> J. Kucia, <em>Obozy pracy na terenie byłego powiatu Nowy Sącz w okresie okupacji hitlerowskiej, </em>„Rocznik Sądecki”, t. 15/16: 1974–1977, s. 251.</p>
<p><a href="#_ftnref38" name="_ftn38">[38]</a> A. Gieniec, <em>Młodość za drutem kolczastym. Dzieje Izaka Goldfingera w czasie II wojny światowej, </em>Praca magisterska przygotowana pod kierunkiem dr. A. K. Linka-Lenczewskiego, Kraków 2003, s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref39" name="_ftn39">[39]</a> Wówczas wskazywano także miejsce pochówku trójki Żydów w Gródku nad Dunajcem (mężczyzna, kobieta i dziecko) – byli rozstrzelani naprzeciw gminy. Zob.: ANKr ONS, sygn. 31/190/52, Notatka na temat egzekucji, k. 85.</p>
<p><a href="#_ftnref40" name="_ftn40">[40]</a> ASS, W. Nattel, op. cit., s. 36.</p>
<p><a href="#_ftnref41" name="_ftn41">[41]</a> I. Gass, op. cit., s. 284.</p>
<p><a href="#_ftnref42" name="_ftn42">[42]</a> M. Lustig, op. cit., s. 71.</p>
<p><a href="#_ftnref43" name="_ftn43">[43]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref44" name="_ftn44">[44]</a> ASS, Relacja Mońka Goldfingera z 2016 r.</p>
<p><a href="#_ftnref45" name="_ftn45">[45]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 53.</p>
<p><a href="#_ftnref46" name="_ftn46">[46]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref47" name="_ftn47">[47]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref48" name="_ftn48">[48]</a> ASS, W. Nattel, op. cit., s. 35.</p>
<p><a href="#_ftnref49" name="_ftn49">[49]</a> VHA, Relacja Mendla Good, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=5345&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref50" name="_ftn50">[50]</a> VHA, Relacja Jacoba Weinbergera…</p>
<p><a href="#_ftnref51" name="_ftn51">[51]</a> VHA, Relacja Mosesa Katza…</p>
<p><a href="#_ftnref52" name="_ftn52">[52]</a> ASS, Relacja Markusa Lustiga z 2012 r.</p>
<p><a href="#_ftnref53" name="_ftn53">[53]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref54" name="_ftn54">[54]</a> I. Gass, <em>Hitlerowskie obozy pracy w Lipiu i Rożnowie, </em>„Rocznik Sądecki”, t. 22:1994, s. 284.</p>
<p><a href="#_ftnref55" name="_ftn55">[55]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref56" name="_ftn56">[56]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 151.</p>
<p><a href="#_ftnref57" name="_ftn57">[57]</a> I. Gass, op. cit., s. 285.</p>
<p><a href="#_ftnref58" name="_ftn58">[58]</a> Wydaje się, że błędną datę podaje I. Goldfinger, który sugerował że był to koniec kwietnia 1941 r. Zob.: A. Gieniec, op. cit., s. 10.</p>
<p><a href="#_ftnref59" name="_ftn59">[59]</a> I. Gass, op. cit., s. 285.</p>
<p><a href="#_ftnref60" name="_ftn60">[60]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 62.</p>
<p><a href="#_ftnref61" name="_ftn61">[61]</a> <em>Po 16.09.1940, Warszawa – getto. [Inż. A. Reinberg], Sprawozdanie z wizytacji obozu pracy w Lipiu w dn. 10–16.09.1940 (Kraków 16.09.1940 r.), </em>[w:] <em>Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne archiwum getta Warszawy, </em>t. 24: Obozy pracy przymusowej, oprac. M. Janczewska, Warszawa 2015,  s,. 51.</p>
<p><a href="#_ftnref62" name="_ftn62">[62]</a> Świadkowie podają liczbę nawet 800 więźniów po deportacjach z Rzeszowa. Zob.: AŻIH 301/4968, Relacja Dawida Grunberga, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref63" name="_ftn63">[63]</a> <em>Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939–1945</em>, red. C. Pilchowski, Warszawa 1979, s. 270.</p>
<p><a href="#_ftnref64" name="_ftn64">[64]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 146.</p>
<p><a href="#_ftnref65" name="_ftn65">[65]</a> <em>Obozy hitlerowskie</em>…, s. 270.</p>
<p><a href="#_ftnref66" name="_ftn66">[66]</a> J. Kucia, op. cit., s. 251.</p>
<p><a href="#_ftnref67" name="_ftn67">[67]</a> I. Gass, op. cit., s. 286.</p>
<p><a href="#_ftnref68" name="_ftn68">[68]</a> Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział w Nowym Sączu (dalej: ANKrNS), 31/376/90, Zeznanie M. Lauera, 17 IV 1947 r., k. 39</p>
<p><a href="#_ftnref69" name="_ftn69">[69]</a> VHA, Relacja Eliasza Brauna, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=29160&amp;returnIndex=0 [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref70" name="_ftn70">[70]</a> AŻIH 301/4968, Relacja Dawida Grunberga, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref71" name="_ftn71">[71]</a> <em>Po 16.09.1940, Warszawa – getto…, </em>s. 48.</p>
<p><a href="#_ftnref72" name="_ftn72">[72]</a> VHA, Relacja Herscha Webera, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=21079&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021].</p>
<p><a href="#_ftnref73" name="_ftn73">[73]</a> VHA, Relacja Mendla Flastera, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=8950&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021] tape 2.</p>
<p><a href="#_ftnref74" name="_ftn74">[74]</a> Archives United States Holocaust Memorial Museum (dalej: USHMM), Relacja Naftaliego Normana Saleschutza, https://encyclopedia.ushmm.org/content/en/oral-history/naftali-norman-saleschutz-describes-forced-labor-near-nowy-sacz, [dostęp: 26.04.2021].</p>
<p><a href="#_ftnref75" name="_ftn75">[75]</a> AŻIH 301/4270, Relacja Jakuba Schermana, k. 1–2.</p>
<p><a href="#_ftnref76" name="_ftn76">[76]</a> AŻIH 301/1647, Relacja Pinkasa Korhnausera, k. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref77" name="_ftn77">[77]</a> I. Gass, op. cit., s. 285.</p>
<p><a href="#_ftnref78" name="_ftn78">[78]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref79" name="_ftn79">[79]</a> VHA, Relacja Mendla Flastera…</p>
<p><a href="#_ftnref80" name="_ftn80">[80]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r&#8230;.</p>
<p><a href="#_ftnref81" name="_ftn81">[81]</a> AŻIH 301/3458, Relacja Hermana Fuhrera, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref82" name="_ftn82">[82]</a> AŻIH 301/1647, Relacja Pikasa Kornhausera, k. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref83" name="_ftn83">[83]</a> <em>Po 16.09.1940, Warszawa – getto…, </em>s. 47–48.</p>
<p><a href="#_ftnref84" name="_ftn84">[84]</a> USHMM, Relacja Naftaliego Normana Saleschutza…</p>
<p><a href="#_ftnref85" name="_ftn85">[85]</a> I. Gass, op. cit., s. 285.</p>
<p><a href="#_ftnref86" name="_ftn86">[86]</a> VHA, Relacja Mendla Flastera…</p>
<p><a href="#_ftnref87" name="_ftn87">[87]</a> <em>Po 16.09.1940, Warszawa – getto…, </em>s. 48.</p>
<p><a href="#_ftnref88" name="_ftn88">[88]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r…</p>
<p><a href="#_ftnref89" name="_ftn89">[89]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref90" name="_ftn90">[90]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera</p>
<p><a href="#_ftnref91" name="_ftn91">[91]</a> T. Duda, op. cit., s. 214.</p>
<p><a href="#_ftnref92" name="_ftn92">[92]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref93" name="_ftn93">[93]</a> AŻIH 301/1647, Relacja Pikasa Kornhausera, k. 7.</p>
<p><a href="#_ftnref94" name="_ftn94">[94]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref95" name="_ftn95">[95]</a> Ibidem, s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref96" name="_ftn96">[96]</a> VHA, Relacja Mendla Flastera…</p>
<p><a href="#_ftnref97" name="_ftn97">[97]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r.…</p>
<p><a href="#_ftnref98" name="_ftn98">[98]</a> JDC Archives, List Jointu w Krakowie do Judenratu w Nowym Sączu, 21 VIII 1940 r.…</p>
<p><a href="#_ftnref99" name="_ftn99">[99]</a> T. Duda, op. cit., s. 227.</p>
<p><a href="#_ftnref100" name="_ftn100">[100]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref101" name="_ftn101">[101]</a> AŻIH 301/1647, Relacja Pikasa Kornhausera, k. 6.</p>
<p><a href="#_ftnref102" name="_ftn102">[102]</a> USHMM, Relacja Normana Salsitza, https://collections.ushmm.org/search/catalog/irn504693, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref103" name="_ftn103">[103]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref104" name="_ftn104">[104]</a> VHA, Relacja Mendla Flastera…</p>
<p><a href="#_ftnref105" name="_ftn105">[105]</a> AŻIH 301/4270, Relacja Jakuba Schermana, k. 1–2.</p>
<p><a href="#_ftnref106" name="_ftn106">[106]</a> JDC Archives, List z Jointu do Judenratu w Nowym Sączu, 20 IX 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0900.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref107" name="_ftn107">[107]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 2 X 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0908.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref108" name="_ftn108">[108]</a> <em>Po 16.09.1940, Warszawa – getto…, </em>s. 49.</p>
<p><a href="#_ftnref109" name="_ftn109">[109]</a> AŻIH 301/4968, Relacja Dawida Grunberga, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref110" name="_ftn110">[110]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref111" name="_ftn111">[111]</a> AŻIH 301/3457, Relacja Abrama Hellera, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref112" name="_ftn112">[112]</a> AŻIH 301/1647, Relacja Pikasa Kornhausera, k. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref113" name="_ftn113">[113]</a> ASS, Relacja Mońka Goldfingera z 2016 r.</p>
<p><a href="#_ftnref114" name="_ftn114">[114]</a> AŻIH 301/1647, Relacja Pikasa Kornhausera, k. 5–6.</p>
<p><a href="#_ftnref115" name="_ftn115">[115]</a>ANKrNS, 31/376/90,  Zeznanie M. Lauera, 17 IV 1947 r., k. 38–39.</p>
<p><a href="#_ftnref116" name="_ftn116">[116]</a> VHA, Relacja Mendla Flastera…</p>
<p><a href="#_ftnref117" name="_ftn117">[117]</a> AŻIH 301/1647, Relacja Pikasa Kornhausera, k. 5.</p>
<p><a href="#_ftnref118" name="_ftn118">[118]</a> Ibidem, k. 7.</p>
<p><a href="#_ftnref119" name="_ftn119">[119]</a> AŻIH 301/5485, Relacja Ernesta Stattera.</p>
<p><a href="#_ftnref120" name="_ftn120">[120]</a> T. Duda, op. cit., s. 227.</p>
<p><a href="#_ftnref121" name="_ftn121">[121]</a> VHA, Relacja Mendla Flastera…</p>
<p><a href="#_ftnref122" name="_ftn122">[122]</a> <em>Po 16.09.1940, Warszawa – getto…, </em>s.. 51.</p>
<p><a href="#_ftnref123" name="_ftn123">[123]</a> JDC Archives, List Jointu w Krakowie do Bronisławy Finder, 14 X 1940 r., http://search.archives.jdc.org/multimedia/Documents/W_3941/W_3941_017/W_3941_017_0911.pdf#search= [dostęp: 16.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref124" name="_ftn124">[124]</a> <em>Po 16.09.1940, Warszawa – getto…, </em>s. 49.</p>
<p><a href="#_ftnref125" name="_ftn125">[125]</a> Ibidem, s. 51.</p>
<p><a href="#_ftnref126" name="_ftn126">[126]</a> Ibidem, s. 49–50.</p>
<p><a href="#_ftnref127" name="_ftn127">[127]</a> Ibidem, s. 48.</p>
<p><a href="#_ftnref128" name="_ftn128">[128]</a> JDC Archives, List do Jointu w Krakowie z Judenratu w Nowym Sączu, 13 VIII 1940 r.…</p>
<p><a href="#_ftnref129" name="_ftn129">[129]</a> <em>Po 16.09.1940, Warszawa – getto…, </em>s. 50.</p>
<p><a href="#_ftnref130" name="_ftn130">[130]</a> USHMM, Relacja Normana Salsitza…</p>
<p><a href="#_ftnref131" name="_ftn131">[131]</a> AŻIH 301/1647, Relacja Pikasa Kornhausera, k. 6.</p>
<p><a href="#_ftnref132" name="_ftn132">[132]</a> VHA, Relacja Mendla Flastera…</p>
<p><a href="#_ftnref133" name="_ftn133">[133]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref134" name="_ftn134">[134]</a> I. Gass, op. cit., s. 286.</p>
<p><a href="#_ftnref135" name="_ftn135">[135]</a> J. Marszałek, op. cit., s. 151.</p>
<p><a href="#_ftnref136" name="_ftn136">[136]</a> Ibidem, s. 94.</p>
<p><a href="#_ftnref137" name="_ftn137">[137]</a> AŻIH 301/211, Relacja Szaji Bergmana, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref138" name="_ftn138">[138]</a> ASS, Relacja Markusa Lustiga z 2012 r.</p>
<p><a href="#_ftnref139" name="_ftn139">[139]</a> Kucia, op. cit., s. 251.</p>
<p><a href="#_ftnref140" name="_ftn140">[140]</a> M. Lustig, op. cit., s. 76.</p>
<p><a href="#_ftnref141" name="_ftn141">[141]</a> AŻIH 301/211, Relacja Szaji Bergmana, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref142" name="_ftn142">[142]</a> ASS, Relacja Markusa Lustiga z 2012 r.</p>
<p><a href="#_ftnref143" name="_ftn143">[143]</a> M. Lustig, op. cit., s. 77.</p>
<p><a href="#_ftnref144" name="_ftn144">[144]</a> M. Lustig, op. cit., s. 76.</p>
<p><a href="#_ftnref145" name="_ftn145">[145]</a> Ibidem, s. 77.</p>
<p><a href="#_ftnref146" name="_ftn146">[146]</a> AŻIH 301/211, Relacja Szaji Bergmana, k. 1.</p>
<p><a href="#_ftnref147" name="_ftn147">[147]</a> M. Lustig, op. cit., s. 76.</p>
<p><a href="#_ftnref148" name="_ftn148">[148]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref149" name="_ftn149">[149]</a> Ibidem, s. 76.</p>
<p><a href="#_ftnref150" name="_ftn150">[150]</a> VHA, Relacja Nehemyaha Sheynguta, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=49092&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref151" name="_ftn151">[151]</a> M. Lustig, op. cit., s. 77.</p>
<p><a href="#_ftnref152" name="_ftn152">[152]</a> Ibidem, s. 77.</p>
<p><a href="#_ftnref153" name="_ftn153">[153]</a> B. Korennman, <em>Relacja z okresu okupacji, </em>„Almanach Sądecki” R. XVIII: 2009, nr 1/2 (66/67), s. 148.</p>
<p><a href="#_ftnref154" name="_ftn154">[154]</a> VHA, Relacja Nehemyaha Sheynguta…</p>
<p><a href="#_ftnref155" name="_ftn155">[155]</a> M. Lustig, op. cit., s. 77.</p>
<p><a href="#_ftnref156" name="_ftn156">[156]</a> VHA, Relacja Stefana Kaufera, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=38955&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021]</p>
<p><a href="#_ftnref157" name="_ftn157">[157]</a> M. Lustig, op. cit., s. 77.</p>
<p><a href="#_ftnref158" name="_ftn158">[158]</a> AŻIH 301/211, Relacja Szaji Bergmana, k. 2.</p>
<p><a href="#_ftnref159" name="_ftn159">[159]</a> R. Żebrowski, <em>Żydzi w Muszynie wobec Holokaustu (cz. 2), </em>„Almanach Muszyny” 2003, s. 48.</p>
<p><a href="#_ftnref160" name="_ftn160">[160]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref161" name="_ftn161">[161]</a> VHA, Relacja Tzvi Fridmana, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=42311&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021].</p>
<p><a href="#_ftnref162" name="_ftn162">[162]</a> VHA, Relacja Benjamina Bergmana, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=25981&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021].</p>
<p><a href="#_ftnref163" name="_ftn163">[163]</a> VHA, Relacja Romana Kennetha, https://vhaonline.usc.edu/viewingPage?testimonyID=43110&amp;returnIndex=0, [dostęp: 26.04.2021].</p>
<p><a href="#_ftnref164" name="_ftn164">[164]</a> R. Żebrowski, op. cit., s. 50.</p>
<p><a href="#_ftnref165" name="_ftn165">[165]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 18.</p>
<p><a href="#_ftnref166" name="_ftn166">[166]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref167" name="_ftn167">[167]</a> S. Lehrer, L. Strassman, <em>The Vanished city of Tsanz</em>, Jerusalem 1997, s. 330.</p>
<p><a href="#_ftnref168" name="_ftn168">[168]</a> R. Żebrowski, op. cit., s. 58.</p>
<p><a href="#_ftnref169" name="_ftn169">[169]</a> Ibidem, s. 51–52.</p>
<p><a href="#_ftnref170" name="_ftn170">[170]</a> Ibidem, s. 51.</p>
<p><a href="#_ftnref171" name="_ftn171">[171]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 18.</p>
<p><a href="#_ftnref172" name="_ftn172">[172]</a> R. Żebrowski, op. cit., s. 52.</p>
<p><a href="#_ftnref173" name="_ftn173">[173]</a> ASS, Relacja Izaka Goldfingera z 2003 r.</p>
<p><a href="#_ftnref174" name="_ftn174">[174]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 334–335.</p>
<p><a href="#_ftnref175" name="_ftn175">[175]</a> Ibidem, s. 330.</p>
<p><a href="#_ftnref176" name="_ftn176">[176]</a> R. Żebrowski, op. cit., s. 52.</p>
<p><a href="#_ftnref177" name="_ftn177">[177]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 18.</p>
<p><a href="#_ftnref178" name="_ftn178">[178]</a> Ibidem, s. 18-19.</p>
<p><a href="#_ftnref179" name="_ftn179">[179]</a> R. Żebrowski, op. cit., s. 54–56.</p>
<p><a href="#_ftnref180" name="_ftn180">[180]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 330.</p>
<p><a href="#_ftnref181" name="_ftn181">[181]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 19.</p>
<p><a href="#_ftnref182" name="_ftn182">[182]</a> VHA, Relacja Romana Kennetha…</p>
<p><a href="#_ftnref183" name="_ftn183">[183]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 19.</p>
<p><a href="#_ftnref184" name="_ftn184">[184]</a> S. Lehrer, L. Strassman, op. cit., s. 335.</p>
<p><a href="#_ftnref185" name="_ftn185">[185]</a> Landau po wojnie mieszkał w Brazylii. Zob.: Ibidem, s. 336</p>
<p><a href="#_ftnref186" name="_ftn186">[186]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 19–20.</p>
<p><a href="#_ftnref187" name="_ftn187">[187]</a> ASS, Relacja Izaka Goldfingera z 2003 r.</p>
<p><a href="#_ftnref188" name="_ftn188">[188]</a> A. Gieniec, op. cit., s. 20.</p>
<p><a href="#_ftnref189" name="_ftn189">[189]</a> VHA, Relacja Benjamina Bergmana…</p>
<p><a href="#_ftnref190" name="_ftn190">[190]</a> R. Żebrowski, op. cit., s. 54.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-6{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-6 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-6{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-6 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-6{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-6 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-7{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/zydowskie-obozy-pracy-na-sadecczyznie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Miejsca egzekucji ludności polskiej na Sądecczyźnie</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/miejsca-egzekucji-ludnosci-polskiej-na-sadecczyznie/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/miejsca-egzekucji-ludnosci-polskiej-na-sadecczyznie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2022 12:09:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3877</guid>

					<description><![CDATA[Miejsca egzekucji ludności polskiej na Sądecczyźnie  Łukasz Połomski Wraz z pojawieniem się na Sądecczyźnie wojsk niemieckich rozpoczął się najczarniejszy epizod w najnowszych dziejach regionu. Szacuje się, że przez cały okres okupacji zginęło niemal 25 tys. mieszkańców powiatu sądeckiego. W pierwszej kolejności Niemcy wymierzyli swoje prześladowania w kierunku ludności żydowskiej. Część z nich spodziewała]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-8 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-7 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-8{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-8{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-8 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">Miejsca egzekucji ludności polskiej na Sądecczyźnie</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-8"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Łukasz Połomski<br />
</em></span></strong></h3>
<p>Wraz z pojawieniem się na Sądecczyźnie wojsk niemieckich rozpoczął się najczarniejszy epizod w najnowszych dziejach regionu. Szacuje się, że przez cały okres okupacji zginęło niemal 25 tys. mieszkańców powiatu sądeckiego.</p>
<p>W pierwszej kolejności Niemcy wymierzyli swoje prześladowania w kierunku ludności żydowskiej. Część z nich spodziewała się takich zachowań, ale nie przypuszczali, że nadejdzie powszechna zagłada. Prawdziwa martyrologia tego narodu zrealizowała się w 1942 r., kiedy mieszkańcy gett zostali zamordowani w lasach Sądecczyzny lub w niemieckim obozie zagłady w Bełżcu<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a>.</p>
<p>Już jesienią 1939 r. rozpoczęły się prześladowania ludności polskiej. Od początku okupacji brutalnie próbowano narzucić Sądeczanom nową rzeczywistość. Rozpoczęły się aresztowania. Pierwszymi więźniami, którzy trafili za kraty, za niesprzyjanie Niemcom, byli kierownicy szkół: Jakub Bodziony z Chełmca i Aleksander Jankowski z Gołkowic. O umieszczenie ich w więzieniu na Pijarskiej starali się Niemcy, którzy żyli w tych samych wsiach od wielu pokoleń. Ten pierwszy, zasłużony poseł, naraził się volksdeutschom tym, że chciał stworzyć jedną wieś o nazwie „Chełmiec” zamiast Chełmca Polskiego i Chełmca Niemieckiego. Wkrótce do więzienia trafili inni: Michał Jojczyk z Rdziostowa, Wilma Uhlowa, ks. Jędrzej Cierniak, sędzia Kmiecik, wiceprokurator Józef Denkiewicz i nauczyciel Andrzej Serafin<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. Wilma Uhlowa wspominała, że w pierwszym roku okupacji z okna więzienia widziała, jak gestapowcy pastwili się nad strażą i więźniami, a niektórych nawet ukamienowali w ten sposób, że krew ściekała po murach. Pobito gospodynię proboszcza z Biegonic, ks. Stefana Zalesińskiego tak, że wybito jej zęby. Więzienie, przez kolejne lata kierowane przez sadystycznego Johana Bornholta, było miejscem kaźni setek Sądeczan<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>.</p>
<p>W listopadzie 1939 r. Niemcy obawiali się polskiego Święta Niepodległości. W celu zastraszenia ludności, 11 listopada sympatycy nazistów pobili Polaków w Biczycach. Przed samym świętem dokonano też prewencyjnych aresztowań. Do więzienia trafili m.in. Stanisław Nowakowski (przedwojenny prezydent miasta), Jan Gottman, Franciszek Wzorek, Tadeusz Mączyński (nauczyciele), Alfred Kożusznik i Gustaw Weimer (dyrekcja Banku Polskiego). Akcja była wymierzona w inteligencję i miała na celu złamanie kręgosłupa moralnego Sądecczyzny. Okupant przygotował zamiast polskiego święta wielkie wydarzenie propagandowe ku czci bohaterów III Rzeszy – pogrzeb zamordowanych sądeczan pochodzenia niemieckiego, młodych sympatyków Hitlera, którzy pochodzili z Sądecczyzny<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>.</p>
<p>Na początku okupacji niemiecki terror spotkał się jednak z niespodziewanym aktem odwagi i patriotyzmu. Roman Sichrawa, pełniący funkcję prezydenta miasta, został poproszony o spisanie listy 10 zakładników (w innej wersji opowieści – straceńców), którzy mogli wyjątkowo uprzykrzać życie Niemcom w Nowym Sączu. Sichrawa takową listę stworzył, ale umieścił na niej 10 razy własne nazwisko, przechodząc tym samym do panteonu największych sądeckich bohaterów wojennych. Adam Kozaczka opisywał, że zarządzający miastem dr Hein […]<em> wziął papier do ręki, przeczytał i widząc zapisane na nim dziesięciokrotnie imię i nazwisko tylko swego rozmówcy, zdenerwowany zapytał ostro, co to ma znaczyć. Na co z kolei dr Sichrawa wyjaśnił, że zrozumiał, iż musi wystawić 10 miejscowych swoich rodaków na bezpośrednie ryzyko śmierci, ale ponieważ nie czuje się do tego w żaden sposób uprawniony, więc zrobił to tylko, co mu w tej sytuacji było wolno, tj. wystawił na to ryzyko tylko siebie. Niezwykle początkowo podniecony Niemiec zamilkł, spojrzał jeszcze raz na swojego rozmówcę i na zapisaną przez niego kartkę papieru, po czym natychmiast zwołał do swojego gabinetu wszystkich pracowników magistratu. Przybyłym oznajmił, czego zażądał od dra Romana Sichrawy, a potem opowiedział, jak tamten na to zareagował. Przedstawiwszy to wszystko, krótko i dobitnie oświadczył, że uważa czyn dra Romana Sichrawy za bohaterstwo, przed którym wszyscy powinni pochylić głowy, i że pragnie tego, by wszyscy widzieli, czego dokonał ten człowiek</em><a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>.</p>
<p>Niedługo potem Niemcy rozpoczęli pierwsze egzekucje w Nowym Sączu. Szczególnie „zasłużonym” organizatorem tych zbrodni był szef sądeckiego gestapo Heinrich Hamann, który do Nowego Sącza przybył wraz z końcem 1939 r. Nie bez przyczyny w kolejnych latach nazywano go „katem Sądecczyzny”. Terror i strach przed śmiercią stały się nieodłączną częścią życia codziennego Sądeczan w latach 1939–1945. Uzmysłowić to miały mieszkańcom regionu afisze śmierci rozlepiane jako przestroga dla niepokornych<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>. Mieszkańcy miasta i regionu ginęli w różnych miejscach, które po wojnie potomni upamiętnili. Dla wielu wiązały się one z traumą wojny, a choć okupacja niemiecka skończyła się w 1945 r., to masowe groby ciągle były otwartą raną, która zabliźnia się dopiero w pokoleniu  wnuków i prawnuków ofiar.</p>
<p><strong>Nasyp kolejowy </strong></p>
<p>Początkowo Niemcy postanowili wykonywać wyroki śmierci blisko centrum miasta. Na ich miejsce wskazali podnóże toru kolejowego prowadzącego na Chabówkę. Lokalizacja była nieprzypadkowa – obrzeże miasta, niedaleko więzienia, gdzie przebywali aresztowani. Pierwsze ofiary zginęły tutaj już w jesieni 1939 r.</p>
<p>Tuż po wkroczeniu Niemców, okupant miał urządzić w Sączu łapankę, której ofiarami padli głównie Żydzi. Zatrzymanych, którzy byli lepiej zbudowani wysłano do pracy. Pozostałych kierowano na śmierć: <em>80 osób popędzono na teren poza więzienny, gdzie ustawiono wszystkich rzędem nad wysokim brzegiem rzeki Dunajec. Po upływie kilkunastu minut usłyszeliśmy pełno serii strzałów z broni automatycznej. Myśmy wówczas nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co się tam działo, lecz wkrótce zobaczyliśmy to krwawe żniwo. Wszystkich żydów rozstrzelano a trupy i ranni po spadywały w dół ku rzece Dunajec</em><a href="#_ftn7" name="_ftnref7">[7]</a>. Pozostali przy życiu więźniowie – ci, których przeznaczono do pracy – musieli zająć się sprzątaniem ciał oraz odtransportowaniem ich na cmentarz żydowski przy ul. Rybackiej. Co ciekawe, nikt z Sądeczan nie wspomina tej egzekucji, natomiast Bergman był jej naocznym świadkiem. Informacje przez niego podane wymagają jednak szerszej weryfikacji.</p>
<p>Do więzienia ludzie trafiali za różne przewinienia. Szukając pretekstu do aresztowań, w połowie listopada rozpoczęto rewizje w domach w poszukiwaniu broni i urządzeń radiowych. 19 listopada 1939 r. przy nasypie kolejowym został rozstrzelany Feliks Musiał, 43-letni rolnik z Rożnowa. Aresztowano go cztery dni wcześniej za posiadanie w domu dwóch rewolwerów. Podobna sytuacja spotkała Tomasza Janczurę z Łącka<a href="#_ftn8" name="_ftnref8">[8]</a>. Rudolf Herold, ewangelik, który chodził do szkoły wałami Dunajca, niechcący trafił na moment egzekucji. Wspominał: <em>Gdy przeszedłem most, widziałem wzdłuż nasypu kolejowego rząd stojących cywilów z twarzami w stronę nasypu. Przed nimi rząd niemieckich żołnierzy. W tym momencie zostałem przez żołnierzy cofnięty. To było pierwsze rozstrzelanie na terenie Nowego Sącza</em><a href="#_ftn9" name="_ftnref9">[9]</a>.</p>
<p>8 grudnia 1939 r. koło mostu kolejowego rozstrzelano łącznie 22 osoby, większość niezidentyfikowana. Ofiarą zbrodni w tym miejscu padł dr Stanisław Augustyn lekarz wojskowy 1 Pułku Strzelców Podhalańskich<a href="#_ftn10" name="_ftnref10">[10]</a>. Przyczyną wyroku śmierci było również posiadanie przez niego magazynka z nabojami. Nie pomógł Augustynowi nawet list o nietykalności z czasów I wojny światowej, wystawiony przez cesarza Wilhelma II i cara Mikołaja II. Po wydaniu wyroku śmierci lekarz napisał odwołanie do Berlina, ale decyzja przyszła kilka godzin za późno. Ludzie nie wiedzieli, że wojna może być aż tak bezprawna i okrutna. Józef Homecki tak wspominał egzekucję z 1939 r.: <em>Nie miałem pojęcia, do czego są zdolni hitlerowcy. Toteż, kiedy przez okno zobaczyłem prowadzoną przez nich grupę Polaków i poznałem majora Augstyna i Traczów z Krynicy pierwszy raz wyszedłem ciekawy, gdzie ich prowadzą…</em><a href="#_ftn11" name="_ftnref11">[11]</a>. Pośród grudniowych ofiar byli Jan Chmielak, Antoni Łatka i Wolski.</p>
<p>13 stycznia 1940 r. zabito 17 osób<a href="#_ftn12" name="_ftnref12">[12]</a>. W tych egzekucjach zginęło małżeństwo – Marian i Franciszka Tracz z Krynicy, których winą było słuchanie radia. Pozostali – zdaniem Bieńka nawet ok. 20 osób – to były osoby, które próbowały uciekać z okupowanej Polski. Znamy nazwiska dwóch przybyszów z Torunia, którzy próbowali przekroczyć granicę w rejonie Muszyny: Zbigniew Sadowski i Zbigniew Ziemkiewicz. Reszta pozostała anonimowa<a href="#_ftn13" name="_ftnref13">[13]</a>. Zginął też Łemko Iwan Hurej. Podczas egzekucji Hamann osobiście strzałami dobijał ofiary, które zostały draśnięte<a href="#_ftn14" name="_ftnref14">[14]</a>. Ostatnie zbrodnie w tym miejscu miały miejsce w czerwcu 1940 r.<a href="#_ftn15" name="_ftnref15">[15]</a></p>
<p>Johan Gorka zeznał po wojnie, że egzekucji osobiście dokonywali „urzędnicy gestapo”<a href="#_ftn16" name="_ftnref16">[16]</a>. Zbrodnie odbywały się po szybkich „sądach policyjnych”, które miały miejsce nocą. Były tak naprawdę tylko formalnością. Towarzyszył im strach wszystkich pozostałych w celach i pytanie „kto będzie następny?”. Zazwyczaj ofiary rozstrzeliwano rankiem, a ciała wywożono potem na cmentarz miejski. Wszystko w ramach „psychicznych tortur” obserwowali ludzie zamknięci w więzieniu. Jeżeli nie patrzyli, to słyszeli strzały dobiegające znad Dunajca.</p>
<p>W ocenie Józefa Bieńka w latach 1939–1940 Niemcy rozstrzelali tutaj ok. 200 Sądeczan wyznania katolickiego i żydowskiego<a href="#_ftn17" name="_ftnref17">[17]</a>.</p>
<p>Strzały, które dobiegały spod nasypu kolejowego było słychać w całym mieście, zaś krew z przewożonych ciał ściekała po ulicy Romanowskiego i innych. Później Hamann przeniósł miejsca egzekucji w odleglejsze punkty Nowego Sącza i Sądecczyzny. <em>Wiosną 1940 r. Hamann zrezygnował z przyjemności, jaką było dla niego przeświadczenie o sile terroru psychicznego zadawanego więźniom obserwującym sceny egzekucji i przeniósł punkty kaźni na inne miejsca. Zrobił to także ze względów praktycznych. Koło toru kolejowego nie było możliwości grzebania zwłok. Trzeba je było przewozić na cmentarze, przy czym trasę transportu znaczyły strugi krwi płynącej z podziurawionych kulami trupów, co raziło „delikatnie&#8221; uczucia „Kulturtragerów&#8221; – </em>pisał obrazowo Bieniek<a href="#_ftn18" name="_ftnref18">[18]</a>. W ten sposób szef gestapo wyznaczył kolejne miejsca martyrologii na ziemi sądeckiej – Rdziostów, cmentarz żydowski, Trzetrzewina, Młodów, Biegonice i inne<a href="#_ftn19" name="_ftnref19">[19]</a>.</p>
<p>W 1966 r. odbyła się na Sądecczyźnie wizja lokalna w sprawie Hamanna. Jednym z punktów, który odwiedzili prokuratorzy i goście z Niemiec była cela więzienna, z której widać było miejsce straceń. Podczas procesu świadek w Bochum zeznał, że osobiście widział, jak Hamann wraz z Labitzke rozstrzelali tam więźniów. <em>Eksperyment ten wypadł pozytywnie – z</em>anotowano w aktach, a więc potwierdzono obciążające zbrodniarzy zeznanie<a href="#_ftn20" name="_ftnref20">[20]</a>. Również podczas procesu mówiono o tym miejscu jako o lokalizacji egzekucji Żydów i Polaków<a href="#_ftn21" name="_ftnref21">[21]</a>.</p>
<p>Obecnie na miejscu straceń znajduje się pomnik upamiętniający tragiczne wydarzenia, które rozegrały się tutaj na początku niemieckiej okupacji.</p>
<p><strong>Biegonice</strong></p>
<p>Dlaczego Biegonice? Zapewne dlatego, że znajdowały się z dala od centrum miasta. Zdaniem badacza tego miejsca, ks. Jana Kudelki, tutejsza glina i wilgotny teren idealnie nadawały się też do zacierania śladów zbrodniczej działalności<a href="#_ftn22" name="_ftnref22">[22]</a>.</p>
<p>Według relacji Michaliny Marczyk w listopadzie 1939 r. na plebanię biegonicką zgłosili się młodzi oficerzy z Kielc, którzy poszukiwali drogi przejścia przez zieloną granicę. Parafia biegonicka była takim punktem przerzutowym, miejscem pomagającym uciekinierom. Niestety po drodze, w Krynicy zostali zdradzeni i wysłani do sądeckiego więzienia. Skutkiem tych wydarzeń była egzekucja 19 grudnia 1939 r. pierwsza, która miała miejsce w Biegonicach. Zginęli: Jan Chmielak (z Katowic), Antoni Łatka (rodem z Podegrodzia, ur. 1920 r.), Leon Wolski rodem z Kielc oraz niezidentyfikowani wojskowi, którzy dotarli tutaj z sądeckiego więzienia. Wydarzenie przez szpary w deskach obserwowali pracownicy cegielni. Ofiary na miejsce zbrodni podążały z kilofami i łopatami zabranymi z cegielni. Wszystko działo się pod lufami karabinów gestapo. W tym czasie pracowników cegielni zamknięto w szopie. Skazańcy sami musieli kopać własne groby, bliżej cegielni. Należy pamiętać, że było to w grudniu, kiedy ziemia była zmarznięta<a href="#_ftn23" name="_ftnref23">[23]</a>.</p>
<p><em>Strzelano do nich z tyłu, w głowę, a jeden z młodzików naszych rodzimych Niemców, wówczas uczeń gestapo, z browninga strzelał w dół na pozostające w konwulsjach ciała </em>– wspominali świadkowie<em>. </em>Grób przysypano cienką, zaledwie 20-centymetrową warstwą ziemi. <em>Robotnicy cegielni widzieli później, jak ziemia dyszała krwią i świeżością wydartego życia – </em>relacjonowała Marczak w 1989 r. Robotnicy później zasypali grób większą ilością ziemi<a href="#_ftn24" name="_ftnref24">[24]</a>.</p>
<p>Zdaniem Bieńka ofiary pierwszej egzekucji były wydane przez Adama Chadalskiego. Ten pół-Słowak doskonale znał góry, został zaangażowany w przerzuty; nie wiedziano, jakie będą tego skutki<a href="#_ftn25" name="_ftnref25">[25]</a>.</p>
<p>Lokalizacja przy cegielni w kolejnych latach stała się miejscem kaźni sądeckiej inteligencji. Łącznie w trzech wielkich egzekucjach w Biegonicach Niemcy zamordowali tam 74 Sądeczan – najlepszych ludzi z naszej ziemi: artystów, inteligencję, duchownych i społeczników. Najbardziej tragiczne w historii tego miejsca okazało się lato 1941 r.</p>
<p>Jako jedną z przyczyn tej egzekucji długo wymieniano odwet za uratowanie Jana Karskiego, którego sądeckie podziemie odbiło ze szpitala. Faktycznie, pośród ofiar znaleźli się ludzie bezpośrednio lub pośrednio związani z tą akcją. Wydaje się jednak nadużyciem wiązanie sierpniowej egzekucji wyłącznie z wydarzeniami z 1940 r.<a href="#_ftn26" name="_ftnref26">[26]</a>  Do utrwalenia tego stereotypu przyczynił się sam Karski, który wspominał te wydarzenia przed śmiercią<a href="#_ftn27" name="_ftnref27">[27]</a>. Przyczyny były tak naprawdę różne: część ofiar była związana z aresztowaniem studenta z Warszawy, niejakiego Daniłowicza. Został on zatrzymany przez Niemca, Weisnera i doprowadzony do policji polskiej, gdzie postrzelił gestapowca oraz jednego z policjantów, zabijając tego drugiego, po czym zbiegł do Rożnowa<a href="#_ftn28" name="_ftnref28">[28]</a>. Teorię, że przyczyną rozstrzeliwań był tylko Karski podważał także ks. Kudelka<a href="#_ftn29" name="_ftnref29">[29]</a>. Badacz ten wspomina, że przyczyną mogło być też aresztowanie ucznia „ekonoma”, Jurkowskiego. Nieludzko bity i torturowany mógł, zdaniem księdza, wymieniać nazwiska ludzi, których zaledwie widział gdzieś przy akcjach podziemia. Inne osoby trafiły tam zapewne dlatego, że naraziły się volksdeutschom (prawdopodobnie tak było z ks. Józefem Bardelem) lub zaliczane były do inteligencji albo pochodziły z niej<a href="#_ftn30" name="_ftnref30">[30]</a>. Z konspiracją związani byli także ks. Władysław Deszcz i ks. Tadeusz Kaczmarczyk; otwarcie krytykowali oni Hitlera i wystawiali fałszywe metryki Żydom. Po ich aresztowaniu do gestapo przyszedł sam proboszcz sądecki, ks. infułat Roman Mazur, który powiedział: <em>Ofiaruję swoje życie, a wypuścicie mi na wolność młodych księży Kaczmarczyka i Deszcza<a href="#_ftn31" name="_ftnref31"><strong>[31]</strong></a>.</em> Pośród ofiar znalazł się też dr Józef Pietrzykowski, który miał pomóc w getcie sądeckim Żydówce o nazwisku Holender, która poprosiła go o zorganizowanie ucieczki. Ktoś uprzejmie powiadomił o tym fakcie gestapowców<a href="#_ftn32" name="_ftnref32">[32]</a>. Przyczyn aresztowań oraz samej egzekucji było zatem bardzo dużo, niemal każda była indywidualna.</p>
<p>Antoni Drozd uważał, że 8 sierpnia 1941 r. w Biegonicach zastrzelono 20 osób. Sam z innymi więźniami zakopywał wówczas masowy grób. Podczas zakopywania miał być obecny gestapowiec Weisner<a href="#_ftn33" name="_ftnref33">[33]</a>. Inne źródła i opowieści o tym milczą, jednak z relacji Drozda w „Roczniku Sądeckim” wyraźnie przebija fakt, że owa zbrodnia została dokonana, kiedy w więzieniu przebywał m.in. Bolesław Barbacki. Nie wydaje się, że myli chronologię. Niestety mimo wielu poszukiwań nie udało się w pozostałych źródłach potwierdzić owej zbrodni z 8 sierpnia<a href="#_ftn34" name="_ftnref34">[34]</a>. Ciała zakopywali więźniowie wywołani z cel. Opis tych wydarzeń oddaje jedyna relacja Antoniego Drozda: Atmosfera była przygnębiająca. Jeden z zamkniętych, a idących do tej makabrycznej pracy, poprosił Wiktora Butza o papierosa. Ten odpowiedział mu: <em>wy pójdziecie zakopywać zbrodniarzy, a potem ja z innymi pójdę was zakopywać, papierosów wam nie potrzeba. </em>Wywieziono ich pod nadzorem Niemców do Biegonic. Byli przerażeni. Kiedy wysiadali, zapamiętał kobietę, która patrzyła na nowy transport, <em>desperacko chwyciła się za głowę, a potem załamała ręce. </em>Koło cegielni zastali dół, miejscami z żółtą, gdzieniegdzie czerwoną wodą. 12 mężczyzn, na zmianę po 6, miało zasypywać grób. Drozd rzucił do wody bryłę gliny, która wytworzyła falę. Zobaczył buty i czoło. <em>Kiedy grób był zasypany do połowy, Weisner zawołał jednego z więźniów z łopatą, odprowadził go kilka metrów w bok, kazał mu coś na łopatę wziąć i wrzucić do grobu. Później dowiedzieliśmy się od kolegi, że był to kawałek czaszki z mózgiem. </em>Po skończonej pracy wykonali rowek, żeby odprowadzić wodę do strumienia; więźniowie oczekiwali na swoją własną egzekucję, a tymczasem Butz poczęstował ich papierosami. Dodał z ironicznym uśmiechem: <em>zapalcie, widzę, że jesteście bardzo podenerwowani. </em>Wrócili do więzienia, gdzie wszyscy byli zdziwieni, że żyją<a href="#_ftn35" name="_ftnref35">[35]</a>.</p>
<p>Być może Drozd pomylił dni, a opisana egzekucja odbyła się jednak końcem sierpnia. Tego niestety nie jesteśmy w stanie potwierdzić.</p>
<p>Kolejna, najbardziej znana egzekucja, miała miejsce 21 sierpnia 1941 r. Zginęło wówczas 44 więźniów i to z nią wiążą się szersze wspomnienia. Zanim doszło do egzekucji, już w lipcu 1941 r. aresztowano wiele osób. Niejednokrotnie odrywano od codziennych zajęć, np. malarz Bolesław Barbacki kończył malować portret Niny Szafranówny<a href="#_ftn36" name="_ftnref36">[36]</a>.</p>
<p>Jednym z zatrzymanych był świadek tego, co się działo w więzieniu, Kazimierz Gomółka z Grybowa. W tym samym czasie zatrzymano Ignacego Korzenia (kierownika szkoły w Grybowie), sędziego Antoniego Haimana, nauczyciela z Białej Niżnej Czesława Wągrowskiego czy ks. Władysława Ćwiklika. <em>Po przywiezieniu nas przed budynek gestapo, kazano nam wysiąść, ustawiono twarzami do ściany wśród krzyków i okrutnego bicia, kazano ręce położyć na głowie </em>– pisał Gomółka<em>. </em>Następnie rejestrowano więźniów z imienia i nazwiska. Zamknięto ich w ciasnych celach, przeznaczonych docelowo dla 2–4 osób; w celi Gomółki było 20 osób: <em>Rzucono nam jeden siennik zapchlony, który służył za poduszkę. Pchły dawały nam straszną szkołę. </em>Następnie Gomółka był przeniesiony do innych cel, gdzie spotkał skazańców. Byli wśród nich dr Jan Jarosz, farmaceuta Mieczysław Jarosz, Bolesław Barbacki i księża. W celi oczekiwano na wydarzenia. Opowiadano o swoich przeżyciach z poprzednich aresztowań. Barbacki miał się podzielić z więźniami wiadomością, że został uderzony wcześniej w twarz przez Hamanna spinaczem. Nie było atmosfery przygnębienia, tliła się nadzieja, że prędzej czy później wyjdą na wolność. Artysta nie próżnował, ciągle rysował portrety więźniów na papierze po maśle<a href="#_ftn37" name="_ftnref37">[37]</a>.</p>
<p>Ponadto więźniowie modlili się, śpiewali, a nawet odbywali „dyskusje naukowe”. Więźniów marnie żywiono – chlebem, czarną kawą i marmoladą. Nieodłącznym było bicie przez Johana Bornholdta (szefa więzienia) lub jego pomocnika Butza<a href="#_ftn38" name="_ftnref38">[38]</a>. Niektórych więźniów od razu prowadzono do celi, kopiąc. Tak stało się m.in. z ks. Bardlem z Trzetrzewiny, podobnie Johan zachowywał się w stosunku do młodego Stadnickiego (Andrzeja?), mówiąc: <em>masz, ty polski baronie</em><a href="#_ftn39" name="_ftnref39">[39]</a>. Więźniom we znaki dawał się też niemiłosierny upał tego lata. Czas spędzali na czekaniu, przeplatanym z nadzieją, a w inne dni – z beznadzieją<a href="#_ftn40" name="_ftnref40">[40]</a>.</p>
<p>Odbywały się przesłuchania niektórych księży. Ks. Tadeusz Kaczmarczyk, oskarżony o działalność konspiracyjną i wydawanie metryk Żydom, nie przyznał się do niczego. Nikogo też nie wsypał<a href="#_ftn41" name="_ftnref41">[41]</a>.</p>
<p>Więźniowie byli przekonani, że jeżeli trafili do celi nr 2 lub 3 to wyjście stąd jest jedynie do Biegonic lub do obozu. Mimo to 16 sierpnia więźniowie zaczęli śpiewać za Barbackim pieśni patriotyczne, który zaintonował m.in. „Jeszcze Polska nie zginęła”. Śpiewał też czeską piosenkę z okresu I wojny światowej. Wtedy ks. Kaczmarczyk zaczął spacerować po celi, a za nim pozostali więźniowie. W nocy przed egzekucją Sułkowski opowiadał więźniom o filmie „Ostatnia noc skazańca”<a href="#_ftn42" name="_ftnref42">[42]</a>. <em>Dzień przed naszym transportem pamiętam w oknie Sądu naprzeciw celi, w której siedziałam, ukazał się karton z napisem – „Zosiu, śpiewaj dziś o 19 Ave Maria”. To moja siostra, Stanisława Rysiówna i pracowniczka Sądu, Maria Kóskowska, porozumiewały się ze mną. Żegnałam wtedy śpiewem moich najlepszych przyjaciół – </em>wspomniała potem Zofia Rysiówna pobyt w sądeckim więzieniu<a href="#_ftn43" name="_ftnref43">[43]</a>.</p>
<p>Johan wrócił po egzekucji 8 sierpnia i powiedział pozostałym: <em>to byli przyzwoici ludzie, ale oni są już na wolności. </em>Więźniowie nie wiedzieli, co się stało i kiedy wszystkim obiecał „wolność”, zabrzmiało to dziwnie w ustach zbrodniarza<a href="#_ftn44" name="_ftnref44">[44]</a>. W tym czasie ludzie, czując, co może nastąpić, spowiadali się i modlili, w czym wspomagali ich duchowni, m.in. ks. Bardel<a href="#_ftn45" name="_ftnref45">[45]</a>. Ks. Kaczmarczyk miał krzyż wykonany z chleba, którym błogosławił więźniów. Na dzień przed egzekucją pisał: <em>Jesteśmy spokojni i tego spokoju życzę – </em>wiedział, co się stanie o 5 rano<a href="#_ftn46" name="_ftnref46">[46]</a>.</p>
<p>20 sierpnia 1941 r., w porze kolacji (około godziny 17), otwarto cele. Gestapowcy czytali nazwiska więźniów, wywołując ich na korytarz. Wszyscy byli przekonani, że oto nadeszła dla nich wolność i wracają do domów. Byli to Polacy i Żydzi (m.in. Adolf Fuhrer z Grybowa). Mijając Gomółkę, żydowski sąsiad z Grybowa – pewien, że wraca do domu – powiedział mu: <em>Kaziu nie martw się, ja wszystko opowiem o Tobie Twojej rodzinie, jak znajdę się w domu w Grybowie</em><a href="#_ftn47" name="_ftnref47">[47]</a><em>. </em>Tymczasem stało się przeciwnie – gestapowiec po niemiecku dobitnie przeczytał, że jutro rano zostaną straceni. Wyrok z niemieckiego przełożył skazanym Gorka<a href="#_ftn48" name="_ftnref48">[48]</a>. <em>Po doczytaniu wyroku, usłyszałem z kolegami niesamowite krzyki, płacz, jęki. Najbardziej utkwił mi płacz Bronisława Sułkowskiego, który tak rozpaczał, że ma żonę i dzieci, kto się nimi zajmie. </em>Z racji, że byli wśród nich księża, niemal wszyscy się wyspowiadali. Resztę popędzono na 1 piętro, ale ciągle było słychać przeraźliwie krzyki skazanych. Grozy dodawała burza z piorunami, która trzy razy krążyła nad Sączem tego dnia. W nocy po celach mieli krążyć Hamann, Johan i Weisner, którzy bili więźniów. Oczywiście, jak to bywało w tego typu przypadkach, byli pijani. O godzinie 4 rano wywieziono skazańców. Więźniowie z góry zajęli ich cele na dole. Znaleźli tam aluminiowy talerz, na którym wytłoczono nazwiska zabranych na śmierć<a href="#_ftn49" name="_ftnref49">[49]</a>.</p>
<p>Wówczas doszło do ciekawego incydentu, który przytoczył Długopolski. W czasie wywózki więźniów obok części administracyjnej chodził urzędnik kolejowy Władysław Grądziel, który oczekiwał zwolnienia. Czekał na dokumenty. Kiedy zobaczył Hamanna wchodzącego na dziedziniec, rzucił się mu do nóg, błagając o zwolnienie. <em>Urzędnik ten, nie należał do grupy zakładników, na rozkaz Hamanna, śmiejącego się, wsiadł do jednego z aut, a Hamann powiedział, że zaraz będzie wolny. Ponieważ byłem przewodniczącym Komisji Ekshumacyjnej, która identyfikowała w ·marcu 1945 roku zwłoki rozstrzelanych wspomnianych zakładników w Biegonicach, więc stwierdzam, że wśród kilkudziesięciu ekshumowanych znajdowały się zwłoki tylko jednego mężczyzny ubranego w resztki munduru kolejowego ze złotymi guzikami i na podstawie tego munduru został zidentyfikowany ów urzędnik, o ile pamiętam, przez rodzinę – </em>zeznawał Długopolski<a href="#_ftn50" name="_ftnref50">[50]</a><em>.</em></p>
<p>Bieniek, podobnie jak inni starsi Sądeczanie, podał informację, że wpływowi znajomi Bolesława Barbackiego próbowali wyjednać w Berlinie zwolnienie znanego malarza. Stosowny dokument został nawet wysłany, jednakże Hamann udawał, że dotarł za późno<a href="#_ftn51" name="_ftnref51">[51]</a>. Historię tę przytacza także Wacław Bielawski, który twierdził, że Hamann osobiście brał udział w biegonickiej zbrodni oraz tam odczytywał więźniom wyroki śmierci<a href="#_ftn52" name="_ftnref52">[52]</a>. Współpracujący z Niemcami Gorka twierdził, że szef gestapo jedynie odczytał wyrok, inni świadkowie uważali, że był to wyrok, który nie miał uzasadnienia. Uznano więc to za rozporządzenie o śmierci<a href="#_ftn53" name="_ftnref53">[53]</a>.</p>
<p>Według relacji Marcina Węgrzyna więźniów skuto w celach i tak wywieziono też na miejsce straceń. 44 osoby były związane łańcuchem. Zdaniem świadków na chwilę przed śmiercią ks. Deszcz uzyskał od Niemców zgodę na rozgrzeszenie skazanych, którzy od szosy szli na piechotę do miejsca stracenia<a href="#_ftn54" name="_ftnref54">[54]</a>. Rozstrzelano ich z karabinu, ciągle skutych, a ich ciała powiązane leżały na ziemi. Kazano ich rozkuć przed wrzucaniem do masowego grobu<a href="#_ftn55" name="_ftnref55">[55]</a>. <em>Jeden z rozstrzelany drgał jeszcze w chwili ich </em>[gestapowców] <em>przybycia, a wtedy Weisner zaczął strzelać z pistoletu w głowę do każdego trupa. Następnie na rozkaz gestapo rozkuliśmy zwłoki i wrzuciliśmy do gotowego już grobu</em><a href="#_ftn56" name="_ftnref56">[56]</a><em>.</em> Ks. Kaczmarczyk ginąc, miał jeszcze krzyknąć: <em>Niech żyje Polska!<a href="#_ftn57" name="_ftnref57"><strong>[57]</strong></a>. </em>Węgrzyn wspomniał wygląd zwłok wrzucanych do grobu: <em>Jarosz dostał serię strzałów w brzuch, tak że wnętrzności wypłynęły, a drugą serię w czaszkę, tak że górna połowa czaszki odpadła. Reszta twarzy była zalana krwią, tak że zwłoki rozpoznałem po wąsikach, po ubraniu i po bucikach</em><a href="#_ftn58" name="_ftnref58">[58]</a>.</p>
<p>W Biegonicach zginęła wówczas elita sądecka. Oprócz Barbackiego zginęli księża z fary sądeckiej: Tadeusz Kaczmarczyk i Władysław Deszcz. Zginął proboszcz z Trzetrzewiny ks. Józef Bardel<a href="#_ftn59" name="_ftnref59">[59]</a>. Zabito studenta UJ z Nowego Sącza Stanisława Suskiego i mgra prawa z Kurowa Józefa Szkaradka. Zginęli lekarz Stefan Durkot, Jan Jarosz, dr Józef Pietrzykowski z Bobowej, farmaceuci sądeccy Mieczysław Jarosz oraz Antoni Wiliński i Teodor Słowikowski. Wśród ofiar z Nowego Sącza byli znany fotograf Bolesław Furmanek, masarz Józef Jennet, kupiec Władysław Kmieć i maszynista Władysław Lis. Zabito kierownika szkoły w Klęczanach Kazimierza Kamińskiego, profesorów I Gimnazjum i Liceum: Józefa Piekarza oraz Tadeusza Szafrana. Pośród ofiar byli też rolnicy: Michał Górka z Poręby Małej, Wojciech Holoś, Ambroży Morański z Kamionki Wielkiej, Stanisław Poręba z Mystkowa, Irena Warzecha z Grybowa, Jan Pach ze Znamirowic i Seweryn Sobierajski kierujący Spółdzielnią „Kosa” w Limanowej. Zginął policjant granatowy Józef Jeżyk, który służył w stopniu ppor rezerwy oraz policjant przedwojenny Jan Łazarz. Zabito starszego sierżanta 1 PSP Juliana Siwaka, porucznika WP Andrzeja Szymańskiego z Nowego Sącza i ppor Antoniego Wojtylaka. Zamordowano urzędników: Władysława Grądziela i Bronisława Sułkowskiego (obaj z PKP w Nowym Sączu), Jana Woźniaka (asesor PKP  z Sącza), Artura Lożka oraz inżynierów Henryka i Zbigniewa Wasilewskich (cała trójka z Rożnowa). Zginął kolejarz z Nowego Sącza Władysław Olchawa, a z Limanowej dyżurny ruchu Adam Stręk<a href="#_ftn60" name="_ftnref60">[60]</a>.</p>
<p>Według świadectwa Michaliny Marczyk pijani gestapowcy zadeptali grób i rozjeździli go samochodami. Pili tam wódkę i tłukli butelki. Ludzie w kolejnych dniach nieśmiało tam przychodzili, ustawiali krzyżyki, pamiętali<a href="#_ftn61" name="_ftnref61">[61]</a>. Po samej egzekucji tłumy ludzi przyszły do kościoła farnego, choć nikt nie prosił i nie ogłaszał nabożeństwa za pomordowanych. Szczególnie oddawano hołd kapłanom farnym. Na katafalku stała trumna, a na niej symbole związane z kapłaństwem<a href="#_ftn62" name="_ftnref62">[62]</a>.</p>
<p>Po egzekucji przybyła do Nowego Sącza Karolina Lanckorońska, która miała ratować ofiary. Za późno. Otrzymała jedynie list: <em>Piszą tam, że proszą, aby żony i matki nie płakały, tylko były dumne z nich, że zostali uznani za godnych… Pod wszystkimi nazwiskami w rogu, w poprzek dopisali: „Dulce et decorum est pro patria mori!”<a href="#_ftn63" name="_ftnref63"><strong>[63]</strong></a>. </em>Tymczasem nie wszystkie rodziny miały świadomość tragedii, która rozegrała się pod Nowym Sączem. Żona Mieczysława Jarosza została „ustnie” poinformowana przez gestapo o rozstrzelaniu swojego męża<a href="#_ftn64" name="_ftnref64">[64]</a>. Niektórzy, jak Helena Pietrzykowska, zaraz po zbrodni prosili Hamanna o wydanie ciała męża. Szef gestapo przesłał jej informację, że dopuścił on się niebywałego przestępstwa, dlatego też ciało nie zostanie wydane, a jej mąż spocznie w masowym grobie<a href="#_ftn65" name="_ftnref65">[65]</a>.</p>
<p>Do kolejnej egzekucji doszło 27 września 1941 r. Wówczas zginęli m.in. dr praw z Grybowa Antoni Haiman, robotnicy z Mszany Dolnej Stanisław Jania i Franciszek Janas, kupcy Salomon Klafter (z Nowego Sącza) i Józef Jania (z Mszany Dolnej), ziemianin Stanisław Jankowski z Szymbarku, kierownik szkoły z Grybowa Ignacy Korzeń i nauczyciel z Białej Niżnej Czesław Wągrowski oraz sierżant z Sącza Władysław Siemek<a href="#_ftn66" name="_ftnref66">[66]</a>. Pośród ofiar był także nieznany z imienia i nazwiska Łemko. Wszystkich wywieziono z więzienia w Nowym Sączu. Wcześniej niektórych więźniów przesłuchiwano. Dr. Haimana próbowano np. przekonać do tego, żeby podpisał volkslistę. Niektóre z ofiar przybyły do więzienia zaraz przed egzekucją. Salomon Klafter, wcześniej z powodu choroby zwolniony, został ponownie aresztowany 25 września. Dzień później do więzienia przysłano Czesława Wągrowskiego. Jego cela była zwrócona ku Dunajcowi, co więzień wykorzystał. Przez okno zawołał dziewczynki, aby przekazały jego żonie w Grybowie, żeby przybyła pod więzienną kratę<a href="#_ftn67" name="_ftnref67">[67]</a>.</p>
<p>Pijani Niemcy odczytali aresztowanym wyrok śmierci: <em>za przerwanie kabla telefonicznego, prowadzącego do granicy ZSRR jesteście skazani na karę śmierci przez rozstrzelanie</em>. Krzykiem zareagował na ten wyrok Klafter. Kazimierz Gomółka obserwował te wydarzenia, dr Haimann przez ścianę przekazał testament. Więźniowie zdawali sobie sprawę ze swojego losu. Nad ranem więźniów wywieziono na miejsce stracenia<a href="#_ftn68" name="_ftnref68">[68]</a>.</p>
<p>Po II wojnie światowej podjęto starania o ekshumacje ciał z miejsc straceń i jednym z pierwszych, którymi się zajęto były zwłoki spoczywające w Biegonicach. Aby uczcić bohaterów wojennych, postanowiono ich pochować tam, gdzie pochowany był Bronisław Pieracki – na Starym Cmentarzu. 21 marca 1945 r., jeszcze w czasie wojny, ekshumacja w Biegonicach była trudna, dlatego, że przez gliniastą ziemię płynął potok, który zmienił bieg. Specyficzne warunki panujące w glinie sprawiły, że ciała znajdowały się w różnym stadium rozkładu. Zapisano, że ciała były pod ziemią nawet pół metra<a href="#_ftn69" name="_ftnref69">[69]</a>.</p>
<p>Świadkowie pamiętali jedynie straszny odór. Ciała numerowano, a następnie zapraszano rodziny, aby je identyfikowali. W związku z tym, że Klafter miał na sobie chałat jego żydowscy krewni ustalili jego zwłoki. Ignacy Korzeń został rozpoznany po pumpach i butach, a Antoni Haiman po protezie górnej szczęki i chusteczce do nosa<a href="#_ftn70" name="_ftnref70">[70]</a>. Co ciekawe, w egzekucji zginęło jeszcze dwóch Żydów, odkryto bowiem na ich ramionach <em>opaski z gwiazdą syjońską zachowaną w całości, a w następnych dwóch wypadkach na podstawie szczególnych części rytualnych, tzw. cyces względnie sznurki modlitewne<a href="#_ftn71" name="_ftnref71"><strong>[71]</strong></a>. </em>Nikt o nich nie wspomina w listach ofiar. Być może to właśnie ofiary zapomnianej egzekucji z 8 sierpnia – nie jesteśmy w stanie tego potwierdzić.</p>
<p>Zaproszono rodziny, które miały identyfikować zamordowanych. Był płacz, krzyk i łzy. Ludzi rozpoznawano po fragmencie ubrania (księża mieli sutanny), oraz po uzębieniu (Barbacki). Ciała zostały sfotografowane przez Henryka Rosenbeigera. Po identyfikacji ciała złożono w trumnach i przewieziono do Nowego Sącza. Pogrzeb rozpoczął się pod ratuszem, a następnie zwłoki odprowadzono na miejsce spoczynku na Stary Cmentarz<a href="#_ftn72" name="_ftnref72">[72]</a>.</p>
<p>W ekshumacje była zaangażowana cała wieś Biegonice, także z udziałem ks. Karola Szymanka i kierownika Szkoły Franciszka Kondolewicza. Ludzie wili z jedlin różne wieńce, aby oddać hołd pomordowanym. Podczas ekshumacji ludność śpiewała patriotyczne pieśni, m.in. „Rotę”. Należy pamiętać, że w mieście i okolicy aprowizacja była słaba, wałęsali się radzieccy żołnierze. Uroczystość prowadził ks. Infułat Mazur, który osobiście przeżył tragedię – stracił dwóch wikarych, znał także wiele innych ofiar. Pocieszał ich najbliższych<a href="#_ftn73" name="_ftnref73">[73]</a>. Opisał uroczystość przed ratuszem: <em>Delegacji z całego powiatu była cała moc, a rynek i ulice zalegały nieprzeliczone tłumy. Cisza zaległa śmiertelna, łopotały tylko sztandary, a gdzieś tam daleko odezwały się tony marsza Chopinowskiego, a potem spokojna cicha melodia tej piosenki żołnierskiej: Śpij kolego w ciemnym grobie. Na umajonych wozach wieziono trumny na cmentarz, między którymi na pierwszym miejscu były trumny księży. Mimo całego bólu cisnęły się na usta słowa: Jak słodko i zaszczytnie jest umierać za Ojczyznę</em><a href="#_ftn74" name="_ftnref74">[74]</a><em>. </em>Kolejna ekshumacja miała miejsce 15 grudnia 1946 r., kiedy wykopano zabitych we wrześniu 1941 r.<a href="#_ftn75" name="_ftnref75">[75]</a> Ogólnie z 59 wydobytych ciał nie rozpoznano 24<a href="#_ftn76" name="_ftnref76">[76]</a>.</p>
<p>Warto dodać, że część ciał spoczęła poza Starym Cmentarzem. Komitet Żydowski zabrał ciała swoich współwyznawców na cmentarz przy ul. Rybackiej<a href="#_ftn77" name="_ftnref77">[77]</a>. Parafianie z Trzetrzewiny zabrali na swój cmentarz ks. proboszcza Józefa Bardla. Ciekawy był los Władysława Siemka, który będąc aresztowanym, miał wcześniej przejść na współpracę z Niemcami i wydał kilku członków AK<a href="#_ftn78" name="_ftnref78">[78]</a>. W związku z tym odmówiono mu uroczystego pochówku. Spoczywa na cmentarzu przy ul. Rejtana<a href="#_ftn79" name="_ftnref79">[79]</a>. 15 czerwca 1958 r. w Biegonicach  odsłonięto pomnik na miejscu kaźni. Wcześniej, przez kilka lat, miejscowa ludność ciągle zapalała tam znicze, pamiętając o tragicznych wydarzeniach z okresu II wojny światowej<a href="#_ftn80" name="_ftnref80">[80]</a>.</p>
<p>W 1966 r. na miejscu straceń miała miejsce wizja lokalna, która związana była z procesem Heinricha Hamanna, szefa gestapo, sądzonego w Bochum. O sprawę dopytywano także w czasie śledztwa w Niemczech, o czym zeznawał adwokat Długopolski<a href="#_ftn81" name="_ftnref81">[81]</a>. Ciekawostką jest fakt, że dokładnie w czasie oględzin miejsca – 20 maja 1966 r. – doszło do zaćmienia słońca<a href="#_ftn82" name="_ftnref82">[82]</a>. Niemieccy prokuratorzy zebrali sporo dowodów na popełnione zbrodnie. Sędzia Hovel miał wówczas, patrząc na cegielnię, powiedzieć do sędziego Stutte: <em>mój Boże, może to i wtedy tutaj świeciło słońce, kiedy tych ludzi prowadzono na stracenie</em><a href="#_ftn83" name="_ftnref83">[83]</a><em>.</em></p>
<p><strong>Rdziostów</strong></p>
<p>Kolejnym miejscem kaźni Sądeczan był Rdziostów. Maria Sopata wspominała o pierwszych egzekucjach już w 1939 r., jednak wydaje się, że masowe zbrodnie rozpoczęły się w tych lasach rok później.</p>
<p>Tak opisała ona pierwsze tragiczne wydarzenia: <em>We wrześniu 1939 r. przywieziono pierwszych skazańców do wsi w liczbie pięciu osób (czterech mężczyzn i jedną kobietę). Nikt potem nie podał nazwisk tych więźniów. Przywieźli ich do lasu, wchodząc doń drogą od Osieka – prowadzącą wzdłuż potoku płynącego z góry do rzeczki. Rozstrzeliwano ich pojedynczo pod pniakiem, (który został) w mokrym dołku. Obserwator (ukryty oczywiście w lesie) opowiadał mi, że kobieta prosiła na klęczkach o darowanie życia, a chłopak, może szesnastoletni, zawołał przed śmiercią: „Niech żyje Polska”. W tym mokrym dołku pochowano ich, przykryto mokrą ziemią, udeptano nogami. Gestapowcy podejrzewali, że ktoś będzie odkopywał ciała, bo często tą drogą przechodził któryś z nich, a na znak obecności „ozdobił” grób skórkami z pomarańczy. Ponieważ wybrałam się tą drogą parę dni później, widziałam i grób przysypywany i pień, na którym znać było kule i spotkałam na drodze gestapowca</em><a href="#_ftn84" name="_ftnref84">[84]</a>. Większość relacji mówi jednak o 12 czerwca 1940 r. jako pierwszym dniu rozstrzeliwań w Rdziostowie. Wówczas miało zginąć 4 Polaków pochowanych pod wałem modrzewiowym<a href="#_ftn85" name="_ftnref85">[85]</a>.</p>
<p>W kolejnych latach egzekucje trwały, a Maria Sopata dobitnie powiedziała, że <em>było to kłębowisko zwłok obejmujących się rękami<a href="#_ftn86" name="_ftnref86"><strong>[86]</strong></a>. </em>Słowa te uzmysławiają nam, jak wielka tragedia rozegrała się w rdziostowskich lasach.</p>
<p>Tak Sopata wspominała rozstrzelania Żydów związane z likwidacją getta w Nowym Sączu: <em>Nadszedł rok 1942 – rok rozstrzeliwań Żydów. Przywozili ich wyposażonych w łopaty i kazali im kopać dół – głęboki na kilka metrów, szeroki na około dwa metry. Miejscem obranym był tak zwany „mokry wycinek”, bo grób był pod wałem, w miejscu, gdzie płynął niewielki potoczek. I zaczęło się przywożenie Żydów – dwa, trzy razy w tygodniu na dużej ciężarówce po jakieś 20–30 osób. Żydzi musieli się rozbierać do naga, a potem stawać wzdłuż wykopanego grobu. Rozstrzeliwani padali; zasypywano ich wapnem, aż dół się zapełnił, po czym przysypywano go ziemią. Żydzi nie stawali dobrowolnie – uciekali – esesmani doprowadzili ich do grobu. Jeden zdołał uciec, przepłynął Dunajec, ukrywał się u ludzi we wsi, chyba Zabełcze i żyje. W Warszawie mieszkał i pracował jako adwokat – słyszałam o tym od kolegi, który o tym wiedział, ale nie wiem skąd. Na dalsze wybieranie grobów Żydów już nie było. Robili to nasi chłopcy, a jako zapłatę otrzymywali papierosy i wódkę. Z drogi od szkoły można było widzieć to rozstrzeliwanie – oczywiście znów się kryjąc – bo Niemcy pilnowali, aby mieszkańcy nie obserwowali straceń. Przywieziono raz chorych Żydów z ich szpitala przy ul. Kraszewskiego. Zasypano jak śmieci w wykopanym dole i w grobie rozstrzeliwań</em><a href="#_ftn87" name="_ftnref87">[87]</a><em>. </em>Relację o zamordowaniu członków szpitala żydowskiego potwierdzali Markus Lustig i Rena Anisfeld – uważali, że personel i chorych zabito w Rdziostowie<a href="#_ftn88" name="_ftnref88">[88]</a>. Egzekucjom towarzyszyły bicia, zastraszania i katowanie Żydów. Sopata wspominała <em>dobrze ubranych Żydów, </em>którzy nie chcieli się rozebrać i zostali tak zastrzeleni<a href="#_ftn89" name="_ftnref89">[89]</a>. Być może byli to członkowie Judenratu lub innych ważnych organizacji w getcie. Ciężko oszacować liczbę pomordowanych tutaj wówczas Żydów. Wygląda na to, że właśnie po 1942 r. miejsce zaczęło odgrywać istotną rolę na mapie miejsc straceń na Sądecczyźnie.</p>
<p>Wydarzeniom z lata 1942 r. towarzyszyły też egzekucje osób innej narodowości. Rozstrzelano wówczas również lekarza z Bobowej, który zabrał gabinet od lekarza żydowskiego w miasteczku, próbując go tym samym ocalić<a href="#_ftn90" name="_ftnref90">[90]</a>. Zabito także Katarzynę z Bielów Krzysztofową, która próbowała wejść do getta w Nowym Sączu<a href="#_ftn91" name="_ftnref91">[91]</a>. Rozstrzelano też za pomoc Żydom m.in. studenta Adama Świerzba z Nowego Sącza. Podobno w pochodzie śmierci zmierzającym z getta na stację kolejową zobaczył koleżankę ze studiów, do której pomachał. To był już dla niego wyrok śmierci. Sopata wspomniała: <em>z grobu tego płynęła w dół wału </em>[woda]<em> z krwią! Sołtys chciał temu zaradzić, nie wiem jak, i wybrał się z tym na gestapo! </em>Niemcy go oczywiście wyrzucili<a href="#_ftn92" name="_ftnref92">[92]</a>.</p>
<p>Pośród ofiar byli też Żydzi złapani w ukryciu. Jedną z nich była pani Templerowa ze swoimi dziećmi<a href="#_ftn93" name="_ftnref93">[93]</a>. Jan Wróbel pisał o tych egzekucjach: <em>Ciała albo same spadały do dołu, albo je strącano. Z tych ciał układały się całe pokłady, a krew często przesiąkała na powierzchnię ziemi. </em>[…]<em> Przed samą egzekucją rozpasani, pijani mordercy hitlerowscy urządzali sobie z ofiarami zabawy, bijąc i rechocząc potwornym śmiechem, któremu wtórował skowyt bólu skazańców. Słyszeli to często mieszkańcy Rdziostowa. Świadkowie, którym udało się z daleka obserwować egzekucję, opowiadają, że dzieci trzymały się kurczowo swych matek, że skazańcy próbowali ucieczki w pobliskie zarośla i ginęli zastrzeleni w biegu, że błagali o litość, niektórzy stawiali opór, nie chcąc się rozbierać.</em> Jedna z mieszkanek Rdziostowa miała słyszeć, jak Żydówka małym dzieciom mówiła, że <em>ból będzie mały i krótki</em><a href="#_ftn94" name="_ftnref94">[94]</a><em>. </em></p>
<p>Od 1943 r. nabierały rozpędu egzekucje Polaków. Historie były tragiczne. Jedna z małych dziewczynek, idąc tam na śmierć, trzymała mamę (nauczycielkę z Żywca) za rękę i pytała: <em>mamo, czy to będzie bolało, gdy nas będą strzelać?</em><a href="#_ftn95" name="_ftnref95">[95]</a><em>. </em>Wszystko słyszała i obserwowała miejscowa ludność. Ginęło sporo ludzi z Limanowszczyzny, a, jak podkreślała Sopatowa, ofiary niekoniecznie buntowały się przeznaczeniu<a href="#_ftn96" name="_ftnref96">[96]</a>. Mówiło się, że nie wszyscy, którzy spoczywali w masowych grobach zginęli wskutek strzałów, że niektórzy wpadli do grobów i żywcem zostali pogrzebani. Zdaniem Sopaty, która była obecna przy ekshumacjach, wskazywały na to też pozycje, w jakich znajdowały się ciała<a href="#_ftn97" name="_ftnref97">[97]</a>. Ludzie przed egzekucją musieli się także rozebrać, często lepsze ubrania zabierano, a gorsze były palone na miejscu<a href="#_ftn98" name="_ftnref98">[98]</a>.</p>
<p>Rozstrzeliwano ludzi przywożonych z sądeckiego więzienia. W 1944 r. świadkowie rejestrowali egzekucję 6 więźniów, w tym kobiety (Bojarska), których zabito, kiedy byli skuci. Jedna z ofiar została postrzelona i w nocy wołała o pomoc. Mieszkaniec Rdziostowa poszedł wówczas do miejsca stracenia, ale nie był w stanie pomóc rannemu, bo był skuty z innymi martwymi<a href="#_ftn99" name="_ftnref99">[99]</a>. Co ciekawe, Niemcy nie podali na afiszach śmierci nazwiska Zofii Bojarskiej, podobnie Marii Górskiej i Anny Grabowskiej – działaczki podziemia. Podobno wstydzili się wpisywać kobiety<a href="#_ftn100" name="_ftnref100">[100]</a>.</p>
<p>W lipcu 1944 r. rozstrzelano 15 więźniów. Większość to byli starcy i kobiety, także ciężarne. Zostali wysłani na śmierć, ponieważ partyzanci podrzucili na plebanię w Kamienicy dwóch rozbrojonych Niemców, o czym dowiedzieli się okupanci i postanowili się zemścić. Cała wieś uciekła, a zostali ci, którzy nie zdążyli lub nie dali rady. Pośród ofiar byli ksiądz z Kamienicy i kleryk z Gołąbkowic. Ten ostatni został zabrany z miejsca stracenia i pochowany za wałem w zbożu<a href="#_ftn101" name="_ftnref101">[101]</a>. Ks. Mieczysław Dydyński został aresztowany na plebani, na której odnaleziono śpiącego partyzanta. Rewizje objęły całą wieś, a Niemcy zdecydowali się spalić plebanię, z całym jej wyposażeniem. Dwa dni przesłuchiwano aresztowanych w Nowym Sączu i skazano na śmierć. 7 sierpnia 1944 r. zostali rozstrzelani<a href="#_ftn102" name="_ftnref102">[102]</a>. 29 lipca zwłoki przewieziono do Kamienicy i złożono na tamtejszym cmentarzu<a href="#_ftn103" name="_ftnref103">[103]</a>. To było dosyć niezwykłe, bowiem zazwyczaj ofiary chowano od razu, w masowych mogiłach.</p>
<p>Zabity w tym czasie kleryk nazywał się Andrzej Mróz (ur. 1919 r.). W czasie wojny był już więziony w Tarnowie. Przeniesiono go do pomocy w rodzinnej parafii. Tutaj zaangażował się w konspirację (pseudonim „Słoneczko”), zaś na sądeckiej plebanii utworzył miejsce kolportażu prasy konspiracyjnej. Aresztowano go 19 lipca 1944 r., a 8 dni później rozstrzelano w Rdziostowie. Z relacji rodziny wynika, że ludzie przychodzili wówczas po ciała zabitych, aby je zabrać. Okazało się jednak, że ciała Mroza już nie było – przeniesiono go w kierunku pola ze zbożem. <em>Pradziadek Mróz chodząc w zbożu, zbierał rękami włosy, okulary, zbierał ciało Andrzeja – </em>wspomniała wnuczka siostry kleryka<a href="#_ftn104" name="_ftnref104">[104]</a>.</p>
<p>Zbigniew Kasztelewicz opisał przebieg jednej z takich egzekucji: <em>zobaczyłem przez rzadkie już drzewa polanę, a na niej scenę, której nie zapomnę do końca życia. Z lewej strony polany dwa samochody ciężarowe, tzw. „budy” i dwa terenowe samochody wojskowe. Dookoła tych „bud” stali niemieccy żandarmi, trzymający w rękach pistolety maszynowe. Kilku z nich trzymało na smyczach psy, które bez przerwy ujadały. Z prawej strony polanki grupa chłopców w mundurach „Baudienstu” kończyła kopać głęboki dół. Stałem jak sparaliżowany, schowany za drzewo, położywszy rower na ziemi w trawie, żeby nie odbił się na nim żaden promyk słońca. Zdałem sobie sprawę, po pierwszym rzucie okiem, jaka tragedia za chwilę się tutaj rozegra. Byłem już pewny, że jeżeli Niemcy mnie dojrzą, zakończę swój żywot również w tym dole. Za chwilę któryś z Niemców podniósł plandekę z tyłu jednej z „bud”, drugą widocznie przyjechali żandarmi z psami i zaczął wrzeszczeć: „raus, raus”. Ponieważ nikt nie chciał wyskakiwać, wskoczył sam na samochód i kolbą zaczął wypychać ludzi, a raczej istoty mało podobne do istot ludzkich. Były to jakieś upiorne postacie w strzępach łachmanów, z zawiązanymi z tyłu rękami; kilku mężczyzn miało zawiązane szmatami usta, dookoła głowy. Kilkunastu żandarmów zrobiło szpaler, aż do wykopu. Większość przywiezionych osób nie miało siły zeskoczyć. Dostawali potężnego kopniaka i spadali na ziemię, jak worki z kartoflami. Stojący poniżej żandarmi, następnymi kopniakami i szczuciem psów, „pomagali” podnieść się z ziemi. Nagle młody chłopak, silnie zbudowany uderzył głową, tzw. „bykiem” w twarz stojącego najbliżej żandarma. Żandarm upadł na ziemię zalany krwią, a chłopak zaczął uciekać w moim kierunku. Wtem serie z pistoletów maszynowych „skosiły” go po nogach. Do ciężko rannego, ale jeszcze żywego podbiegł pies i zaczął go szarpać. Jeden z gestapowców, kazał dwom junakom z „Baudienstu” wziąć tego rannego człowieka i przywlec go z powrotem nad brzeg wykopu. Gdy ci rozkaz ten wykonali, gestapowiec potężnym kopniakiem strącił żywego jeszcze człowieka do wykopu. </em>Młody chłopak, który uciekał z miejsca zbrodni słyszał tylko serie z karabinów dobiegające z lasu<a href="#_ftn105" name="_ftnref105">[105]</a>.</p>
<p>Świadkowie pamiętają, że groby dla ofiar były olbrzymie, często wykopywano je na kilka godzin przed egzekucją<a href="#_ftn106" name="_ftnref106">[106]</a>. Jak wspominał Jan Potoniec, ludzie przed egzekucją się rozbierali. Obok stały beczki z wapnem, być może do posypania grobu. W ocenie świadka egzekucje odbywały się rankiem (wczesnym) lub późnym popołudniem. <em>Zapamiętałem sobie do dziś matkę w bieliźnie. Nie wiem, jakiej była narodowości, bo to trudno było rozpoznać. Matka stała z dzieckiem, może rocznym, może półtorarocznym – gestapowiec strzelił w dziecko wcześniej, dziecko tak drgnęło, ale matka nie wypuściła go… potem zastrzelili matkę i razem z dzieckiem wpadła do rowu. To zapamiętam do końca życia</em><a href="#_ftn107" name="_ftnref107">[107]</a>.</p>
<p><em> </em>Maria Sopata wspominała: <em>Przy ekshumacji okazało się, że pochowani w grobie, zasypani – nie wszyscy byli nieżywi, nie zginęli bezpośrednio w egzekucji. Mówiło się o tym, że w rozkopanych grobach ciała nie leżały obok siebie, czy jedno na drugim, ale było to kłębowisko zwłok obejmujących się rękami</em><a href="#_ftn108" name="_ftnref108">[108]</a><em>. </em>Tutaj giną wojskowi, lekarze, studenci, księża, nauczyciele – elita. 27 kwietnia 1944 r. rozstrzelano bohaterskie kobiety z rodziny Stobieckich: Marię z córką Aliną. Zabito na wzgórzu także inż. Marię Kardaszewicz z 16-letnią córką Ewą. W czasie zbrodni Maria Stobiecka wykrzyknęła <em>Niech żyje Polska!</em><a href="#_ftn109" name="_ftnref109">[109]</a>.</p>
<p>Tragiczne wydarzenia rozgrywały się w lesie do dosłownie ostatniego dnia wojny. W ocenie J. Wróbla tylko od marca do lipca 1944 r. zabito w lasach Rdziostowa ok. 200 osób. Byli to rolnicy, urzędnicy, nauczyciele, wojskowi, ludzie wielu profesji. Ofiary pochodziły z Nowego Sącza i okolic, ale również z odleglejszych miast, m.in. z Łodzi. Przyczyn było sporo: za wspieranie partyzantów, za działalność dywersyjną, za pomoc Żydom, za nielegalnie posiadaną broń lub inny sprzęt<a href="#_ftn110" name="_ftnref110">[110]</a>. Pośród ofiar znaleźli się członkowie podziemia, jak ppor. Leon Strzelecki „Nestor”, który kierował główną bazą operacyjną ZWZ-AK dla obwodu sądeckiego. Mieściła się ona w mleczarni na rogu Zdrojowej i Głowackiego. Strzelecki został aresztowany 5 czerwca 1944 r., a rozstrzelano go 10 lipca 1944 r. w Rdziostowie<a href="#_ftn111" name="_ftnref111">[111]</a>.</p>
<p>W tym czasie Niemcy nie zakopywali zwłok zaraz po zbrodni, ale pracę nad tym polecali sołtysowi Ignacemu Szkaradkowi. Dzięki temu ludzie wiedzieli sporo o ofiarach i miejscach ich pochówku<a href="#_ftn112" name="_ftnref112">[112]</a>. Zresztą strzały z każdej egzekucji były słyszalne w okolicznych domach<a href="#_ftn113" name="_ftnref113">[113]</a>. Jeszcze 18 stycznia 1945 r. dokonano w lesie ostatniej zbrodni. O 5 rano rozstrzelano 6 skutych więźniów<a href="#_ftn114" name="_ftnref114">[114]</a>.</p>
<p>Warto pamiętać o tym, że ludzie wiedzieli gdzie i kiedy były jakie egzekucje. Po wojnie ta wiedza – wraz z wykorzystaniem znajomości terenu przez miejscowych – była bezcenna. Już w czasie okupacji mieszkańcy Rdziostowa dbali o te tereny, o groby. Niemcy również byli zainteresowani losem miejsc pochówków, pilnując, żeby groby były nieruszane. Zdarzały się przypadki, ze mieszkańcy wsi słyszeli krzyki dochodzące z grobów<a href="#_ftn115" name="_ftnref115">[115]</a>. Jan Potoniec wspominał: <em>Rano poszliśmy krowy wyprowadzić, patrzymy, a w rowie pełno wody, a w nim kobieta leży do góry plecami. Kobieta była zbita, bo plecy i nogi były koloru granatowego. Spod kobiety wystawał mężczyzna w oficerkach i w swetrze zrobionym ręcznie z wełny owczej, oczy miał wystawione na wierzch i to on prawdopodobnie wołał. Krew mu uszła i zgasł</em><a href="#_ftn116" name="_ftnref116">[116]</a>.</p>
<p>W maju 1945 r. odbyły się ekshumacje w Rdziostowie<a href="#_ftn117" name="_ftnref117">[117]</a>. Część z ofiar zidentyfikowano, choć panowało spore zamieszanie<a href="#_ftn118" name="_ftnref118">[118]</a>. Należy pamiętać, że teren, na którym odbywały się zbrodnie był najczęściej podmokły. Np. w marcu 1941 r. rozstrzelano kilku Polaków w wąwozie, przez który płynął strumień<a href="#_ftn119" name="_ftnref119">[119]</a>. Przy odkrywaniu ciał nie używano kombinezonów, a nawet rękawiczek. <em>Zobaczyłem tam wielu ludzi i jakieś ciemne kształty leżące na trawie. Podszedłem z rowerem bliżej. Okazało się, że te ciemne kształty, leżące na trawie, to ludzkie zwłoki wydobyte z dołów śmierci. Odór, jaki rozciągał się po całej polanie, był porażający – </em>pisał Z. Kasztelewicz, który zapamiętał, że ciała wydobywali jeńcy niemieccy: <em>Wydobywali z gliniastego, podmokłego wykopu zbrylone szczątki ludzkie, ociekające czarną, cuchnąca mazią, które rozdzielano na trawie, układając kolejno obok siebie. Wokół tych upiornych szczątków ludzkich kłębiła się gromada ludzi, którzy poszukiwali swoich bliskich. Ja też chodziłem od zwłok do zwłok, licząc na to, że rozpoznam kolegów. Widok był straszny, trudny do opisania. Czarne jak węgiel zwłoki, niektóre bez głów, bez dłoni, które odpadały przy wydobywaniu, były w zasadzie nie do rozpoznania</em><a href="#_ftn120" name="_ftnref120">[120]</a>. Ludzi rozpoznawano po szczegółach. Antoni Rusin z Mordarki został rozpoznany po spinkach i bieliźnie<a href="#_ftn121" name="_ftnref121">[121]</a>, a Jan Puch ze Starej Wsi po uzębieniu<a href="#_ftn122" name="_ftnref122">[122]</a>. Zdarzało się to niemal przy wszystkich egzekucjach i późniejszych ekshumacjach zwłok.</p>
<p>Pośród ofiar byli także Żydzi pędzeni z limanowskiego getta do Nowego Sącza. Według Jakuba Müllera przeniesiono ich ciała na cmentarz żydowski przy ul. Rybackiej<a href="#_ftn123" name="_ftnref123">[123]</a>. Maria Sopata twierdziła jednak, że wielu nie ekshumowano. Odkrywanie ciał jej zdaniem odbywało się w katastrofalnych warunkach, bowiem zwłoki wystawiano na powierzchnię, a były w stanie rozkładu. Oburzona tym faktem protestowała, pisząc do Rady Głównej Opiekuńczej. Niektórzy, po zidentyfikowaniu bliskiego, nie zabierali go, ale wrzucali do grobu. Nieliczne zwłoki pakowano do trumien<a href="#_ftn124" name="_ftnref124">[124]</a>. Ludzie bardzo przeżywali otwieranie grobów. Zdarzały się omdlenia, inni krzyczeli, całowali ciała znajdujące się w stanie rozkładu: <em>To była najtragiczniejsza scena, jaką widziałem życiu, a jednocześnie najwspanialsze świadectwo miłości</em><a href="#_ftn125" name="_ftnref125">[125]</a>.</p>
<p>Po wojnie miejscowa ludność dbała o mogiłę. Była oburzona, że nie chcieli się na niej modlić księża, rzekomo dlatego, że leżeli tam Żydzi<a href="#_ftn126" name="_ftnref126">[126]</a>. Groby były uporządkowane, o pamięć zabiegała miejscowa szkoła. W 1948 r. postawiono w miejscu zbrodni dwa krzyże, a miejsce straceń ogrodzono. W 1970 r. pojawił się tam głaz. Z racji tego, że ciała przeniesiono do wspólnego grobu, ciężko stwierdzić, czy nadal jakieś nie spoczywają poza terenem dzisiejszego miejsca pamięci. Mimo iż upływa 76 lat od zakończenia wojny, ciągle miejsce to nie jest przebadane<a href="#_ftn127" name="_ftnref127">[127]</a>.</p>
<p>Liczbę pomordowanych w Rdziostowie szacuje się na od 1000 do nawet 2000 ofiar. Ciężko z tymi cyframi dyskutować, bowiem nikt ich nie weryfikował. Wydają się jednak spore – zdaje się, że należy trzymać się raczej dolnej granicy. Część z ciał ofiar została pochowana na Starym Cmentarzu; spoczęło tam 17 niezidentyfikowanych ciał z Rdziostowa.</p>
<p><strong> </strong><strong>Młodów </strong></p>
<p><strong> </strong>Pierwsza egzekucja w Młodowie miała miejsce we wrześniu 1943 r. Przywieziono tam wówczas 10 więźniów z Nowego Sącza<a href="#_ftn128" name="_ftnref128">[128]</a>.</p>
<p>11 września 1944 r. aresztowano członków konspiracji AK w Nawojowej. Józef Stadnicki, kierujący placówką, uciekł z pałacu, bowiem był już rozpracowany przez Niemców. Nie nabrali się już na wymówkę, że osoba niepełnosprawna nie może kierować komórką AK. Mieli na to dowody. Miejscowa ludność miała za złe Stadnickiemu, że nie wziął odpowiedzialności za kolegów, jednak sprawa wydawała się mocno skomplikowana – ujawniając się, wydałby siebie, a może nawet swoją rodzinę, na śmierć<a href="#_ftn129" name="_ftnref129">[129]</a>. Po zdradzie aresztowano innych, głównie pracowników tartaku i służb leśnych. Rozstrzelano ich 15 września 1944 r. Ponoć w sprawie miał interweniować Adam hrabia Stadnicki. Hamann (wtedy nie było go w Sączu) powiedział rzekomo hrabiemu, że gdyby on wówczas wiedział o zamierzeniach Wilhelma Raschwitza (szefa gestapo), nie dopuściłby do tego<a href="#_ftn130" name="_ftnref130">[130]</a>.</p>
<p>Ofiary zbrodni w Młodowie to ludzie z konspiracji związani z Nawojową. Zostali oni oskarżeni o działania sabotażowe – wysadzenie torów kolejowych. Większość z nich pracowała w tamtejszym Nadleśnictwie oraz w tartaku „Delty”. Pochodziło stamtąd 14 osób, które początkowo zostały przewiezione do więzienia w Nowym Sączu. Pośród nich byli: Józef Dąb, Jan Janeczek, Stanisław Kociołek, Czesław Kucharski, Tadeusz Kamiński (Czesław Wokacz), Czesław Leśniak, Adam Matyjewicz, Adolf Ptak, Stanisław Siedlarz, Eustachy Ścibor-Rylski, Tadeusz Szczygieł, Emil Walter, Czesław Fyda i Antoni Plata. Tam dołączono do nich 6 innych skazańców<a href="#_ftn131" name="_ftnref131">[131]</a>. Ofiary, zanim trafiły do Piwnicznej, były przesłuchiwane na gestapo. Niemcy próbowali wyciągnąć ze skazańców jakiekolwiek informacje<a href="#_ftn132" name="_ftnref132">[132]</a>. 15 września 1944 r. wywieziono ich w stronę Piwnicznej, do Młodowa. Wiadomość o zbrodni szybko rozeszła się po okolicy<a href="#_ftn133" name="_ftnref133">[133]</a>.</p>
<p>Jak podaje Bieniek, podczas egzekucji zrobiono spęd okolicznej ludności, która miała się przyglądać wydarzeniom. Zginęło 18 żołnierzy i ludzi związanych z AK. Pośród ofiar był Zbigniew Wokacz, zastępca komendanta placówki AK „Nawojowa”<a href="#_ftn134" name="_ftnref134">[134]</a>, który z Józefem Stadnickim prowadził szkołę podoficerów AK. Zginął Eustachy Ścibor-Rylski, kuzyn Stefana Świeżawskiego (zięcia hrabiego) – prowadził on w Nawojowej nasłuch radiowy i opracowywał prasę. Na Sądecczyźnie znalazł się, uciekając przed UPA. Zginął też przyjaciel i zaufany człowiek Stadnickich, szczególnie Józefa – Stanisław Kociołek<a href="#_ftn135" name="_ftnref135">[135]</a>.</p>
<p>Informacja o egzekucjach nie wypłynęła od razu. Rodziny ofiar myślały, że ich bliscy ciągle przebywały w więzieniu. O tragedii dowiedzieli się dopiero po kilku dniach<a href="#_ftn136" name="_ftnref136">[136]</a>.</p>
<p>Bieniek podaje, że kolejna zbrodnia w Młodowie była skutkiem tego, że w ramach uczczenia święta narodowego partyzanci napadli na transport wojskowy Niemców. Nie wiadomo, czy ktoś z nich zginął, ale wzięli oni odwet. Egzekucji dokonano dokładnie w miejscu napadu, w samo święto 11 listopada 1943 r.<a href="#_ftn137" name="_ftnref137">[137]</a></p>
<p>Pośród innych aresztowanych, których skazano na śmierć w tym miejscu znaleźli się nowosądeczanie działający w ramach komórki wywiadu i fotografii dokumentacyjnej. Funkcjonowała ona w sklepie Pennarów na ul. Jagiellońskiej 4. Losy konspiratorów zakończyły się w Młodowie w listopadzie 1943 r. Trafili tam z tej grupy m.in. Emil Hyży i Władysław Kudlik<a href="#_ftn138" name="_ftnref138">[138]</a>. Stanisław Pennar został zabity później w Kłodnem<a href="#_ftn139" name="_ftnref139">[139]</a>. Zamordowany wówczas Zbigniew Legutko, który mieszkał na ul. Zygmuntowskiej 38, pracował w wywiadzie AK, a oficjalnie w dziale telegrafów na kolei. Miał dostęp do informacji o ruchu pociągów i transportów. Został aresztowany końcem października<a href="#_ftn140" name="_ftnref140">[140]</a>.</p>
<p>Ekshumacja w Młodowie odbyła się w kwietniu 1945 r. Zwłoki znajdowały się wówczas w stanie rozkładu. Ciała zostały umieszczone w trumnach wykonanych w nawojowskim tartaku<a href="#_ftn141" name="_ftnref141">[141]</a>. Ludzie rozpoznawali bliskich po szczegółach. Adam Matyjewicz został rozpoznany dzięki szelkom i chustce<a href="#_ftn142" name="_ftnref142">[142]</a>.</p>
<p>Uroczystości pogrzebowe odbyły się przy kościele w Nawojowej, gdzie trumny spoczęły na przygotowanych katafalkach<em>. Kiedy nadjechały wojskowe ciężarówki, zdjęto trumny i ustawiono je rzędem. Odbywało się to w milczeniu, ale nagle ktoś głośno zapłakał i wtedy rozległ się dramatyczny niemal zbiorowy spazm. Jakiś głos kobiecy zawołał:  „Stasiu”, zapłakało jakieś dziecko. Wtedy przez tłum przeszedł złowrogi pomruk. Wygrażano komuś. Mordercom, nie żyjącemu zdrajcy? Szczęściem ktoś zaczął modlitwę za zmarłych. W żarliwym ,,Wieczne odpoczywanie&#8221; odmawianym i śpiewanym na zmianę wyciszały się emocje. Czas płynął, a ludzie stali, choć zmrok zapadał. Przy trumnach paliły się, nie pamiętam, świece czy pochodnie, i one rozjaśniały mrok. Ludzie trwali na tej osobliwej warcie – krewni, sąsiedzi, znajomi. Do późnej nocy modlitwa, śpiewy i milczenie, na przemian – </em>pisała M. Lebdowiczowa<a href="#_ftn143" name="_ftnref143">[143]</a>.</p>
<p>W pogrzebie brały udział tłumy ludzi, które to pod przewodnictwem miejscowego proboszcza ks. Stanisława Kruczka śpiewały patriotyczne pieśni. Ciała spoczęły w białych trumnach, symbolicznych, bo mówiących o niewinności pomordowanych<a href="#_ftn144" name="_ftnref144">[144]</a>. W 1981 r. postawiono na miejscu ich pochówku pomnik. Do jego powstania przyczynił się m.in. Jan Kociołek, żołnierz AK i prezes Związku Kombatantów Adolf Cecur<a href="#_ftn145" name="_ftnref145">[145]</a>. W Młodowie pomnik upamiętniający tragedie wojenne powstał dopiero w 1993 r.<a href="#_ftn146" name="_ftnref146">[146]</a></p>
<p><strong> </strong><strong>Trzetrzewina </strong></p>
<p>Tragiczne wydarzenia z lata 1940 r. były częścią Akcji AB prowadzonej na terytorium Generalnego Gubernatorstwa. Jej celem była likwidacja inteligencji, także w naszym regionie. Latem 1940 r. aresztowano w Nowym Sączu członków licznych organizacji niepodległościowych. Wszyscy zostali umieszczeni w sądeckim więzieniu. Byli pośród nich także ci, którzy wędrowali przez zieloną granicę. Tam oczekiwali na wyrok. Los więźniów rozstrzygnął się pod koniec czerwca. Zbrodnia wiązała się też z dniem imienin Władysława Sikorskiego. Egzekucję pod Wysokim nazwał Hamann <em>Generalnamenstag</em>, czyli imieniny generała. W kwietniu 1940 r. generał Sikorski wezwał Polaków do nieustępliwej walki z Niemcami. Hamann postanowił więc zemścić się za to przemówienie, ale też pokazać, kto rządzi na okupowanym terenie<a href="#_ftn147" name="_ftnref147">[147]</a>.</p>
<p>26 czerwca 1940 r. aresztowani śpiewali pieśni patriotyczne, tak że było je słychać w okolicy więzienia, także nad Dunajcem. Ludzie byli zdziwieni, nie do końca wiedzieli, co się dzieje. W tym samym czasie w więzieniu odbywały się błyskawiczne „sądy kapturowe”. Tych, których miała ominąć śmierć w lasach Trzetrzewiny wysyłano potem do obozów koncentracyjnych. W jednym z takich transportów znalazł się Józef Łobodziński, który spotkał świadków zbrodni, tych którzy z ofiarami przebywali w więziennej celi<a href="#_ftn148" name="_ftnref148">[148]</a>.</p>
<p>Tak wydarzenia, prawdopodobnie z 25–26 czerwca 1940 r., relacjonował Kazimierz Mrzygłód: <em>Około godz. 14 do więzienia na I piętro wszedł szef gestapo, Heinrich Hamann, z sześcioma gestapowcami. Chodząc po celach, wybierał z każdej po kilku silniejszych fizycznie więźniów i kazał wychodzić na korytarz, ustawiając nas twarzą do ściany. Z mojej celi wybrał 6. Po zrobieniu zbiórki okazało się, że jest nas 32, toteż dwóch ostatnich odesłał do celi. Pozostałym 30 więźniom pod eskortą kazano zejść na podwórze więzienne</em><a href="#_ftn149" name="_ftnref149">[149]</a><em>.</em></p>
<p>Listę ofiar znamy dzięki Zbigniewowi Langerowi ze Zbyszyc. Pracował on w więzieniu, odmówił podpisania volkslisty. Dostał za zadanie inwentaryzować rzeczy pomordowanych. Niestety spis ten przepadł<a href="#_ftn150" name="_ftnref150">[150]</a>.</p>
<p>Ci, których wybrano wiedzieli, że jeżeli pojadą w kierunku Tarnowa, to być może do więzienia. Niemcy kazali im położyć się na podłodze ciężarówki i wymierzyli w nich lufy. Jeżeli ciężarówka skręci na Helenę, za Dunajec, to czeka ich egzekucja w Rdziostowie. Dojechali do nieznanego miejsca przy drodze na Wysokie<a href="#_ftn151" name="_ftnref151">[151]</a>. Więźniom kazano kopać trzy duże doły – zostali podzieli na trzy grupy. <em>Gestapowiec wymierzył krokami każdej grupie plac, oznaczając kilofem granicę kopania. Przystąpiliśmy do kopania dołów, które trwało do około czterech godzin. W czasie naszej roboty gestapowcy z Hamannem pili wódkę z porterem, przywiezioną uprzednio w kilku transporterach, a po opróżnieniu każdej butelki i podrzuceniu w górę, strzelali do niej dla zabawy z pistoletów – </em>wspominał Mrzygłód<a href="#_ftn152" name="_ftnref152">[152]</a>. Po wykonaniu pracy wrócili do więzienia.</p>
<p>Tymczasem aresztowani na Pijarskiej, w ramach doraźnego, szybkiego sądu, usłyszeli wyroki – śmierć. Nie mieli szans się bronić, opór był bezzasadny. 26 czerwca wielu już wiedziało, jaki ich spotka los, choć niektórzy uważali, że pojadą na roboty do Niemiec. <em>Stojący na końcu korytarza z całą świtą Hamann wywoływał pojedynczo więźniów, odczytując im wyroki śmierci po niemiecku, które były tłumaczone na język polski </em>– relacjonował inż. Liwski. Więźniowie zostali stłoczeni w trzech celach, ich sytuacja była już wówczas zupełnie beznadziejna. Pozostali więźniowie nie mogli spać tej nocy, ciężko było uwierzyć w to, co stanie się kolejnego dnia<a href="#_ftn153" name="_ftnref153">[153]</a><em>.</em></p>
<p>27 czerwca 1940 r., z więzienia na Pijarskiej wyjechała ciężarówka. Wszystko działo się wczesnym rankiem (około 4 rano), kiedy panowała jeszcze szarówka. Więźniowie wychodzili grupami 30-osobowymi, boso, mając na sobie tylko spodnie i koszule. Wszyscy byli skuci<a href="#_ftn154" name="_ftnref154">[154]</a>. Nie mieli pojęcia, dokąd jadą. Dojechali do Trzetrzewiny, gdzie zapewne powitał ich zapach czerwcowego lasu. Kiedy zobaczyli Hamanna – „osławionego” kata gestapo – wiedzieli, że przyjechali tutaj na śmierć.</p>
<p>Według Gorki rozstrzeliwań dokonali esesmani z Krakowa. <em>Strzelali po 3 do jednego Polaka, a ja układałem zwłoki w dołach – </em>zeznawał. Przy egzekucji znajdował się dopuszczony do niej przez Hamanna doktor Arnold. Gorka pamiętał, że żadna z ofiar nie dała sobie zawiązać oczu. <em>Gdy przyprowadzono ich już do dołu, wznieśli przeważnie wszyscy przed padnięciem strzałów okrzyk „Niech żyje Polska”, jeden z oficerów krzyknął „śmierć tyranom i mordercom, niech żyje Polska”, gdy ja to Hamannowi przetłumaczyłem, byli wszyscy obecni na to oburzeni</em><a href="#_ftn155" name="_ftnref155">[155]</a><em>.</em></p>
<p>Najpierw zastrzelono grupę 30 osób, potem kolejną 30-osobową i na końcu 33 osoby. Każda z nich była dowożona w równych odstępach czasu, co około 2 godziny. Świadkowie tych wydarzeń, Franciszek Florek i Zofia Rogala, opowiadali, że już dwa dni wcześniej Niemcy przywozili na samochodach ludzi, którzy kopali dla siebie groby. Prawdopodobnie był wśród nich wspominany powyżej Mrzygłód, ale także inni, którzy opowiadali o tej zbrodni. Ludzie mieli być zabijani w wymyślny sposób, rozrywani granatami ręcznymi, tak, że nawet w kolejnych dniach po egzekucji widziano części ciała w lesie<a href="#_ftn156" name="_ftnref156">[156]</a>.</p>
<p>Liwski wspominał: <em>Pod strażą uzbrojonych cywilów i żandarmów zaprowadzono nas na miejsce kaźni. Nad odkrytymi dołami, które wczoraj wykopaliśmy, leżały stosy trupów i stały szeregi esesmanów z bronią w ręku. Tłumacz cywil zwrócił się do nas: „Kto chce, niech próbuje uciekać!” Kazano nam zasypać groby. Spychaliśmy mokrą, kamienistą glinę na ciała zabitych</em><a href="#_ftn157" name="_ftnref157">[157]</a>. Znajdywano także kartki do najbliższych, które więźniowie przed egzekucją rozrzucali, jadąc samochodem na miejsce straceń<a href="#_ftn158" name="_ftnref158">[158]</a>.</p>
<p>27 czerwca 1940 r. Niemcy zamordowali w trzetrzewińskim lesie łącznie 93 osoby. Data egzekucji nie była przypadkowa – tego dnia przypadały imieniny generała Władysława Sikorskiego. Akcji nawet nadano kryptonim <em>Generalnamenstag</em> („Imieniny Generała”). Wśród zabitych 15 ofiar było oficerami i podoficerami Wojska Polskiego, 11 studentami lub uczniami należącymi prawdopodobnie do organizacji harcerskiej „Biały Orzeł”. Ofiarami byli lekarze, adwokaci, mechanicy, inżynierowie. Mieszkańcy wielu polskich miast: Warszawy, Bydgoszczy, Katowic, Chorzowa, Krakowa, Zamościa, Poznania, Wilna, Łodzi, Dęblina, Ryczywołu, Lwowa, Rybnika, Nowego Sącza, znalazł się tam nawet jeden Amerykanin. <em>Pamiętam starszego wiekiem pułkownika WP, może z dwunastoletnim wnukiem, jak ginęli z okrzykiem na ustach: „Niech żyje Polska” – </em>opowiadał Franciszek Musiał z Piwnicznej<a href="#_ftn159" name="_ftnref159">[159]</a>.</p>
<p>11-letni Józef Rogala w momencie egzekucji siedział w sieni swojego domu. Na odgłos strzału robił kreskę na drzwiach, a potem je policzył. Oddano 287 strzałów. Z tej liczby wynika, że oprawcy musieli jeszcze dobijać swoje ofiary. Następnie sprowadzono więźniów, aby zasypali groby. Niemcy zakazali okolicznym mieszkańcom zbliżać się do grobów. Mimo to, już kilka dni później, miejscowi przybyli na miejsce kaźni. Zobaczyli wielkie kałuże skrzepłej krwi. Widok był wstrząsający<a href="#_ftn160" name="_ftnref160">[160]</a>.</p>
<p>Z mieszkańców Nowego Sącza zginął wówczas m.in. przedwojenny harcerz Henryk Król, założyciel POBOR – harcerskiej organizacji konspiracyjnej – jej komendant i kurier<a href="#_ftn161" name="_ftnref161">[161]</a>. Oprócz niego zginęli także: Zbigniew Posłuszny, Ludwik Kowalski i Kazimierz Osobliwy (uczniowie liceum). Z mieszkańców Biegonic śmierć ponieśli profesor Władysław Witowski i por. prawnik Józef Pajor<a href="#_ftn162" name="_ftnref162">[162]</a>.</p>
<p>Informację o nazwiskach ofiar oraz ich losie grypsem otrzymała grupa skupiona wokół rodziny Sichrawy<a href="#_ftn163" name="_ftnref163">[163]</a>. Uwięziony Kazimierz Sichrawa, syn burmistrza, wyrzucił ostatni więzienny gryps latem 1940 r. – wypisał na nim nazwiska znanych mu osób rozstrzelanych na Wysokim<a href="#_ftn164" name="_ftnref164">[164]</a>.</p>
<p>Nastroje w Nowym Sączu były ponure. Józef Łobodziński tak je relacjonował: <em>Smutek i przygnębienie ogarnęło wszystkich. Czas wlókł się powoli. W tym koszmarnym okresie była to pierwsza zbiorowa na taką skalę egzekucja przeważnie harcerskiej młodzieży gimnazjalnej z tajnej organizacji „Orzeł Biały&#8221;</em><a href="#_ftn165" name="_ftnref165">[165]</a>.</p>
<p>To nie był koniec tej historii. Trauma wróciła w momencie ekshumacji ciał po wojnie. Stało się to możliwe dopiero w 1956 r., wszak o historii ruchu niepodległościowego ciężko było mówić w czasach stalinowskich. 9 grudnia wykopano ciała i przewieziono je na Stary Cmentarz w Nowym Sączu, gdzie powstało mauzoleum Ofiar II wojny światowej. Wykopano wówczas wiele przedmiotów należących do zamordowanych. 70 osób udało się zidentyfikować z imienia i nazwiska, zaś 23 spoczywają do dziś jako anonimowe<a href="#_ftn166" name="_ftnref166">[166]</a>.</p>
<p><strong>Kłodne koło Męciny</strong></p>
<p><strong> </strong>Egzekucja odbyła się 12 stycznia 1944 r. Więźniowie skazani na karę śmierci zostali aresztowani już w jesieni 1943 r. Egzekucji dokonano tuż przy torach kolejowych, w miejscu, w którym polscy partyzanci podłożyli ładunki wybuchowe pod niemiecki pociąg. Śmierć spotkała tam 31 osób – większość to członkowie konspiracji strażackiej<a href="#_ftn167" name="_ftnref167">[167]</a>.</p>
<p>Wśród aresztowanych było sporo członków zakonspirowanej organizacji strażackiej „Skała”, która działała w Nowym Sączu do 1943 r. W mieście znajdowała się podziemna Powiatowa Komenda. Objęła ona swym zasięgiem powiat nowosądecki i limanowski. Na jej czele stała trójka działaczy: kpt. Stanisław Mazan, por. poż. Bronisław Piwowar, st. sierż. poż. Mieczysław Wędrychowski. Wszystkich dowódców aresztowano w 1943 r. i rozstrzelano w Kłodnem<a href="#_ftn168" name="_ftnref168">[168]</a>. Zginął tam też Stefan Bieniek, który był zaangażowany w skrzynkę pocztową AK na ul. Żółkiewskiego 20. Wszystkich jej członków zdekonspirowano<a href="#_ftn169" name="_ftnref169">[169]</a>.</p>
<p>Zanim zatrzymanych rozstrzelano, kazano im ściągnąć buty i na miejsce zbrodni popędzono boso<a href="#_ftn170" name="_ftnref170">[170]</a>. <em>Byli słabi, słaniali się na nogach i osuwali na ziemię. Nie mieli butów i pozbawieni byli odzieży. Gestapowcy popędzali ich i bili kolbami karabinów</em> – pisano w jednym za artykułów, powołując się na świadków tych dni<a href="#_ftn171" name="_ftnref171">[171]</a>.</p>
<p>28 więźniów zastrzelono, zaś 3 powieszono na przydrożnych słupach<a href="#_ftn172" name="_ftnref172">[172]</a>. Dzień po egzekucji pochowano ofiary.</p>
<p>Jedną z ofiar zbrodni był Stanisław Pennar, znany sądecki fotograf, który był zaangażowany w konspirację – dokumentował okupację zdjęciami. Po aresztowaniu przez sądeckie gestapo trafił do kilku więzień, m.in. na Montelupich w Krakowie, przebywał też w obozie pracy w Szebniach. Swoje przeżycia notował, spisywał dla żony i córki, często odwoływał się w swoich zapiskach do religii. Czuł, że zbliża się koniec, co wyrażał w notatkach i listach sporządzanych jeszcze do grudnia 1943 r., kiedy trafił do krakowskiego więzienia na Montelupich<a href="#_ftn173" name="_ftnref173">[173]</a>. Kiedy wieziono go pociągiem z więzienia do więzienia, postanowił wyrzucić notatnik. Ostatnie zapisy są z listopada – grudnia 1943 r. Napisał adres, pod który należy dostarczyć zeszycik. Po wojnie jego ciało, podobnie jak innych pomordowanych, zostało ekshumowane i przeniesione na Stary Cmentarz<a href="#_ftn174" name="_ftnref174">[174]</a>.</p>
<p>Ekshumacje odbywały się wiosną 1945 r. Zjechały się rodziny ofiar. Ciała były w stanie rozkładu. Janina Mazan rozpoznała męża jedynie po ubraniu oraz po medaliku<a href="#_ftn175" name="_ftnref175">[175]</a>. Mieczysława Wędrychowskiego rodzina rozpoznała po chusteczce i innych elementach stroju<a href="#_ftn176" name="_ftnref176">[176]</a>. Zbrodnia została w pamięci mieszkańców Kłodnego. Po wojnie został tam odsłonięty pomnik, upamiętniający wydarzenia z czasów niemieckiej okupacji.</p>
<p><strong>Ława przy Kamienicy</strong></p>
<p>Do egzekucji przy rzece Kamienicy doszło 26 stycznia 1944 r., według źródeł powojennych – 13 stycznia<a href="#_ftn177" name="_ftnref177">[177]</a>. Był to akt zemsty Niemców za zabicie przez konspirację Mieczysława Tyrkla – skazanego za współpracę z okupantem przez Sąd Podziemny. Wyrok na zdrajcy wykonano przy ławie na kamienicy, w ciągu dzisiejszej ulicy Krańcowej<a href="#_ftn178" name="_ftnref178">[178]</a>.</p>
<p>Niemcy dokładnie w tym samym miejscu rozstrzelali 10 osób<a href="#_ftn179" name="_ftnref179">[179]</a>. Świadkiem zbrodni był Eugeniusz Gawron. Po rozstrzelaniu Niemcy zostawili ciała. Gawron wspominał, że poszedł na miejsce zbrodni i sprawdził, kto jest wśród ofiar – <em>każdą głowę trzymałem w ręce</em><a href="#_ftn180" name="_ftnref180">[180]</a>.  Zdaniem świadków odwetowa akcja została wykonana przez gestapo w Nowym Sączu, a pośród zbrodniarzy rozpoznano tylko służącego tam Grucę<a href="#_ftn181" name="_ftnref181">[181]</a>.</p>
<p>Jedną z ofiar był syn znanego społecznika i nauczyciela Mieczysława Szurmiaka – Wiesław. Został zatrzymany w Starym Sączu, w listopadzie 1943 r., kiedy na rowerze jechał do Zagorzyna. Wysłano go do „osławionego” więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie. Stamtąd został wysłany do Nowego Sącza, gdzie zamordowano go przy ławie na Kamienicy. W obozie KL Auschwitz Niemcy zamordowali także jego ojca, znanego społecznika<a href="#_ftn182" name="_ftnref182">[182]</a>.</p>
<p>Dokumenty wykazują też pełną listę ofiar. Oprócz Szurmiaka zginęli: Jan Szarota, Franciszek Trojak z Januszowej, Tarasek z Mszany Dolnej, Józef Znachowski, Jan Piszczek z Krakowa, Józef Tkaczyk i Szymon Chochlak (obaj z Boguszy) oraz Piotr Katan z Szymanowic. Danych ostatniej ofiary nie ustalono<a href="#_ftn183" name="_ftnref183">[183]</a>.</p>
<p>24 marca 1945 r. dokonano ekshumacji ciał i uroczyście pochowano je na Starym Cmentarzu<a href="#_ftn184" name="_ftnref184">[184]</a>. Po egzekucji okoliczna ludność postawiła drewniany krzyż, który miał upamiętniać tragiczne wydarzenia<a href="#_ftn185" name="_ftnref185">[185]</a>. 12 października 1978 r. na miejscu zbrodni odsłonięto pomnik Ofiar Faszyzmu, który wykonano według projektu E. Miśkowca. Projekt uzupełniono już w demokratycznej Polsce – w 1997 r. na pomniku pojawił się orzeł oraz krzyż<a href="#_ftn186" name="_ftnref186">[186]</a>.</p>
<p><strong>Cmentarz miejski w Nowym Sączu</strong></p>
<p>Według powojennych dokumentów na cmentarzu miejskim w Nowym Sączu również dochodziło do egzekucji. Świadkowie wymieniali dwie: z 15 lipca 1944 r. oraz z 12 stycznia 1945 r. Zamordowani mieli być oskarżeni o różne zbrodnie polityczne, a więc zapewne działalność dywersyjną. Wiemy, że zginęli w tym czasie Witold Moszycki z ul. Tatrzańskiej, ks. Tomasz Leśniak, Poklewski, Lasek z Łazów Biegonickich, Ryszard Mędlarski z Fabrycznej, Emil Kmieć z Zygmuntowskiej, Stanisław Marmon (96 lat), Jan Rogowski, Eugeniusz Lorczak oraz Stanisław Szczepanik<a href="#_ftn187" name="_ftnref187">[187]</a>.</p>
<p>Należy jednak ostrożnie podchodzić do nazwisk wymienionych w dokumentach. W kwestionariuszu wymieniono także kpt. Augustyna, który zginął w innym miejscu – przy wale na Dunajcu. Wiele relacji wskazuje, ze Ryszard Mędlarski został zamordowany w więzieniu w Nowym Sączu (luty 1943 r.)<a href="#_ftn188" name="_ftnref188">[188]</a>.</p>
<p>Do egzekucji ludności żydowskiej na cmentarzu katolickim odnosi się natomiast M. Bergman, który zaświadczał, że grzebał tam ofiary. Nie jest to potwierdzone w innych źródłach. Pisał we wspomnieniach, że na nekropolii Niemcy kazali więźniom wykopać grób na jedną osobę, ale tak, żeby był głębszy. <em>Gdy grób był gotowy, wywleczono ze samochodu osobowego 2-ch ludzi. Jeden z nich był Żydem a drugi Polakiem. Ich rozebrano do naga i postawili nad otwartym grobem. Żyd milczał i od czasu do czasu widocznie szeptał przedśmiertną modlitwę, oczekując śmierci. Polak ten w języku niemieckim wykrzykiwał na Niemców, przy czym powiedział że był żołnierzem w armii austriackiej latach 1914–18 i że nigdy poprzednio nie widział takiego barbarzyństwa Niemców, jak teraz, podczas tej wojny. W takiej pozycji stali ponad godzinę czasu. Po tym jeden z Niemców przybliżył się do nich i z karabinu oddał strzał między stojącymi, chcąc się w taki sposób znęcać nad nimi. </em>[…]<em>  Niemiec strzelił w prawą nogę Polaka, następnie drugim strzałem w lewą nogę Żyda, pociski te urwały ofiarom ich kończyny i w tym stanie wpadli do otwartej mogiły. Rannych dobijano dopiero po dalszych 15-tu minutach, przy udziale wyzwisk i śmiechu. Dół przysypaliśmy 1/2 m. warstwą ziemi – </em>opisywał wydarzenia Bergman. Następnie Niemcy wraz jakimiś ludźmi przeprowadzili w tym miejscu pogrzeb. Trumna została położona w mogile, na ciałach wcześniej pomordowanych. <em>Mogiłę zasypywali wszyscy tam obecni, nie wyłączając nawet Niemców. </em>Ta ciekawa relacja nigdy wcześniej nie była publikowana, w świetle dostępnych źródeł nie jest możliwe poddanie jej weryfikacji<a href="#_ftn189" name="_ftnref189">[189]</a>.</p>
<p><strong>Miejsce straceń na brzegach Kamienicy</strong></p>
<p>Miejsce takie pojawia się w zeznaniach świadków podczas procesu w Bochum. Podczas egzekucji miała zostać tam stracona ludność polska<a href="#_ftn190" name="_ftnref190">[190]</a>. O egzekucjach w tym miejscu wspominał także Jakub Muller, jednakże nikt ze świadków nie wskazywał jednoznacznie, w którym miejscy miałoby dochodzić do takich zbrodni<a href="#_ftn191" name="_ftnref191">[191]</a>.</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Zob.: T. Duda, <em>Eksterminacja ludności żydowskiej Nowego Sącza w okresie II wojny światowej</em>, „Rocznik Sądecki” t. 19: 1990.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> Zob.: F. Grodkowski, <em>Okupacja hitlerowska w Nowym Sączu i w Sądecczyźnie w latach 1939–1945, </em>„Rocznik Sądecki” t. 6: 1965, s. 78–80.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> Ibidem, s. 85.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Ibidem, s. 79. O pogrzebie na cmentarzu ewangelickim: s. 85.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> A. Kozaczka, <em>Z południowej rubieży</em> [w:] <em>Szkice z dziejów adwokatury</em> (seria trzecia), red. R. Łyczywek, Warszawa 1983, s. 86.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> J. Zaremba, <em>Hitlerowskie afisze śmierci na Sądecczyźnie, </em>„Rocznik Sądecki” t. 22: 1994, s. 287–304.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> Archiwum Yad Vashem (dalej: AYV), syg. 88-0192F, M. Bergman-Winter, <em>Memorandum. </em><em>Nowy Sącz – Sambor 1939–1945,</em> s. 6–7.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła przez mękę, </em>„Almanach Sądecki” 1997, nr 2 (7), s. 70.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> R. Walloschke, <em>Von der Pfalz zum Dunajetz</em>, Bergatreute 1991, s. 290.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10">[10]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 70.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11">[11]</a> J. Homecki, <em>Wspomnienia z okresu okupacji, </em>„Rocznik Sądecki” t. 12: 1971, s. 410.</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12">[12]</a> Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział w Nowym Sączu (dalej: ANKr ONS), sygn. 31/190/53, Relacja o zbrodni przy nasypie kolejowym, k. 341.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13">[13]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 71.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14">[14]</a> W. Bielawski, <em>Zbrodnie hitlerowskie na Sądecczyźnie, </em>„Rocznik Sądecki” t. 13: 1972, s. 202.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15">[15]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki. Heinrich Hamann, </em>„Rocznik Sądecki” t. 22: 1994, s. 147.</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16">[16]</a> Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Krakowie (dalej: IPNKr) syg. 010.6349, t. 1, Zeznania J. Gorki, k. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref17" name="_ftn17">[17]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię: wierni Sądeczanie. Przewodnik po miejscach zawiązanych z ruchem oporu antyfaszystowskiego w Nowym Sączu i okolicy, </em>Nowy Sącz 1986, s. 78.</p>
<p><a href="#_ftnref18" name="_ftn18">[18]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki..</em>, s. 147.</p>
<p><a href="#_ftnref19" name="_ftn19">[19]</a> Idem, <em>Droga wiodła…</em>, s. 71.</p>
<p><a href="#_ftnref20" name="_ftn20">[20]</a> IPNKr 2586.402, Wizja lokalna sądu przysięgłych w Bochum, k. 14–15.</p>
<p><a href="#_ftnref21" name="_ftn21">[21]</a> Ibidem, k.16.</p>
<p><a href="#_ftnref22" name="_ftn22">[22]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie w Biegonicach 1939–1941, </em>Tarnów 2008, s. 6.</p>
<p><a href="#_ftnref23" name="_ftn23">[23]</a> Ibidem, s. 8–9.</p>
<p><a href="#_ftnref24" name="_ftn24">[24]</a> Ibidem, op. cit., s. 9.</p>
<p><a href="#_ftnref25" name="_ftn25">[25]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 70.</p>
<p><a href="#_ftnref26" name="_ftn26">[26]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…</em>, s. 25.</p>
<p><a href="#_ftnref27" name="_ftn27">[27]</a> J. Karski, <em>List z Waszyngtonu z 22.03.2000, </em>„Rocznik Sądecki” t. 29: 2001, s. 370–372.</p>
<p><a href="#_ftnref28" name="_ftn28">[28]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 73.</p>
<p><a href="#_ftnref29" name="_ftn29">[29]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…</em>, s. 30-31.</p>
<p><a href="#_ftnref30" name="_ftn30">[30]</a> Idem, <em>Za wiarę i ojczyznę. Ks. Józef Bardel, </em>Tarnów 2008, s. 28.</p>
<p><a href="#_ftnref31" name="_ftn31">[31]</a> Ł. Bochenek, <em>Ks. Władysław Deszcz, </em>„Nasze Spotkania”, nr 02 (297) z lutego 2020 r., s. 22–23.</p>
<p><a href="#_ftnref32" name="_ftn32">[32]</a> W. Bielawski, op. cit., s. 199.</p>
<p><a href="#_ftnref33" name="_ftn33">[33]</a> Ibidem, s. 192; A. Drozd, <em>Wspomnienia w</em><em>ięźnia nowosądeckiego z roku 1941, </em>„Rocznik Sądecki” t. 7: 1966, s. 414.</p>
<p><a href="#_ftnref34" name="_ftn34">[34]</a> Opisywana przez świadka zbrodnia z 8 sierpnia wymaga dalszych kwerend archiwalnych i ustalenia prawdziwości tego zeznania. Przemawiają za tym protokoły z ekshumacji ciał w Biegonicach, które wskazują na to, że w tym miejscu rozstrzelano m.in. kilku Żydów – dotychczasowe opracowania milczą o tym fakcie. W związku z tym należy przypuszczać, że w Biegonicach zginęła większa niż obecnie przyjęta liczba ofiar.</p>
<p><a href="#_ftnref35" name="_ftn35">[35]</a> Ibidem, s. 414–415.</p>
<p><a href="#_ftnref36" name="_ftn36">[36]</a> A. Totoń, <em>Chryzantyn Uhacz i Roman Uhacz – przyjaciele Bolesława Barbackiego, </em>Stary Sącz 2014, s. 17.</p>
<p><a href="#_ftnref37" name="_ftn37">[37]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…</em>, s. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref38" name="_ftn38">[38]</a> Ibidem, s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref39" name="_ftn39">[39]</a> Ibidem, s. 14.</p>
<p><a href="#_ftnref40" name="_ftn40">[40]</a> A. Totoń, op. cit., s. 18.</p>
<p><a href="#_ftnref41" name="_ftn41">[41]</a> Ł. Bochenek, <em>Ks. Tadeusz Kaczmarczyk, </em>„Nasze Spotkania”, nr 12 (296) z grudnia 2019 r. i stycznia 2020 r., s.24.</p>
<p><a href="#_ftnref42" name="_ftn42">[42]</a> A. Drozd, op. cit., s. 416.</p>
<p><a href="#_ftnref43" name="_ftn43">[43]</a> Z. Rysiówna, <em>Z przeżyć okupacyjnych, </em>„Rocznik Sądecki” t. 9: 1968, s. 444.</p>
<p><a href="#_ftnref44" name="_ftn44">[44]</a> A. Drozda, op. cit., s. 413–417.</p>
<p><a href="#_ftnref45" name="_ftn45">[45]</a> J. Kudelka, <em>Za wiarę i ojczyznę…</em>, s. 30.</p>
<p><a href="#_ftnref46" name="_ftn46">[46]</a> Ł. Bochenek, <em>Ks. Tadeusz Kaczmarczyk…, </em>s. 24.</p>
<p><a href="#_ftnref47" name="_ftn47">[47]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…, </em>s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref48" name="_ftn48">[48]</a> Ibdiem, s. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref49" name="_ftn49">[49]</a> Ibidem, s. 12–13.</p>
<p><a href="#_ftnref50" name="_ftn50">[50]</a> W. Bielawski, op. cit., s. 196.</p>
<p><a href="#_ftnref51" name="_ftn51">[51]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki…</em>, s. 152.</p>
<p><a href="#_ftnref52" name="_ftn52">[52]</a> W. Bielawski, op. cit., s. 184.</p>
<p><a href="#_ftnref53" name="_ftn53">[53]</a> Ibidem, s. 211-212.</p>
<p><a href="#_ftnref54" name="_ftn54">[54]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…, </em>s. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref55" name="_ftn55">[55]</a> W. Bielawski, op. cit., s. 190. Zob.: ANKrONS, 31/190/54, Protokół ekshumacji w Biegoniach, k. 87.</p>
<p><a href="#_ftnref56" name="_ftn56">[56]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…</em>, s. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref57" name="_ftn57">[57]</a> Ł. Bochenek, <em>Ks. Tadeusz Kaczmarczyk…, </em>s. 25.</p>
<p><a href="#_ftnref58" name="_ftn58">[58]</a> W. Bielawski, op. cit., s. 190.</p>
<p><a href="#_ftnref59" name="_ftn59">[59]</a> Więcej o nim: J. Kudelka, <em>Za wiarę i ojczyznę..</em>. O zabitych księżach zob.: A. Jedynak, <em>Martyrologia duchowieństwa Diecezji Tarnowskiej w okresie okupacji hitlerowskiej, </em>Nowy Sącz 2014, s. 88–102.</p>
<p><a href="#_ftnref60" name="_ftn60">[60]</a> ANKr ONS, 31/190/53, Lista pomordowanych z Biegonic, k. 293-303; IPNKr 2448.470, t. 1, Lista zamordowanych w Biegonicach, k. 45.</p>
<p><a href="#_ftnref61" name="_ftn61">[61]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…, </em>s. 19–20.</p>
<p><a href="#_ftnref62" name="_ftn62">[62]</a> Ł. Bochenek, <em>Ks. Władysław Deszcz…</em>, s.23.</p>
<p><a href="#_ftnref63" name="_ftn63">[63]</a> K. Lanckorońska, <em>Wspomnienie wojenne, </em>Kraków 2001, s. 107.</p>
<p><a href="#_ftnref64" name="_ftn64">[64]</a> W. Bielawski, op. cit., s. 189.</p>
<p><a href="#_ftnref65" name="_ftn65">[65]</a> Ibidem, s. 200.</p>
<p><a href="#_ftnref66" name="_ftn66">[66]</a> J. Bieniek, <em>Ziemia Sądecka w ogniu, </em>cz. III, Nowy Sącz 1988, s. 31.</p>
<p><a href="#_ftnref67" name="_ftn67">[67]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…</em>, s. 22.</p>
<p><a href="#_ftnref68" name="_ftn68">[68]</a> Ibidem, s. 23</p>
<p><a href="#_ftnref69" name="_ftn69">[69]</a> ANKr ONS, 31/190/54, Protokół ekshumacji w Biegoniach, k. 85.</p>
<p><a href="#_ftnref70" name="_ftn70">[70]</a> ANKr ONS, sygn. 31/190/53, Lista rozstrzelanych i ekshumowanych w pow. Nowosądeckim [Biegonice], k. 337.</p>
<p><a href="#_ftnref71" name="_ftn71">[71]</a> ANKr ONS, 31/190/54, Protokół ekshumacji w Biegoniach, k. 87.</p>
<p><a href="#_ftnref72" name="_ftn72">[72]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…, </em>s. 34.</p>
<p><a href="#_ftnref73" name="_ftn73">[73]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref74" name="_ftn74">[74]</a> Ł. Bochenek, <em>Ks. Tadeusz Kaczmarczyk…, </em>s.  25.</p>
<p><a href="#_ftnref75" name="_ftn75">[75]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…, </em>s. 35.</p>
<p><a href="#_ftnref76" name="_ftn76">[76]</a> J. Bieniek, <em>Ziemia Sądecka w ogniu…</em>, s. 31.</p>
<p><a href="#_ftnref77" name="_ftn77">[77]</a> ANKr ONS, 31/190/54, Protokół ekshumacji w Biegoniach, k. 87.</p>
<p><a href="#_ftnref78" name="_ftn78">[78]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki…</em>, s. 151.</p>
<p><a href="#_ftnref79" name="_ftn79">[79]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…, </em>s. 35</p>
<p><a href="#_ftnref80" name="_ftn80">[80]</a> Ibidem, s. 36.</p>
<p><a href="#_ftnref81" name="_ftn81">[81]</a> S. Długopolski<em>, Zbrodnie Heinricha Hamanna w świetle procesu w Bochum,</em> „Rocznik Sądecki” t. 9: 1968, s. 434–435.</p>
<p><a href="#_ftnref82" name="_ftn82">[82]</a> J. Kudelka, <em>Zbrodnie…, </em>s. 51.</p>
<p><a href="#_ftnref83" name="_ftn83">[83]</a> IPNKr 2586.402, Wizja lokalna sądu przysięgłych w Bochum, k.19.</p>
<p><a href="#_ftnref84" name="_ftn84">[84]</a> M. Sopata, <em>Kronika rozstrzeliwań w Rdziostowie w czasie okupacji, </em>„Almanach Sądecki” 2000, nr 2 (31), s. 90.</p>
<p><a href="#_ftnref85" name="_ftn85">[85]</a> <em>Miejsce pamięci narodowej w Rdziostowie, </em>pod red. K. Godek, Nowy Sącz 2003, s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref86" name="_ftn86">[86]</a> M. Sopata, op. cit., s.  92.</p>
<p><a href="#_ftnref87" name="_ftn87">[87]</a> Ibidem, s. 90.</p>
<p><a href="#_ftnref88" name="_ftn88">[88]</a> R. Anisfeld, <em>Zbrodnie Obersturmfuhrera Henricha Hamanna w getcie Nowego Sącza, </em>[w:] <em>Sepher Sandz. </em><em>The Book on the Jewish Community of Nowy Sącz, </em>pod red. Raphaela Mahlera, Tel Awiw 1970, s. 858.</p>
<p><a href="#_ftnref89" name="_ftn89">[89]</a> M. Sopata, op. cit., s. 91.</p>
<p><a href="#_ftnref90" name="_ftn90">[90]</a> Ibidem, s. 91.</p>
<p><a href="#_ftnref91" name="_ftn91">[91]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref92" name="_ftn92">[92]</a> M. Sopata, op. cit., s. 91.</p>
<p><a href="#_ftnref93" name="_ftn93">[93]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref94" name="_ftn94">[94]</a> Ibidem, s. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref95" name="_ftn95">[95]</a> M. Sopata, op. cit., s. 90.</p>
<p><a href="#_ftnref96" name="_ftn96">[96]</a> Ibidem, s. 91.</p>
<p><a href="#_ftnref97" name="_ftn97">[97]</a> Ibidem, s. 92.</p>
<p><a href="#_ftnref98" name="_ftn98">[98]</a> W. Bielawski, op. cit., s. 213.</p>
<p><a href="#_ftnref99" name="_ftn99">[99]</a> M. Sopata, op. cit., s. 92–93.</p>
<p><a href="#_ftnref100" name="_ftn100">[100]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 80.</p>
<p><a href="#_ftnref101" name="_ftn101">[101]</a> M. Sopata, op. cit., s. 93.</p>
<p><a href="#_ftnref102" name="_ftn102">[102]</a> A. Jedynak, op. cit., s. 109–110.</p>
<p><a href="#_ftnref103" name="_ftn103">[103]</a> Archiwum IPN w Warszawie, syg.  GK 185/7, List z urzędu gminy w Kamienicy do Starostwa Powiatowego w Limanowej, 27 XI 1945 r., s. 59.</p>
<p><a href="#_ftnref104" name="_ftn104">[104]</a> Ł. Bochenek, <em>Kleryk Andrzej Mróz – „Słoneczko”, </em>„Nasze Spotkania”, nr 11 (295) z listopada 2019 r., s. 25.</p>
<p><a href="#_ftnref105" name="_ftn105">[105]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 22.</p>
<p><a href="#_ftnref106" name="_ftn106">[106]</a> Archiwum Sądeckiego Sztetlu (dalej: ASS), Relacja Kazimierza Smajdora z 2021 r.</p>
<p><a href="#_ftnref107" name="_ftn107">[107]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 29.</p>
<p><a href="#_ftnref108" name="_ftn108">[108]</a> M. Sopata, op. cit., s. 92.</p>
<p><a href="#_ftnref109" name="_ftn109">[109]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię…</em>, s. 45; Idem, <em>Saga rodu Stobieckich (z dziejów ruchu oporu na ziemi sądeckiej), </em>„Rocznik Sądecki” t. 7: 1966, s. 399–412.</p>
<p><a href="#_ftnref110" name="_ftn110">[110]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 14.</p>
<p><a href="#_ftnref111" name="_ftn111">[111]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię…</em>, s. 25.</p>
<p><a href="#_ftnref112" name="_ftn112">[112]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 14.</p>
<p><a href="#_ftnref113" name="_ftn113">[113]</a> ASS, Relacja Kazimierza Smajdora z 2021 r.</p>
<p><a href="#_ftnref114" name="_ftn114">[114]</a> M. Sopata, op. cit., s. 93.</p>
<p><a href="#_ftnref115" name="_ftn115">[115]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref116" name="_ftn116">[116]</a> Ibidem, s. 30.</p>
<p><a href="#_ftnref117" name="_ftn117">[117]</a> M. Sopata, op. cit., s. 92.</p>
<p><a href="#_ftnref118" name="_ftn118">[118]</a> ANKr ONS, 31/190/53, Listy pomordowanych i zaginionych.</p>
<p><a href="#_ftnref119" name="_ftn119">[119]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 13.</p>
<p><a href="#_ftnref120" name="_ftn120">[120]</a> Ibidem, s. 22.</p>
<p><a href="#_ftnref121" name="_ftn121">[121]</a> ANKr ONS, 31/190/54, Protokół ekshumacji M. Rusina, k. 9.</p>
<p><a href="#_ftnref122" name="_ftn122">[122]</a> Ibidem, Protokół ekshumacji J. Pucha, k. 21.</p>
<p><a href="#_ftnref123" name="_ftn123">[123]</a> ASS, Relacja Jakuba Mullera z 2009 r.</p>
<p><a href="#_ftnref124" name="_ftn124">[124]</a> M. Sopata, op. cit., s. 92.</p>
<p><a href="#_ftnref125" name="_ftn125">[125]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 25.</p>
<p><a href="#_ftnref126" name="_ftn126">[126]</a> M. Sopata, op. cit., s. 94.</p>
<p><a href="#_ftnref127" name="_ftn127">[127]</a> <em>Miejsce pamięci…, </em>s. 5–6.</p>
<p><a href="#_ftnref128" name="_ftn128">[128]</a> M. Lebdowiczowa, <em>Czas pamięci, </em>„Almanach Sądecki” 2002, nr 3 (40), s. 108.</p>
<p><a href="#_ftnref129" name="_ftn129">[129]</a> ASS, Relacja Ewy Ćwiklińskiej z 2021 r.</p>
<p><a href="#_ftnref130" name="_ftn130">[130]</a> A. Janota-Strama, <em>Stadniccy herbu Szreniawa z Nawojowej, </em>Warszawa 2013, s. 298–299.</p>
<p><a href="#_ftnref131" name="_ftn131">[131]</a> M. Lebdowiczowa, op. cit., s. 108.</p>
<p><a href="#_ftnref132" name="_ftn132">[132]</a> ASS, Relacja Ewy Ćwiklińskiej z 2021 r.</p>
<p><a href="#_ftnref133" name="_ftn133">[133]</a> M. Lebdowiczowa, op. cit., s. 108.</p>
<p><a href="#_ftnref134" name="_ftn134">[134]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki…</em>, s. 161.</p>
<p><a href="#_ftnref135" name="_ftn135">[135]</a> A. Janota-Strama, op. cit., s. 298–299.</p>
<p><a href="#_ftnref136" name="_ftn136">[136]</a> ASS, Relacja Ewy Ćwiklińskiej z 2021 r.</p>
<p><a href="#_ftnref137" name="_ftn137">[137]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki…</em>, s. 157.</p>
<p><a href="#_ftnref138" name="_ftn138">[138]</a> Oprócz nich także: Chmiel Stefan, Jojczyk Bolesław, Legutko Zdzisław, Leśniak Wojciech, Walawski Roman, Wieczorek Stanisław, Wiśniewski Antoni i Zagajski Franciszek. Zob.: J. Bieniek, <em>Ziemia Sądecka w ogniu…</em>, s. 55.</p>
<p><a href="#_ftnref139" name="_ftn139">[139]</a> Idem, <em>W cieniu swastyki…</em>, s. 156.</p>
<p><a href="#_ftnref140" name="_ftn140">[140]</a> Idem, <em>A wasze imię…</em>, s. 51.</p>
<p><a href="#_ftnref141" name="_ftn141">[141]</a> M. Lebdowiczowa, op. cit., s. 108.</p>
<p><a href="#_ftnref142" name="_ftn142">[142]</a> ASS, Relacja Ewy Ćwiklińskiej z 2021 r.</p>
<p><a href="#_ftnref143" name="_ftn143">[143]</a> M. Lebdowiczowa, op. cit., s. 109.</p>
<p><a href="#_ftnref144" name="_ftn144">[144]</a> ASS, Relacja Ewy Ćwiklińskiej z 2021 r.</p>
<p><a href="#_ftnref145" name="_ftn145">[145]</a> A. Janota-Strama, op. cit., s. 299.</p>
<p><a href="#_ftnref146" name="_ftn146">[146]</a> M. Lebdowiczowa, op. cit., s. 110–111.</p>
<p><a href="#_ftnref147" name="_ftn147">[147]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 72.</p>
<p><a href="#_ftnref148" name="_ftn148">[148]</a> J. Łobodziński, <em>W 30 rocznicę krwawej zbrodni w lasach trzetrzewińskich, </em>„Rocznik Sądecki” t. 12: 1971, s. 422–423.</p>
<p><a href="#_ftnref149" name="_ftn149">[149]</a> Ibidem, s. 424.</p>
<p><a href="#_ftnref150" name="_ftn150">[150]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki…</em>, s. 149.</p>
<p><a href="#_ftnref151" name="_ftn151">[151]</a> J. Łobodziński, op. cit., s. 424.</p>
<p><a href="#_ftnref152" name="_ftn152">[152]</a> Ibidem, s. 425.</p>
<p><a href="#_ftnref153" name="_ftn153">[153]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref154" name="_ftn154">[154]</a> Ibidem, s. 426.</p>
<p><a href="#_ftnref155" name="_ftn155">[155]</a> IPNKr 010. 6349 t.1, Zeznania J. Gorki, k. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref156" name="_ftn156">[156]</a> J. Łobodziński, op. cit., s. 426.</p>
<p><a href="#_ftnref157" name="_ftn157">[157]</a> Ibidem.</p>
<p><a href="#_ftnref158" name="_ftn158">[158]</a> W. Bielawski, op. cit., s. 213.</p>
<p><a href="#_ftnref159" name="_ftn159">[159]</a> J. Łobodziński, op. cit., s. 426.</p>
<p><a href="#_ftnref160" name="_ftn160">[160]</a> E. i J. Wojnarowscy, <em>Słychać było jak śpiewali – Jeszcze Polska nie zginęła, </em>„Kurier Starosądecki”, R. 16, nr 171–172, Grudzień 2006, s. 12–13.</p>
<p><a href="#_ftnref161" name="_ftn161">[161]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię…</em>, s. 63.</p>
<p><a href="#_ftnref162" name="_ftn162">[162]</a> ANKr ONS, sygn. 31/190/53, Lista ofiar z Wysokiego, k. 589.</p>
<p><a href="#_ftnref163" name="_ftn163">[163]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię…</em>, s. 76.</p>
<p><a href="#_ftnref164" name="_ftn164">[164]</a> ANKr ONS, sygn. 31/190/53, Listy pomordowanych i zaginionych, k. 143–145.</p>
<p><a href="#_ftnref165" name="_ftn165">[165]</a> J. Łobodziński, op. cit., s. 427.</p>
<p><a href="#_ftnref166" name="_ftn166">[166]</a> Ibidem, s. 426.</p>
<p><a href="#_ftnref167" name="_ftn167">[167]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 78.</p>
<p><a href="#_ftnref168" name="_ftn168">[168]</a> Idem, <em>A wasze imię…</em>, s. 60.</p>
<p><a href="#_ftnref169" name="_ftn169">[169]</a> Ibidem, s. 27.</p>
<p><a href="#_ftnref170" name="_ftn170">[170]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 78.</p>
<p><a href="#_ftnref171" name="_ftn171">[171]</a> https://glos24.pl/klodne-tragiczna-rocznica-niemieckiego-barbarzynstwa, [dostęp: 27.05.2021 r.]</p>
<p><a href="#_ftnref172" name="_ftn172">[172]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki…</em>, s. 98.</p>
<p><a href="#_ftnref173" name="_ftn173">[173]</a> ASS, Kopia listu S. Pennara do rodziny [1943 r.].</p>
<p><a href="#_ftnref174" name="_ftn174">[174]</a> ASS, Relacja Elżbiety Zabża z 2020 r.</p>
<p><a href="#_ftnref175" name="_ftn175">[175]</a> ANKr ONS, 31/190/54, Protokół ekshumacji Stanisława Mazana w Męcinie, k. 219.</p>
<p><a href="#_ftnref176" name="_ftn176">[176]</a> Ibidem, Protokół ekshumacji Mieczysława Wędrychowskiego, k. 223.</p>
<p><a href="#_ftnref177" name="_ftn177">[177]</a> ANKr ONS, 31/190/53, Kwestionariusz o egzekucjach masowych i grobach masowych, k. 267.</p>
<p><a href="#_ftnref178" name="_ftn178">[178]</a> J. Bieniek, <em>Droga wiodła…</em>, s. 78.</p>
<p><a href="#_ftnref179" name="_ftn179">[179]</a> Ibidem, s. 79.</p>
<p><a href="#_ftnref180" name="_ftn180">[180]</a> ASS, Relacja Eugeniusza Gawrona.</p>
<p><a href="#_ftnref181" name="_ftn181">[181]</a> ANKr ONS, sygn. 31/190/53, Kwestionariusz o egzekucjach masowych i grobach masowych, k. 267.</p>
<p><a href="#_ftnref182" name="_ftn182">[182]</a> M. Kurzeja-Świątek, <em>Mieczysław Szurmiak – nauczyciel, publicysta, miłośnik kultury sądeckiej, </em>„Almanach Łącki” nr 33: 2020, s. 34–35.</p>
<p><a href="#_ftnref183" name="_ftn183">[183]</a> ANKr ONS, sygn. 31/190/53, Kwestionariusz o egzekucjach masowych i grobach masowych, k. 267.</p>
<p><a href="#_ftnref184" name="_ftn184">[184]</a> Ibidem, Kwestionariusz o egzekucjach masowych i grobach masowych, k. 267.</p>
<p><a href="#_ftnref185" name="_ftn185">[185]</a> J. Bieniek, <em>A wasze imię…</em>, s. 29</p>
<p><a href="#_ftnref186" name="_ftn186">[186]</a> J. Leśniak, <em>Nowa Encyklopedia Sądecka, </em>Nowy Sącz 2017, s. 617.</p>
<p><a href="#_ftnref187" name="_ftn187">[187]</a> ANKr ONS, 31/190/53, Kwestionariusz o egzekucjach masowych i grobach masowych, k. 153.</p>
<p><a href="#_ftnref188" name="_ftn188">[188]</a> ASS, Relacja Rajmunda Mędlarskiego z 2018 r.</p>
<p><a href="#_ftnref189" name="_ftn189">[189]</a> AYV, 88-0192F, M. Bergman – Winter, op. cit.<em>,</em> s. 36.</p>
<p><a href="#_ftnref190" name="_ftn190">[190]</a> IPNKr 2586.402, Wizja lokalna sądu przysięgłych w Bochum, k.16.</p>
<p><a href="#_ftnref191" name="_ftn191">[191]</a> ASS, Relacja Jakuba Mullera z 2009 r.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-7{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-7 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-7{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-7 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-7{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-7 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-8{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/miejsca-egzekucji-ludnosci-polskiej-na-sadecczyznie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Struktury niemieckiej policji porządkowej w Nowym Sączu</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/struktury-niemieckiej-policji-porzadkowej-w-nowym-saczu/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/struktury-niemieckiej-policji-porzadkowej-w-nowym-saczu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 27 Sep 2022 15:58:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.wojennysacz.pl/?p=3946</guid>

					<description><![CDATA[Struktury niemieckiej policji porządkowej w Nowym Sączu  Dawid Golik Niemiecka policja porządkowa (w skrócie Orpo) posiadała na terenie Generalnego Gubernatorstwa rozbudowaną strukturę. Dzieliła się na policję ochronną (Schutzpolizei, w skrócie Schupo) oraz żandarmerię (Gendarmerie). Zwarte jednostki Schupo stacjonowały w większych miastach i stolicach dystryktów, tworząc bataliony, a następnie pułki policyjne, zdolne do szybkich działań operacyjnych]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-9 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-8 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-9{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-9{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-9 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);"><strong>Struktury niemieckiej policji porządkowej w Nowym Sączu</strong></h1></div><div class="fusion-text fusion-text-9"><h3><strong><em><span style="text-decoration: underline;">Dawid Golik</span></em></strong></h3>
<p>Niemiecka policja porządkowa (w skrócie Orpo) posiadała na terenie Generalnego Gubernatorstwa rozbudowaną strukturę. Dzieliła się na policję ochronną (Schutzpolizei, w skrócie Schupo) oraz żandarmerię (Gendarmerie). Zwarte jednostki Schupo stacjonowały w większych miastach i stolicach dystryktów, tworząc bataliony, a następnie pułki policyjne, zdolne do szybkich działań operacyjnych na terenie kilku powiatów. Z kolei żandarmeria zgrupowana była w kompaniach i plutonach, obsadzała większe miejscowości oraz miasta powiatowe.</p>
<p>Także Nowy Sącz, jako stolica okupacyjnego powiatu, otrzymał swój pluton żandarmerii (Gendarmerie-Zug Neu Sandez), który wraz z bliźniaczymi plutonami w Jaśle i Tarnowie podlegał kompanii żandarmerii w Tarnowie (Gendarmerie-Hauptmannschaft Tarnow), dowodzonej przez kpt. żandarmerii Theodora Sielaffa<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a>. W mieście znajdowała się komenda plutonu na czele z dowódcą (Zugführer) tytułowanym inspektorem żandarmerii (Gendarmerie-Inspektor). W terenie tworzono zaś kilkunastoosobowe posterunki, lokując je w miejscowościach najbardziej zagrożonych działalnością podziemia. W ten sposób pluton żandarmerii w Nowym Sączu, którego dowódcą był por. (następnie kpt.) żandarmerii Georg Mittelmeier, miał obok dowództwa swoje posterunki w samym Nowym Sączu, Limanowej, Krynicy, Muszynie i Rożnowie<a href="#_ftn2" name="_ftnref2"><sup>[2]</sup></a>. Liczebność plutonu, według wytycznych z 1940 r., miała wynosić łącznie 55 osób. Posterunki z kolei miały się składać z dowódcy i co najmniej 12 żandarmów. Każdy żandarm posiadał na swoim wyposażeniu karabin i pistolet, ponadto na pluton przypadały 4 pistolety maszynowe i 2 lekkie karabiny maszynowe<a href="#_ftn3" name="_ftnref3"><sup>[3]</sup></a>.</p>
<p>Latem 1944 r. na Sądecczyźnie pojawiły się także kompanie i plutony żandarmerii ewakuowane do dystryktu krakowskiego GG z terenów wschodnich. W Nowym Sączu zakwaterowało dowództwo plutonu żandarmerii Dębica (2 oficerów, 17 podoficerów i szeregowych). Wszedł on ostatecznie w skład złożonej z dawnych plutonów żandarmerii Dębica, Krosno, Jasło, Przemyśl i Sanok kompanii żandarmerii do zadań specjalnych (Gendarmerie-Hauptmannschaft z.b.V.; 18 oficerów, 190 niemieckich podoficerów i szeregowych, 33 nieniemieckich podoficerów i szeregowych). Została ona utworzona w listopadzie 1944 r., a miejscem jej stacjonowania były Ujanowice. Plutony współtworzące tę jednostkę stacjonowały czasowo także w innych rejonach Sądecczyzny<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>.</p>
<p>W dystrykcie krakowskim funkcjonowały też samodzielne zmotoryzowane plutony żandarmerii (Gendarmerie-Zug mot.), które wysyłano do konkretnej miejscowości lub powiatu w momencie, kiedy miejscowe siły policji porządkowej okazywały się być niewystarczające do realizacji poszczególnych zadań. Począwszy od 1943 r. oddziały takie czasowo przebywały też na Sądecczyźnie. Jako pierwsze swoją aktywność na tym terenie zaznaczyły 64. i 69. zmotoryzowane plutony żandarmerii, które brały udział w akcjach przeciwko podziemiu jesienią 1943 r.<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a> Z kolei między sierpniem a październikiem 1944 r. Sądecczyzna stała się areną działalności 54. zmotoryzowanego plutonu żandarmerii (oficer, 39 podoficerów i szeregowych). Jako jeden z ostatnich, w grudniu 1944 r., do Nowego Sącza trafił cieszący się złą sławą 63. zmotoryzowany pluton żandarmerii<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>. Żandarmeria niemiecka w ostatnich miesiącach wojny stacjonowała w budynkach przy <strong>ul. Jagiellońskiej</strong> oraz <strong>Kościelnej</strong> i <strong>Naściszowskiej</strong>.</p>
<p>Istotne miejsce na mapie sił okupacyjnych miały także jednostki Schupo. Wprawdzie przez większą część wojny siły żandarmerii okazywały się być wystarczające do realizacji działań policyjnych na Sądecczyźnie, jednak niemal cały czas na terenie tego powiatu stacjonowały wydzielone jednostki policji ochronnej. Były to przede wszystkim pododdziały tzw. krakowskiego pułku policji (Polizei Regiment Krakau) złożonego z kilku rezerwowych batalionów policji sformowanych wcześniej na terenie Niemiec. W lipcu 1942 r. Pułk Policji Kraków przemianowano na 23. Pułk Policji, a rok później (w lutym 1943 r.) w dowód uznania dla działalności pułków Schupo, dodano im w nazwach określenie „Pułk Policji SS”. Od tej chwili, aż do momentu rozformowania tej jednostki, posługiwała się ona nazwą 23. Pułk Policji SS (SS-Polizei Regiment 23)<a href="#_ftn7" name="_ftnref7"><sup>[7]</sup></a>.</p>
<p>Na ślad pobytu policjantów z krakowskiego pułku Schupo w Nowym Sączu natrafiamy na przełomie 1940 i 1941 r., kiedy w mieście zakwaterowane zostały 4. i 6. kompanie 106. batalionu rezerwowego policji. Później, w styczniu 1942 r., kiedy w składzie Polizei Regiment Krakau znalazł się 111. batalion rezerwowy policji, poszczególne jego kompanie i plutony skierowano do Tarnowa (sztab oraz I pluton 1. kompanii), Rzeszowa (2. kompania), Przemyśla (3. kompania), Nowego Sącza (II pluton 1. kompanii), Gorlic (III pluton 1. kompanii) oraz Jasła i Sanoka<a href="#_ftn8" name="_ftnref8"><sup>[8]</sup></a>. Brały one udział w licznych akcjach wymierzonych w polskie podziemie oraz w ludność żydowską. W maju 1942 r. batalion został przerzucony na zajęte przez Niemców tereny ZSRS. Jego miejsce zajął 307. batalion rezerwowy policji dowodzony wówczas przez mjr. Siegfrieda Binza<a href="#_ftn9" name="_ftnref9"><sup>[9]</sup></a>. Sztab oraz 1. kompania znalazły się w Rzeszowie, 2. kompanię skierowano do Przemyśla, natomiast 3. kompanię podzielono między Tarnów a Nowy Sącz<a href="#_ftn10" name="_ftnref10"><sup>[10]</sup></a>. Policjantów wchodzących w skład krakowskiego pułku Schupo skoszarowano w budynku nieczynnego II Gimnazjum i Liceum w Nowym Sączu przy <strong>ul.</strong> <strong>Jagiellońskiej 63</strong><a href="#_ftn11" name="_ftnref11">[11]</a>.</p>
<p>W ramach niemieckiej policji porządkowej funkcjonowały również bataliony wartownicze policji (Polizei-Wachbataillone) oraz złożone przede wszystkim z ochotników – dawnych obywateli ZSRS i Ukraińców – policyjne bataliony ochrony (Schutzmannschafts-Bataillone, w skrócie Schuma). W sierpniu 1944 r. w rejonie Czchowa, Rożnowa i Nowego Sącza znalazły się też, złożone w większości z Kozaków i Ukraińców, bataliony Schuma: 111. i 206. Pierwszy z nich, 111. „kozacki” policyjny batalion ochrony sformowany został na przełomie 1942 i 1943 r. jako batalion wartowniczy na Ukrainie. Jego dowódcą był kpt. Werner Bellmann<a href="#_ftn12" name="_ftnref12"><sup>[12]</sup></a>. Po zakwaterowaniu w Nowym Sączu liczył 9 oficerów (w tym 5 Ukraińców), 13 podoficerów i 294 szeregowych (wszystkich narodowości ukraińskiej)<a href="#_ftn13" name="_ftnref13"><sup>[13]</sup></a>. W grudniu 1944 r. batalion opuścił GG<a href="#_ftn14" name="_ftnref14"><sup>[14]</sup></a>.</p>
<p>Z kolei 206. policyjny batalion ochrony utworzono we wrześniu 1943 r. z Ukraińców, którzy mieli wejść w skład ukraińskiego 32. policyjnego pułku strzeleckiego<a href="#_ftn15" name="_ftnref15"><sup>[15]</sup></a>. Dowództwo nad nim piastował od 2 marca 1944 r. SS-Sturmbannführer i mjr policji ochronnej Rudolf Maschlanka<a href="#_ftn16" name="_ftnref16"><sup>[16]</sup></a>. W lipcu 1944 r., po walkach z sowieckimi jednostkami frontowymi w rejonie Rzeszowa, oddział ten został przerzucony na Sądecczyznę, gdzie od grudnia 1944 r. stanowił główną część powstałej w tym czasie grupy bojowej (Kampfgruppe Maschlanka). Składał się on wówczas z niewielkiej kadry niemieckich policjantów (8 oficerów, 2 podoficerów, 76 szeregowych) oraz Ukraińców (5 podoficerów, 515 szeregowych)<a href="#_ftn17" name="_ftnref17"><sup>[17]</sup></a>.</p>
<p>Założyć należy, że obydwa bataliony skoszarowane zostały <strong>przy ul. Jagiellońskiej </strong>(wykorzystując też budynek II Gimnazjum i Liceum w Nowym Sączu), przy czym tabory Schuma 206 kwaterowały przy <strong>ul. Jagiellońskiej 36</strong>.</p>
<p>W składzie policji porządkowej znajdowała się także policja pomocnicza (Hilfspolizei, w skrócie Hipo), złożona z Volksdeutschów i kolaborantów werbowanych na terenach zajętych przez Niemców oraz okresowo służących w niej obywateli niemieckich zatrudnionych na terenie GG, a ponadto mundurowa Policja Polska Generalnego Gubernatorstwa, czyli tzw. policja „granatowa” (nazywana też policją powiatową). Ta ostatnia, pomimo wyodrębnienia w niej niższego szczebla struktur dowódczych, podlegała bezpośrednio niemieckiej żandarmerii. W powiecie nowosądeckim posterunki policji „granatowej” znajdowały się w: Nowym Sączu (komisariat policji oraz posterunek podmiejski), Chełmcu, Mszanie Dolnej, Niedźwiedziu, Limanowej, Męcinie, Szczyrzycu, Skrzydlnej, Krasnem-Lasocicach, Korzennej, Tymbarku, Dobrej, Ujanowicach, Kobyle-Gródku, Łososinie Dolnej, Łukowicy, Łącku, Starym Sączu, Podegrodziu, Grybowie, Kamienicy, Nawojowej, Piwnicznej, Krynicy i Muszynie<a href="#_ftn18" name="_ftnref18"><sup>[18]</sup></a>.</p>
<p>W Nowym Sączu znajdowała się też komenda powiatowa policji mundurowej, na której czele stał początkowo kpt. Leon Leśniowski (1940), a po nim komendantami byli Volksdeutsch mjr Vinzenz Edler von Strohe (1941) oraz kpt. Adam Kostyrka (1941–1945). Jej siedziba mieściła się przy <strong>ul. Szwedzkiej 9</strong><a href="#_ftn19" name="_ftnref19">[19]</a>. Liczebność policji „granatowej” w powiecie nowosądeckim wynosiła według etatów z lipca 1940 r. dwóch oficerów i 150 podoficerów oraz szeregowych<a href="#_ftn20" name="_ftnref20"><sup>[20]</sup></a>. Z powiatową komendą policji „granatowej” w Nowym Sączu blisko związana był również Szkoła Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa (Polizeischule der Polnischen Polizei des Generalgouvernements), która funkcjonowała od 1 października 1941 r., a jej komendantem był przez cały okres okupacji mjr Edler von Strohe (awansowany z czasem na stopień majora Schupo)<a href="#_ftn21" name="_ftnref21"><sup>[21]</sup></a>. Kontrwywiad ZWZ-AK pisał na jego temat w 1941 r.: <em>Wincenty von Strohe major żandarmerii WP w s</em>[tanie] <em>s</em>[poczynku] <em>były prezes </em>[w innym z raportów stwierdzano, że skarbnik] <em>Str</em>[onnictwa]<em> Nar</em>[odowego]<em> w N</em>[owym]<em>S</em>[ączu]<em>, kandydat na posła, obecnie Volksdeutsch mianowany przez Niemców głównym komendantem PP. Żona jego Migaczówna z domu jest wielką zwolenniczką Niemców, a córka uczęszcza do gimnazjum niemieckiego w Zakopanem</em><a href="#_ftn22" name="_ftnref22"><sup>[22]</sup></a>. Von Strohe (przed wojną posługiwał się nazwiskiem Wincenty Słoma) zamieszkiwał w tym czasie w prywatnym domu przy <strong>ul. Naściszowskiej 42</strong>.</p>
<p>Stałą kadrę szkoły stanowiło 11 oficerów i 24 podoficerów oraz szeregowych, którzy na jednym kursie prowadzili szkolenie dla ok. 250–300 kandydatów do służby w policji. Siedziba szkoły znajdowała się w budynku nieczynnego I Państwowego Gimnazjum i Liceum przy<strong> ul. Długosza 5</strong>. Wiosną 1944 r. budynek ten przejęto na potrzeby lazaretu wojskowego, a siedziba szkoły została przeniesiona do Żegiestowa<a href="#_ftn23" name="_ftnref23"><sup>[23]</sup></a>.</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Zob.: https://www.forum-der-wehrmacht.de/index.php?thread/65249-aufbau-und-stellenbesetzung-der-gendarmerie-im-distrikt-krakau-1939-1944/ [dostęp: 20.08.2021].</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> <em>Amtliches Fernsprechbuch für den Distrikt Krakau</em>, Krakau 1942, s. 44, 46–47; W. Curilla, <em>Der Judenmord in Polen und die deutsche Ordnungspolizei 1939–1945</em>, Paderborn 2011, s. 382, 395; A. Krawczyk, <em>Hitlerowski aparat okupacyjny na Sądecczyźnie</em> [w:] <em>Okupacja w Sądecczyźnie</em>, red. J. Berghauzen, Warszawa 1979, s. 74.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> Archiwum Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie [dalej: IPN GK], 196/258, Akta procesu Josefa Bühlera, Organisation der Gendarmerie im Generalgouvernement, Krakau, 17.06.1940, k. 116–117; ibidem, Organisation und Kräftebedarf der Gend. im Generalgouvernement, Berlin, 5.06.1940, k. 118–119; ibidem, Stärke und Ausrüstungsnachweisung für die Gendarmerie des Reiches im Generalgouvernement, k. 120–122.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Zestawiono na podstawie: Bundesarchiv-Militärarchiv Freiburg im Breisgau [dalej: BAMA], RH 53-23/47, Militärbefehlshaber im Generalgouvernement, Abteilung Ia, Anlagen zum Kriegstagebuch (1. Jan.–19. Feb. 1945), Stärkemäßige Gliederung der Div.z.b.V. 601, Krakau, 3.01.1945, k. 10–11; RH 53-23/48 [dalej: RH 53-23/48], Militärbefehlshaber im Generalgouvernement, Abteilung Ia, Anlagen zum Kriegstagebuch (1. Jan.–19. Feb. 1945), Karten der vorbereiteten Stellungen mit geplanter Besetzung 1944 – Januar 1945, Division z.b.V. 601 Kraftgliederung, 30.12.1944, k. 1; Einsatz „Ziethen”, Div.z.b.V. 601 [stan na 6.01.1945], k. 2; RH 53-23/71, Militärbefehlshaber im Generalgouvernement Abteilung Ia, Besetzung der vorbereiteten Stellungen (1944–1945) [dalej: RH 53-23/71], [Zestawienie sił niemieckich OFK 226/601 Div.z.b.V. stan na przełom października i listopada 1944 r.], bp; ibidem, Kampfgruppen der Ordnungspolizei im Raum der A 1 und A 2 Linie, Krakau, 24 XII 1944 r., bp; ibidem, Kampfgruppen der Ordnungspolizei im Raum der A 1 und A 2 Linie, Krakau, 2.01.1945, bp; ibidem, Kampfgruppen der Ordnungspolizei im Raum der A 1 und A 2 Linie, Krakau, 11.01.1945, bp.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> IPN GK 107/41, Wnioski odznaczeniowe policji niemieckiej, Vorschlagliste Nr 31 für die Verleihung des Kriegsverdienstkreuzes 2. Klasse mit Schwertern, Krakau, 17.04.1944, k. 55–60.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> IPN Kr 075/1, Wywiad i kontrwywiad niemiecki, t. 24, Tłumaczenie dot. Philippa Riedingera, k. 69–70. Zob. Archiwum Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie, S 4/75, Kopie wniosków odznaczeniowych żandarmerii niemieckiej w dystrykcie krakowskim; D. Golik, <em>Żandarmi od Kreskego</em>, „Dziennik Polski”, 2.01.2020 r.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> H.J. Neufeldt [J. Huck, G. Tessin], <em>Zur Geschichte der Ordnungspolizei, 1936–1945</em>, Koblenz 1957, s. 29.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8">[8]</a> W. Curilla, op. cit., s. 359.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9">[9]</a> Ibidem, s. 346.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10">[10]</a> Ibidem, s. 346–356</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11">[11]</a> J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki, cz. II. Starostwo powiatowe w Nowym Sączu</em>, „Rocznik Sądecki” 1995, t. 23, s. 141.</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12">[12]</a> Bundesarchiv Berlin-Lichterfelde [dalej: BArch], R 19/326, Chef der Ordnungspolizei [dalej: R 19/326], k. 39, 43; IPN GK 107/11, Wnioski odznaczeniowe policji niemieckiej, Wniosek o nadanie Żelaznego Krzyża 2 klasy Wernerowi Bellmannowi, 6 X 1944 r., k. 185; H.J. Neufeldt [J. Huck, G. Tessin], op. cit., s. 105.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13">[13]</a> BAMA, RH 53-23/71, [Zestawienie sił niemieckich OFK 226/601 Div.z.b.V. stan na przełom października i listopada 1944 r.], b.p.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14">[14]</a> BArch, R 19/326, k. 43. Batalion liczył już wówczas 14 oficerów i 412 podoficerów i szeregowych.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15">[15]</a> BArch, R 19/333. Chef der Ordnungspolizei, Aufstellung des Schutzmannschaftsbatl. 206 im Generalgouvernement, 25.08.1943, k. 78; H.J. Neufeldt [J. Huck, G. Tessin], op. cit., s. 106.</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16">[16]</a> BArch, R 19/507, Personalakten Rudolf Maschlanka, k. 58, 65, 68, 70–71; R 9355/739, Wnioski awansowe dla członków SS Polizei Regiment 4.</p>
<p><a href="#_ftnref17" name="_ftn17">[17]</a> J. Bieniek, <em>Łącko konspiracją kwitnące</em>, Nowy Sącz 1988, s. 156–157.</p>
<p><a href="#_ftnref18" name="_ftn18">[18]</a> IPN Kr 075/204, Policja Państwowa krypt. „Targowica”, Materiały operacyjne z lat 1949–1953. Doniesienia agenturalne, Spisy policji granatowej z pow. N. Sącz, k. 161; <em>Amtliches Fernsprechbuch…</em>, s. 38, 40, 42, 44–46, 48, 50, 53, 55.</p>
<p><a href="#_ftnref19" name="_ftn19">[19]</a> Por. L. Zakrzewski, <em>Bierna obrona przeciwlotnicza ludności miasta Nowego Sącza w okresie okupacji</em> [w:] <em>Bierna obrona ludności cywilnej Nowego Sącza – zarys dziejów</em>, red. L. Zakrzewski, Nowy Sącz 2017, s. 86.</p>
<p><a href="#_ftnref20" name="_ftn20">[20]</a> IPN GK 901/16, Der Höhere SS und Polizeiführer Ost (Wyższy Dowódca SS i Policji Wschód) [dalej: IPN GK 901/16], Wykazy stanu liczbowego policji polskiej i ukraińskiej w GG, Sollstärkenachweisung der polnischen und ukrainischen Polizei im Distrikt Krakau vom 1.7.1940, 15.07.1940, k. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref21" name="_ftn21">[21]</a> <em>Amtliches Fernsprechbuch…</em>, s. 47.</p>
<p><a href="#_ftnref22" name="_ftn22">[22]</a> Archiwum Akt Nowych w Warszawie, AAN, Armia Krajowa, 203/XI-9, Agenci i szpicle Gepo i GPU, Akta ZWZ z roku przypuszczalnie 1941, odnalezione i przepisane jesienią 1943 r., „Niedźwiedź”, k. 11.</p>
<p><a href="#_ftnref23" name="_ftn23">[23]</a> A. Hempel, <em>Pogrobowcy klęski. Rzecz o policji „granatowej” w Generalnym Gubernatorstwie 1939–1945</em>, Warszawa 1990, s. 74–75; J. Bieniek, <em>W cieniu swastyki cz. III. Wspomnienia</em>, „Rocznik Sądecki” 1996, t. 24, s. 97.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-8{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-8 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-8{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-8 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-8{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-8 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-9{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/struktury-niemieckiej-policji-porzadkowej-w-nowym-saczu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wojenne losy archiwaliów sądeckich</title>
		<link>https://www.wojennysacz.pl/wojenne-losy-archiwaliow-sadeckich/</link>
					<comments>https://www.wojennysacz.pl/wojenne-losy-archiwaliow-sadeckich/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maria]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 27 Sep 2022 11:14:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://new.wojennysacz.pl/?p=2790</guid>

					<description><![CDATA[Wojenne losy archiwaliów sądeckich  Sylwester Rękas Nowosądeckie archiwalia mają burzliwą historię, zarówno w końcu XIX w., jak i pod koniec okupacji niemieckiej doszło do wielkich strat zasobu. Jednak pierwsze duże nieszczęście nastąpiło już w późnym średniowieczu – w 1486 r. spłonęły księgi miejskie Nowego Sącza, choć na szczęście ocalały dokumenty pergaminowe. 17 kwietnia]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="fusion-fullwidth fullwidth-box fusion-builder-row-10 fusion-flex-container nonhundred-percent-fullwidth non-hundred-percent-height-scrolling" style="background-color: rgba(255,255,255,0);background-position: center center;background-repeat: no-repeat;border-width: 0px 0px 0px 0px;border-color:var(--awb-color3);border-style:solid;" ><div class="fusion-builder-row fusion-row fusion-flex-align-items-flex-start" style="max-width:1248px;margin-left: calc(-4% / 2 );margin-right: calc(-4% / 2 );"><div class="fusion-layout-column fusion_builder_column fusion-builder-column-9 fusion_builder_column_1_1 1_1 fusion-flex-column"><div class="fusion-column-wrapper fusion-flex-justify-content-flex-start fusion-content-layout-column" style="background-position:left top;background-repeat:no-repeat;-webkit-background-size:cover;-moz-background-size:cover;-o-background-size:cover;background-size:cover;padding: 0px 0px 0px 0px;"><style type="text/css">@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-title.fusion-title-10{margin-top:50px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:20px!important;margin-left:0px!important;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-title.fusion-title-10{margin-top:25px!important; margin-right:0px!important;margin-bottom:16px!important; margin-left:0px!important;}}</style><div class="fusion-title title fusion-title-10 fusion-sep-none fusion-title-text fusion-title-size-one" style="margin-top:50px;margin-right:0px;margin-bottom:20px;margin-left:0px;"><h1 class="title-heading-left fusion-responsive-typography-calculated" style="margin:0;--fontSize:45;line-height:var(--awb-typography1-line-height);">Wojenne losy archiwaliów sądeckich</h1></div><div class="fusion-text fusion-text-10"><h3><strong><span style="text-decoration: underline;"><em>Sylwester Rękas</em></span></strong></h3>
<p>Nowosądeckie archiwalia mają burzliwą historię, zarówno w końcu XIX w., jak i pod koniec okupacji niemieckiej doszło do wielkich strat zasobu. Jednak pierwsze duże nieszczęście nastąpiło już w późnym średniowieczu – w 1486 r. spłonęły księgi miejskie Nowego Sącza, choć na szczęście ocalały dokumenty pergaminowe. 17 kwietnia 1894 r. spłonął ratusz miejski w Nowym Sączu, a w nim archiwum miejskie, gdzie zniszczeniu uległo ok. 150 przywilejów królewskich z lat 1273–1773. Tym razem udało się uratować księgi miejskie obejmujące okres od 1488 r. do końca XVIII w., pergaminy przepadły. W nowo budowanym ratuszu planowano specjalne pomieszczenie dla archiwum miejskiego i biblioteki J. Szujskiego, jednakże zaraz po pożarze najstarsze archiwalia miejskie ocalałe z pożaru oddano w depozyt do Archiwum Akt Dawnych m. Krakowa (obecnie Archiwum Narodowe w Krakowie). Osobnego pomieszczenia w ratuszu nie przygotowano, a bibliotekę oddano w 1909 r. Towarzystwu Szkół Ludowych wraz z innymi cennymi aktami, które zostały jeszcze w Nowym Sączu (oprócz akt miejskich – również cechowe). Starano się również o powiększenie zasobu archiwalnego, mi.in. w 1913 r. Władysław Mazur pośredniczył w pozyskaniu przez bibliotekę Towarzystwa Szkoły Ludowej depozytu starosądeckich archiwaliów (dokumentów, akt i ksiąg ławniczych) oraz części akt kamery starosądeckiej. Przed II wojną były w Nowym Sączu dwa archiwa: miejskie (strych ratusza) oraz drugie przy Miejskiej Bibliotece im. J. Szujskiego. Gdy wyremontowano zamek w latach 30. XX w., przeznaczono go na Muzeum i umieszczono tam też część akt.<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a> Warto wspomnieć, że Homecki, jako główny cechmistrz, miał u siebie zgromadzone stare nowosądeckie akta cechowe. Znajdujące się w bibliotece akta staropolskie nie były właściwie przechowywane i uporządkowane, na co wskazywał Kierownik Archiwum Państwowego w Krakowie w piśmie z 21 października 1938 roku.<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a></p>
<p>W czasie okupacji Niemcy bardzo interesowali się archiwaliami, zaczęli je gromadzić i inwentaryzować akta. Pierwsze sprawozdania o archiwaliach przechowywanych w Nowym Sączu komisarz miasta dr Hein wysłał do Krakowa do swoich przełożonych jeszcze w marcu 1940 r. Wówczas wspominał o cennych niemieckich aktach z XIX w. c.k. kamery starosądeckiej. Władze niemieckie zainteresowały się aktami przechowywanymi w bibliotece, na zamku i w ratuszu. Polecili też zamknąć bibliotekę miejską oraz zapieczętować szafy z archiwaliami. Wtedy udało się część z nich zapobiegliwie ukryć w pobliskim mieszkaniu jednej nauczycielki (Szybiakówna) po drugiej stronie ulicy Jagiellońskiej. W dniu 18 lipca 1940 r. władze niemieckiego archiwum w Krakowie wysłały do wszystkich zarządów miast kwestionariusz w sprawie archiwaliów i bieżących registratur. Dowiadujemy się z niego m.in., że akta miejskie z ostatnich lat (1919–1939) przechowywane były w ubikacji w ratuszu na drugim piętrze (!), starsze akta, sięgające XIX w., trzymano na strychu. W zamku nowosądeckim znajdowały się akta dotyczące różnych miejscowości, w tym również te dotyczące osadnictwa niemieckiego. Nie były to precyzyjne odpowiedzi, ale Niemcy dopiero zaczęli rozpoznawać zasób. Doprowadzenie do porządku archiwum w Nowym Sączu powierzono profesorowi II gimnazjum w Nowym Sączu Janowi Weimerowi.</p>
<p>W październiku 1940 r. nowy komisarz miasta dr Friedrich Schmidt odwiedził archiwum na zamku w Nowym Sączu. Ponieważ akta przechowywane były tam w wilgotnych ubikacjach, komisarz wysłał nawet list do prof. Romualda Reguły, któremu wówczas podlegało muzeum i archiwum na zamku, wyrażając oburzenie z powodu warunków, w jakich znajdują się dokumenty. Komisarz zarządził, aby cenne archiwalia, przechowywane na zamku w nieodpowiedni sposób, przewieźć do biblioteki miejskiej do „Dworku” na nowosądeckich plantach (Jagiellońska 35). We wrześniu 1940 r. komisarz miasta Hein wezwał kierowniczkę Biblioteki Laurę Markowską i oświadczył, że budynek biblioteczny zostanie przeznaczony dla Hitlerjugend i zbiory należy szybko przenieść. Komisarz wskazał jako miejsce przenosin klasztor oo. Jezuitów. Ci jednak nie mieli odpowiednich wolnych pomieszczeń. Te, które były do dyspozycji były zbyt wilgotne, co groziłoby zniszczeniem archiwaliów. Udało się przekonać Niemców do zmiany miejsca umieszczenia akt. Poproszono ks. infułata Mazura o przeznaczenie domu parafialnego „Świt” przy ul. św. Ducha 2 na przeznaczenie dla biblioteki polskiej. Tymczasem w archiwum miejskim również Niemcy prowadzili poszukiwania cennych dla nich akt; znaleziony tam plan miasta w języku niemieckim z 1831 r. przesłali do Krakowa celem wykonania kopii. W październiku 1940 r. Volksdeutschowi dr. Rudolfowi Kesserlingowi, byłemu profesorowi religii ewangelickiej na Uniwersytecie Warszawskim powierzono nadzór nad archiwum i biblioteką niemiecką. Warto wspomnieć, że Rudolf Kesserling pochodził z rodziny dawnych osadników niemieckich, przybyłych z Saksonii do Galicji w II poł. XVIII w. Urodził się w 1884 r. w niemieckim Nowym Chruśnie, kolonii niemieckiej nieopodal Lwowa. Studiował na uniwersytecie w Wiedniu, Lipsku i Halle. Był proboszczem parafii ewangelickiej we Lwowie (do 1929 r.), następnie zaś kapelanem wojskowym. W 1932 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (!) i w tym samym roku został profesorem Wydziału Teologii Ewangelickiej Uniwersytetu Warszawskiego. Po wojnie był nauczycielem religii w powojennych Niemczech (RFN).</p>
<p>Władze krakowskiego Archiwum Generalnego Gubernatorstwa były bardzo zainteresowane nowosądeckimi archiwaliami. Dr Kesserling zawiadomił już w listopadzie 1940 r. radcę archiwum państwowego w Krakowie, dr Goeringa o miejscu przechowywania akt w bibliotece miejskiej, o ich ilości i znaczeniu. Kilka dni później przesłał ogólny spis akt znajdujących się w ratuszu miejskim.</p>
<p>Kesserling powiadamiając dyrektor polskiej biblioteki, że obejmuje nadzór na wszystkimi bibliotekami i archiwami w powiecie sądeckim, równocześnie poprosił o wypożyczenie pewnej ilości książek oraz ksiąg ławniczych Starego Sącza. Księgi te umieszczono w bibliotece niemieckiej w budynku „Sokoła”. Księgi staropolskie znajdowały się w kancelarii Kesserlinga, który przez cały okres okupacji zapewniał że księgi te niebawem wrócą do polskiej biblioteki. Akta te posłużyły mu m.in. do napisania propagandowej monografii Nowego Sącza, ukazującego miasto jako ośrodek o korzeniach niemieckich [<em>Neu-Sandez und Neu-Sandezer Land: Ihre deutsche Vergangenheit und Aufbauarbeit (1230–1940)</em>, Krakau – Warschau 1941]. Oddając sprawiedliwość Kesserlingowi, trzeba wspomnieć, że księgozbiory konfiskowane z terenu powiatu odstawiane były do archiwum niemieckiego Kesserlinga, a stamtąd partiami przekazywano je do biblioteki polskiej. Jesienią 1940 r. komisarz miejski wysłał do archiwum nadzorowanego przez Kesserlinga, akta z okolicznych ewangelickich urzędów parafialnych. Z kolei w kwietniu 1941 r. Kesserling przesłał komisarzowi sprawozdanie z pracy nad aktami przechowanymi w archiwum niemieckim, z którego wynika, że część akt wybrakował z uwagi na ich zbutwienie; spisał ponad 200 tomów różnych ksiąg, ważniejsze dokumenty specjalnie zaznaczył, ponadto uporządkował 2206 akt, a wszystkie przywileje (starosądeckie) złożył w osobnych kopertach<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>.</p>
<p>Informacje o sądeckich archiwaliach przesłane przez pastora Kesserlinga pozwoliły dyrektorowi niemieckiego Archiwum Państwowego w Krakowie, dr. Erichowi Randtowi na uwzględnienie ich w swoim drugim artykule poświęconym archiwom w Generalnym Gubernatorstwie (<em>Die Archive des Generalgouvernements</em>, Die Burg, Heft 2, Krakau 1941, s. 60–61.) Akta podzielił na trzy grupy ogólne: historia kultury, historia gospodarcza i historia osadnictwa niemieckiego. Porządkując dalej archiwum, Kesserling wspomniał w sprawozdaniu z lipca 1942 roku o konieczności wybrakowania zbutwiałych materiałów archiwalnych (ok. 4000 akt) i utworzeniu kilku grup tematycznych:</p>
<ol>
<li>Akta grodzkie Nowego Sącza sięgające 1750 r., do których dodał uwagę: <em>Jakkolwiek akta te dla polskich badań historycznych mogą być ważne, jednak dla historii niemieckiej z tego okresu są bez znaczenia</em>;</li>
<li>Akta Magistratu sięgające 1750 r., przy których zanotował, że te pisane w latach od 1772 do 1867, do czasów autonomicznych Galicji, są pisane po niemiecku. Pośród tych akt pogrupował archiwalia w szczegółowe grupy: materiały ważne dla Niemców, sprawy żydowskie, sprawy szkolne itd.;</li>
<li>Akta urzędów cyrkularnych i skarbowych oraz kamery (Starego i Nowego Sącza, Limanowej, Tymbarku, Krynicy i Muszyny itd.). Akta pisane głównie po niemiecku;</li>
<li>Księgozbiór ustaw państwowych i krajowych od 1772 r;</li>
<li>Akta parafialne ewangelickie z Nowego Sącza i Stadeł. Akta z tej grupy przekazano oddziałowi Zarządu Wewnętrznego. Część z nich stanowi obecnie zasób Archiwum Narodowego w Krakowie.<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a></li>
</ol>
<p>Niezwykle cenny jest sporządzony przez Kesserlinga 11 sierpnia 1942 r. 10-stronicowy spis i opis ksiąg miejskich oraz cechowych znajdujących się w archiwum miejskim w Nowym Sączu. Księgi z tego spisu zostały potem wywiezione przez Niemców i zaginęły.<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a></p>
<p>Odnośnie akt staropolskich warto wspomnieć, że w grudniu 1942 r., komisarz miasta Nowego Sącza przesłał do Krakowa, do dyrektora Archiwum GG, 16 fotokopii przywilejów miasta i cechów. Nie wiadomo, jakiej treści były te przywileje. Najcenniejsze akta zgromadzono w prywatnym mieszkaniu komisarza miasta dr. Huellera.</p>
<p>Dużą część akt, w tym cenne akta i dokumenty starosądeckie, Niemcy w lipcu 1944 r., zapakowali na samochody i wywieźli na zachód. Niewykluczone jednak, że kiedyś te akta się odnajdą, jak to się zdarza z różnymi dobrami kultury zagrabionymi przez Niemców, o ile nie uległy zniszczeniu podczas działań wojennych. Kesserling pozostawił po sobie trzy duże puste koperty, w których przechowywał przywileje i kopie dokumentów zabranych ze Starego Sącza (7 sztuk). Po wojnie Wiktor Bazielich zwrócił się do przebywającego w Niemczech Kesserlinga z prośbą o opisanie okoliczności wywiezienia akt z Nowego Sącza. Ten tłumaczył, że opierał się przed wysyłką akt staropolskich w głąb Niemiec, gdyż mają znaczenie głównie w związku z terenem na którym są przechowywane. Pastor wręcz napisał, że ryzykował wiele, starając się ochronić akta te przed wywózką. Gdy próbował się dowiedzieć, dokąd akta pojadą, uzyskał odpowiedź, że do Goerlitz (Zgorzelca) i że opiekę nad nimi powierzono Landkomissarowi Muege, który w czasie wojny był w Limanowej. Jednakże relacja powojenna, uzyskana od kierowniczki biblioteki miejskiej, Laury Markowskiej, przyniosła inne zgoła fakty, które nie zgadzały się z wersją Kesserliga. Przed wyjazdem z Nowego Sącza w 1944 r. dr Kesserling powiadomił kierowniczkę Markowską, że akta które zabrał swego czasu do archiwum niemieckiego umieszczone zostały w ratuszu, w specjalnym schronie. Nie było to niestety prawdą, takiego schronu w ratuszu nie było. Ślad po wywiezionych archiwaliach zaginął i do dziś ich nie odnaleziono, chociaż zaraz po wojnie dyrekcja Archiwum Państwowego w Krakowie podejmowała ich poszukiwania. Szukano ich w Zgorzelcu, Bolesławiu i innych miejscowościach na Dolnym Śląsku. W poszukiwaniach brał udział Wiktor Bazielich, który po uzyskaniu informacji że jakieś archiwalia znaleziono w 1947 roku w Zgorzelcu, pisał w ich sprawie do dyrekcji Archiwum Państwowego we Wrocławiu, które jednak wyjaśniło, że dotyczyły one jedynie Zgorzelca<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>.</p>
<p>Należy mieć nadzieję, że zrabowane archiwalia nie uległy zniszczeniu podczas transportu w głąb Niemiec i kiedyś zostaną odnalezione.</p>
<p>——————————————————————————————</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> K. Golachowski, <em>Inwentarz Archiwum Miasta Nowego Sącza z lat 1292–1772 (Inwentarz idealny) </em>„Rocznik Sądecki”, t. 3, s. 192–200.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział w Nowym Sączu (ANKNS), Korespondencja w sprawie archiwów miejskich zamku królewskiego w Nowym Sączu, zabytków, muzealiów oraz pomocy finansowej dla Redakcji „Rocznika Sądeckiego”, sygn. 31/15/790, s. 59.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> K. Golachowski, s. 201-203, L. Markowska, <em>Karta z kroniki Biblioteki Miejskiej w im. J. Szujskiego w Nowym Sączu) </em>„Rocznik Sądecki”, t. 2, s. 173-179. ANKNS, Archiv der Stadt Neu- Sandez Archiwum Miejskie w Nowym Sączu [Korespondencja w sprawie archiwów sądeckich], sygn. 31/15/929.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> K. Golachowski, s. 204–205</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> Spis jest przechowywany w nowosądeckim Oddziale Archiwum Narodowego w Krakowie we wspomnianej wyżej korespondencji, zob. przyp. 3.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> K. Golachowski, s. 206–210; L. Markowska, s. 182–184.</p>
</div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-builder-column-9{width:100% !important;margin-top : 10px;margin-bottom : 10px;}.fusion-builder-column-9 > .fusion-column-wrapper {padding-top : 0px !important;padding-right : 0px !important;margin-right : 1.92%;padding-bottom : 0px !important;padding-left : 0px !important;margin-left : 1.92%;}@media only screen and (max-width:1024px) {.fusion-body .fusion-builder-column-9{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-9 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}@media only screen and (max-width:640px) {.fusion-body .fusion-builder-column-9{width:100% !important;order : 0;}.fusion-builder-column-9 > .fusion-column-wrapper {margin-right : 1.92%;margin-left : 1.92%;}}</style></div></div><style type="text/css">.fusion-body .fusion-flex-container.fusion-builder-row-10{ padding-top : 0px;margin-top : 0px;padding-right : 25px;padding-bottom : 25px;margin-bottom : 0px;padding-left : 25px;}</style></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.wojennysacz.pl/wojenne-losy-archiwaliow-sadeckich/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
